Zadławienie u psa – pierwsza pomoc

Przeżyłam dziś chwilę grozy – o mały włos, a Małego Białego nie byłoby z nami. Złapał kawałek suchej karmy i najwidoczniej coś poszło nie tak, bo zamiast go zjeść – zaczął się nim dławić. Nie biegał, nie skakał, nie jadł łapczywie – ot, znalazł chrupek, który został po porannych ćwiczeniach. A ja muszę przyznać, że podniósł mi ciśnienie na cały tydzień i wypompował mnie z energii. Na szczęście wiedziałam, co trzeba zrobić, choć robiłam to trzęsącymi się rękami, a na koniec mogłam przytulać jedynie ze łzami w oczach psa, który nie wiedział zupełnie, o co chodzi 😉 Wiedza pozwoliła mi na szybkie działanie – dlatego piszę tę notkę, aby i inni byli w stanie pomóc swoim psom.  Czytaj dalej…

Co oprócz suchej karmy?

Małe białe jest obecnie karmione suchą karmą dobrej jakości, o odpowiednim składzie oraz wartościach odżywczych, które są dla niego najlepiej dobrane. Nie oznacza to jednak, że prócz suchej karmy nie dostaje nic innego. O ile jestem przeciwniczką karmienia mieszanego (czyli naprzemiennie suche z gotowanym, gotowane z surowym, suche z surowym i tak dalej), o tyle uważam, że nie ma nic złego w dawaniu psu raz na jakiś czas czegoś innego niż zwykły pokarm – dla urozmaicenia (o karmieniu pisałam już w tej notce). Oczywiście, smakołyki można również wykorzystać, na przykład dawać lepsze i niestandardowe kąski jako nagrody przy ćwiczeniach, treningach. Prócz czasu, kiedy mały biały był na diecie eliminacyjnej i jadł tylko jeden rodzaj pokarmu, zawsze dostawał i dostaje jakieś smaczniejsze czy mniej spotykane pokarmy w ramach smakołyków.
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że to, co jest smakołykiem dla nas, niekoniecznie jest nim dla psa. Czekolada, którą my jemy dla przyjemności, u psa może wywołać chorobę, a nawet spowodować śmiertelne zatrucie. Podobnie jest np. w przypadku winogron. Przyprawione jedzenie z naszego obiadu może nie spowoduje od razu u psa poważniejszych konsekwencji, ale może wywołać choćby biegunkę, a podawane regularnie – być przyczyną nieżytów układu pokarmowego. Dlatego musimy pamiętać, aby przede wszystkim psu nie zaszkodzić, a wszystkie nowe rzeczy podawać początkowo w niedużych ilościach i najlepiej wówczas, gdy będziemy w domu i w razie potrzeby możemy z psem szybko wyjść na dwór 😉 
Małe białe jako dodatek do codziennej diety dostaje rozmaite warzywa i owoce. Z warzyw jest to głównie marchewka, czasami surowa (zazwyczaj gdy zostaje mi po robieniu obiadu), częściej gotowana – ta ostatnia okazała się doskonałym lekarstwem na problem z gruczołami okołoodbytowymi. Owoce dostaje jakby przy okazji – zazwyczaj gdy ktoś coś je, to i pies zawsze może liczyć na kawałek. W przypadku owoców rządzą jabłko i banan – oba są zjadane chętnie, choć jabłko musi być w małym kawałku, bo inaczej młody nie jest za bardzo zainteresowany. Prócz tych standardowych rzeczy mały biały jadał także ogórki, pietruszkę, pomidora czy selera (ostrzegam – jest moczopędny, szczeniak może nie wytrzymać z sikaniem zbyt długo 😉 ). Z owoców dostawał jeszcze chyba gruszki, no ale owoców, które można podawać psom, jest dość mało: odpada większość cytrusów.
Czasami również pies dostaje mięso. Zwykle nie jest to nic kupowanego specjalnie dla niego, dlatego na taki przysmak może liczyć głównie wtedy, gdy gotuję obiad. Jako że ma uczulenie na drób, to nie ma w jego misce nigdy kurczaka ani indyka, natomiast zaryzykowałam dość niedawno z kaczką i obyło się bez większych ekscesów – ale i kawałki były małe i nieliczne. Najczęściej dostaje jednak ryby rozmaitego rodzaju, zwykle z wyższej półki, bo i my takie jadamy co najmniej raz w tygodniu. Okazyjnie dostaje mięso mielone, dziś dostał też wołowinę (zresztą z marchewką gotowaną), ale z racji na ceny mięsa wołowego dobrej jakości – jest to rzadkość 😉
Inną rzeczą, którą młody dostaje co jakiś czas, jest… chleb. Mały biały w magiczny sposób reaguje na kromki wyskakujące z tostera i praktycznie śledzi wzrokiem ten rarytas, dlatego też dostaje od czasu do czasu kawałek. Jest równie zachwycony, gdy trafi mu się kawałek sucharka – nie rozumiem tego, w końcu to tylko suchy chleb, ale najwidoczniej dla niego ma wartość magiczną.
Oczywiście, dajemy mu również psie przysmaki – ostatnio dostaliśmy w ramach testowania smaki z Happy Dog i Lolo Pets, sprawdzają się całkiem fajnie, choć oczywiście nie przesadzamy z ilością smaków każdego dnia. Atrakcyjne zdają się być również paski mięsne – są dodatkowo o tyle fajne, że nie brudzą specjalnie kieszeni i rąk, więc można je zabrać na spacer. Wszystkie te rzeczy dostaje jednak w ramach treningów i różnych ćwiczeń jako nagrody. Zupełnie oddzielną kategorią są naturalne gryzaki, o których pisałam w tej notce. Dostaje je powiedzmy, że co drugi dzień, rzadziej codziennie.
Trzeba pamiętać przy tym, że podawanie psu takich rzeczy urozmaicających dietę ma sens wówczas, gdy nie mamy do czynienia z niejadkiem. Pies jest niejadkiem bardzo często dlatego, że wytresował sobie właścicieli i zna prosty mechanizm: nie zjem suchych kulek, to pańcia będzie smutna i da mi mięsko. Więcej o tym w notce o problemach z jedzeniem. Ważne jest również, aby przy podawaniu dodatkowych smakołyków kontrolować, ile pies dostaje jedzenia ogółem. Nierzadko takie „dogadzanie” żołądkowi psa sprawia, że potem mamy w domu czworonoga z nadwagą. Dlatego: wszystko z głową. U nas wygląda to następująco: pies standardowo dostaje ok. 100 gram jedzenia, zwłaszcza teraz, gdy aktywność ciągle wzrasta i budowana jest kondycja. Jeśli jednak dostanie w trakcie dnia np. 20 gram mięsa i marchewki, albo jednego większego gryzaka – zmniejszamy dawkę podstawową suchej karmy o kilkanaście kulek. Niby niewiele, a jednak pozwala to zachować prawidłową wagę psa.
Gdy tak na to wszystko patrzę, to stwierdzam, że jednak jego dieta nie jest tak mało złożona, jak wydaje się moim rozmówcom, gdy mówię, że pies je głównie suchą karmę.

Problemy z jedzeniem

Problemy z jedzeniem to jedne z najczęstszych problemów, które ludzie mają ze swoimi psami. Rzecz jasna, nie wszyscy, ale jednak żarcie pozostaje jednym z bardziej problematycznych elementów codziennego życia. Dlaczego? To dość proste: żarcie jest elementarnym dobrem, które pies musi posiadać, ponieważ odczuwa głód.

Czytaj dalej…

Nie kocham swojego psa

Nie kocham swojego psa, bo karmię go tylko suchą karmą i czasem smakami w czasie szkolenia. Nie dostaje żadnych domowych obiadków, szyneczek, pierożków, naleśniczków, cukiereczków i tak dalej. Na pewno sobie zmyśliłam jego uczulenie na drób tylko po to, żeby było mi go wygodniej karmić suchymi kulkami, a piesek patrzy i wysyła telepatycznie myśli „Jestem straaasznie głooodny, pańcia mnie nie kocha!” I jeszcze jest chudy. A on tak prosi o jedzonko, ja mu nie daję – to chyba jasne, że go głodzę? Nie kocham go po prostu i tyle, bo tylko utuczony pies to kochany pies.

Czytaj dalej…