kong

Test produktu: żyrafa Kong BraidZ

Niewiele jest  w psim życiu zabawek, która nie nudzą się po kilku spotkaniach; jeszcze mniej jest tych, które wytrzymują te spotkania. Tymczasem żyrafa Kong BraidZ zdaje się spełniać oba warunki, i świetnie sprawdzać się w zabawie. Sprawdźcie, czy warto nabyć ją dla Waszego czworonoga.

kong

Zabawka Kong BraidZ w formie żyrafy była dla nas ciekawym doświadczeniem. Mieliśmy wcześniej do czynienia z zabawkami firmy Kong, a jednocześnie nigdy nie byłam do końca przekonana do zabawek w formie pluszowej. Żyrafa nieco zmieniła moje podejście 😉

Psie zainteresowanie?

Każdy właściciel psa zdaje sobie sprawę z tego, że wartość zabawki określa się przede wszystkim na podstawie tego, czy pies się nią interesuje – choćby zabawka była najfajniejsza, to nie sprawdzi się, gdy tego zainteresowania zwyczajnie brak. Tutaj na zainteresowanie narzekać nie mogę – pies sam sobie wyciągnął zabawkę z paczki, a potem chętnie się nią bawił, co możecie zobaczyć na filmiku.

Pies nie tylko chętnie sam sobie brykał z zabawką, ale był również zainteresowany zabawą i wymianą. Nie jest to piłka, która sprawia, że psi móżdżek zamyka się na jakiekolwiek myślenie i słuchanie, ale jest to dobry typ zabawki, która jednocześnie motywuje psa i pobudza jego zainteresowanie, a przy tym pozwala mu ćwiczyć i opanować swoje emocje.

Oczywiście, na atrakcyjność zabawki z pewnością wpłynęły dwie rzeczy: tułów żyrafy w formie plecionego gryzaka, bardzo wygodny dla psich zębów, oraz piszczałka w pysku, która z pewnością podnosi psie zainteresowanie.

Wytrzymałość

Jak sami wiecie, podstawą dobrej zabawki w naszym domu jest jej wytrzymałość. Zabawka, która nie wytrzyma zabaw Małego Białego, nawet tych kontrolowanych przez nas, nie ma prawa bytu – zwyczajnie szkoda na nią wydawać pieniądze. Żyrafa Kong BraidZ składa się zasadniczo z trzech części.

Pierwsza część to pleciony „trzon” zabawki, czyli ta główna jej część – tułów. Ta część jest zdecydowanie najbardziej wytrzymała. Mały Biały ją szarpał, przeciągał się z nami, wisiał na niej i nic jej się dotychczas nie stało. Ten fragment zabawki jest dość sztywny, niełatwo się wygina, ale jednocześnie jest na tyle miękki, że pies chętnie za niego chwyta. Nieregularna powierzchnia zabawki i mocny splot sprawiają, że łatwiej jest mu porządnie złapać zębami, a jednocześnie materiał jest praktycznie niemożliwy do zerwania, nawet podczas szarpania czy wiszenia.

Drugą część, którą mogę wyróżnić, to głowa, a konkretniej pysk żyrafy. Sympatyczny i zaskakująco trwały. Jest tutaj ukryta piszczałka, która obecnie, po kilku tygodniach regularnego użytkowania, niekoniecznie działa tak dobrze, jak na początku, ale działa nadal bez większych problemów. Mały Biały uwielbiał łapać za pysk i obijać sobie żyrafą swoją małą, pustą główkę 😉 Tutaj nie ma żadnych problemów ze szwami, jednakże zabawka lekko barwi od czarnych nitek, użytych jako uśmiechu żyrafy.

Kolejna część to wszystkie kończyny, ogon, grzywa oraz uszy żyrafy. Najlepiej zabawy przetrwały kończyny, zwłaszcza dolne. Niestety na głowie doszło do kilku większych uszkodzeń, jedno z nich zakończyło się nawet urwaniem żyrafiego ucha – wszystko zobaczycie na zdjęciach, które specjalnie zrobiłam jeszcze przed zszyciem zabawki. Bo oczywiście wszystko można zszyć i zabawka jest jak nowa.

Praktyczność

Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłam w żyrafie i która mnie zaniepokoiła, była grzywa – piękna, czarna i ułożona na początku, obecnie nieco sfatygowana ciągłym memłaniem i szarpaniem. Jeśli pies lubi niszczyć i czuje przyjemność w związku z wyrywaniem różnych rzeczy, to możecie być pewni, że w pierwszej kolejności zainteresuje się grzywą. U nas było podobnie, na szczęście wystarczyła komenda „zostaw” i „nie za grzywę”, a pies odpuszczał i stwierdzał, że no dobra, to ugryzę ją w nogę.

Bardzo praktyczne jest przedstawienie ciała żyrafy jako tak naprawdę wygodnego i trwałego szarpaka. Sprawia to, że z psem można się bawić, przeciągać i jest w stanie wygodnie złapać zębami za zabawkę. Dzięki temu żyrafa dobrze sprawuje się jako element nagrody w rozmaitych treningach i ogólnie łatwo jest się nią bawić z czworonogiem.

Praktyczne jest również to, że zabawkę można uprać. Bez problemu poddaje się zarówno praniu w pralce, w niskiej temperaturze, jak również praniu ręcznemu. Po zabawie (z dużym towarzystwem śliny) albo kąpieli wystarczy położyć ją w ciepłym miejscu albo powiesić za nogę 😉 i dość szybko wysycha, znów gotowa do zabawy.

Plusem jest jej kolor – nie gubi się w trawie, co może być istotne dla tych osób, które wybiorą ją również jako fajną zabawkę do aportowania i przeciągania z psem.

Dla jakiego psa?

Przede wszystkim dla takiego, który lubi bawić się z nami bądź którego chcemy nauczyć zabawy. Zabawka świetnie sprawdza się w przeciąganiu, szarpaniu, wiszeniu. Dodatkowo, sprawdzi się również jako zabawka samodzielna dla psa, który lubi sobie coś żuć – warto jednak zwrócić uwagę, aby swoich wysiłków nie skupiał np. na grzywie. Główny, pleciony sznurek w żyrafie zniesie wiele i trudno jest go rozwalić, zwłaszcza że jest dodatkowo zszyty, dlatego nie ma mowy o łatwym zniszczeniu czy odpruciu elementów.

Żyrafa Kong BraidZ jest takiej wielkości, że dobrze sprawdza się dla psa wielkości Małego Białego, a może się również sprawdzić dla psa większego, powiedzmy do 15-20 kg. U jeszcze większego raczej nada się głównie do aportowania, przede wszystkim ze względu na rozmiary – cała długość wynosi 33 cm, wliczając w to rogi i nogi 😉

Sprawdzi się dla psów, które lubią piszczące zabawki – u nas to jedna z podstawowych kwestii, bo pies ukochał tego typu zabawki i świetnie działają one podczas rozmaitych treningów i ćwiczeń.

Tymczasem – zapraszamy do filmiku 🙂

Żyrafę Kong BraidZ znajdziecie w naszym partnerskim sklepie NaszeZoo.pl 🙂

  • Olga Kowalska

    Jak dotąd Kongi są jedynymi zabawkami, które przetrwały, chociaż moje potwory maja klasyczne kości, jedna w wersji klasycznej (czerwona), a druga w wersji extreme (czarna) i z nieznanych powodów i tak są porządnie ponadgryzane 😉 Co prawda żyrafa kusi, ale już widzę co by z niej biednej zostało pod koniec pierwszego dnia (nawet nie zaryzykuję testowania) – zostaniemy przy kościach 😀

    • Piotr

      Ja mogę polecić skinneeez (które tutaj chyba też były opisywane) – najlepiej te długie. Są bardzo grywalne, prawie jak skarpeta. Nie mają wypełnienia, więc pies nie jest w stanie wyciągnąć nic ze środka, a jak ktoś lubi się bawić w przeciąganie, dość łatwo je zszyć, w przypadku, gdy pies bardzo chce wygrać 🙂

      • Olga Kowalska

        Dzięki śliczne za polecenie, ale skineeez umarły nam pierwszego wieczoru zabawy 😀 Mój nawiedzony jamnik jak zobaczył miękką wiewiórę dostał obłędu w oczach, rozszarpał na strzępy, a strzępy zaniósł „niby” do nory za kanapę, chociaż on tam nigdy nic nie chował o_O Mieliśmy najbardziej absurdalny wieczór ze skinneeez, to muszę przyznać 😀

        • BialyJack

          No i właśnie na tym polega różnica w zabawie – u nas pies nie ma możliwości czegoś roznieść czy zabrać, zabawa jest pod nadzorem, albo z człowiekiem, albo nawet samodzielna 😉