Zaginął pies – co zrobić, aby go odnaleźć?

Ilość zaginionych psów wcale się nie zmniejsza, mimo że od Sylwestra minęły już ponad 2 tygodnie. Każdy dzień sprawia, że szansa na odnalezienie psa w dobrym stanie jest coraz mniejsza, a dla wielu osób – wprost zerowa, jeśli poszukiwania są prowadzone w nieprawidłowy sposób. Jak więc szukać psa, gdy ten zaginie?

Tuż po zaginięciu

Zależnie od sytuacji, możemy zrobić różne rzeczy tuż po zaginięciu psa. Jeśli doszło do niego w okolicy, gdzie mieszkamy, dobrze jest powiadomić sąsiadów, zwłaszcza zapsionych – oni chodzą na spacery, a pies może chcieć wyjść właśnie do drugiego, znanego mu psa. Jako że zwykle psiarze znają nawzajem swoje czworonogi, będą w stanie poznać zaginionego psa i go złapać.

Jeśli pies zaginął w terenie, biegnąc np. za tropem, dobrze jest zostać w miejscu, w którym doszło do zaginięcia, i poczekać. Pies zazwyczaj próbuje wrócić do miejsca, w którym rozstał się ze swoim właścicielem, jeśli uciekł z powodu pogoni czy zapachów. Warto również nawoływać go, a jeśli jesteśmy z drugą osobą – wysłać ją kilkaset metrów dalej, bo pies może wybiec na drogę, którą my już szliśmy, a gdzie utrzymuje się nasz zapach.

Zawsze warto chodzić w miejscu, w którym pies zaginął, nie tylko w dzień, ale również wieczorem – wtedy pies może chętniej wyjść. Dobrze będzie mieć ze sobą jedzenie, co może skusić przestraszonego, ale głodnego psa do wyjścia z ukrycia. Z czasem należy sprawdzać coraz większy teren, bo pies jest w stanie przebiec nawet kilkadziesiąt kilometrów w kilkanaście dni, jeśli jest przestraszony i się zgubi. Znam przypadek psa, który przestraszył się czegoś, zerwał smycz, a 3 dni później znalazł się we wsi 20 km od miejsca zaginięcia.

Ogłoszenia – wszędzie, ale z głową

Oczywiście, podstawą jest umieszczenie ogłoszeń w odpowiednich miejscach. Przede wszystkim będą to ogłoszenia – które trzeba odpowiednio napisać. Co warto w nich umieścić? Oto krótka lista:

– zdjęcie psa – nawet jeśli jest niewyraźne, przyciąga uwagę bardziej niż ogłoszenie bez zdjęcia;

– informację o tym, w jakiej okolicy i kiedy konkretnie pies zaginął;

– informację o wyglądzie – wielkość, wiek, znaki szczególne, a także informację, czy miał np. obrożę w danym kolorze;

– informacje o nagrodzie dla znalazcy – uczciwy człowiek pomoże bez patrzenia na nagrodę, ale tego oczekującego zysku za swoje działania może to zachęcić; sprawdzi się również, jeśli pies został ukradziony albo jest gdzieś przetrzymywany, co również się zdarza;

– kontakt – czyli numer telefonu, jeden albo dwa, aby zawsze ktoś mógł odebrać;

– informacje o ewentualnej chorobie, przyjmowanych lekach, bez dokładnego pisania, o co chodzi; często umieszcza się również informacje o chorobie przy psach rasowych, co ma zniechęcić do rozmnażania czy sprzedaży psa, aczkolwiek do tej pierwszej rzeczy najlepiej zniechęca po prostu kastracja zwierzęcia niehodowlanego.

Czego moim zdaniem lepiej NIE umieszczać:

– numeru chipa czy tatuażu – takie informacje warto podać w kontakcie bezpośrednim ze znalazcą; lepiej jest po prostu poinformować, że pies posiada chip czy tatuaż, albo jest trwale oznakowany, co może zniechęcić osoby sprzedające takie zagubione czy ukradzione czworonogi.

Gdzie rozwiesić ogłoszenia? Najlepiej w okolicy zaginięcia psa, np. w lokalnym sklepie, na tablicy ogłoszeń, na tablicach w poszczególnych blokach czy osiedlach, oczywiście po uzyskaniu zgody zarządcy, z czym zwykle nie ma problemu. Dodatkowo, warto rozszerzyć zakres poszukiwań i ogłoszenia zanieść również do weterynarzy, do których zwykle zgłaszają się ludzie, którzy znajdą zwierzę. Dzięki temu, nawet przy nieuczciwym znalazcy, weterynarz może zareagować. W takim przypadku możemy również zostawić numer chip, jeśli znamy weterynarza i chcemy, aby zareagował, gdy okaże się po odczytaniu chipa, że pies jest kradziony. Ogłoszenia warto umieścić również w sklepach zoologicznych, w środkach komunikacji publicznej – w niektórych miastach może puścić również komunikat na wyświetlaczu czy ekranie. Oczywiście, warto również umieścić ogłoszenie w sieci, na portalach lokalnych w odpowiednich działach, jak również w mediach społecznościowych i na lokalnych grupach, np. na FB.

DSCN9168 - Kopia

Powiadomienie odpowiednich osób

Prócz rozwieszenia ogłoszeń, które mają trafić do potencjalnego znalazcy psa, warto powiadomić o zaginięciu również odpowiednie służby. W przypadku, gdy pies zaginął w okolicach lasu, dobrze jest skontaktować się z lokalnym kołem łowieckim albo leśnikami, choćby po to, aby poinformować o sytuacji i zapobiec odstrzeleniu psa przez fanatyka broni palnej. Leśnicy też kilkakrotnie odnajdywali psa, którzy np. zaplątał się w nielegalne sidła czy po prostu wpadł w miejsce, z którego po wyczerpaniu nie był w stanie wyjść. W przypadku miast dobrze jest dać znać policji czy Straży Miejskiej, którzy zwykle mają patrole i są w stanie wypatrzyć takiego  zaginionego psa; do nich również często przychodzą zgłoszenia o błąkających się psach, dlatego mogą jako pierwsi dowiedzieć się o lokalizacji naszego czworonoga.

Kolejną kwestią jest powiadomienie schroniska, a także służb, które zajmują się odławianiem psów w danej okolicy. Tam najlepiej jest pojechać osobiście, obejrzeć ostatnio przywiezione psy, a także zostawić ogłoszenie z dobrym, widocznym zdjęciem psa. Warto mimo wszystko odwiedzać schronisko co jakiś czas i samemu sprawdzić, czy przypadkiem nie ma tam naszego psa – nie zawsze pies będzie wyglądał tak samo po kilku czy kilkunastu dniach tułaczki. Warto jeździć tam przynajmniej raz w tygodniu, co obejmie rotację (według przepisów – 14-dniową) na kwarantannie.

W dużych miastach warto nawiązać również kontakt z rozmaitymi kierowcami zawodowymi, zwłaszcza zaś – taksówkarzami. Widzą oni więcej niż każdy człowiek w mieście, bo bywa, że na jednym dyżurze odwożą ludzi w różne rejony. Pies może rzucić im się w oczy, a jeśli trafimy na kogoś miłego – być może pomoże on w dystrybucji ulotek o psie.

Lepsza prewencja niż szukanie

Oczywiście, najlepiej byłoby po prostu zapobiegać zaginięciu psa. Wbrew pozorom nie jest to tak trudne, jak wydaje się wielu osobom. Często brak odpowiedniego zabezpieczenia psa wynika z wiedzy, ale również chęci zaoszczędzenia czy stwierdzenia, że „To tylko pies” albo „Przecież mnie się to nie zdarzy”. A, jak to mawiał Kłapouchy, „Wypadek to bardzo dziwna rzecz – nigdy go nie ma, póki się nie wydarzy”. Lepiej więc odpowiednio przygotować swojego psa na ewentualność zaginięcia, która nie zawsze wynika z ludzkiej nieodpowiedzialności, ale może być i dziełem przypadku, wadliwego sprzętu albo głupoty i złośliwości innych ludzi.

Przede wszystkim – odpowiednie oznaczenie psa. Najlepiej oczywiście psa zachipować, ponieważ adresówka może odpaść w trakcie psiej tułaczki, a chip nadal pozostaje pod skórą. Również psa z tatuażem radzę zaopatrzyć w chip, bo tatuaż może po pewnym czasie stać się nieczytelny, a jeśli pies będzie miał wypadek – może zostać po prostu uszkodzony, a wówczas będzie nie do odczytania.

Kolejną kwestią jest doczepienie do szelek czy obroży adresówki. Niektórzy twierdzą, że na adresówce nie powinno być imienia psa, bo wtedy złodziej może udawać, że jest to jego pies. Nie wiem, skąd ten pomysł, jeśli pies faktycznie posiada chip. Poza tym, pies przyjazny będzie leciał do każdego człowieka, niezależnie od tego, jak ten go zawoła, a uwarunkowanie imienia nie jest czymś znów tak trudnym. Innym argumentem przeciw używaniu imienia jest to, że ktoś może to imię odczytać i psa do siebie zawołać – ale chyba musiałby mieć sokoli wzrok, aby odczytać poprawnie imię psa umieszczone na ruszającej się adresówce o średnicy często kilku centymetrów. Warto natomiast umieścić tam numer telefonu, a także informację o tym, że pies jest zachipowany – bo nadal sprawdzanie chipa nie przyjdzie do głowy osobie zwykle nie posiadającej psa, która znajdzie naszego czworonoga. O wyborze adresówek możecie przeczytać w jednej z poprzednich notek.

Istotne jest również stosowanie rozsądku. Jeśli adoptowaliśmy psa, nie puszczajmy go od razu luzem, bo go zupełnie nie znamy; jeśli natomiast czworonóg przejawia zachowania lękliwe, postarajmy się o podwójne zabezpieczenie na spacerach w nowe miejsca, np. w formie szelek i obroży półzaciskowej z przyczepioną do nich obustronnie smyczą. Dlaczego półzacisk? Głównie dlatego, że większość psów doskonale opanowała wychodzenie z szelek, a oswobodzenie się ze zwykłej obroży wymaga tylko cofnięcia głowy. W przypadku półzacisku – obroża nie zejdzie z głowy psa, jeśli ten będzie się szarpał i wyrywał. Z jednej strony może to spowodować chwilowy dyskomfort, ale z drugiej dobrze wyregulowany półzacisk może uratować psu życie. Półzaciski o dowolnym obwodzie i wyglądzie możemy zamówić szyte na rozmiar.

Zachowajmy również ostrożność w przypadku naszych psów, które znamy już od lat. Jeśli pies lubi pójść za tropem, a nie znamy okolicy i nie będziemy w stanie go odwołać – zabezpieczmy go linką na kilku pierwszych spacerach, aby mógł oswoić się z otoczeniem oraz abyśmy my je poznali. Nie puszczajmy suki w cieczce luzem, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że jej instynkt zwycięży, a gdy suczkę już znajdziemy – będzie w niechcianej ciąży.

  • Ola D

    To prawda, lepiej zapobiegać, niż później płakać nad rozlanym mlekiem. Muszę zadbać jeszcze, żeby psy miały nie tylko adresówki, ale też chipy 🙂
    Ciekawy i przydatny wpis
    Pozdrawiamy, Ola i Piano
    borderoli.blogspot.com

  • Carmen TV

    100 %-towo się z Tobą zgadzamy! 😀

  • Poncz

    Proszę nie zostawiać psa przed sklepem kiedy idziemy na zakupy. Zwłaszcza suki łagodnych i popularnych ras.

  • Karolina Ancerowicz

    Dodałabym jeszcze: nie zostawiać psa pod sklepem. Co parę tygodni na facebooku widzę zrozpaczone apele o kradzieży psa spod sklepu.

    • BialyJack

      A tak, to prawda – ale wtedy raczej mowa o kradzieży, niż zaginięciu. Nadal trudno mi zrozumieć, że są ludzie, którzy czują potrzebę samodzielnego wyjścia z psem i przywiązania go pod sklepem.

      • Karolina Ancerowicz

        Możliwe jest wiele nieprzyjemnych scenariuszy: ktoś może przewiązać psa w inne miejsce (słyszałam o takich przypadkach), może się zerwać ze smyczy…
        Ja też nie wiem. Tuż koło bloku mam biedronkę więc często robię tam zakupy. Prawie zawsze widzę conajmniej jednego przywiązanego psa. A przecież w takim sklepie nie można przewidzieć że wejdzie się na 5 min (chociaz te 5 min tez by nic nie usprawiedliwialy)

  • Tarot

    Witam,

    Jestem ezoteryczka z 10 letnim doswiadczeniem, zajmuje sie takze lokalizacja zaginionych bądź skradzionych zwierząt, z dokladnoscia do 500-800m2
    Za pomocą wahadła radiestezyjnego (inaczej zwanego pendulum) i kart można zawezić pole poszukiwań do minimum, co pozwoli na odnalezienie ulubieńca.

    Potrzebuję imienia , zdjęcia( które służy jako fantom energetyczny i jest niezbędne do przeporwadzenia lokalizacji), adresu pod którym zamieszkiwało zwierzę, ewentulanie adresu spod którego zaginęło, jeśli jest inny niż miejsce przebywania.

    Koszt ekspertyzy: 200zł

    ezopet@onet.eu