Test i opinia: pas biodrowy z amortyzatorem Hifica

Wiele osób pisało, że czeka na tę recenzję, więc dziś – przy dniu odpoczynku od wędrówek – przygotowałam ją specjalnie dla Was. Trochę nam zajęło testowanie, ale nie lubię pisać o rzeczach, które sprawdzaliśmy krótko – cenię sobie możliwość sprawdzenia takiego sprzętu w najróżniejszych okolicznościach.

DSCN7749

O firmie

Po długim zastanowieniu oraz konsultacjach z osobami używającymi podobnego sprzętu, zdecydowaliśmy się na zakup pasa biodrowego i liny amortyzującej z firmy Hifica. Jest to firma polska, wykonująca sprzęt z wysokiej jakości materiałów oraz, co istotne, na wymiar. Nie było problemu z kontaktem przed zakupem – odpowiedzieli na wszystkie informacje, jak również pomogli dobrać odpowiednie parametry sprzętu do wielkości i wagi psa.

Firma wykonuje zarówno pasy biodrowe, jak również smycze i liny amortyzujące, uprzęże, obroże i szelki dla psów czy opaski odblaskowe. W ofercie niebawem znajdą się również legowiska czy specjalne uprzęże do noszenia psów. Najbardziej przekonało nas jednak to, że w firmie wszystko wykonuje się ręcznie, w ilościach małych, a nie hurtowych. Na zamówienie trzeba poczekać jakiś czas, zależnie od jego wielkości – my czekaliśmy ok. tygodnia – ale za to ma się pewność, że wszystko jest robione dokładnie, z precyzją, a nie taśmowo.

Materiały

Istotną sprawą jest wybór odpowiednich materiałów do wykonania naszego sprzętu. Firma posiada dwie podstawowe grupy taśm: PP (polipropylenową) oraz PA (poliamid-lanex). O konkretnych właściwościach można poczytać na stronie sklepu, jednak my, ze względu na użytek raczej rekreacyjny, zdecydowaliśmy się na sprzęt wykonany z polipropylenu. Warto zaznaczyć, że taśma o szerokości 25 mm posiada wytrzymałość na zrywy do 900 kg.

Niektóre elementy, jak pasy biodrowe czy uprzęże, są dodatkowo obszywane poduszkami wypełnionymi włóknem poliestrowym. Poduszki zapewniają miękkość, która np. dla mnie jest bardzo pożądana, przy mojej szczupłej budowie ciała – dzięki temu pas nigdzie się nie wpija i nie powoduje otarć.

Dodatkiem są oczywiście elementy metalowe, które również należy odpowiednio dobrać do naszego zamówienia. Innym karabińczykiem łączymy pas z liną, a innym – linę z psem. Każdy karabińczyk ma swoją wytrzymałość oraz parametry techniczne.

Co wybraliśmy?

Ostatecznie zdecydowaliśmy się na regulowany pas biodrowy oraz linę amortyzowaną o długości 1,2 m. w spoczynku oraz możliwości rozciągnięcia do 3 m. W rzeczywistości taka długość okazała się faktycznie, zgodnie z poradami pracowników firmy, odpowiednia – gdy pies stoi przy nodze, lina nie ciągnie się po ziemi. Jest to bardzo istotne, ponieważ – jak będziecie mieli okazję zobaczyć i przeczytać – chodzimy po terenach kamienistych oraz mokrych, gdzie lina byłaby praktycznie ciągle brudna i o coś zaczepiała. Maksymalnego rozciągnięcia chyba nie wykorzystaliśmy, ponieważ Mały Biały jest jednak nieco za mały 😉 Mimo to myślę, że korzystaliśmy z rozciągnięcia ponad dwumetrowego – bez żadnych problemów.

Amortyzatory występują w dwóch miejscach. Wraz z pasem sprzężone są dwa amortyzatory znajdujące się po bokach, oplatające dookoła pas zwykłą taśmą. Wygodnie byłoby mi przy nich łapać np. podczas zejść, gdy pies nie mógł się dogodnie zatrzymać, a chciałam, abyśmy oboje mogli bezpiecznie zejść szlakiem. Osobny amortyzator to sama lina, przypinana metalową klamrą do pasa. Podczas użytkowania widać, że lina ma o wiele mocniejszy splot i amortyzator niż elementy pasa, ale w niczym to nie przeszkadza i powoduje jedynie wygodne rozłożenie naciągu.

O pasie

Pas biodrowy mamy regulowany w dość dużym zasięgu, dzięki czemu pasuje na nas oboje – choć dotychczas wykorzystywałam go tylko ja, więc o regulacji wypowiedzieć się jest mi ciężko. Z pewnością nie jest łatwo wyregulować pasa, co wynika z jego budowy. Jest to jednak plus, ponieważ pas nie rozciąga się na większy obwód podczas samego użytkowania.

Pas posiada dwie dodatkowe klamry na dole po bokach – ułatwiają one przypięcie trzeciego amortyzatora krokowego, dobrego do używania przy bardzo intensywnym użytkowaniu czy np. bieganiu z psem. Są tutaj również dwie pętle, do których ja czasami przypinałam materiałową, psią miskę, aby mogła łatwo wyschnąć.

Cały pas jest obszyty poduszką, dzięki czemu jest bardzo miękki. Pozytywnie zaskoczył mnie fakt, że nawet w upale nie pociłam się pod pasem aż tak bardzo, jak się tego spodziewałam. Oczywiście, pas stworzony jest z materiału wytrzymałego i trwałego, a co za tym idzie – nie przepuszcza powietrza, i zwykle miałam pod nim wilgotną bluzkę. Nie jest to jednak uciążliwe, ponieważ nie występuje w aż tak wielkim nasileniu.

Pas zapinany jest z przodu na zatrzask – potężny, plastikowy zatrzask, bardzo trwały, ponieważ nawet przy zaczepieniu o kamień czy gałęzie nie rozpinał się on.

O linie

Lina wykonana jest z taśmy polipropylowanej z amortyzatorem o długości od 1,2 m. w stanie spoczynku do nawet 3 m. podczas rozciągnięcia. Pomimo tego, że w sumie zrobiliśmy w ciągu kilku dni ponad 100 km, nie widzę zmiany w jakości amortyzatora – nadal jest w tak samo dobrym stanie, jak i na początku.

Linę wygodnie można odpiąć od pasa w kilka sekund, a jednak zakręcany karabińczyk nie ma skłonności do samodzielnego rozpinania się, co jest bardzo ważne, ponieważ klamry przy zapięciu ciągle „chodzą”, gdy idziemy z psem zapiętym do pasa. Szybkie odpięcie psa przydało nam się kilkukrotnie, gdy trzeba było rzucić linę osobie na drugim brzegu strumienia, aby móc się przez niego przeprawić.

Czyszczenie

Instrukcja czyszczenia pasa i liny zawarta jest na stronie. Nam kilkukrotnie zarówno pas, jak również i lina zamokły i zabrudziły się błotem. W obu przypadkach potrzebne było – i wystarczające zarazem – porządne wysuszenie obu sprzętów. Po wysuszeniu błoto odpada samo, można je również łatwo usunąć za pomocą zwykłej, suchej szczoteczki.

Trzeba pamiętać, aby pasa nie prać w pralce – ze względu na amortyzujące właściwości sprzętu, wypełnienie poduszek oraz charakterystykę wykorzystanych materiałów. Większe zabrudzenia z powodzeniem usunęłam delikatnym płynem do prania rozrobionym z chłodną wodą. Sprzęt schnie szybko i łatwo – bywało, że zabrudził się w trakcie szlaku, a po dojściu do punktu przechodniego po kilkudziesięciu minutach był już suchy.

Oczywiście, należy całość odpowiednio przechowywać. Zamoczenie na szlaku nie jest mu straszne, ale na jakość amortyzatorów na pewno wpłynie pozostawienie go w wilgotnym miejscu. Producent zaleca również rozciąganie poszczególnych elementów i czyszczenie ich z piasku i błota, które mogą wpłynąć na zesztywnienie taśmy i gorsze właściwości amortyzujące.

Nasze użytkowanie

Użytkowaliśmy pas na większości tras, w które się udaliśmy. Jedno jest pewne: na pewno trzeba nauczyć się chodzenia z psem przypiętym do pasa. W innym przypadku on będzie się za bardzo męczył, albo my zostaniemy przez niego ściągnięci z pierwszej lepszej górki. Niemniej po pierwszych problemach bardzo sobie chwalę to rozwiązanie.

Pas nosi się wygodnie, zarówno bezpośrednio na cienkiej bluzce, jak również na grubszej kurtce. Nie przemaka podczas ulewy ani nie ociera się o ciało, dzięki czemu nie powoduje żadnych podrażnień czy odparzeń.

Wędrowaliśmy różnie – najdłuższa wycieczka z pasem to 16 km z niewielkimi (do 300 metrów) różnicami wysokości; największe różnice wysokości to ponad 1 km, ale wówczas dystans był krótszy. Pas sprawdzał się zarówno na terenie równym, jak również na stromych, błotnistych podejściach czy kamienistych zboczach. Jedyna rzecz, na którą trzeba uważać, to wspomniane zejścia z górki – gdy pies nieopatrznie pociągnie, a my tego nie zauważymy, możemy szybko zsunąć się za nim.

Kilkukrotnie fakt, że młody był na pasie, uratował moje kolana i twarz, i to dosłownie. Warunki pogodowe w górach nie są najlepsze, a szlaki są mokre, błotniste i śliskie; niegdyś wyschnięte koryta strumieni, którymi prowadzi część szlaków, znów stałych się aktywne, a więc idzie się wodą. Mimo posiadania dobrych butów – noga parę razy poleciała. Gdyby nie fakt, że miałam wolne ręce i mogłam się podeprzeć, mogłoby się to skończył poważniejszą kontuzją, z którą trudno jest iść kilka kilometrów do najbliższego schroniska 😉

Co również ważne, pas nie powodował żadnego komfortu związanego z jego położeniem i faktem ciągnięcia – nie bolał mnie po wędrówkach kręgosłup, czego się początkowo nieco obawiałam. Momentami nawet zapominałam, że mam go na sobie, bo mimo dużej objętości – jest dość lekki.

Dla kogo pas i lina?

Na proste, płaskie trasy – praktycznie dla każdego psiarza, który chce przejść z psem większy dystans i mieć wolne ręce, np. aby móc robić zdjęcia. Jednak w przypadku chodzenia po górach, które my uprawiamy z pasem, rekomendowałabym go dla osoby, która umie z psem porozumieć się komendami. Nie wyobrażam sobie schodzenia nawet z niewielkiej stromizny, gdzie trzeba uważnie stawiać nogi, z psem, który ciągnie – nawet jeśli miałby to być pies tak niewielki, jak Mały Biały. Teoretycznie wydaje się, że siłę do ciągnięcia ma niewielką, jest to jednak tylko wrażenie. Pies musi być „sterowalny” przynajmniej takimi komendami, jak „góra”, „dół”, „do przodu” czy „wolniej” i „stój”. Te dwie ostatnie szczególnie przydają się podczas schodzenia – psu na czterech łapach łatwiej pokonać jest strome zbocze, podczas gdy my mamy tylko dwie nogi, plecak i musimy manewrować ciałem tak, aby nie poślizgnąć się.

  • Kaśka i Pippin

    my też mamy pas z tej firmy 🙂 już 2 lata biegamy z nim po górach i spisuje się rewelacyjnie! z tym, że my mamy wersję z dodatkowymi linkami „pod tyłek” 😉 dzięki nim równomiernie rozkłada się siła uciągu, co mocno wpływa na komfort noszenia 🙂 wg mnie pas ma tylko jeden minus – mianowicie jest dość duży (przy czym na szczęście jest dość lekki) ale jak się ubiera pas i jeszcze plecak, to ma się wrażenie obładowania jak juczny wielbłąd 😉

  • O Pieseczek

    Też używamy pasa tej firmy. Mam go już około dwóch lat i jestem bardzo zadowolona – jest wygodny i można go założyć zarówno na letnie ubranie jak i zimową kurtkę. Ponadto mam wrażenie, że jest niezniszczalny i brudek się go nie ima, a na tym mi zależało.
    Jedyny minus jak dostrzegam, to jego wielkość i sztywność, ale można się przyzwyczaić szczególnie jak się porówna spacer z pasem do spaceru ze zwykłą smyczą, której moim zdaniem po 10 kilometrach marszu ma się zdecydowanie dość.

  • Ola D

    Jaki świetny piesek 🙂 Super recenzja, obserwuję 🙂
    Pozdrawiamy, Ola i Piano

  • Patrycja Wisniewska

    Zanoszę się z zamiarem zamówienia dla swoich takiego pasa (wycieczki piesze plus bieganie), myślę o wersji sport, tylko czy na dwa – trzy psy na pasie zda egzamin ta lina….?

  • Z Ledulandu

    Mam ten pas + szelki od kilku lat , chyba 6-u , używam i jestem bardzo, bardzo zadowolona.Polecam!!!!

  • Justyna S.

    My też od ponad 6lat nosimy pas Hificę i nie widac śladów użytkowania 🙂

  • Paulina Malinowska

    Cześć 🙂 Ja moj pies dopiero zaczynamy przygodę z dogtrekkingiem 🙂 Myśle nad zakupem właśnie takiego sprzętu.. nie moge znaleźć ich oficjalnej strony, czy mają tylko sprzedaż poprzez allegro? pozdrawiam 🙂

  • Pingback: Przegląd psiej szafy cz. 2 - szelki i smycze - Biały Jack()

  • Pingback: Pies w słowackich Tatrach - zmiana przepisów TANAP()

  • Świetny pas, jak nie mam możliwości spuszczenia psa ze smyczy w lesie (czyt. jak ma cieczkę, co jest ostatnio moim utrapieniem) to przypinam smycz do nerki i fajnie się to sprawdza, ale nie jest to najlepsze rozwiązanie. Taki pas zdecydowanie ułatwiłby mi funkcjonowanie!

  • Może to głupie pytanie, ale jak ćwiczyliście komendy „góra”, „dół”, „do przodu”, „wolniej” i „stój”? Potrafimy Kukuła zatrzymać, gdy idzie w naszym kierunku, ale jak idziemy w jednym, to sama komenda, póki co, nie daje rady.

    • Jeśli chodzi o komende w ruchu, to najłatwiej na pasie albo smyczy – czyli nadajesz mu odpowiednie tempo i podkładasz pod to komendę 🙂

  • Pingback: Obroże, smycze i szelki na zamówienie dla psów – Biały Jack()

  • Krzysztof

    hmm a ja zawsze jak idę z moim Rudym i mam plecak (20l) to przekładam przez pas biodrowy zwykłą automatyczną smycz z lidla. Też działa i regulacja automatyczna do 5 metrów. W dodatku ma guzik – robię klik i mój 20kg potwór nie pobiegnie za zającem 🙂 ale w/w rozwiązanie też ciekawe. Pozdrawiam!