Przy okazji nabycia nowej Flexi przyszedł mi do głowy pomysł na notkę, która byłaby wspaniałym wstępem do tego, co o Flexi planujemy jeszcze napisać, nagrać i… no, to już tajemnica 🙂 Niemniej, zapraszam do mojego punktu widzenia o smyczach automatycznych.

Gwoli wyjaśnienia: nie wszystkie smycze automatyczne to Flexi, choć wszystkie Flexi to smycze automatyczne. Niemniej, w tym tekście będę używała tych dwóch terminów zamiennie, ponieważ nie znam w Polsce dobrego zamiennika dla marki Flexi.

Narzędzie szatana?

Przed napisaniem notki zajrzałam na forum internetowe i kilka blogów oraz artykułów, aby poznać opinię ludzi na temat Flexi. Jedni uważają ją za świetne urządzenie i umieją jej używać; inni nadal chwalą Flexi pod niebiosa, choć z obsługą u nich znacznie gorzej; jeszcze inni uważają, że Flexi jest tak samo zła jak co najmniej kolczatka, przy założeniu, że kolczatka jest bardzo, bardzo zła. Prawie jak broń palna.
Ja natomiast uważam Flexi za objawienie i geniusz twórców, ale… jedynie w określonych okolicznościach. Otóż do obsługi Flexi potrzebne są dwie strony: pies i człowiek. I zanim pies nauczy się z Flexi korzystać, to takiej samej nauki powinien zaznać człowiek.
DSCN8430-2

„Czy wiesz, że tu jest taki przycisk?”

Tak tak, to jest prawdziwe pytanie, które – przyznam, nie bez ironii – zadałam znajomej. Dlaczego je zadałam? Otóż, znajoma puszczała psa na całą długość Flexi, a potem próbowała go przywołać ze skutkiem miernym… no i tyle. Nie myślała, aby go zatrzymać przyciskiem („Bo szarpnie”), ani żeby zablokować smycz w ogóle na krócej, skoro idzie chodnikiem („Po to mam Flexi, żeby miał miejsce”). No i jestem w stanie zrozumieć ludzi, których mierzwią właściciele używający Flexi i puszczający swoje psy na całą jej długość.
Powiem Wam jeszcze jedną historię, której świadkiem byłam wraz z przyjaciółką we Wrocławiu. Pani szła z przepięknym wyżłem weimarskim, cudo nie pies. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że szła jedną stroną deptaka, a pies szedł drugą właśnie na Flexi, chyba 5-cio albo 7-metrowej. Pies zaglądał sobie do otwartych drzwi sklepów i barów, obsikiwał uliczne witryny. Na zwrócenie uwagi zareagowała oburzeniem, że przecież ONA MA PRAWO.
No i jak nic – wina Flexi! Bo daje się rozciągać, bo pies może chodzić gdzie chce, a człowiek biedny z psem szarpać się nie może, zresztą skoro ma prawo tak iść, to kto bogatemu zabroni 😉 A teraz coś dla przeciwwagi. Wracam ostatnio ze sklepu krokiem niespiesznym, idę górą wału przy ulicy. Dołem, przy samej jezdni, na wąskim kawałku chodniczka idzie pan z psem na zwykłej smyczy. Pan idzie przy wale, pies idzie przy stronie ulicy, do momentu, gdy zauważa innego psa po drugiej stronie ulicy. Oczywiście – staje, napina smycz i stoi. Z jednej strony idzie jakaś pani, no i w tej sytuacji nie ma jak się minąć z przeszkodą, aby pozostać nadal na chodniku. Co robi właściciel? Mówi „Pimpek*, zejdź, bo pani idzie!”. Pimpek ma wezwanie dokładnie w pimpku, nadal wpatrując się w drugiego psa po drugiej stronie ulicy.  Pani więc zeszła na ulicę, aby ich minąć. Czego to dowodzi? Że bez Flexi też się da!

Nacisk na psychikę

Kiedyś usłyszałam teorię, według której nacisk (czy może raczej – napięcie), który powoduje Flexi, może wywoływać w psach wszystko, od agresji, przez lęk, aż po doprowadzenie do nerwicy. Agresji, bo Flexi z natury jest napięta, chyba że jest zablokowana i luźna. Tyle że tak działa praktycznie każda smycz, a jeśli zależy nam na tym, aby pies szedł przy nodze – Flexi wystarczy zablokować i tego chodzenia psa nauczyć. Nie wierzę również w tajemnicze, powodujące nerwicę napięcie – występujące nawet u lękowych psów. Wyjątkiem są chyba tylko sytuacje, kiedy pies jest bardzo mały – wtedy być może jest to faktycznie wyczuwalne jako nieprzyjemne napięcie. Trudno mi zauważyć coś podobnego u Małego Białego, a już w ogóle u np. psa wielkości owczarka czy doga niemieckiego.
Z drugiej strony smycze Flexi polecają w sklepach zoologicznych np. dla szczeniąt. Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, że to złe – tzn. na pewno jest złe, jeśli chodzi o normalne używanie Flexi, takie jak robią to ludzie zazwyczaj (czyli źle). Natomiast poniekąd zablokowana Flexi może pełnić po prostu rolę zwykłej smyczy, zwiększanej w miejscach, gdzie pies może połazić po trawie, a skracanej przy nauce chodzenia na luźnej smyczy przy nodze. Czy jest to wygodne? Tak i nie. Mnie pewnie byłoby wygodniej ze zwykłą smyczą.

„You do it wrong!”

Hitem hitów jest Flexi w połączeniu z dławikiem albo kolczatką. O ile obrożę półzaciskową od biedy można wyregulować tak, aby stanowiła normalną obrożę (choć następuje pytanie, czy nie można kupić po prostu zwykłej obroży?), to jednak dławik ma za zadanie zwisać luźno, a jedynie przy działaniu właściciela w celu korekty – zaciskać się. Przy Flexi nie ma opcji, aby tak było, bo cała smycz polega na nacisku i napięciu. Kolczatka powinna zostać nałożona „na sztywno” tuż za uszami, a prócz niej – musimy mieć psa zapiętego na drugą obrożę. Kolczatka to nie obroża spacerowa, tylko konkretne narzędzie służące do korekty. Na Flexi tej korekty nie można zrobić, chyba że znów – Flexi jest zablokowana, a w drugiej ręce mamy drugą smycz. Ale jaki jest sens?

Dlaczego lubię Flexi?

No właśnie – ja jestem fanką Flexi jeszcze z czasów, kiedy mieszkaliśmy w dużym mieście. Jest tam trochę trawników, a niestety nie zawsze można puścić psa luzem czy na lince. Podobnie sprawa się ma w przypadku, gdy idziemy cześć drogi przez miasto – gdzie pies musi być przy nodze – a potem pojawia się skwerek, gdzie pies może mieć nieco więcej swobody, ale nadal nie może być luzem.
Podstawą jednak do używania Flexi jest umiejętność jej stosowania. Trzeba obsługiwać Flexi ze wszystkimi guzikami, z którymi jest w zestawie. A Flexi posiada dwa guziki – jeden odpowiedzialny za stopowanie psa na chwilę, a drugi odpowiedzialny za stałe zablokowanie smyczy. Ich obsługa naprawdę nie jest trudna, wystarczy dotknąć ich kciukiem i wykonać minimalny nacisk! Zasadą jest też – gdy idziemy od strony trawnika, pies może mieć więcej swobody. Gdy idziemy chodnikiem, albo od strony ulicy – pies idzie na krótkiej smyczy. To chyba też zdaje się być oczywiste?

Czy Flexi jest zła?

Stwierdzić, że Flexi jest zła, to tak jak powiedzieć, że samochody są złe, bo zabijają ludzi. Albo – że noże kuchenne są złe, bo można nimi kogoś zadźgać. A w delikatniejszym przykładzie: że BARF jest zły, bo pies może zadławić się kością. We wszystkich przypadkach o tym, czy coś jest złe, decydują dwie rzeczy: przypadek oraz człowiek. W kwestii Flexi w zasadzie nie spotkałam się ze smyczą, w której nagle, bez ostrzeżenia, popsułby się mechanizm – poza tym smycze mają gwarancję. Zwykle w stosowaniu smyczy automatycznej zawodzi czynnik ludzki, czyli właściciel psa, który nie umie/nie chce się nauczyć obsługi dwóch prostych przycisków. Czy jednak oznacza to, że cała Flexi jest zła jako idea i jako produkt, czy może po prostu jak zwykle człowiek zwala winę na wszystko dookoła?
 
Niebawem planujemy dla Was ciekawą akcję, mam nadzieję, że się ona powiedzie – wypatrujcie!
 

Close Menu