Wiele razy dostawałam pytania dotyczące tego, ile czasu zajmuje mi prowadzenie bloga. Wiele razy spotkałam się też z lekceważeniem i stwierdzeniami, że to takie „nic” i na pewno poświęcam temu kwadrans raz w tygodniu. Tak twierdzi coraz mniej osób, ale nadal są wśród nich zarówno potencjalni czytelnicy, jak też firmy oczekujące darmowej reklamy. W związku z akcją #TworzeNieKradne przygotowałam dla Was krótkie podsumowanie informacji odnośnie prowadzenia bloga.

Co to znaczy: prowadzić blog?

No właśnie, zacznijmy od tego, co to właściwie dla mnie znaczy. Od samego początku mój blog jest miejscem na wyrażanie moich poglądów, ale też zamieszczanie porad czy dzielenie się przeżyciami z podróży. Od początku postawiłam na dość specyficzną, psią tematykę, która jest dla mnie pasją. Jednocześnie połączyła się ona z innym ulubionym zajęciem: pisaniem. Można więc powiedzieć, że Biały Jack zbudowany jest na dwóch moich pasjach, a u jego fundamentów leży warsztat, który stale szlifuję, bo wszak na co dzień również pracuję ze słowem pisanym.

W skład prowadzenia bloga wpisują się w moim przypadku:

  • stworzenie spójnej wizji tego, co chciałabym tutaj umieszczać;
  • przygotowanie i stałe ulepszanie silnika strony;
  • szukanie nowych udogodnień technicznych dla czytelników;
  • opracowywanie tematów i ich porządkowanie;
  • reasearch i pisanie postów;
  • tworzenie i obrabianie zdjęć;
  • przygotowywanie wpisów do kanałów społecznościowych;
  • pilnowanie terminów i opłacanie domeny, serwera, protokołu bezpieczeństwa oraz innych spraw związanych z utrzymaniem strony.

Na pewno nie wymieniłam wszystkiego. Ale to daje Wam ogólny pogląd na to, ile zajęć robię i dlaczego zainteresowała mnie akcja „Tworzę, nie kradnę”.

lubań z psem

Ile czasu poświęcam na jeden wpis?

Mowa tutaj o standardowym wpisie – potem napiszę, czym różni się on od tego mniej „standardowego”. Wymienię Wam ogólnie większość czynności, które wykonuję przy tworzeniu pojedynczego wpisu oraz orientacyjny czas – tam, gdzie się da to zrobić – który temu poświęcam.

1. Wymyślenie tematu

Czasu nie określę, bo czasem to natychmiastowa inspiracja, czasem coś przyjdzie mi na myśl, gdy już prawie usnęłam, podczas gdy inne tematy rodzą się w bólu. Jest to jednak sprawa podstawowa.

2. Opracowanie tematu, czyli research

W skład tego punktu wchodzi: poznanie zagadnienia, zapoznanie się z literaturą czy badaniami albo innymi źródłami, porównanie źródeł (szczególnie ważne w kwestiach kontrowersyjnych), sprawdzenie, czy wszystkie informacje, które posiadam, są aktualne. Do tego sprawdzam też kwestie związane z SEO. Zajmuje to od pół godziny w przypadku wpisów o tematyce niespecjalistycznej do nawet trzech-czterech godzin (tematy takie jak ten o agresji czy o szczepieniach).

3. Przygotowanie niezbędnych materiałów

Chodzi tutaj przede wszystkim, jeśli takie istnieją, o bibliografię, mapy, uporządkowanie źródeł, z których korzystałam we wcześniejszym punkcie, a także stworzenie konspektu tego, co chciałabym zawrzeć we wpisie. Konspekt następnie porządkuję, aby całość była spójna, czasem coś wytnę, często coś dodam. Zajmuje mi to zwykle około godziny.

4. Stworzenie wpisu

To najdłuższy etap. Lubię pisać, ale lubię mieć też pewność, że inni rozumieją to, o czym piszę. Z tego powodu w skład tego etapu wchodzi między innymi stworzenie „brudnopisu” w oparciu o konspekt, sprawdzenie, czy zawarłam wszystkie istotne informacje, a następnie sprawdzenie tekstu i poprawienie go. Zazwyczaj zajmuje mi od godziny do trzech godzin, jeśli rzetelnie podeszłam do poprzednich etapów.

5. Formatowanie tekstu

Czyli nagłówki, wstawienie linków, odpowiednie rozmieszczenie wszystkiego, dodanie pogrubień, wyimków czy uporządkowanie bibliografii i przypisów. Trwa to około pół godziny przy tekście standardowej długości.

pies i dziecko

6. Przygotowanie zdjęć

Zazwyczaj mam już bazę zdjęć, co znacznie ułatwia sprawę. Korzystam najczęściej ze swoich zdjęć, a jeśli nie mam adekwatnych albo nie piszę o Małym Białym, używam tych na licencji CC0 z banku. I tak je podpisuję, bo jestem zdania, że warto podpisywać każdą pracę w sieci. Jeśli chcę udostępnić czyjąś pracę (jak na przykład we wpisie o psach w literaturze), szukam formy, którą udostępnić mogę (na przykład kod z IG) albo piszę do autora z pytaniem, czy mogę wykorzystać grafikę. Ten etap trwa zwykle do pół godziny, bo grafiki i zdjęcia przygotowuję wcześniej. Jeśli temat wpadnie nagle i muszę dodatkowo stworzyć plakat czy infografikę, należy dodać do tego kolejną godzinę).

7. Sprawy techniczne

Tutaj zawieram przypisanie do odpowiedniej kategorii, stworzenie zajawki, przygotowanie wszystkich treści SEO, czyli tych, które pozycjonują wpis w internecie i dzięki którym łatwiej jest go znaleźć. Zajmuje mi to zwykle do pół godziny, ze stałym kontrolowaniem, czy wszystko wygląda ok.

I publikacja. I mogłoby się zdawać, że to już tyle, ale przecież są jeszcze FB i Instagram. Uśrednijmy, że przygotowanie treści na nie zajmuje mi tygodniowo około dwie godziny, łącznie z planowaniem i przemyśleniem, co chcę tam zamieścić.

Przygotowanie pojedynczego wpisu zajmuje mi więc od czterech do ponad dziesięciu godzin, nie licząc mediów społecznościowych, czasu poświęconego na robienie i obrobienie zdjęć czy, przykładowo, testowanie produktów i inne elementy niektórych wpisów. Tego ostatniego nie liczę, bo i nie sposób. Ale, dla przykładu, na wpis o monorybach, który ciągle czeka na publikację poświęciłam już w sumie ponad dwadzieścia godzin. I nadal nie skończyłam…

Dlaczego o tym piszę?

Na pewno nie po to, aby wzbudzić Wasze współczucie, litość czy cokolwiek innego – ja lubię to, co robię, nie przeszkadza mi też czas, który ma to poświęcam. Chciałam Wam jednak pokazać, że „prowadzenie bloga” to nie jest zawsze wrzucenie jednego, niegramatycznego wpisu o długości tysiąca znaków ze spacjami. Znam wiele osób, które blogują zupełnie serio i tak też traktują swoich Czytelników – dbają o to, aby treść była ciekawa, merytoryczna, jakość zdjęć przyjemna dla oka, a ich miejsce w sieci przynosiło odpowiedzi na wiele pytań.

Tymczasem przez wiele lat internet nie był łaskawy dla twórców.

karmy, psie rzeczy, wychowanie psa

Powiedz mi, czy oburzyłbyś się, gdyby ktoś ukradł Twój samochód? Telefon? Kurtkę Twojemu dziecku? Smycz Twojemu psu? Albo, gdyby ktoś w pracy przywłaszczył sobie Twój projekt i przedstawił jako swój?

To wszystko to przykłady kradzieży. Rzeczy, która nas oburza, odstręcza, a co więcej – rzeczy karalnej. Pod zdjęciami informującymi o kradzieży psa jest zawsze masa oburzonych wpisów, no bo jak można komuś coś ukraść?! Te same osoby jednak często wstawiają na swoje profile czy grupy, do których należą, zdjęcia ściągnięte z Google’a czy teksty wycięte z blogów, bez podpisów, a nawet z wyciętymi logotypami!

To też jest kradzież. Na szczęście coraz więcej przypadków pokazuje, że za taką kradzież sprawca również dostaje adekwatny wyrok.

Mnie samą dotknęło wiele spraw związanych z kradzieżą i innymi, pokrewnymi, niedozwolonymi albo po prostu nieetycznymi czynnościami. Były to:

  • wstawienie zdjęcia Małego Białego z wyciętym logotypem jako „swojego” na konkurs… przez obcą osobę;
  • przekopiowanie całego wpisu z bloga albo jego fragmentu na obcą stronę – wielokrotnie, w tym przez organizacje prozwierzęce;
  • wstawienie zdjęcia Małego Białego na obcy blog czy stronę;
  • „inspiracja” pomysłem tak silna, że wyglądała, jakbym prowadziła za dzieciaka drugi, bliźniaczy blog;
  • naśladownictwo postępującego do tego stopnia, że grafiki, zdjęcia czy cykle wpisów tworzone były na innym blogu 1:1.
karmy dla psów

To tylko część przypadków i celowo nie wstawiam tutaj przykładów, bo nie o to chodzi. Wszystkie te osoby, firmy i organizacje miały ze mną potem kontakt i usunęły skradzione treści. W niektórych przypadkach pojawiły się zdziwienie, zawstydzenie, przeprosiny. Niektórzy byli oburzeni, że zwracam im uwagę i usunęli treści dopiero po interwencji mojego prawnika.

Tworzę, nie kradnę

W ramach akcji „Tworzę, nie kradnę” chciałam zwrócić Waszą uwagę na ten problem. 

Czego nie robić, aby nie było to niezgodne z prawem? Oto kilka przykładów:

  • nie ściągajcie grafik i zdjęć z wyszukiwarek – to, że tam są, nie oznacza, że nie są objęte prawami autorskimi;
  • nie wstawiajcie zdjęć i grafik, które do Was nie należą, zwłaszcza z podpisem „źródło: internet” czy bez wiedzy i zgody autora,
  • nie kopiujcie cudzych pomysłów – inspirujcie się i wymyślajcie swoje!
  • nie wycinajcie logotypów ze zdjęć i grafik – nie sprawi to, że przestaną być objęte prawami autorskimi
  • nie kopiujcie fragmentów wpisów do grup czy na swoje profile, zwłaszcza bez wskazania źródła.

Mam też do Was dwie prośby.

Zawsze zwracajcie uwagę na treści, zdjęcia, grafiki, które są Wam znane z widzenia, a wstawione przez obce strony czy osoby – i zawsze dawajcie znać prawowitemu właścicielowi!

Nigdy nie kradnijcie. Zawsze twórzcie.

Co możecie robić w zamian? Chętnie podpowiem:

  • używajcie przycisku „Udostępnij” na FB, aby dzielić się grafikami i postami, które Was interesują;
  • zalinkujcie cały tekst źródłowy i wskażcie fragment, który Was szczególnie poruszył;
  • fragmenty cudzych wpisów na swoich stronach stosujcie tylko w ramach prawa cytatu, wskazując tekst źródłowy;
  • na Instagramie repostujcie zdjęcia zamiast je zapisywać i wrzucać ponownie – istnieją do tego celu specjalne aplikacje;
  • korzystajcie z gotowych narzędzi do udostępniania na blogach i stronach internetowych – jeden przycisk zamieści wybrany wpis na Waszym profilu;
  • wstawiajcie na profile prywatne, firmowe i hobbystyczne tylko te prace, które są Waszym dziełem albo do których macie prawa do udostępniania (na przykład pozwolenie od fotografa, który robił Wam sesję);
  • na konkursy przygotowujcie tylko swoje prace;
  • używajcie banków zdjęć, gdy potrzebujecie jakiejś fotografii na stronę internetową;
  • edukujcie swoje rodziny, przyjaciół na temat tego, jak legalnie dzielić się treściami w sieci.

I wiecie co? Nie wyręczajcie dzieci w robieniu prac konkursowych i nie mówcie „znajdź sobie w internecie”, gdy proszą o pomoc w wypracowaniach. Edukujcie, pokażcie mądrzejszą drogę i uczcie szacunku do pracy – swojej i cudzej.

Czy znasz problem kradzieży w internecie? Może dotknął Cię osobiście? Podziel się historią!

Close Menu