TOP 10 – mity o małych psach i ich wychowaniu

Gdziekolwiek się nie obejrzę, widzę w psim świecie podziały. Czasami są to podziały naturalne, a czasami wytworzone na podstawie krzywdzących stereotypów. Niekiedy zaś są podyktowane jakimiś utrwalonymi w naszej świadomości mitami – mały pies jest stanowczo mocno nimi obrośnięty. I choć w dobie dostępu do literatury na temat psiego behawioryzmu czy łatwości znalezienia szkoleń dla psów wydawałoby się, że tych mitów jest coraz mniej – to gdzieniegdzie mają się one bardzo dobrze.

Niedawno uświadomiłam sobie natomiast, że jako posiadacze małego psa nie jesteśmy do końca akceptowani ani w grupie opiekunów małych psów, ani tych większych. Właściciele większych, bardziej odrastających od ziemi czworonogów niejednokrotnie nie lubią właścicieli małych psów z uwagi na to, jak podchodzą oni do swoich czworonogów i ich wychowania – w wielu przypadkach (niestety) musimy się z nimi zgodzić, co stawia nas na marginesie. Bo, serio, o ile, gdy to duży pies sprawia problemy otoczeniu, usłyszysz o tym od razu, o tyle w przypadku małego psa jest to traktowane z przymrużeniem oka. Co nie znaczy, że mniej upierdliwe. Poniższy zbiór mitów powstał na bazie tego, co usłyszeliśmy w czasie rozmów adopcyjnych, ale również wśród hodowców i właścicieli małych psów. Mity pochodzą z doświadczeń naszych i naszych przyjaciół, a także postów na forach internetowych czy tekstów na stronach hodowli (!).

1. Mały pies nikomu nie zrobi krzywdy

Serio? Za każdym razem, gdy to słyszę, widzą oczyma wyobraźni takiego małego psa, który waży tyle, co piórko, a pysk ma pełen zębów z gumy. To, że pies jest mały, nie znaczy, że nie jest w stanie zrobić krzywdy. Skoro york ważący 2,5 kg świetnie radzi sobie z przegryzieniem na jeden raz kości z indyka, a Mały Biały bez problemu jednym kęsem przegryza króliczy kręgosłup (żeby nie było – mówię tutaj o BARFie oraz suszonych gryzakach), to jakim kłopotem byłoby dla nich odgryzienie palca dorosłemu czy dziecku? Albo pogryzienie twarzy? Albo jakiejkolwiek innej części ciała?

2. Mały pies jest idealny do dzieci

Tia… Z wielu powodów tak nie jest i o wiele bliżej mi do stwierdzenia, że psa warto dobierać do dziecka nie względem rozmiarów, a raczej możliwości i wiedzy rodziców. A w niektórych przypadkach w ogóle lepiej wybrać pluszowego. Jestem przeciwna darowaniu psa w ramach prezentu-zachciewajki dla dzieci (tak, to się zdarza, i tak, różnicuję to z kupnem/przygarnięciem psa, gdy chcą tego rodzice, a również dziecko). Dlaczego mały pies nie jest dobrym pomysłem? Przede wszystkim, małe psy – zwłaszcza w okresie szczenięctwa – są dość delikatne. O ile dwuletnie dziecko upadające czy siadające przypadkowo na labradora wiele mu nie zrobi (mówię o krzywdzie fizycznej), o tyle w przypadku yorka – może być różnie. Po drugie, małych psów rodzice, poświęceni swojemu dziecku, często nie szkolą, bo „przecież są małe”. Efektem jest ryzyko pogryzienia, warczenie, bronienie zasobów, atakowanie dziecka, a potem – szukanie psu nowego domu, bo „agresywny”. I na koniec – nie, nie istnieje pies idealny dla dzieci. Już o tym pisałam. 

3. Małemu psu niepotrzebne są smycz i kaganiec

Bo jest geniuszem, który „umie się zachować”. Bo jest mały i „nic nie zrobi”. Bo przecież jak można męczyć takiego małego pieska kagańcem czy smyczą. No i jak to, że wyganiają z autobusu czy chcą dać mandat w pociągu, bo pies nie ma kagańca?! Toż Pimpuś nie będzie jechał w transporterku, a kaganiec jest dla agresywnych psów. Otóż – nie. Mały pies to również pies. Jeśli gdzieś psy muszą mieć kaganiec, to dotyczy to również małych psów. Jeśli psy gdzieś nie mogą wchodzić – to dotyczy to również małych psów. Jeśli pies ma być na smyczy w środku miasta – to tak, mały pies również. I nie, nieważne, że „on jest starszy” (WTF, nowa moda z naszej ulicy – pies nie musi być na smyczy, bo jest mały i starszy. To nic, że szczeka na wszystko i próbuje łapać ludzi za nogawki).

4. Małego psa nie trzeba szkolić

Wiecie, ten pogląd jest ciekawy. Bardzo długo wydawało mi się, że ludzie podchodzą luźno do szkolenia małego psa, bo to jest mały pies – nawet jak szarpie na smyczy, to przecież nie wciągnie Cię pod autobus. Słowem, łatwiej go opanować fizycznie. Ale nie. Okazuje się bowiem, że szkolenie małego psa jest dla niego szkodliwe, bo taki piesek powinien tylko być rozpieszczany, a do szkolenia to sobie głupia babo kup owczarka. Co więcej, spotkałam się z opinią, że absolutnie nie można szkolić szczeniąt (nie pamiętam tylko, czy wszystkich, czy małych ras), bo to „zabiera im dzieciństwo” – taka ciekawostka. I jeszcze ciekawa rzecz. Jeśli trenujesz na środku ulicy z dużym psem, to jesteś odpowiedzialna i godna podziwu, bo panujesz nad takim dużym psem. Jeśli trenujesz z małym psem, to na pewno szkolisz go „jak do cyrku” albo nie masz serca, bo go to tak „tresujesz”, zamiast dać mu pobiegać czy coś. Autentyk.

5. Mały pies nie potrzebuje dużo ruchu (ale potrzebuje… kuwety!)

Kolejna rzecz, która mnie zaskakuje nieustannie i nieodmiennie. Okej, powiedzmy, że w niektórych przypadkach kuweta dla bardzo malutkich psów jest rozwiązaniem, gdy mają kłopoty z pęcherzem, a właściciele chodzą do pracy na pełen etat. Niestety, teoria o tym, że mały pies nie potrzebuje dużo ruchu przekłada się na pewien bolesny wniosek. Na pewno zaobserwowaliście pewną prawidłowość: zimą na ulicach widać o wiele mniej ludzi spacerujących z psami. O ile jestem w stanie zrozumieć skrócenie spacerów na rzecz innych aktywności, gdy na dworze pies przymarza do podłoża, o tyle widziałam na różnych grupach na FB co najmniej kilkanaście osób, które stosują w zimie czy przy brzydkiej pogodzie (nie – przy klęsce pogodowej) kuwetę ZAMIAST wyjścia z psem. Co z wielu względów jest dla mnie ogromną pomyłką – może lepiej kupić sobie kota, zamiast wyprowadzać zdrowego psa na spacer 2-3 razy w tygodniu, bo zimno? Druga sprawa to coś, co na szczęście jest już coraz rzadsze – małe psy, które mogłyby biegać i biegać, ale ich właściciele im na to nie pozwalają. Bo są małe i się zmęczą, więc pozostaje im rundka dookoła bloku Nadal wiele osób dziwi się, widząc Małego Białego na górskim szlaku – no jak to, taki mały piesek?! Przecież on się strasznie zmęczy!

6. Po małym psie nie trzeba sprzątać

Z jakiegoś powodu nawet psiarze z grupy tych „uświadomionych” często uważają, że nie muszą sprzątać po swoim małym psie, bo sąsiad po swoim brytanie nie sprząta. A kupa małego pieska jest mniejsza od kupy takiego wielkiego psiska. No tak, to prawda, widziałam kupy wielkości małego yorka. Ale dla mnie – kupa to kupa. Ja po swoim psie sprzątam i oczekuję, że inni będą po swoich psach również sprzątać. Dlaczego? Bo to mój obowiązek. Bo nie lubię wdeptywać w psie gówna. Bo jak ktoś wdepnie w psie gówno, to odetchnę z ulgą wiedząc, że to na pewno nie jest gówno mojego psa. I jeszcze – nienawidzę „przebiśniegów” (to już niedługo!) i konieczności doniesienia do domu ulubionej piłki mojego psa, całej śmierdzącej po zetknięciu z kupą innego psa, zmiękczoną poranną rosą. Koronny argument – bo nikt nie sprząta – jest bzdurą, która pokazuje, że chamstwo innych uważamy za uzasadnienie dla własnego chamstwa. I zamiast równać w górę – równamy w dół.

7. Mały pies jest przeznaczony do mieszkania w bloku…

…i jeśli mieszkasz w domu z ogrodem, to sorry, ale kup sobie pan labradora albo coś. Obalmy ten mit raz na zawsze: wielkość psa i wielkość mieszkania w ogromnej liczbie przypadków nie idą w parze. Możesz mieć owczarka niemieckiego w swoim niewielkim mieszkanku w bloku, o ile tylko zmieścisz gdzieś jego posłanie (albo odstąpisz mu miejsce na łóżku) i będziesz zapewniać mu adekwatną dawkę ruchu i zajęć. Po raz kolejny powtórzę – dom czy mieszkanie nie są poligonem do psich szaleństw. Normalny, wychowany pies w domu umie się wyciszyć i przez większość dnia po prostu śpi. A poćwiczyć komendy czy sztuczki możemy w domu z każdym psem, bez względu na jego rozmiary. Jeśli więc mieszkasz w domu z ogrodem i marzysz o toyu rosyjskim, to sobie go kup – pamiętaj tylko, żeby zapewnić mu spacery poza ogród (ogród nie zwalnia ze spacerów!), zabezpieczyć mniejsze dziury w ogrodzeniu i mieć na niego okno, co by sobie ktoś go nie zabrał. I bądźcie szczęśliwi – Ty i Twój pies.

8. Małe psy są wybredne

To kolejna nowinka, która niestety jest też powielana wśród części właścicieli JRT. Kiedyś na stronie jednej z hodowli moja koleżanka, szukając dla siebie psa małej rasy, przeczytała, że te pieski są delikatne i wybredne, więc powinny jeść serek biały i specjalnie gotowane dla nich zupy z chudym mięskiem. Tak serio – pies to pies. Jeśli nie przejawia indywidualnych problemów na tle pokarmowym (alergia, nietolerancja pokarmowa, problemy z trzustką) to nie ma powodu, aby jadł inaczej aniżeli psy większe od niego. Ważne jest zachowanie właściwych proporcji. Mały piesek nie chce jeść suchej karmy? Tak, to zdarza się nad wyraz często. I w 99% przypadków spowodowane jest dwoma rzeczami: właściciel zamiast karmy leżącej cały dzień w misce oferuje mu wędlinki, serki i ciasteczka, a jednocześnie nie wyobraża sobie go przegłodzić jeden dzień. Bo jak to, małego psa?

9. Małe psy można nosić na rękach

Wiecie, zasadniczo – można wszystko. Ale mały pies wnoszony do sklepu na rękach nadal jest psem, i nie powinien się tam znaleźć, jeśli do sklepu nie można wchodzić z psem. Jeśli na widok każdego psa o kilka centymetrów większego od swojego (co nie jest trudne, u nas np. są tylko dwa psy rozmiarów Małego Białego i dosłownie kilka mniejszych) porywasz swojego czworonoga na ręce – robisz mu krzywdę. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Oczywiście, jeśli biegnie na Ciebie warczący i toczący pianę pies, którego właściciela nie sposób zaznać na horyzoncie, to trzeba jakoś zareagować – i na pewno łatwiej wziąć na ręce psa o wadze 5 kg aniżeli 50 kg. Samej zdarzyło mi się to RAZ w ciągu 5 lat – i to tylko dlatego, że byłam z psem sama, a podbiegło do nas gryzące stado trzech „pańskich” psów. Zamiast pogryźć psa – gryzły mnie po kostkach, póki nie straciłam w dosadny sposób cierpliwości. Ale porywanie psa na ręce, bo idzie pies (większy od niego, nawet na smyczy i merdający) – wyrabia w czworonogu jeszcze większy lęk. Podobnie jak szarpanie psa, gdy ten zupełnie pozytywnie wita się z innym czworonogiem, tylko dlatego, że ten drugi jest większy. U nas to działa prosto: mówię Małemu Białemu „pies!”, a on rozgląda się, gdzie, i się wita. I idziemy dalej. Albo mówię „olej go!”, a on olewa i idzie dalej, jeśli rzeczony piesek wyrywa się jak wściekły na czyjejś smyczy albo ujada za ogrodzeniem. I tak, to trzeba wypracować, czyli – psa wyszkolić. I jeszcze odpowiedź na zadawane mi często mailowo pytanie: nie, wzięcie psa na ręce, jak boi się/zapiera i nie chce iść nie jest rozwiązaniem. Problem trzeba przepracować, bernardyna na ręce byście nie wzięli.

10. Mały pies może szczekać

I tu, serio, rozumiem część społeczeństwa. Ile widzieliście dużych psów, które ujadają na wszystko, kiedy ich właściciele stoją na środku chodnika i perorują z sąsiadem? Ja żadnego. A małych? No cóż… Regularnie widuję panią z trzema yorkami, które szczekają przez CAŁY spacer. Nieraz zdarzyło mi się oglądać scenkę rodzajową, w której mały pies bez smyczy szczeka i podbiega do dużego psa na smyczy i w kagańcu, a właściciele się cieszą, bo jest „taki odważny”. Nie, nie jest odważny – prawdopodobnie się boi i tak to okazuje. I jeśli jest pod Twoim dachem od szczenięctwa, to nie śmiej się, człowieku, tylko zapadnij pod ziemię, bo to efekt Twojego (braku) wychowania tego psa. Podobnie, jak przywiążesz małego psa pod sklepem, tuż w drzwiach, i zagadasz się z ekspedientką, a piesek stoi i szczeka w tym wejściu na każdego zbliżającego się człowieka – nie wystarczy powiedzieć „spokojnie, on nic nie zrobi”. To nie jest Twoja przestrzeń, tylko przestrzeń publiczna. Inny człowiek ma pełne prawo bać się psa, nawet jeśli ten waży 1 kg. Rozwiązanie? Wychowaj psa. Rozwiązanie krótkofalowe? Nie stwarzaj takich sytuacji – choćby nie zabieraj psa do sklepu, daj mu trochę aktywności fizycznej i psychicznej, trzymaj go na smyczy, pozwól na kontakty ze zrównoważonymi psami.

Podsumowanie tego wpisu? Mały pies to również pies. I tak, ten wpis jest uogólnieniem, zanim zaczniecie przytaczać przypadki, kiedy nieprawidłowe zachowania wykazuje pies świeżo z adopcji (wiadomo, że nad wszystkim trzeba pracować) itd. Po prostu warto nie odbierać psom ich… bycia psami 🙂

  • Ja jeszcze zauważyłam, że ludzie sądzą iż małym psem nie trzeba się zajmować. O ile Nero potrzebuje zapewne ogromu opieki, o tyle Niko żyje sam sobie i nie muszę się nawet przejmować że jest. Jeśli wychodzę z Nerem na spacer, to muszę trzymać go na smyczy, w kagańcu i z ciężarkiem przy nodze. Jeśli wychodzę z Nikiem, to słyszę, że „Paaaani, ale niech pani puści tego szczurka (wtf, szczurka a nie psa?) bo na tej smyczy tylko się męczy.”
    Małe psy chyba na nigdy nie będą traktowane na równi z dużymi psami. Chodzi mi w tej chwili o szacunek i respekt, ale również panujące w psio – ludzkim świecie zasady i przepisy.

    • To prawda, nigdy nie jest równo, ale niestety w dużej mierze sami właściciele się do tego przyczyniają…

  • Hania W.

    Haha czyli mojemu psu chyba treningi szkodzą, muszę to dzisiaj swojej kundlicy przedstawić, może jeszcze bardzo jej nie popsułam!
    Kurczę powiem szczerze, że takich „fajnych” ciekawostek to jeszcze na temat małych psów, nie słyszałam. Chyba dlatego, że mieszkam na wsi, więc nie dostaję za dużo pouczeń na temat co mój pies ze względy na wzrost może, a czego nie. Wręcz i tak patrzą się na mnie na odludka i dziwaka kiedy wychodzę z psem na spacer, toż to on powinien luzem biegać i resztki zjadać, a ta w jakimś ubraniu chodzi, cuda nie widy!

    • Ja bardzo nie lubię chodzić po wsi z psem, bo niestety często do tego wszystkiego dochodzą psy wybiegające ot tak zza otwartej bramy i w najlepszym przypadku szczekające na nas. Ale pies na smyczy czy w ogóle bawiący się zabawką wzbudza niemałą sensację, to prawda 😉 Ciesz się, że jeszcze Wam zdjęć nie zrobili i nie wysłali do jakiejś gazety 😀

  • Skoro mały pies to też pies, to… nie wpuszczajmy też ich do sklepów spożywczych. Bez względu na to czy będzie na rękach czy szedł obok na smyczy. Pies to pies. To mnie najbardziej denerwuje. I szczerze powiedziawszy o większości z wymienionych punktów nie słyszałam 😀

    • Ależ do mnie to jest oczywiste – jeśli do sklepu nie można wejść z psem, to z żadnym 🙂 Zresztą nie widzę sensu chodzenia do sklepu z psem.

  • Daria

    Mam małego i dużego psa i szczerze mówiąc mit o tym, że małym psom nie trzeba zakładać kagańca to bzdura. Niestety większość ludzi uważa inaczej. Kiedyś w tramwaju zaczepiła mnie starsza pani i zapytała się dlaczego męczę psa, bo ma kaganiec. A kiedy pojechałam z Azą do weterynarza i nie miała kagańca to ktoś się uczepił, że taki duży pies powinien mieć porządny metalowy kaganiec, kolczatkę i krótką smycz, bo inaczej kogoś zagryzie na śmierć.

  • O rany – jakoś nigdy o tym nie myslałam, ale rzeczywiscie – jako włascicielka duzego psa też odczuwam wiele z tych zastrzeżen o których napisałaś. Nie podoba mi się to, że właściciele małych psów zachowuja się tak jakby obowiazywała ich jakaś taryfa ulgowa ze względu na to, że mają małego psa – co widac najlepiej chyba w przypadku chodzenia na smyczy i sprzatania po swoim psie.
    Bardzo fajny wpis.

  • Niestety tak jest, że wielu właścicieli małych psów wybiera je z takiego powodu, że są mniej wymagające. Trzeba się zgodzić, że trochę to prawda, bo różnica między wychowaniem 5 kg malucha, a 40 kg psiska jest znacząca.

    Wiele osób jednak zmienia ”mniej wymagające” w ”nic nie wymagające” i tak sobie bimbają na tych spacerach z małym rekinem, który każdego łapie za kostki. Nic mnie tak nie denerwuje jak mały szczurek szczekający na mojego owczarka, bo potem owczarek się wkurza i odszczeka – prosta droga do ”Pana pies jest agresywny jakiś, na takiego maluszka szczeka” 🙂

    • Klaudia

      Zdecydowanie nie zgodzę się z tym że mały pies jest mniej wymagający 🙂 możemy to oczywiście rozpatrywać w różnych kwestiach bo każdy ma swoje „wymagania” ale jeśli mówimy o wychowaniu to niestety w moim przypadku jakie kolwiek próby treningu z psem na dworze od razu kończą się na samym początku, bo ludzie nie rozumieją że na spacer wychodzę z psem a nie żeby zapewnić im rozrywkę w postaci przytulanki. Doszło parę razy nawet do tego że obcy ludzie brali psa na ręce !! A szczytem było już kiedy pewna starsza pani kazała zrobić to swojej wnuczce i po moim stanowczym przeciwie jeszcze usłyszałam parę miłych słów na temat mojego wychowania, bo „dziecku nie dam się pobawić” 🙂 gdybym miała ON to raczej nikogo by nie pokusiło obcego psa na łapki sobie pakować 🙂

      Poza tym nie zalicze chyba godzin które spędziłam na wyczesywaniu psiaka z kołtunów pospacerowych :p chociaż to akurat nie kwestia wielkości pupila.

      Pies to po prostu pies i moim zdaniem jego wielkość a trudy wychowania nie są od siebie zależne 🙂 a wręcz dużego psa szybciej zdecydujemy się nauczyć ładnie chodzić na smyczy i znajdziemy na to 50 różnych metod, niż psiaka który nie sięga nawet do kolana gdyż jak już wcześniej było napisane po prostu łatwiej nam go ogarnąć.

      • Znaczy ja rozumiem, że pewnie inaczej to wygląda z punktu widzenia ”świadomego” posiadacza małego psa. Generalnie jednak głównym powodem wzięcia mniejszej rasy przez wiele osób jest właśnie to, że ogólnie uważa się je za mniej wymagające.

        Mniejsza ”powierzchnia psa” to mniej pielęgnacji, mniej brudu, mniej zniszczeń, mniejsza siła (łatwiej ogarnąć na smyczy). Aktywności fizycznej też taki maluch raczej potrzebuje mniej.

        Jak czasami idę z moim 36 kg owczarkiem to trochę zazdroszczę ”maluchom” pewnych ułatwień 🙂

        Jeśli chodzi o wychowanie to cóż… wiele osób w ogóle z niego rezygnuje w przypadku małych psów 😀

        • Klaudia

          Na pewno łatwiej jest zmęczyć małego psa bo sami mamy od niego dużo więcej siły, podejrzewam że zabawa szarpakiem z prawie 40 kg nie należy do najlżejszych :D. Ale niestety najgorsze co ludzie w tym temacie myślą to „mały pies nie potrzebuje dużo ruchu” i właśnie chyba to jest najbardziej krzywdzące „wezmę małego psa to tylko szybkie siku i do domu”. Jak słyszę kiedy ktoś mówi do tego że weźmie Yorka to aż krew mnie zalewa. I wcale nie chodzi tu o to że coś do nich mam bo sama jestem posiadaczką jednego ale to są kurna terriery i powiem szczerze, że bardzo ciężko jest go zmęczyć. „Szybkie siku” nie wystarcza żadnemu psu, a co dopiero terrierom.
          Prawda jest taka że jak nie znajdziesz psu zajęcia to znajdzie je sobie sam i nie koniecznie będzie Ci się podobało 🙂

          U mnie na osiedlu łazi kilka Yoreczków, kilkanaście „to York, ale nie ma rodowodu bo po co mi to, a że waży jakieś 8 kg to dlatego że dobrze karmimy RO***EM OCZYWIŚCIE” i dwa Yorkshire Terrier które zachowują się jak pies i w dodatku właściciel im na to pozwala

          Jak widzimy właśnie na podstawie artykułu powyżej większość tych stwierdzeń jest wykreowana przez ludzi i często przez to spotykam się z prześmiewczym traktowaniem Yorków (muszę bronić tu mojego przedstawiciela tego gatunku :D). Jedna dla mnie dość istotna różnica między małym psem a dużym psem która teraz mi przychodzi na myśl to ilość pochłanianego pokarmu 😀 gdy mój psiak zjada ok 200 g karmy dziennie myślę, że wasza Legion zjadła by Pixela na śniadanie i poprosiła o dokładkę 😀

          PS. z niecierpliwością czekam na maty węchowe !! 😀

          • Wiesz – mi się wydaje, że właśnie wielu właścicieli robi złą ”prasę” małym psiakom. Nie ćwiczą, nie wychowują, na spacerach puszczają luzem ”bo co taki maluch zrobi” i tak dalej. Potem widać pewną niechęć ludzi do takich pupilków bo tylko to szczeka, skacze i nie ma z tego pożytku.

            Bardzo dobrze rozumiem, że w obecnych czasach wcale nie jest tak łatwo być świadomym psiarzem, który ma małą rasę i w tym zakresie na pewno Wam nie zazdroszczę 🙂

            Nie wiem skąd taki pogląd jakoby duże psy zjadały te małe – bardzo często słyszę ”Pakuś nie idź do niego, bo Cię zje!” 😀 Legion jest na BARF, ale bez przesady.

            Dzięki za zainteresowanie matami – już niedługo 🙂

          • Klaudia

            Wcale nie chodziło mi o pożeranie małych psów przez te duże a o ilość jedzenia 😛 podejrzewam że jest to więcej niż te moje 200 g 😀 więc i na pewno bardziej kosztowne 😛

            A co do „nie idz tam bo Cie zje” to myślę że na prawdę mimo wszystko ma to swoje zalety, do mnie często podchodzą ludzie i „Pikuś, pobaw się z pieskiem !” a Pikuś stoi z zębami na wierzchu gotowy do ataku i raczej ma ochotę uciec niż się bawić, czego właściciel nie rozumie chyba bo później słyszę tłumaczenia że „dzisiaj ma zły dzień” 🙂 takich kwiatków mnóstwo niestety

          • Wszystko zależy od właściciela finalnie, nie? 🙂 Legion z maluchami też fajnie się bawi… zazwyczaj :>

  • Spotkałam się chyba z każdym wymienionym tutaj punktem. Co prawda nie mam dużego psa, a mój york, którego dostałam dzieckiem będąc już odszedł na tamten świat, ale wśród znajomych zauważam, że duży pies jest zawsze nauczony, trenowany, wyprowadzany na spacer, a mały… właściwie tylko śpi, je, daje się głaskać, a w przerwach irytuje tym, czego nikt go nie oduczył 😀