Psia górska walizka – co zabieramy?

Już za bardzo, bardzo niedługo czeka nas wyjazd w góry. Z niecierpliwością czekamy na te wyjazdy – możemy razem aktywnie spędzić czas w miejscu, które kochamy. Zanim jednak wyjdziemy – musimy się spakować. A to już cięższe zadanie… Dlatego dziś wpuścimy Was w kuluary naszego prywatnego życia, pokazując, co zabieramy ze sobą na wyjazd.

Choć podobny wpis o psim niezbędniku już powstał, to jednak chciałam Wam nieco przybliżyć, co my konkretnie zabieramy na górskie wakacje. Nie są to wakacje jak każde inne – spędzamy je aktywnie, jeździmy w różne miejsca, również nie tylko na terenie Polski. Bywamy zarówno na szlakach, jak również w mieście czy podróżujemy różnymi środkami lokomocji. Musimy być przygotowani właściwie na każdą ewentualność.

O psich rzeczach

Mój partner, pańcio Małego Białego, mówi nieraz, że pies ma większy bagaż niż my. Choć nieco wyolbrzymia, to jednak – jak w każdym stwierdzeniu –  i w tym jest ziarnko prawdy. Staram się nie zabierać Małemu Białemu rzeczy, które wiem, że raczej się nie przydadzą, ale czasami trudno jest nam stwierdzić, co właściwie się przyda, a co jest raczej zbędne. Z tego powodu wszystkie rzeczy, które zabieramy, podzielimy na kilka kategorii. Łatwiej będzie dzięki temu ustalić, co faktycznie musimy zabrać, a co raczej jest naszym wymysłem.

Jako że nie mamy póki co własnego auta i podróżujemy pociągami, to staramy się zwykle minimalizować ilość bagażu. W tym roku mamy to szczęście, że część rzeczy zabiorą autem moi rodzice – niektóre z nich kupiliśmy z wysyłką do nich, a inne przywieźliśmy w trakcie wcześniejszych pobytów. W ten sposób mamy nadzieję, że uda nam się zapakować w jedną torbę (i plecak, i torebkę…).

Dokumenty

Do rzeczy niezbędnych zaliczamy te, bez których nie możemy obejść się na takim wyjeździe. Przede wszystkim jest to książeczka zdrowia, a obecnie również paszport. Choć wyjeżdżamy głównie na Słowację, gdzie możemy poruszać się z psem swobodnie, to jednak nie ma co ryzykować – w razie kontroli warto okazać paszport, który jest potwierdzeniem zaszczepienia przeciw wściekliźnie. W przypadku, gdy posiadamy w paszporcie wpis o poprzednim szczepieniu, to obecne staje się aktualne z momentem jego podania – jeśli nie minął ponad rok. W przeciwnym wypadku obowiązuje okres 21-dniowej karencji od momentu zaszczepienia do momentu wjazdu na terytorium Słowacji. Dobrze jest o tym pamiętać i odpowiednio rozłożyć sobie wizyty u weterynarza.

Pies posiadający paszport musi mieć albo chip, albo tatuaż – przy czym w drugim przypadku musimy posiadać również np. metrykę. Warto jednak zachipować zwierzaka – tatuaż z czasem może stać się trudny do odczytania, podobnie jak w przypadku, gdy zwierzę ucieknie i padnie ofiarą wypadku czy np. wpadnie w konflikt z innym czworonogiem i odniesie rany. Chipowanie w niektórych miastach jest darmowe, w innych trzeba za nie zapłacić nawet do 120 zł – warto szukać tańszych opcji chipowania psa. Paszport ma cenę ustawową, która wynosi 51 zł. Dobrze jest mieć na uwadze, że psa należy wpisać do jak największej liczby baz – a to również kosztuje.

Z akcesoriami wiąże się również kaganiec. Tutaj ubolewam, bo nie mamy gdzie zmierzyć porządnego fizjologa czy Baskerville’a, a co za tym idzie – dysponujemy wyłącznie za dużą tubą. I przestrzegam: to nie jest kaganiec na spacery. U nas kaganiec dotychczas zastosowany był tylko raz podczas kilkuminutowej przejażdżki autobusem. Tym razem zabieramy go wyłącznie ze względu na jazdę pociągiem.

DSCN6569zlogo

Jedzenie, suplementy i preparaty

To kolejna kategoria, która wydaje się być niezbędna przy wyjeździe. W naszym przypadku zabierana jest oczywiście karma. Karmy bierzemy tyle, ile trzeba nam według dawkowania na określoną ilość dni, plus ok. 5-10%. Karma sucha musi być sprawdzona – pies musi chętnie ją jeść, a dodatkowo nie mogą występować jakiekolwiek niepokoje żołądkowe czy problemy z załatwianiem. To jest podstawa, zwłaszcza przy psie pobudliwym, którego wszystko, co się dzieje, dodatkowo nakręca. Dodatkowo, ze względu na bardzo aktywnie spędzany czas, na wyjazdy w góry zabieramy również puszki z mokrym jedzeniem. Na co dzień nie podajemy takiego urozmaicenia diety, ponieważ zwyczajnie nie jest potrzebne. W trakcie wakacji bywa, że przechodzimy nawet 15-20 km kilka razy w tygodniu i psi organizm potrzebuje dodatkowego źródła mikroelementów. Tego roku zdecydowaliśmy się na puszki, które już kiedyś testowaliśmy, i pies dobrze na nie zareagował – Animonda GranCarno. Zamówiliśmy kilka różnych smaków w średniej wielkości puszkach; 5 puszek powinno wystarczyć na 2 tygodnie ruchu, przy założeniu, że jedna będzie jedzona na dwa razy, jedynie jako dodatek do stałej diety.

Do tej kategorii wrzucamy także konga, choć nie jest on do jedzenia – ale z jedzeniem się zdecydowanie kojarzy. Żeby jeszcze bardziej ułatwić psu przyzwyczajenie do nowego miejsca, staramy się na wszelkie możliwe sposoby rozluźnić go i dobrze skojarzyć nowe otoczenie. Kong z pastą wykonaną na miejscu z pewnością będzie dobrym argumentem 😉

Z suplementów zabieramy preparat na stawy, który Mały Biały według zaleceń weterynarza bierze już od miesiąca. Po długich namysłach i konsultacjach zdecydowaliśmy się na ArthroHA, który zawiera m.in. kwas hialuronowy, chrząstkę rekina czy małża nowozelandzkiego. Preparat ma za zadanie wspomagać powstawanie mazi stawowej, dzięki czemu stawy są mniej narażone na jakiekolwiek uszkodzenia.

Dodatkowym preparatem, który zabieramy, jest oczywiście coś od kleszczy. Jak zawsze używamy Sabunolu, który doskonale sprawdził się w Bieszczadach, odstraszając kleszcze oraz zasuszając jednego – już wbitego, ale jeszcze nie napitego. Sabunol w formie spot-on podajemy między łopatki ok. 72 godziny po kąpieli psa – a staramy się kąpać przed większością długich wyjazdów. Działa do miesiąca, wtedy należy powtórzyć dawkę; nawet pod koniec okresu działania jeszcze nas nie zawiódł.

Klatka i akcesoria

W naszym przypadku klatka kennelowa jest jedną z rzeczy niezbędnych. Niejednokrotnie przekonaliśmy się, że młody w klatce jest w stanie zostać w każdym miejscu, a nawet sam wybiera siedzenie w klatce, gdy nie ma co robić. Wraz z klatką bierzemy specjalne zaczepy do jej zamknięcia – groszowe sprawy, a zapobiegają otwarciu się przenoszonej klatki (raz się rozłożyła i upadła mi na nogę w czasie biegu do pociągu – nie chcę więcej tego przeżywać). Oczywiście, do klatki niezbędny jest odpowiedni wkład, czyli posłanie. W tym przypadku dbam tylko o wypranie posłania, które zabieram – na pewno po wyjeździe znów będzie do prania, a warto zabrać czyste. Posłanie zamykamy w klatce, jest na szczęście na tyle płaskie.

Prócz posłania i klatki bierzemy również koc. Może jest to dla wielu zbytnia fanaberia, a jednak koc rozkładamy w różnych miejscach, choćby w pociągu. Poza tym temperatury w górach są często niższe niż tam, gdzie my mieszkamy, dlatego Mały Biały domaga się przykrycia, a własnego koca do klatki nie wrzucę 😉 Prócz koca jeszcze dwie rzeczy: mały ręcznik, żeby wysuszyć albo wyczyścić małego brudasa przed wejściem do wynajmowanego pokoju czy na łóżko, a także… duże prześcieradło. Zwykle jeździmy samochodem jako pasażerowie, a z szacunku do kierowcy dbamy o to, aby młody nie zostawił ani błota, ani – a może przede wszystkim – białych, wbitych wszędzie igiełek. Prześcieradło rozkładamy na całym fotelu i siedzeniu, a młody może sobie w nim pokopać i się wygodnie ułożyć. A potem prześcieradło wystarczy uprać albo wyrzucić 😉

Smycze, uprzęże, akcesoria…

No dobra, tu pewnie mogłabym wziąć mniej… Bierzemy natomiast jedną cienką obróżkę z doczepioną adresówką, którą pies nosi przy okazji założenia np. szelek. Do tego jeszcze jedna obroża półzaciskowa, a także… trzy pary szelek. Jedne to czerwone guardy, które na pewno mieliście okazję zobaczyć – są wygodne, pies dobrze się w nich czuje, ale jednak dolny pasek opasający tułów przy długich wędrówkach może wycierać sierść. Z tego powodu bierzemy również szelki Puppia od Hubuform.pl, których recenzję niebawem zobaczycie na blogu – choć szelki są zabudowane z przodu, to jednak dzięki cienkiemu materiałowi i siateczce nie wzmagają poczucia gorąca i zapewniają psu komfort; ich recenzja na pewno ukaże się na blogu. Do kompletu jeszcze zwykłe szelki łódeczkowe z MacLeather’a – są sprawdzone, wykonane ze skóry ekologicznej, łatwo się czyszczą. Wszystkie mają adresówki, w razie potrzeby przepinane. Adresówki uważam za niezbędne, gdziekolwiek nie jedziemy i czegokolwiek ze sobą nie zabieramy – to najszybsza droga odnalezienia psa.

Do tego oczywiście smycze. W tym roku bierzemy dwie: zwykłą czarną, przepinaną w dwóch miejscach, a także Flexi. Smycz przepinana przydaje się choćby w samochodzie czy tam, gdzie psa trzeba na chwilę przypiąć. Flexi, mimo wielu głosów krytycznych, u nas doskonale sprawdza się w zatłoczonym mieście. Dzięki wygodzie i temu, że raz jest dłuższa, a innym razem krótka – pies ma komfort korzystania z przestrzeni albo jest pod bezpośrednim nadzorem przy nodze. Dodatkowo zabierana jest również linka – obcy teren z zapachami dzikich zwierząt może być zbyt kuszący dla Małego Białego, nawet jeśli znajduje się tuż obok kwatery. Swoją drogą, kwaterę mamy rewelacyjną- na końcu wsi, otoczoną lasami, z regionalnym jedzeniem. Żyć nie umierać 😉

Od tego roku jeździ z nami również pas biodrowy. O recenzję pasa prosiło mnie już parę osób i na pewno ją wykonam – być może jeszcze w trakcie wakacji, jeśli tylko uda mi się nagrać sensowny filmik. Dodatkowo, specjalnie czekałam z notką na temat pasa do mocniejszej jego eksploatacji w wyższych górach. Sam pas zabiera dość dużo miejsca, ale czegóż się nie robi dla wygody 😉

Zabawki i akcesoria

Teoretycznie tego zabierać nie muszę. Jednakże staram się nie bawić z Małym Białym znalezionymi kijkami, głównie dlatego, że mieliśmy okres, kiedy chciał się bawić wyłącznie nimi i nie zwracał uwagi na zabawki, a przez to – nasza więź była dość kiepska. Z tego powodu bierzemy ze sobą zabawki, i na pewno Was ucieszy, że przynajmniej dwie z nich doczekają się wkrótce recenzji. Tym razem jedzie z nami zielony stwór Jolly Tug Alien z Toys4Dogs, a także rewelacyjna piłka z ażurową powłoką od SuperKury. Dodatkowo będą zabrane jeszcze przynajmniej 2-3 piłki, tutaj już różnie, zależnie do Mały Biały sobie wybierze. Bo akurat w tej materii – daję mu wybór 😉

Zabieramy jeszcze dwie rzeczy, które przydają się podczas wędrówek i spacerów. Pierwsza to miska składana, podróżna – maksymalnie co pół godziny robimy na trasie postój, aby pies mógł się spokojnie napić i chwilę odpocząć. To pierwsze realizuje, tego drugiego już niekoniecznie 😉 Drugą rzeczą są oczywiście woreczki do posprzątania po psie. Nie używamy tych „psich”, głównie ze względu na ich kosmiczną cenę, ale kupujemy zawsze woreczki biodegradowalne.

 

Zdaje się, że to już wszystkie akcesoria, które zabieramy dla naszego czworonoga. Nie jest tego mało i na pewno część rzeczy dałoby się wyeliminować, jednak póki nie ma takiej potrzeby – staramy się tego nie robić 🙂

  • Patrycja

    Czekam na recenzję odnośnie pasa biodrowego, bo używałam ale się nie przekonałam do niego. Może niesłusznie!? Udanego urlopu z Białym i wspaniałych widoków!

    • BialyJack

      Na pewno będzie, nam bardzo podpasował pas biodrowy, choć musiałam się do niego przyzwyczaić 🙂

  • Karolina

    O, super post bo akurat i Ja wybieram się w tym roku w góry 🙂

    • BialyJack

      A gdzie się wybierasz?

  • Ale się wkręciłem! Już się czuję, jakbym to ja przygotowywał
    się do wyprawy. My w góry jedziemy na początku października, ale nasze przygotowania do wyjazdu to czysta asceza w porównaniu z Waszymi ekwipunkiem. Powodzenia!

  • Guest

    Świetna lista, my wyjeżdżamy w góry izerskie na początku września i na pewno skorzystam z listy. Rok temu zapomniałam miski składanej i trzeba było nosić pudełko plastikowe, bo miska normalna jest za duża…

  • Nie mogę doczekać się recenzji pasa biodrowego – my też jesteśmy typem łazików, dodatkowo mamy góry tuż obok siebie (rzut kamieniem, czyli godzina drogi :P) i właśnie jestem na etapie poszukiwania tego elementu ( amortyzator już zakupiony, długa linka też). Myślę, że taki patent przyda się nie tylko podczas górskich wędrówek, ale każdych aktywności z psem, gdzie trzeba go prowadzać na smyczy (chorobliwie tego nie znoszę! :)) czy podczas joggingu 🙂 Mam nadzieję, że zdążę doczytać co sądzicie na ten temat zanim pojadę na urlop, udanego wypoczynku!