złe powody posiadania psa

„Bo zmieści się do torebki”, czyli złe powody posiadania psa

Dziś przygotowałam dla Was tekst, który chodził za mną już długo – i taki, który ma już swoje rodzeństwo na blogu, tylko w innych wersjach. Ta wersja, dla mnie z jednej strony dość zabawna, a z drugiej niestety dość smutna, powstała tylko na kanwie moich doświadczeń, wymiany e-maili i wiadomości czy rozmów z różnymi osobami planującymi posiadanie psa. Niektóre powody są absurdalne, inne – egoistyczne, a jeszcze inne – bardzo skomplikowane. Wszystkie jednak – w moim mniemaniu – nie stanowią dobrych powodów posiadania psa.

„Bo jestem samotny”

To jest w sumie bardzo smutny powód posiadania psa. I ja go w pewnej mierze rozumiem – samotność, jeśli ktoś jej nie lubi i nie nauczył się żyć sam ze sobą, może być bardzo przytłaczająca. Na pewno jednak sama w sobie nie jest dobrym powodem posiadania psa, zwłaszcza jeśli pies ma nam zastąpić przyjaciół i bliskich. To w sumie dość kontrowersyjny temat, bo wierzę, że są przypadki, kiedy pies pomógł osobie samotnej wyjść „do ludzi” i znaleźć swoje grono zaufanych ludzi. Niestety, tak to nie działa, że samo posiadanie psa czyni z nas człowieka mniej samotnego. Mamy się co prawda do kogo odezwać, ale nikt nam nie odpowie. Tutaj więc powiedzmy, że pies może pomóc w wychodzeniu z samotności jako jeden z elementów długiego procesu. Ale najpierw proces ten warto zacząć.

„Bo w rodzinie powinien być pies”

W rodzinie powinny być też miłość, szacunek, partnerskie relacje i zaufanie. I wydaje mi się, że to wszystko powinno być jednak przed psem 😉 Nie, nie w każdej rodzinie powinien być pies; czasem miejsca dla psa nie ma między zajęciami dodatkowymi, długimi godzinami pracy i dodatkowym czasem dojazdów do niej. Aby w rodzinie był pies, muszą być na niego warunki.

„Bo sąsiedzi/kuzyni mają”

No tak, trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie rzeki. Albo u sąsiadów. Być może kuzyni albo sąsiedzi wzięli psa, bo mieli ku temu warunki. Być może w ogóle nie mieli ku temu warunków i ulegli marudzeniu dzieci. Nie zmienia to faktu, że jest to zdecydowanie zły powód posiadania psa i warto włożyć swoje przekonanie „cooo, sąsiad ma, a ja nie?!” w… no, w co chcecie.

„Bo nie mogę mieć kota”

Well… Nie wiem, czy trzeba to rozwijać. Nie, pies i kot to nie to samo. 

„Bo chcę, żeby odstraszał intruzów”

Kup więc alarm. Część psów przed intruzem zwieje, aż się będzie kurzyło. Część przywita go wylewnie i zapyta, czy zaparzyć kawy, czy może lepsza będzie herbata. Część nawet nie ruszy tyłka, jak intruz przejdzie tuż nad nim. Mały odsetek zareaguje obronnie (nie, szczekanie zza płotu nie jest obronne, jest po prostu męczące), o ile będzie posiadał odpowiedni temperament i dodatkowo przygotowanie w formie szkolenia. Te można często odurzyć albo otruć czymś niedobrym podrzuconym w mięsku. Tak więc – polecam alarm!

„Bo chcę czuć się bezpiecznie na spacerze”

Polecam gaz pieprzowy. Serio. To prawie jak punkt wyżej. Oczywiście, można kupić sobie dużego/groźnie wyglądającego psa, który będzie samym wyglądem czy szczekaniem odstraszał. Trzeba go jednak jeszcze wyszkolić. Dlatego mierzmy siły na zamiary.

„Bo mały pies to nie problem”

Mały pies to na pewno inny problem niż duży pies. Ale nadal jest to „problem”, tzn. istota żywa, którą trzeba się zająć: wyjść na spacer, pójść do weterynarza (pilnując terminów profilaktyki), wydać pieniądze na jedzenie (i nakarmić, często długo dobierając rodzaj żywienia). Małego psa również trzeba wychować (tak, proszę nie mieć takiej zaskoczonej miny!). Mały pies to taka sama odpowiedzialność jak każdy inny pies. Ewentualnie trochę mniej kasy wydanej na karmę 😉

„Bo dzieci proszą o psa”

Sama byłam dzieckiem proszącym o psa i go nie dostałam. Mam dziecko, które co prawda o psa nie prosi (bo ma i jeszcze nie artykułuje za dobrze oczekiwań), ale złości się, jak nie dostanie czegoś, czego chce. I nie, nadal nie rozumiem tego powodu. Dzieci zasadniczo proszą o wiele rzeczy – wiem, bo kupuję im regularnie prezenty i to, co ma być prezentem, zmienia się średnio co tydzień – a potem tracą nimi zainteresowanie. Pies należy do osób dorosłych i jest ich obowiązkiem. Nieodpowiedzialne jest zarówno kupowanie psa, bo dzieci chcą, jak też oczekiwanie, że te małe dzieci będą się nim zajmować i wychodzić na spacery (tak, jestem z całego serca przeciwna samotnym spacerom dzieci i psów).

Zobacz, dlaczego nie istnieje coś takiego jak pies dla dziecka! Więcej

„Bo chcę mieć motywację do codziennego ruchu”

O wiele lepszym rozwiązaniem będzie zaangażowanie się np. w grupę, która regularnie biega w naszej okolicy albo wykupienie karnetu z trenerem na siłowni. Pies w żaden sposób nie zmusi się nagle do pokonywania 10-kilometrowych tras, jeśli dotychczas do kiosku kilometr dalej jechałeś samochodem. Ewentualnie skończy się to tak, że będziecie chodzić z psem dookoła bloku, a potem leżeć razem na kanapie. I pies albo się przystosuje i aż zwiędnie z nudów, albo rozniesie Wam dom. To MOŻE zachęcić Was do ruchu… albo znalezienia mu nowego domu. Tak więc przypominam: nic kosztem psa.

„Bo tak na mnie patrzył”

Dotyczy psów kupionych na bazarach (tak, wiem, jest zakaz – w teorii), jak i tych adoptowanych ze schroniska. Dlatego odsyłam do bliźniaczego tekstu, o tutaj.

„Bo to modne”

Posiada też odmianę: bo ta rasa jest modna. Efekty mody na posiadanie psa oraz mody na konkretne rasy zauważamy codziennie na ulicach (york miniaturka, york królewski – żerowanie na ludzkiej naiwności i głupocie) i w schroniskach (nie wiecie nawet, ile północniaków, owczarków niemieckich i innych psów już widziałam w schronisku; ostatnio trafił się chow chow i nie, nikt go nie szukał). Pies to nie kolejna para spodni, które możesz kupić, a po sezonie rzucić w kąt.

„Bo stanę się popularny”

Niestety, to kolejny smutny powód posiadania psa. Wiele osób tak pragnie poklasku, uwagi i popularności, że jest gotowa nawet wziąć psa, a potem albo zarzucać otoczenie informacjami i zdjęciami na jego temat, albo szukać pomocy w jego wychowaniu czy problemach zdrowotnych (bo zwykle powód ten idzie w parze z kupieniem psa po kosztach). Zdecydowanie nie jest to dobry powód posiadania psa, konia, kota, chomika, ba, nawet mrówki!

„Bo chcę wygrywać zawody”

To zupełnie tak, jakby kupić sobie rower, żeby wygrywać zawody kolarskie, no i tyle. Różnica jest taka, że rower to rower – jak go zniszczysz czy Ci się znudzi, to go sprzedasz dalej albo rzucisz do garażu. Z psem nie jest tak łatwo, bo nie każdy pies i nie każdy właściciel (indywidualnie oraz jako para) są stworzeni do wygrywania czegokolwiek, nawet zawodów w najszybszym jedzeniu hot-dogów podczas lokalnego jarmarku. Odsyłam tutaj, bo pisałam o tym szerzej.

Zobacz, jakich rzeczy nigdy nie powinieneś robić swojemu psu! Więcej

„Bo sąsiad tanio sprzedaje rasowe”

Tanio i rasowe bardzo rzadko idzie ze sobą w parze, zwłaszcza gdy mowa o liczbie mnogiej. Jeśli sprzedaje tanio, bo bardzo często jednak nie rasowe. Jeśli sprzedaje rasowe, to bardzo często jednak nie tanio. Tak czy inaczej, okazja zaoszczędzenia nie jest dobrym powodem posiadania psa. To nie 10 kg cukru, które potem może leżeć rok, aż zużyjesz poprzedni zapas.

„Bo znajomy rozmnożył i rozdawał”

Wersja na dobrego samarytanina, opcja 1. Znajomy rozmnożył i rozdawał (bo miało być tyle domów, a jednak nie ma żadnego), a może nawet zagroził, że się pozbędzie? Trzeba więc ratować szczeniaki i wziąć jednego. Tak, pomożesz jednemu psu. Nie, nie rozwiąże to w żaden sposób problemu szczeniaków, które pojawią się za rok. Zaproponuj sąsiadowi pożyczkę na sterylkę albo załatwienie darmowego zabiegu. Przekonaj go, że warto. Pomóż w poszukaniu dobrych domów dla szczeniąt. A jak chce zrobić im krzywdę, to z dowodami udaj się na policję.

„Bo w schronisku jest tyle biednych psów”

Wersja na dobrego samarytanina, opcja 2. Jest wiele biednych psów. I właśnie to, że są biedne, sprawia, że nie warto tylko z tego powodu ich adoptować bez przemyślenia. Nawet najbiedniejszy pies w schronisku posiada swój charakter, a ten charakter może być niedopasowany do Twojego charakteru. Nie bierzesz też pod uwagę, patrząc na psa z litością, że być może będziesz musiał wziąć urlop, aby z psem siedzieć przez tydzień czy dwa; użerać się z sąsiadami, bo pies wyje pod Twoją nieobecność; znosić spacerów z duszą na ramieniu, bo pies rzuca się na inne psy/dzieci/rowery/wydać oszczędności odłożonych na wakacje, bo pies choruje. To wszystko jest normalne w posiadaniu psa i nie jest jego winą – ale trzeba się na to przygotować. To się w ogóle może nie przydarzyć, ale nie ma co liczyć na szczęście, zwłaszcza w polskich realiach. Duże serce i empatia nie wystarczą.

„Bo zmieści się do torebki”

…Pluszak zmieści się lepiej, bo można na niego wrzucić zakupy.

„Bo to idealny prezent pod choinkę dla dziecka”

No, temat rzeka. Żadne żywe stworzenie nie jest idealnym prezentem pod choinkę. Po więcej zapraszam tutaj. Zastanawialiście się kiedykolwiek, czego uczycie dziecka, gdy na prezent-niespodziankę dajecie mu żywe stworzenie? To się zastanówcie.