Mój pies wyraźnie przeciwstawia się wszechobecnemu na ulicach nurtowi „jestem gruby = jestem kochany”. Waży sobie idealnie do wzrostu jak na jack russella (co też, jak się okazało, bywa rzadkością 😉 ), tłuszczyku nie ma zbyt wiele, a jak się go dotknie, to czuć żebra, kości biodrowe i kręgosłup. Ten ostatni najmniej, bo skurczybyk mały biały jest umięśniony jak na złość co poniektórym. I właśnie o tych mięśniach dziś będzie.

Generalnie to jestem zdania, że zdrowy pies to umięśniony pies – odpowiednia tkanka mięśniowa oznacza, że pies jest w dobrej kondycji, a dodatkowo również zapobiega ona rozmaitym kontuzjom, np. zerwaniu więzadeł. Dzięki temu nawet, jak pies nie wyrobi się na zakręcie, to sobie nic nie naderwie.
Oczywiście, podstawą budowania tkanki mięśniowej jest po prostu odpowiednie żywienie + ruch, oba w odpowiednich proporcjach i ilościach 😉 Jak pies je za dużo, a za mało się rusza, albo przeciwnie – za dużo się rusza, a za mało je, to uzyskamy kolejno: grubasa albo szkieletora. Jasne jest też, że niektóre psy nigdy nie będą miały tak bardzo widocznej tkanki mięśniowej, ale to jest wynik nie braku starań właściciela, a raczej po prostu genów.
Najłatwiej tkankę mięśniową budować poprzez regularny ruch oraz… pływanie. Szkopuł w tym, że niektóre psy pływać nie lubią, a dodatkowo w zimie jest to raczej niemożliwe. Dlatego musieliśmy poszukać czegoś, co wpłynie na rozwój mięśni bez stosowania wody 😉 W lecie – chodzenie po rozmaitych pochyłościach czy piasku, jeśli ktoś miewa takie w okolicy, jest świetnym rozwiązaniem na rozwijanie mięśni w różnych partiach.
U nas doskonale sprawdziły się wszelkie ćwiczenia, które związane były zarówno z tkanką mięśniową, jak również ze zmysłem równowagi oraz rozróżniania przez psa różnych jego części ciała. Czyli na sam początek świadomość zadu – obecnie ma wyrobioną ową świadomość, jak też mięśnie grzbietu, na tyle, że zarzuca zadkiem również wówczas, gdy nie ma żadnego oparcia, dzięki czemu chwilę stoi na przednich łapach, choć chyba bez konkretnie takiego zamiaru. Tego będziemy uczyć osobno również 😉
Dodatkowo – celowanie łapkami w różne rzeczy. Zarówno łapkami przednimi, jak i tylnymi. Kręcenie się wokół własnej osi na podstawce tak, że część ciała jest wyżej. Wchodzenie i wskakiwanie na niestabilne przedmioty (rzecz jasna, pilnowane przeze mnie, aby pies nie zrobił sobie krzywdy). I w zasadzie te wszystkie ćwiczenia, rozmaicie mieszane i wykonywane z super zapałem sprawiły, że pies wygląda jak wygląda 🙂
Macie przedsmak 🙂 Dla Jaxa zupełnie nowe ćwiczenia, dziś pierwszy raz. Trochę na smaki, trochę na piłki, które zwykle kręcą mu w głowie i nie jest w stanie na nie pracować. Jak widać – ubezpieczam go, bo nie czuje się pewnie, ale przynajmniej wie, że jest bezpieczny i wiele rzeczy robi.

Close Menu