Pamiętam do dziś, jak przewróciłam się w domu u mojej babci i nabiłam sobie niezłego guza. Gdy leżałam na kanapie i odpoczywałam podszedł do mnie pies i zaczął tego guza lizać. Babcia powiedziała, że to dobrze, bo teraz się bez problemu zagoi. Takie głosu słyszałam potem wielokrotnie, ale gdzieś zgrzytało mi to z faktem, że skoro psia ślina jest takim idealnym lekarstwem, to czemu medycyna nadal nie potrafi czasami zamykać ran gojących się z trudem? Gdy dorosłam, temat wrócił przy okazji czytania jakiegoś artykułu, który wpadł mi w ręce w poczekalni u weta, gdzie czekałam na odbiór jednego ze szczeniąt tymczasowych po kroplówce. A dziś przyjrzałam się dokładniej temu, czy psia ślina faktycznie ma właściwości lecznicze.

Pies się liże - i nie tylko on!

Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale lizanie ran jest czynnością instynktowną. I to nie tylko dla psów, kotów, gryzoni czy małp, ale również dla ludzi. Możecie się nie przyznawać, ale na pewno odruchowo zdarzyło Wam się wsadzić do ust poparzonego przed sekundą albo zaciętego kartką papieru (najgorzej!!!) palca. Skąd się to bierze?

Ano stąd, że ślina generalnie ma w sobie białka, których zadaniem jest zwalczanie bakterii i innych szkodliwych mikroorganizmów. Istnieją dość liczne badania (tutaj macie jedno), które wskazują na to, że w ślinie człowieka, ale i psa można znaleźć m.in. lizozym i histatyny. Ich działanie antybakteryjne jest potwierdzone laboratoryjnie.

W czym więc problem? Przede wszystkim w tym, że białka te w badaniach zostały wyizolowane ze śliny. W przypadku, gdy pies liże rany, mamy do czynienia nie tylko z tymi pozytywnymi substancjami, ale również tymi mniej dobrymi, na przykład bakteriami. 

Psia ślina i jej historia

Tak, dobrze czytacie – psia ślina zdecydowanie ma długą historię! Willene B. Clark, ceniona amerykańska profesorka historii sztuki, przetłumaczyła „Medieval Book of Beasts”, w której znajdziemy zdanie: Lingua canis dum lingit vulnus curat, czyli, w wolnym tłumaczeniu, Psia ślina uleczy wasze rany. Jeśli lubicie łacinę (jak ja) i bestiariusze (jak ja :D), zajrzyjcie tutaj do wersji online – książki nie znajdziecie w polskim tłumaczeniu. Wracając do zdania – teoria ta znalazła w czasach średniowiecznych nieco inne wytłumaczenie niż obecnie, ale jak widać… była obecna.

psia ślina

Grecy w świątyni Eskulapa trenowali psy do tego, aby lizały rany chorych. Świętego Rocha miał ocalić od śmierci w epidemii dżumy pies, liżąc jego rany i… przynosząc mu chleb. Szkoci jeszcze w XIX wieku uważali, że psia ślina jest doskonałym i bardzo efektywnym lekarstwem na wszelkiego rodzaju otwarte rany i inne bolączki.

Litościwie nie będę Wam wspominać o wielkich i świętych tego świata, którzy są znani z uzdrawiania innych swoją śliną. A nuż akurat jecie.

To psia ślina leczy czy nie?

Odpowiedź brzmi: nie do końca. W idealnych warunkach polizanie własnej rany przez psa może mu pomóc w usunięciu szkodliwych bakterii i generalnie oczyszczeniu rany, a także zatrzymaniu krwawienia. Niestety psy mają to do siebie, że w lizaniu nie potrafią zachować umiaru. Najczęściej więc liżą swoje rany do upadłego, co skutkuje zazwyczaj ich otwarciem i powiększeniem. Jeśli Wasz pies jest po zabiegu i ma założone szwy, to zabezpieczcie je tak, aby ich nie lizał – inaczej prawdopodobnie dojdzie do tego, że sam zdejmie sobie szew, a to grozi poważnymi powikłaniami, łącznie ze śmiercią czworonoga. Jeśli liże się z innego powodu, na przykład alergii czy stresu, też na pewno nie pozwalajcie. Często powstają w takich sytuacjach ziarniniaki, które wymagają potem leczenia.

Czy pies może lizać rany człowieka?

Zdecydowanie nie. Odnotowano naprawdę liczne przypadki, w których psia ślina wywoływała niebezpieczne infekcje, zwłaszcza u osób z chorobami immusupresyjnymi albo cukrzycą. Co więcej, jeśli wierzyć badaniom, to o wiele bezpieczniej będzie, jeśli – skoro tak bardzo chcecie być lizani – poliżecie się sami. Ludzka ślina ma dokładnie te same substancje pozytywnie wpływające na gojenie ran, co psia ślina. A nie zawiera bakterii, które kolonizują jamę ustną zwierząt i mogą być potencjalnie groźne dla człowieka. 

Czy w takim razie nasz pies nie powinien lizać nas wcale? Jeśli nie jest regularnie odrobaczany albo badany pod kątem pasożytów, ma niepokojące objawy albo podejrzenie wścieklizny – zdecydowanie nie. Jeśli jednak jest zdrowy i my również jesteśmy zdrowi, to ryzyko jakiegokolwiek zachorowania jest znikome. Choć oczywiście o takich przypadkach jest głośno, podobnie jak o tym, że nie powinniśmy spać z psem. Wynika to jednak bardziej z tego, że szokują, a nie z tego, że są powszechne. Możecie poczytać o zakażeniach bakteriami takimi jak np. Pasteurella w bazie CDC.

psia ślina, pies nie chce jeść

Podsumowując: choć psia ślina ma właściwości gojące, to jednak ludzka okazuje się je również posiadać. Zagrożenia wynikające z lizania ludzkich ran przez psy są spore i chyba niewarte ryzyka. Pamiętajcie też, że stwierdzenie pies się wyliże w kontekście wyjścia z choroby bez leczenia jest dziś tylko powiedzeniem. Zabierzcie swojego psa do weterynarza i stosujcie się do zaleceń, nawet jeśli zakładają założenie psu kołnierza, aby nie lizał rany.

Spotkaliście się ze stwierdzeniem, że psia ślina leczy rany? Skąd je znacie?

Close Menu