Socjalizacja – jak to z nią jest?

Post o socjalizacji szczeniaka bardziej w praktyce jeszcze się pisze. Tutaj natomiast chciałabym zastanowić się nad socjalizacją ogólnie. Wiele osób puka się w czoło, gdy widzi właściciela ze szczeniakiem w torbie, chodzącego specjalnie na dworzec, jadącego dwa przystanki tramwajem, aby zaraz potem wrócić, czy zabierającego szczylka na zatłoczoną ulicę. Tylko po to, aby sobie popatrzył, aby się przyzwyczaił, aby takie sytuacje nie budziły w nim przerażenia. Jak więc jest z tą socjalizacją?

 

Poglądy na socjalizację

 

Istnieją w zasadzie trzy grupy poglądów, jeśli chodzi o socjalizację.

 

Pierwsza mówi, że socjalizacja jakaś specjalna, sama w sobie, nie jest konieczna. Zazwyczaj mówią to właściciele psów o zrównoważonej psychice, wziętych z hodowli we wczesnym wieku; rasy mają albo dużą łatwość w odkrywaniu nowych miejsc, albo podchodzą do tego z dużą dozą obojętności. Zwykle również są to psy nie potrzebujące za bardzo kontaktu z innymi, albo odwrotnie: hodowane właśnie z naciskiem na akceptację innych psów. Drogi są dwie: albo właściciele mają fajnie ułożonego czworonoga, który faktycznie bez większych wysiłków dobrze na wszystko reaguje, albo odwrotnie – psa, który absolutnie nie akceptuje niczego i nikogo. O tych drugich za chwilę, zajmijmy się najpierw pierwszymi. To fajnie, że komuś trafił się zrównoważony czy lejący na wszystko pies, który w dorosłym życiu nie ma żadnego problemu z nowymi przestrzeniami, innymi stworzeniami czy niecodziennymi sytuacjami. Taki pies to świetny materiał na przyszłego rodzica w danej rasie, zwłaszcza jeśli takie cechy są oczekiwane we wzorcu danej rasy. Jedna jaskółka jednak wiosny nie czyni.

 

Druga grupa to ludzie, według których socjalizacja to wymysł, bo nic nie dała u ich psa. Powodów ku temu może być kilka: niektórzy za wiele wymagają od szczeniaka, rzucając go na głęboką wodę, a to nie jest socjalizacja; inni w ogóle tej socjalizacji nie robili, ale zdaje im się, że są w tym specjalistami; jeszcze inni robili coś, co oni nazywali socjalizacją, ale co nią nie było i nie jest. Przykład mam z jednego z niedawnych spacerów: pani z dużym psem, który nie dość, że nie znosi towarzystwa innych psów, to jeszcze ma psa w typie CC (cane corso), który dosłownie przeciąga ją po chodniku i próbuje zneutralizować drugiego czworonoga. Robi tak jedynie do małych psów. Pani owszem, dawała mu dużo kontaktów z psami, gdy był szczeniakiem. Jednym z najczęstszych kontaktów było zostawianie szczeniaka samemu sobie z „sarenką” (takim nierasowym ratlerkiem, znaczy się) – ów piesek gryzł nieszczęsnego szczeniaka wówczas CC po nogach zupełnie na serio, zostawiając drobne ranki. Pani nie widziała problemu – „się nauczy, żeby nie zaczepiać”. No cóż, nauczył się – ale zupełnie czegoś innego.

 

Trzecia grupa to ludzie, którzy wierzą w socjalizację i albo przeprowadzają ją sami, albo – stwierdzając, że nie mają odpowiedniej wiedzy – oddają się z psem w ręce specjalistów, czyli idą do psiego przedszkola. To drugie uważam za świetne rozwiązanie dla większości psów, pod warunkiem, że przedszkole jest odpowiednio prowadzone – zawsze trzeba sprawdzić psią szkołę, zanim w ogóle pójdziemy na zajęcia z psem. Dla osób, które również na własną rękę chcą przeprowadzić odpowiedni socjal dla szczeniaka, przygotowuję notkę w oparciu o materiały własne i literatury fachowej – trochę to trwa, ale będzie rzetelnie 🙂 Nie rozpisuję się więc w tej kwestii.

Socjalizacja a kwarantanna

 

Jeszcze jedna grupa osób wie, że socjalizacja jest ważna, ale nie wie, jak pogodzić ją z posiadaniem szczeniaka, który potrzebuje przeprowadzenia kwarantanny. Pojawia się tutaj zwykle pytanie – które również kierujecie do mnie na PW – co jest ważniejsze: kwarantanna czy socjalizacja. Odpowiem wymijająco i trochę dookoła. Nie da się tego porównać, bo to dwie w ogóle różne sprawy, dotyczące różnych kwestii. Kwarantanna dotyczy zdrowia, socjalizacja – zachowania, ale poniekąd również zdrowia psychicznego psa. Kwarantanna pełna to taka, w której zupełnie izolujemy szczeniaka od wirusów, również tych, które przynosimy do domu na butach i odzieży wierzchniej – czyli szczeniak w ogóle nie ma z tym kontaktu, my zachowujemy higienę, dezynfekując np. dłonie przed kontaktem z psem. Jest to możliwe do przeprowadzenia – wiem z własnego  doświadczenia. Jednocześnie, wydaje mi się to niepotrzebne w przypadku szczeniąt, które pochodzą z hodowli, są dobrze odchowane, ich matka jest w dobrej kondycji, a one mają uzupełniony, stosownie do wieku, kalendarz szczepień. Wówczas zasadne jest potrzymanie szczeniaka powiedzmy 2-3 dni po przybyciu do nas w domu, jeśli jest równocześnie po szczepieniu, ale nie ma co przesadzać. Jednocześnie, nie należy wychodzić z nim na długo, w kiepską pogodę i w najbardziej zasikane miejsca w okolicy. Jeśli ktoś obawia się wychodzenia na uczęszczane trakty psie, a chce szczeniaka ze sobą zabierać – wsadza go w torbę i  z nim idzie, wysadzając go na czystszej przestrzeni.

 

Jestem jednak zwolenniczką kwarantanny w przypadku szczeniąt pochodzących ze schroniska. Między innymi dlatego, że przez brak kwarantanny umarła suczka, którą adoptowali moi znajomi – umarła na parwowirozę. Pies osłabiony, często zarobaczony, z niską odpornością, bez szczepień to nie najlepszy materiał do socjalizacji, bo po prostu może jej nie przeżyć albo ciężko okupić chorobą.

 

Każdy jednak wybiera według własnego uznania oraz bierze na siebie odpowiedzialność za decyzje względem swojego czworonoga.

 

Czy socjalizacja jest potrzebna?

 

Moim zdaniem – tak, ale… pod warunkiem, że jest dostosowana do potrzeb i możliwości psa. Socjalizować powinno się z głową, poznając również swojego psa i jego reakcje na różne sytuacje, aby wiedzieć, jak stopniować mu bodźce. Zwłaszcza warto socjalizować psy, które w wieku dorosłym mają skłonność do zachowań lękowych czy agresywnych, np. względem nieznanych przedmiotów czy obcych psów. W każdym przypadku jednak pies socjalizowany to pies o innym wachlarzu zachowań. O ile od dobrze zsocjalizowanego labradora można wymagać, aby był pozytywnie nastawiony do obcych psów, o tyle od samca staffika powinniśmy oczekiwać, że będzie do tych psów podchodził po prostu obojętnie – oczywiście w sytuacji, gdy drugi pies nie prowokuje konfliktu.

 

W socjalizacji trzeba zwrócić również uwagę na cechy danego psa – nawet w rasie, ba! nawet w rodzeństwie zdarzają się psy o zupełnie innych charakterach, wykazujące różne cechy charakteru. To przede wszystkim – a nie opowieści znajomych, rady innych właścicieli psów tej rasy – powinien pod uwagę brać właściciel, aby socjalizacją zrobić swojemu psu przysługę, a nie krzywdę.