Trening przed górami cz. 1 – przygotowanie

Wiele razy pytacie nas o to, jak przygotowujemy Małego Białego do chodzenia po górach przez bite dwa tygodnie wakacji (no dobra, z przerwami ;)). Zamiast więc opisywać wszystko każdemu z osobna, postanowiliśmy przygotować po prostu cykl wpisów na temat tego, w jaki sposób prowadzimy tego rodzaju przygotowania. I z góry ostrzegam – nie jest to wpis specjalistyczny, ale poparty wiedzą opiekującego się Małym Białym weterynarza oraz bazujący na doświadczeniach osób prowadzących psy pracujące.

Wiadomo – każdy pies jest inny. Z tego powodu przedstawimy Wam, w jaki sposób MY przygotowujemy tego konkretnego psa do treningów, opisując również to, w jakiej jest formie wyjściowo oraz do czego dochodzimy. A pod koniec wpisu postaram się dodać więcej zmiennych, na które warto zwrócić uwagę podczas indywidualizowania treningów.

Z czym startujemy?

Przede wszystkim zaznaczmy, że Mały Biały jest przedstawicielem małej rasy terierów. Ma to zarówno zalety, jak i wady. Generalnie łatwiej jest doprowadzić do dobrej kondycji – przynajmniej według mnie – psa rasy małej, zwłaszcza o harmonijnej budowie. Budowa taka minimalizuje ryzyko nadmiernego obciążenia stawów czy kręgosłupa. To jednak tylko jedna strona medalu. Z drugiej Mały Biały jako terier mógłby robić czasami wiele kilometrów bez zatrzymywania, co jednak nie oznacza, że by się nie przetrenował albo nie dorobił kontuzji. Ot, taki charakter i taka wytrzymałość oraz zawziętość terierów. W jego przypadku trudno mówić o wielkiej wrażliwości na ból, co niejednokrotnie już nam udowodnił.

Idealną wagą dla Małego Białego jest ok. 5,2 kg. W kłębie liczy sobie ok. 28 cm, a jego waga jest różna zależnie od ilości ruchu, ale również porcji posiłków czy pory roku. To ten typ, który po kilku dniach wzmożonego wysiłku, nawet polegającego na ćwiczeniach typowo pod budowanie mięśni, będzie „wyżyłowany”, a jeśli zobaczycie go przed porannym posiłkiem – będzie wydawał się straszliwie chudy. Zwłaszcza na wdechu. I zwłaszcza w letniej formie.

Świadomie zimą pozwalamy „dobrać” Małemu Białemu nieco „ciałka”, aczkolwiek nabiera wówczas również sporo sierści, co powoduje, że wygląda, hm, misiaczkowato. Różnica wagowa jest jednak niewielka i sięga ok. 20 dkg, zależnie tak naprawdę od tego, co akurat je; widać natomiast różnicę w budowie. Staramy się pracować więcej w domu, jeśli pogoda nie sprzyja spacerom. Zaznaczę, że dalecy jesteśmy od poświęcenia swojego i psiego komfortu, aby tylko wyrobić kilometrówkę. Jeśli mróz jest bardzo duży i odczuwalny (duża wilgotność, silny wiatr) albo pada intensywnie deszcz – odpuszczamy długi spacer, bo polegałby on na ciągnięciu psa za sobą. Nie o to w tym chodzi.

Nasz cel

Do czego dążymy? Przede wszystkim nie schodzimy ostro z wagi, tylko to, co jest tkanką tłuszczową, zamieniamy na tkankę mięśniową. Jest to zauważalne przy macaniu psa czy w momencie, gdy obserwuje coś w napięciu. W formie szczytowej mięśnie są o wiele lepiej widoczne (ale też zwykle, z uwagi na lato, sierść krótsza), żebra dobrze wyczuwalne, a pies zawieszony na zabawce ma mocno zarysowane mięśnie grzbietu.

Zazwyczaj w góry jeździmy w lipcu i wyjazd polega przede wszystkim na aktywności fizycznej. Często są to krótsze i prostsze trasy dzień po dniu albo intensywne trasy z jednym dniem przerwy pomiędzy. Niejednokrotnie ja dostosowuję się do psa i np. po trasie, która okazała się ciężka (np. złapał nas deszcz, burza, droga okazała się wymagająca, bo zalana strumieniem albo upstrzona ostrymi kamieniami) robię mu dodatkowy przymusowy odpoczynek, połączony jednak z umiarkowaną aktywnością, często masażami, pielęgnacją opuszek itd.

Pod względem odległości robimy dziennie ok. 15-25 km w dzień aktywny, ok. 5-15 km w dzień odpoczynku. Są to trasy głównie w Beskidzie Sądeckim, ale również Tatrach, czyli mamy dodatkowo różnicę 500-1200 metrów w wysokościach (czyli podejścia i spadki) oraz dodatkowe atrakcje. Oznacza to, że wyjścia w aktywne dni zaczynają się ok. 4-5 rano i trwają do 12-13 godzin z przerwami na krótką regenerację, licząc wyłącznie chodzenie i odpoczynek na szlaku, a już nie np. w aucie podczas drogi powrotnej.

Zależy nam na tym, aby takie trasy pies pokonywał bez kontuzji, bez konieczności noszenia go (choć to się zdarza, ale nie wynika z niedyspozycji psa). A ponieważ nie cały cieplejszy okres spędzamy w górach, to naszym celem jest zadbanie o stawy psa, który po prostu jest aktywny – skacze, biega, ćwiczy i pracuje w terenie. Tak duże obciążenie stawów powoduje, że są one bardziej narażone na mikrourazy, i właśnie tym mikrourazom zapobiegamy zarówno ćwiczeniami, jak również dostosowaniem diety oraz stosowaniem odpowiednich suplementów. Ale po kolei.

Przygotowanie do… przygotowania!

Na samym początku zaczynamy z kwestiami związanymi z suplementacją i przygotowaniem psa. Zazwyczaj do wyjazdu w lipcu zaczynamy ćwiczyć około przełomu marca i kwietnia. Wtedy jedziemy do weterynarza na przegląd. Ten obejmuje przede wszystkim badanie ogólne, ale też sprawdzamy stawy (raz na dwa lata – z RTG i premedykacją). Oczywiście podczas badań obowiązkowo osłuchanie serca, bardzo ważne, jeśli pies będzie intensywnie ćwiczył czy po prostu mamy zamiar zwiększać mu tę intensywność spacerów. Teraz dodatkowo, jako że Mały Biały ma wiek już słuszny – skończył 6 lat – planuję wykonywać badania krwi, których nie robiliśmy dotychczas regularnie. Jeśli badania nie budzą wątpliwości co do stanu zdrowia, to umawiamy się na szczepienia przed wyjazdem, a dodatkowo psa suplementujemy.

W tamtym roku stosowaliśmy Arthroflex marki ScanVet i byliśmy bardzo zadowoleni z rezultatów. Co to właściwie oznacza? Przede wszystkim fakt, że psu nie zdarzyła się żadna kontuzja. Dodatkowo mam wrażenie, że ładnie wspierany był proces nadbudowania tkanki mięśniowej. W tym roku jednak zdecydowaliśmy się na preparat o bardziej rozbudowanym składzie, a mianowicie ArthroScan. ArthroScan Kęsy (fajna opcja dla osób, które sporo nagradzają psa, bo smakołyki można podzielić, a dodatkowo są chętnie jedzone) podajemy już od końca lutego. ArthroScan syrop będziemy podawać po zakończeniu opakowania kęsów.

Skład preparatu

– MSM – opóźnia procesy starzenia i dostarcza siarki w formie organicznej, która wspiera odbudowę chrząstki;

– glukozaminę – poprawia ruchomość stawów, wpływa pozytywnie na produkcję kolagenu;

– chondroitynę – główny element macierzy chrząstki zapobiegający jej niszczeniu oraz wspierający amortyzację stawów;

– czarci pazur – działa przeciwzapalnie i przeciwbólowo;

– witaminę C – działa antyoksydacyjnie, wspiera syntezę kolagenu i chroni przed wolnymi rodnikami;

– kolagen typu II – główny element macierzy chrząstki wzmacniający jej odporność i elastyczność;

– kwas hialuronowy – podstawowy element mazi stawowej zwiększający jej lepkość i chroniący stawy przed uszkodzeniami;

– mangan – bierze udział w syntezie kolagenu;

– EPA/DHA – spowalnia degenerację chrząstki, działa przeciwzapalnie.

dlaczego suplementujemy?

Suplementacja jest dla nas ważna i została nam również doradzona przez lekarza weterynarii.  Z powodu aktywności podlegamy częstszym kontrolom. Nasz pan doktor niejednokrotnie mówił, że jedynie fakt, że Mały Biały jest dobrze umięśniony, chroni go przed kontuzjami. Dotyczy to sytuacji takich jak wtedy, gdy pies skoczył z parapetu (!) za kotem albo po prostu podczas spaceru wpadł w dół (bez komentarza :D). Dodatkowo wspieramy chrząstki, na co pozwala właśnie suplement taki jak ArthroScan. Preparat ten w obu formach znajdziecie w sklepach zoologicznych oraz lecznicach.

W związku z podawaniem tak rozbudowanego suplementu nie dajemy żadnych innych dodatków. Karmę zostawiamy tę, na którą pies dobrze reaguje, ewentualnie zwiększając porcję w razie zapotrzebowania. Prócz tego można podawać dodatki: dobrej jakości puszki albo surowe mięso. Za smakołyki obecnie służy nam mięso suszone.

Prócz tych wszystkich większych czynności dbamy też o to, aby pies pozbył się nadmiaru sierści (zwłaszcza po tak intensywnej zimie jak obecna), czyli zwiększamy częstotliwość czesania. Wydaje się to banalne, ale uwierzcie – sierści narosło w tym roku tyle, że niektóre akcesoria ledwo się na psa mieszczą. Dodatkowo rzecz jasna stała kontrola pazurów.

Dygresja – kastracja a tkanka mięśniowa

Tutaj pozwolę sobie na niewielką dygresję, bo ostatnio wiele osób porusza temat gorszego przyrostu tkanki mięśniowej u psa, zwiększania wagi (i problemów z kontrolą nad nią) jako efektów kastracji. Na pewno jest to kwestia indywidualna i znam psy, które faktycznie po kastracji tyją. Znam i takie, którym trzeba lepiej dostosować karmę pod względem składu, właśnie z powodu zmian metabolicznych po kastracji. Mimo wszystko nie uważam tego za specjalną wadę i przeciwwskazanie do zabiegu, bo istnieje wiele sytuacji, w których jesteśmy zmuszeni szczególnie uważnie dobierać karmę dla psa – dla nas m.in. alergia pokarmowa.

Jak wiecie z artykułu o kastracji, Mały Biały przeszedł zabieg dość wcześnie, bo przed ukończeniem roku. Głównym powodem były niektóre zachowania oraz fakt, że szukaliśmy i tak od początku psa nieprzeznaczonego na wystawy. Stąd też mogę powiedzieć, że wszystkie zdjęcia, które widzicie, pokazują psa kastrowanego, obecnie już ponad pięć lat po zabiegu.

Mimo upływu czasu i wczesnej kastracji nie mieliśmy dotychczas problemu z nadmiernym tyciem czy zbyt dużą ilością tkanki tłuszczowej. Prócz faktu, że ludzie często myślą, że Mały Biały to suczka (bo nie widzą jajek albo ich samiec nie próbuje go zmieść z powierzchni ziemi), to kastracja u nas praktycznie nic nie zmieniła w tym aspekcie. Mam nadzieję, że tak pozostanie.

Artykuł powstał we współpracy z marką ScanVet.

Niebawem zapraszamy na kolejne części wpisu, m.in. o jakości ruchu, dystansach, apteczce.