Przez kilka lat, w których zajmowałam się adopcjami, często i gęsto pisałam również ogłoszenia adopcyjne dla psów pod opieką moją albo znajomych. Wiele się zmieniło od czasu moich początków, prócz w zasadzie jednej sprawy: ogłoszeń.

Dlaczego ogłoszenia są ważne?

Ogłoszenia to sposób na to, aby potencjalny przyszły dom zobaczył naszego podopiecznego i zechciał go adoptować. Oczywiście, od momentu zobaczenia ogłoszenia do momentu adopcji jest jeszcze dość długa dla wielu droga. Ogłoszenie jednak musi być tym „czymś”, co sprawi, że w człowieku w ogóle zakiełkuje myśl – chcę adoptować tego właśnie psa!
Co wynika z tej roli ogłoszenia adopcyjnego? Ano to, że człowiek, który zapozna się z nim, powinien mieć wgląd mniej więcej w historię i stan psa. Oczywiście, o historii wystarczy jedno zdanie, bo na dobrą sprawę dla człowieka, który psa adoptuje, ważniejszy jest jego stan w teraźniejszości: chodzi tutaj o zdrowie, nawyki, charakter itd. Niestety, w ogłoszeniach bardzo często brak jest tych informacji, albo ograniczają się one do minimum, zostawiając miejsce na wzruszającą historię, która ma pobudzić serce potencjalnego opiekuna. I choć wiele osób uważa, że to doskonała metoda znajdowania nowego domu, to ja uważam, że więcej z tego strat niż pożytku.
P8020158-2

Ludzie listy piszą…

…i dzwonią, i kontaktują się mailowo, i na FB – w sprawie różnych psów. Takich ludzi chętnych na adopcję podzieliłabym na trzy kategorie. Pierwsza, chyba najczęściej spotykana, która jednak w 95% przypadków okazuje się niewypałem i nie dostaje psów, to grupa ludzi, którzy dzwonią i… nie wiedzą często nawet, jak na imię ma dany pies. Co więcej, po rozmowie z nimi można by pomyśleć, że tekst ogłoszenia zawiera tylko numer telefonu, ew. łzawą historyjkę, bo ludzie ci zwykle nie mają bladego pojęcia, jaki jest pies, nawet jeśli zostało to napisane w ogłoszeniu. Na tych ludzi niestety nie ma lekarstwa.
Druga kategoria adoptujących nazywana jest przeze mnie „zmieniaczami rzeczywistości”. Ludzi ci czytają tekst ogłoszenia, i to zwykle dość dokładnie. Z tego powodu już z pierwszej chwili zauważają, że dany pies nie nada się dla nich z różnych względów, np. niepasującego charakteru czy nieodpowiednich warunków, choćby – co zdarza się chyba najczęściej – posiadania dzieci. Pomimo tego ludzi ci dzwonią do osoby odpowiedzialnej za psa, i upewniają się, czy na pewno ten pies taki jest, zupełnie jakby ogłoszenie było jednym wielkim upozorowanym kłamstwem (o tym później). Rozmowa z nimi kończy się na trzy sposoby: rzuceniem przez nich słuchawką, ponieważ są oburzeni, że upieramy się przy swoim; upartym zarzucaniem nam kłamstwa i groźbami, że i tak dowiedzą się, jaki pies jest „naprawdę”; zarzucaniem kłamstwa połączonym z płaczem, że oto chcemy ich pozbawić najlepszego przyjaciela w życiu, który najwyraźniej był im przeznaczony. Ten typ zdarza się najrzadziej, ale spotkanie z nim gwarantuje poczucie zaskoczenia i głęboką refleksję.
Ostatni typ, który bardzo lubię, i który zwykle w 90% finalizuje adopcję, odznacza się poszukiwaniem rzetelnych informacji. Zawsze wraz z moim gronem opiekunów wypytywałyśmy domy adopcyjne, dlaczego zdecydowali się właśnie na tego psa. Często słyszeliśmy odpowiedź, że podobał się im inny, jednak nie było w ogłoszeniu jasnych informacji o nim, albo że szukali właśnie takiego psa z charakteru, jakiego przedstawiliśmy. Uważam jednocześnie, ze wielu psom odbierana jest szybka szansa na dom właśnie przez brak dobrych ogłoszeń, co nieraz zdarzało mi się udowadniać. Jak? Po prostu – ktoś prosił mnie o ogłoszenie danego psa, który długo nie mógł znaleźć domu. Pies okazał się fajny, ładny, o konkretnym charakterze, ale tekst ogłoszenia miał po prostu tragiczny. Po zmianie tekstu wystarczyło kilka ogłoszeń, aby pies znalazł odpowiedni dla siebie dom. Magia? Nie, traktowanie przyszłego opiekuna adopcyjnego jak dorosłego, normalnego człowieka.

Oto kilka złotych zasad pisania ogłoszeń

Nie pisać wypracowania

W ogłoszeniu powinno być dokładnie tyle informacji, ile jest potrzebnych człowiekowi do stwierdzenia, czy ten pies jest dla niego odpowiednim wyborem pod względem charakteru i zachowania. Nie wymieniajmy komend, które pies robi – napiszmy, że zna podstawowe komendy. Nie opisujmy drogi, którą przeszedł, zanim trafił w nasze ręce – wystarczy krótka wzmianka, gdzie przebywał wcześniej, a resztę można powiedzieć podczas rozmowy z zainteresowanym. Nie opisujmy całej drogi, którą musi przejść ktoś zainteresowany adopcją – napiszmy, co na pewno musi zrobić, aby móc adoptować od nas psa, wszystkie inne informacje podamy, gdy po rozmowie stwierdzimy, że ten, kto dzwoni, może być dobrym domem. W końcu, zdecydujmy, co jest istotne i musi być zawarte w ogłoszeniu, np. wiek, wielkość, charakter, do jakiego domu absolutnie się nie nadaje, a co może zostać pominięte – jak to, że pies miał 3 miesiące temu usuwany kamień nazębny.

Konkretnie i na temat!

To będzie rozwinięcie powyższego akapitu – piszemy konkretnie i na temat. Zawieramy te informacje, które są niezbędne, ale które są również sprawdzone. Będą to na pewno: wiek, wielkość psa, stan zdrowia (tu również leczone/przewlekłe choroby), rodzaj sierści (pod względem tego, czy wymaga pielęgnacji), informacje o stosunku do: dorosłych, obcych osób, dzieci (możliwie z zaznaczeniem, w jakim wieku), psów, kotów, informacje o podstawowych, opanowanych umiejętnościach: chodzeniu na smyczy, zostawaniu w domu, utrzymaniu czystości, informacje o tym, jakiego domu szukamy: w bloku, na peryferiach czy w centrum, domu z ogrodem, domu bez dzieci, bez innych zwierząt, w końcu informacje o profilaktyce weterynaryjnej. To jest podstawa, a i tak w wielu przypadkach da nam sporo tekstu; będzie to jednak tekst konkretny i treściwy, w którym zainteresowany znajdzie wszystkie istotne informacje.

Nie brać na litość

To jest chyba najczęstszy motyw przewodni, który spotykam w ogłoszeniach adopcyjnych – piesek jest taki biedny, tyle przeszedł, więc będziesz dobrym człowiekiem, gdy go adoptujesz. Takie wartościowanie uważam za bezsensowne, bo z obserwacji moich i innych osób zajmujących się adopcjami wynika, że takie domy adopcyjne zwykle się nie sprawdzają. O ile oddziaływanie na emocje jest dobrym sposobem „sprzedaży” rozmaitych rzeczy, o tyle pies, który wróci z adopcji czy będzie kiepsko traktowany w nowym domu ucierpi o wiele bardziej, niż seria rzuconych na dno szuflady kartek świątecznych, z których dochód pójdzie np. na Caritas. Mamy do czynienia z istotą żywą, której winni jesteśmy poszanowanie, a adopcje biorące się tylko z emocji rzadko kiedy się udają. Bywają i inne sytuacje – ktoś się przejmie, przejdzie sito rozmów, a np. gdy pies będzie w drodze… nagle adoptującemu się „odwidzi” jego wzięcie, bo ktoś z rodziny przemówił do rozsądku. Niestety, są to przykłady z życia wzięte i wcale nie tak rzadkie, jakby się wydawało. Wszystkie psy nie mające domów tak samo ich potrzebują.

Nie kłamać

O, to jest najgorsze, co można zrobić – kłamać w ogłoszeniu adopcyjnym. Z czego to wynika? Np. ktoś, kto zajmuje się psem, nie wie, jak ten zareaguje na kota – bo tego nie sprawdzał. Ale jednocześnie zakłada, że skoro pies jest przyjazny i łagodny do innych psów, to pewnie zareaguje pozytywnie i z kotem się dogada. Albo ktoś uważa, że skoro pies dogaduje się z 10-letnim dzieckiem, które widuje raz na jakiś czas, to z pewnością może zamieszkać w domu z 2-latkiem. Do innej kategorii kłamstw należą te, w których w ogłoszeniu stoi jak byk, że np. pies umie zostawać sam w domu. I to jest największy ból – nastawianie adoptującego, że pies na pewno bez problemu zostanie sam w nowym domu. NIGDY nie można tego zagwarantować, nawet jeśli pies w DT bez problemu zostawał na parę godzin w samotności. Co więcej, nie należy uważać, że pies zostający sam, bo bez człowieka, ale za to w towarzystwie innych zwierząt, również bez problemu zostanie w domu, gdzie będzie jedynakiem. Lepiej przygotować ludzi na to, że choć pies zostaje sam, to może pojawić się lęk separacyjny. Inaczej takie kłamstwa mogą prowadzić w najlepszej sytuacji do konfliktu między DT a DS, a w najgorszym – do oddania psa czy tragedii, gdy pies pogryzie dziecko albo kota czy inne zwierzę.

Nie ukrywać faktów

Teoretycznie może to podchodzić pod kłamstwo, jednak wydaje mi się, że u wielu osób ukrywanie niektórych informacji bierze się z jakiegoś dziwnego poczucia działania „w dobrej woli”, czy po prostu zapominania o tym, co najistotniejsze. Robiąc wizyty przedadopcyjne, zawsze prosiłam o ogłoszenie danego psa oraz trochę informacji o nim, aby wiedzieć, jak odpowiadać na pytania potencjalnych adoptujących. Czasami musiałam ciągnąć za język opiekuna psa, ale nie zawsze wynikało to z niechęci do mówienia o problemach – raczej myśleniu w innych kategoriach tego, co jest istotne dla człowieka chcącego adoptować zwierzę. A naprawdę, o wiele mniej istotne jest to, czy pies przychodzi i przytula się do człowieka, niż to, że w obronie człowieka i zasobów robi się agresywny do innych psów. Wręcz przeraża mnie, ze DT pozwala na takie przytulanie, gdy pies wykazuje tego typu zachowania, ale to jest inna historia. Pamiętajmy – wszystko i tak wyjdzie na jaw, bo DS będzie żył z psem całą dobę, na okrągło. Szybko dowie się, że pies ma agresję smyczową, pilnuje terytorium czy wyje wniebogłosy, gdy usłyszy ludzi na klatce schodowej. Ukrywanie sprawi jedynie, że pies trafi do domu, do którego nie będzie pasował, a w końcu może i z niego wrócić.

Bez fantazjowania o rasie

Tak, tak, wiem, że psy w typie rasy szybciej znajdują domy. Jednak częściej również są na nich chętni, którzy nie powinni mieć psów. Nie każdy zna się na rasie i jest jej wielbicielem, niektórzy po prostu szukają psa w typie rasy (według ich mniemania: rasowego) za darmo.  Czasami faktycznie zdarzają się psy w typie rasy – często jednak są one bardzo zaniedbane, co jest zwykle powodem, dla którego są również bezdomne. Natomiast naciąganie rasy, „bo pies jest mały biały w łatki, to JRT” albo „wprawdzie waży 15 kg, ale zachowuje się jak JRT, wiec to JRT” może skończyć się dwojako. Z jednej strony, nie opędzimy się od wiadomości kierowanych przez ludzi, którzy naprawdę nie powinni mieć nawet chomika. Z drugiej strony – ktoś może poczuć się oszukany, jeśli faktycznie jest wielbicielem rasy, a przyjedzie 100 km do schroniska, gdzie zobaczy psa ledwo rasę przypominającego z wyglądu, a co dopiero mówić z charakteru. Pies naprawdę nie potrzebuje posiadać rasy, aby móc pójść do adopcji.

Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia!

Zdjęcie, na którym pies jest czarną plamą na tle mniej czarnej plamy nie jest dobrym zdjęciem. W sieci jest mnóstwo, na pęczki wręcz ogłoszeń o psach szukających domów. Aby dać psu szansę, trzeba zapewnić mu dobre zdjęcia, które w pierwszej kolejności przyciągną wzrok zainteresowanej osoby. Czasem naprawdę wystarczy dodać do ogłoszenia sensowne zdjęcia, a telefony zaczynają dzwonić! Jakie zdjęcia są jednak sensowne? Dobrze jest dodać około 4 zdjęć, tyle zwykle można wrzucić do większości portali ogłoszeniowych. Jedno zdjęcie powinno przedstawiać psa w pełnej krasie, np. z boku, drugie zaś być zdjęciem profilowym głowy. Warto pokazać również wielkość psa, ustawiając go do zdjęcia przy człowieku. Zdjęcia muszą być ostre.

Informacje o transporcie

To jest kolejny temat-rzeka w świecie psich adopcji. Nie rozumiem trendu wiezienia każdemu adoptującego psa pod same drzwi, za pieniądze własne czy organizacji. To w gestii nowego domu powinno być zadbanie o zorganizowanie transportu, albo chociaż zapłacenie za niego. Nie mieszkamy w Stanach czy Australii, gdzie potrzebna jest kilkugodzinna podróż samolotem, aby dotrzeć do innej części kraju. Większość psów da się spokojnie przewieźć pociągiem, i często jest to najłatwiejsza i najszybsza opcja transportowa. W ogłoszeniu powinniśmy zawrzeć, w jakim mieście jest pies, aby adoptujący mógł już na wstępie stwierdzić, czy jest w stanie tam dojechać. Informacje o transporcie możemy nawet pominąć; jeśli jednak nie chcemy  z różnych względów tego robić, możemy napisać, że pomagamy w organizacji transportu. Adoptujący naprawdę nie robi nikomu łaski, biorąc psa – a nam nie powinno zależeć na wypchnięciu go wszelkim kosztem, tylko na znalezieniu domu, dla którego pokrycie kosztu transportu nie będzie czymś oburzającym i niewykonalnym.

Kontakt

Kontakt do nas zamieszczamy  na samym końcu ogłoszenia. Doradzam w tym zakresie dwie praktyki. Pierwsza to przekazywanie więcej niż jednego kontaktu – niektórzy wolą i preferują na początku kontakt mailowy, a inni będą chcieli od razu dzwonić. Unikajmy sformułowań „zadzwoń teraz” – ostatnio do wolontariuszki w znajomej fundacji pani właśnie z okazji takiego zwrotu zadzwoniła o 1 w nocy. Druga praktyka to podawanie widełek czasowych, w których ludzie mogą do nas dzwonić. Zwykle wolontariusze również mają swoje życie zawodowe, chcą mieć trochę czasu dla rodziny. Dodatkowo, zapis „proszę o kontakt po 15” zadziwiająco dobrze pozwala na przefiltrowanie przyszłego adoptującego. Jeśli ktoś dzwoni cały dzień, a my odbieramy po 15, to zwykle osoba ta będzie oburzona. Może to wynikać z tego, że nie przeczytała do końca ogłoszenia, co daje jeszcze jako takie szanse na to, że dom się nada. Niestety, jeśli ktoś ma do nas pretensje o to, ze nie odbieraliśmy – zastanówmy się, czy chcemy oddawać psa awanturnikowi, który przy każdej okazji będzie prowokował konflikt, nawet jeśli wina leży po jego stronie, niezależnie, czy wzięła się z niedoczytania ogłoszenia, czy braku szacunku do drugiego człowieka.

Oczywiście, to są tylko podstawy. Umiejętność pisania ogłoszeń jest swojego rodzaju  sztuką, w której trzeba nabyć wiedzy i wprawić się, aby osiągać odpowiednie rezultaty. Nie jest to proste – ale na pewno warto 🙂

Close Menu