Czujni czytelnicy z pewnością zauważyli spadek naszej aktywności przez ostatnie dwa tygodnie. Wszystko ma jednak swoją przyczynę – działo się u nas sporo.

Oczywiście, wydarzeniem poprzedniego miesiąca był ślub, który dokładnie przygotowywaliśmy od ponad roku. Udał się doskonale, było jeszcze lepiej, niż mogłam sobie wyobrazić. Wszyscy goście, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać po weekendzie byli zadowoleni, a to jest najlepszy wyznacznik udanego wesela. W naszych realiach ślub nie zmieniał wiele, niemniej był bardzo wyczekiwany. Jako że sesja plenerowa była robiona z Małym Białym, na pewno pochwalimy się zdjęciami. I uprzedzając pytania – sam Mały Biały kilka godzin przed ślubem został przeniesiony do zaufanych opiekunów, gdzie spędził niecałą dobę, żebrząc o jedzenie od starszego pana i totalnie rozkochując w sobie domowników.
Przedtem jednak zostałam zabrana na zupełnie nietypowy wiecz…, no, poranek panieński, o którym już pisałam w poprzedniej notce, o tutaj. Możecie obejrzeć kilka zdjęć, a także zapoznać się z ofertą agroturystyki, na której przedślubnie rozluźniałyśmy się w ściśle kobiecym gronie z psami.

Ostatni tydzień był szczególnym okresem próby dla Małego Białego. Odwiedził w tym czasie kilka różnych miejsc, w tym mieszkanie swoich opiekunów na czas ślubu i wesela, mój dom rodzinny, dom dziadków. Dodatkowo, transport odbywał się w zupełnie niestandardowy sposób, ponieważ… samochodem. Mały Biały przywykł do podróży pociągiem, o czym niejednokrotnie pisałam. Tym razem, jako że w końcu mamy własny środek lokomocji, musiał przywyknąć do jeżdżenia samochodem. I tu nas zaskoczył – nie dość, że na początku grzecznie siedział na tylnej kanapie ze swoim panem, to później został na niej zupełnie sam, gdy ja przesiadłam się za kółko.
Często pytacie o to, jak przyzwyczaić psa do jazdy samochodem. Na pewno w takich okolicznościach niebawem napiszę o tym szerszą notkę, ale w sumie zasady są dwie: bezpieczeństwo i cierpliwość. My mamy to szczęście, że Mały Biały nie ma choroby lokomocyjnej, zaś my wyćwiczyliśmy pokłady cierpliwości. Po pierwszym proteście psa, puszczonym mimo uszu, Mały Biały zażyczył sobie przykrycia kocykiem i tak przespał ponad godzinę jazdy. Dodatkowo, nie wyobrażam sobie przewożenia psa na obroży czy bez przypięcia. Póki nie zakupimy specjalnego mocowania do auta, Mały Biały będzie jeździł na szelkach (o wiele bezpieczniejsze dla psiej szyi w razie nagłego hamowania), przywiązany smyczą do zagłówka. Może wstać, usiąść czy się położyć, a jednocześnie nie przejdzie do przodu czy nie zeskoczy pod fotel. Najlepiej byłoby jeździć z psem w unieruchomionym kennelu, na to niestety nie mamy w obecnym aucie miejsca.
Wczorajszy dzień był jednym z cięższych. Na początku piesko musiał zostać sam w obcym miejscu, dlatego najpierw był porządny spacerek – na szczęście, u dziadków jest ku temu przestrzeń. Potem dodatkowo wracaliśmy autem we dwoje, a pies został z tyłu  sam, co również wpłynęło na jego podenerwowanie – szczęśliwie, szybko się uspokoił. Jestem z niego baaardzo dumna 😉

A na koniec coś zupełnie niepsiowego, ale dla mnie bardzo cennego, czyli zdjęcia z ogrodu dziadków. Dla mnie to taki Zaczarowany Ogród z dzieciństwa, który zależnie od naszej fantazji odkrywał coraz to nowe tajemnice.




_DSC5808
 
 

Close Menu