Zabawa w szukanie

Z racji na aktywność małego białego, często wynajdujemy mu różne zajęcia i zabawy, niekoniecznie związane dokładnie z bieganiem i szaleniem. Nie jestem zdania, jakoby bezcelowe bieganie nawet przez dwie godziny byłoby go w stanie zmęczyć psychicznie tak, jak praca głową. Oczywiście, bieganie jest również potrzebne, jednak samo w sobie nie niesie moim zdaniem żadnych korzyści, a wręcz nakręca dodatkowo psa i „wyłącza” go z pracy z człowiekiem. Z tego powodu u nas nawet bieganie jest przerywane komendami i kontaktem z psem. Ale wracając do rzeczy.

 

Na początku powiem, że nasza zabawa w szukanie nie ma za wiele wspólnego z tropieniem. Tropienie wymaga budowania śladu, odpowiedniego prowadzenia psa. Tymczasem nasza zabawa wymaga jedynie odpowiedniego nakręcenia psa i ukształtowania komendy „szukaj” – akurat ta ostatnia rzecz idzie bardzo szybko, jeżeli pies lubi pracować nosem, ma odpowiednią motywację i jest dosyć pobudliwy. Zabawa ta całościowo pozwala nie tylko psa zmęczyć zarówno fizycznie, jak i psychicznie, ale daje tez możliwość trenowania rozmaitych rzeczy, na przykład choćby opanowania i zostawania na komendę w dużym rozproszeniu.

 

Na pierwszym etapie zabawy dobrze jest pamiętać, że aby pies w ogóle zaangażował się w zabawę, musimy zadbać o odpowiednią motywację. Jeżeli chowamy jedzenie, to wystarczającą nagrodą zwykle jest po prostu pochwała oraz znalezienie i zjedzenie tego, czego pies szuka. Z tego powodu, choć małe białe „działa” głównie na jedzenie, w przypadku zabawy w szukanie wykorzystujemy zabawki. Zazwyczaj jest to jego ukochany pyszczek, który jest dla niego ogromnie motywujący, ale bywają to również zabawki służące do przeciągania. Pierwsza zabawa powinna być dość prosta, to znaczy zabawka nie może być schowana głęboko – raczej tak, aby pies załapał, że po oczekiwaniu ma przyjść i ją sobie znaleźć, a gdy to zrobi – następuje super zabawa. U nas zabawka najpierw była na wierzchu, potem chowana coraz głębiej i tak, że pies musiał kombinować.

 

Zabawa w naszym przypadku wygląda następująco. Najpierw pies dostaje zabawkę do zabawy – widzi, że któreś z nas ją ma, może się poprzeciągać, jest nakręcany na tę konkretną rzecz. Potem jest komendą wyprowadzany z pokoju, dostaje „zostań” i czeka w miejscu, z którego nie widzi przestrzeni, gdzie jest chowana zabawa. Zabawkę chowamy – czasami pod kołdrą, czasami gdzieś na wysokości, czasami przy kimś. Potem idziemy do psa i zwalniamy go komendą „szukaj” oraz gestem. Plusem jest fakt, że zabawka jest piszcząca – jeśli pies nie może jej znaleźć dłuższy czas, to ostrożnie staramy się nią zapiszczeć, aby jednak nie widział, w którym miejscu to robimy (zwykle wówczas, gdy małe białe jest odwrócone). Zazwyczaj psu nie zajmuje długo znalezienie schowanej rzeczy – a radość jest z tego ogromna 😉

 

Plusów takiej zabawy jest moim zdaniem wiele. Po pierwsze – jest to rozrywka i zadanie dla psa; zadanie tak męczące, że po kwadransie takiej zabawy, czyli kilku szukaniach, pies kładzie się i usypia. Dodatkowo, taka zabawa też rozwija – pies uczy się coraz lepszego posługiwania swoimi zmysłami. Prócz tego ćwiczymy również współpracę z człowiekiem i zacieśniamy więź. No i opanowanie – jak zawsze podstawa, z panowanie nad emocjami przy tak dużym rozproszeniu to według mnie wyższa szkoła jazdy 🙂