Góry z psem: Gubałówka

Mimo tego, że w góry jeździmy prawie co roku, a z Małym Białym byliśmy już dwukrotnie, to omijamy jak możemy jedno miejsce: Zakopane. Tym razem, z powodu braku dobrej pogody, pojechaliśmy i tam, aby wejść na Gubałówkę. Tak, wejść – nie wjechać.

DSCN7513

O Gubałówce

Gubałówka, wbrew temu, co się niektórym wydaje, nie należy do pasma tatrzańskiego, a do osobnego Pogórza Gubałowskiego. Nie jest również najwyższym szczytem w tym paśmie – liczy sobie 1126 metrów, a to o prawie 40 mniej niż Butorowy Wierch, leżący po jej zachodniej stronie. Pierwotnie tylko polanę, która się na niej znajduje, nazywaną Gubałowską – z czasem nazwa ta przyjęła się dla całego szczytu.

Gubałówka znana jest z dwóch rzeczy: kolejki linowo-terenowej, którą można na nią wjechać z Zakopanego, oraz… niesłychanego tłoku. Większość szczytu jest bezleśna, zaś zbocze zalesione jest w połowie – głównie tam, gdzie jeszcze nikt się nie wybudował oraz nie ma pól uprawnych czy hal do wypasu zwierząt gospodarskich.

Gubałówka kolejką

Najprościej oczywiście wjechać kolejką linowo-terenową, która prowadzi prawie z centrum Zakopanego, ze stacji dolnej „Gubałówka”. Do kolejki według regulaminu PKL można wejść z psem; na stronie nie znajdziecie jednak informacji na temat ceny biletu czy warunku przewozu psa. Dla leniwych 😉 zasięgnęłam więc wiedzy u źródła. Pies kolejką może jeździć na smyczy oraz w kagańcu, a także z wykupionym biletem ulgowym (jak dla dziecka). Podróż kolejką trwa 3,5 minuty. Czy warto? Moim zdaniem – nie warto. Dlatego my zdecydowaliśmy się zdobyć Gubałówkę pieszo.

Szlak na Gubałówkę

Zostawiwszy auta na jednym z parkingów ok. 50 metrów od dolnej stacji „Gubałówka”, przeszliśmy do stacji, a następnie odbiliśmy w lewo, w stronę zamkniętego jeszcze targu. Stąd należy iść prosto aż do głównej drogi, a następnie skręcić w prawo, kierując się w stronę Informacji Turystycznej. Nie ma tutaj żadnych oznaczeń, którędy idzie się na czarny szlak, bo to nim będziemy iść, stąd ta dokładna instrukcja. Po lewej, po drugiej stronie ulicy zobaczymy wysoki kościół; drugi powinniśmy mieć po prawej, idąc przy głównej ulicy. Przy kościele po prawej znajduje się cmentarz, który może spodobać się fotografom oraz fanom historii. Tuż za ogrodzeniem cmentarza odbijamy w prawo i tutaj pojawia się pierwszy szlak na Gubałówkę. Warto dodać, że nasz początek trasy wynikał z ogromnych remontów prowadzonych w Zakopanem. Prawdopodobnie do początku czarnego szlaku da się dojść w normalnych warunkach szybciej.

W pewnej chwili dochodzimy do dwupasmowej ulicy Powstańców Śląskich, którą musimy pokonać i przedrzec się na drugą stronę. Tutaj zaczyna się wędrówka do góry – znaki szlaku czarnego będą dość dobrze widoczne przez cały czas. Początkowo przez ok. pół godziny idziemy pod górę drogą asfaltową, ciągle mając po obu stronach domy i kwatery do wynajęcia. Po tym odcinku wchodzimy w las i droga staje się nieco bardziej wymagająca. W suchym okresie jest tutaj dość łatwo „zjechać” w dół wraz z piaskiem i igliwiem, zaś po kilku deszczowych dniach jest dla odmiany grząsko i błotniście.

Po ok. 15 minutach średnim tempem dochodzimy do drogi, przy której następuje skrzyżowanie z… drugim czarnym szlakiem prowadzącym od kolejki. Okazało się, że oznakowanie obejmuje dwa czarne szlaki, tyle że jeden idzie tuż przy kolejce i jej ogrodzeniu – omijając część zabudowań. Niestety w wyniku remontu był bardzo trudno widoczny i zdjęto jego oznakowanie, znajdujące się zwykle tuż przy kolejce, dlatego też go nie dostrzegliśmy. Nie był to jednak duży problem – nasza trasa trwała może 5-10 minut dłużej. Ostatecznie, od momentu skrzyżowania z drugim szlakiem idzie się ok. 15 minut do góry, wychodząc w końcu między zabudowaniami przy górnej stacji „Gubałówka”.

Na samej Gubałówce bez problemu można usiąść z psem w jednym z ogródków działkowych przy licznych kawiarniach i barach. Można zejść również na abstrakcyjne leżaki znajdujące przy sztucznych palmach – nie wiem, kto to wymyślił, ale chyba pomylił góry z ciepłym morzem. W stronę prawą od kolejki znajduje się wysoki maszt przekaźnikowy – na zasięg na Gubałówce nie da się narzekać. Niestety, udało nam się zrobić kilka zdjęć, usiąść na dosłownie pół godziny i Gubałówka się zupełnie odmieniła – nagle było tu pełno ludzi, a wszystkie stoiska stały się otwarte. Najwyższy czas uciekać.

Postanowiliśmy zejść inną trasą, żeby nie było zbyt nudno. I faktycznie, nudno nie było – Zakopane ma fatalnie oznakowany szlak, a dodatkowo – w strasznym stanie. Mowa o szlaku z Butorowego (w niektórych opracowaniach: Butorowskiego) Wierchu, na który z Gubałówki idzie się drogą asfaltową ok. 20 minut. Trzeba tylko uważać na nieuważnych ludzi oraz wiele aut. Trasa ta jest nawet oznaczona jako czerwony Szlak Papieski.

W Pająkówce skręcamy w lewo na szlak żółty. To właśnie on jest w tragicznym stanie – początkowo idzie się drogą asfaltową, potem kamienistą – tam spotkaliśmy siwka –  i jeszcze nic nie wskazuje na tragiczną kontynuację trasy. O pierwszym skręcie pod kolejką, tuż przed siatką ochronną dla wyciągu krzesełkowego poinformowali nas ludzie z dziećmi idący przed nami. Oznaczenie szlaku żółtego okazało się starte i mało widoczne. Następnie pokrążyliśmy trochę wokół toru do kolarstwa terenowego, aby znów wejść powyżej dużej rozpadliny i przedostać się przez błoto na drugą stronę wąwozu. Podobnych miejsc było kilka – gdzieniegdzie Małego Białego musieliśmy przenieść, bo błoto sięgało powyżej kostek, a tuż za nim trzeba było wspiąć się po przewróconym pniu drzewa. Niestety, wraz z przewróconymi drzewami pojawiał się również problem braku oznakowania – część znaków wiodła tak, jak my nie mogliśmy przejść ze względu na przeszkody, a część znajdowała się na powalonych drzewach i była nie do odczytania. Z tego też powodu wyszliśmy ostatecznie na halę do wypasu, którą musieliśmy przejść „na dziko”, uważając jedynie na żmije w wysokiej trawie. Po ok. 50 minutach takiego błądzenia teoretycznie żółtym szlakiem udało się dojść do ulicy, która z powrotem zaprowadziła nas na trakt, gdzie szlak żółty łączył się z czarnym.

W drodze powrotnej postanowiliśmy przejść dołem, pod wiaduktem, gdzie znajduje się ulica Powstańców Śląskich, a następnie skręcić przy remontowanej drodze. W ten sposób szybko doszliśmy do targu – tym razem pełnego ludzi. Nie odmówiliśmy sobie kupienia kilku rzeczy, a następnie mozolnie przeciskaliśmy się z powrotem na parking. Ten był pełen aut, mieliśmy mały kłopot z wyjazdem najpierw z niego, a następnie – z samego miasta. A tuż za rogatkami Zakopanego zaczął kropić deszcz.

Porady

Zdecydowanie radzę wybrać się na Gubałówkę wczesnym rankiem, kiedy jeszcze nie ma tłumów. Gdy my przyjechaliśmy do Zakopanego, zamknięta była stacja dolna i większość straganów na targu, przez który musieliśmy przejść. Nawet na parkingu, który podczas naszego wyjazdu był bardzo zatłoczony, stało może kilka aut.

Dobrze jest zabrać ze sobą dużo wody, zwłaszcza jeśli idziemy pieszo na Gubałówkę w dużej wilgotności powietrza. Trasa wiedzie tak, że na pewno za chwilę oblejemy się potem – nie ma przestrzeni, którą mógłby przewiać wiatr, powietrze wręcz stoi w miejscu.

Warto również mieć oczy dookoła głowy, zwłaszcza na samym szczycie Gubałówki oraz podczas wchodzenia i schodzenia między domami. Na górze zwykle jest pełno wozów konnych oraz koni do jazdy wierzchem; nie brakuje również psów, nie tylko należących do turystów, ale również miejscowych – za 5 zł przykładowo można było zrobić sobie zdjęcie z zadbanym, ale straszliwie znudzonym owczarkiem podhalańskim. No i auta – auta są wszędzie. Dlatego doradzamy jak najwcześniejszą wycieczkę.

Jeśli nasz pies nie lubi innych zwierząt czy tłumu ludzi, musimy albo wybrać się naprawdę wcześnie i iść tak, aby ominąć targ, albo po prostu odpuścić sobie Gubałówkę. Niestety, jest tam pełno ludzi, nawet w gorszą pogodę. Wiele osób wychodzi z założenia, że jeśli wjedzie  na Gubałówkę, to „było w górach” – nie ma co się jednak oszukiwać, nawet wejście na szczyt i zejście z niego to raczej spacer aniżeli skomplikowana wędrówka. Niemniej, gdy nie mamy warunków na długi wyjazd albo robimy sobie dzień odpoczynku, warto potraktować tę pieszą trasę jako dobry sposób na rozchodzenie bolących mięśni.

Nie ulegajcie jednak wrażeniu, że na Gubałówkę można wejść w klapkach – podejścia, zwłaszcza w lesie, są bardzo strome i bez trudu można skręcić sobie nogę. Odpowiednie buty, przynajmniej lżejsze trekkingowe, są niezbędne. Można natomiast odpuścić sobie branie psa na pas biodrowy – nie będziemy iść aż tak zróżnicowanym terenem, aby to było konieczne, a na samej Gubałówce może się okazać, że musimy trzymać psa przy sobie na krótkiej smyczy.

 

  • Pies Berek

    Super wpis i wspaniała wycieczka. Zakopane ze swoim tłumem jest okropne. My byliśmy na wiosne z Berkiem w dolinie chochołowskiej – już wtedy był tłum jak dla mnie…

    • BialyJack

      Ja Zakopanego szczerze nie znoszę i zawsze mnie dziwi, jak ludzie mogą CHCIEĆ tu przyjechać, zwłaszcza w wakacje czy Sylwestra. Nie lubię takich tłumów, tylu ludzi, denerwuje mnie to. Na wiosnę w Dolinie Chochołowskiej (na krokusach ;)) byli moi teściowie i też szybko się zmyli na rzecz innych szlaków, bo się nie dało – ludzi dopadła jakaś głupawka. Niestety, to właściwie jedno z dwóch miejsc w Tatrach, gdzie możemy iść z psem… My na wyjazdy w góry mamy jeden przepis: wstawanie o 4 rano, o 6-7 wchodzi się na szlak i największe tłumy spotyka się przy schodzeniu – gdy oni dopiero wchodzą 😉

      • Pies Berek

        W Zakopanym jakies wariactwo odchodzi – to prawda. W takich warunkach cieżko wypocząc i w ogole skoncentrować się na górach 🙁

  • Karina

    Świetnie się czyta Twojego bloga, trafiłam tu przypadkiem – obecnie mam w planach kupić Jacka ze swoim partnerem, dlatego szukam wszędzie jak najwięcej informacji o rasie, o zachowaniach itd 🙂 Twój blog nie dość że napisany świetnie to jeszcze anegdotki i dowcipne komentarze plasują go na top 3 moich blogów 🙂 Fajnie, że piszesz tak dużo informacji m.in o wychowaniu, dowiedziałam się już wielu przydatnych rzeczy. Czytam wszystkie artykuły, od ostatniej strony począwszy, na razie jestem na 10 więc jeszcze troszkę przede mną, aczkolwiek z moim zainteresowaniem skończę czytać już dziś 🙂 Zakładkę już sobię zrobiłam i wiem, że będę często tu wracać! A póki co dziękuję za uświadomienie mnie w kilku kwestiach (np. kennela – nie miałam pojęcia że istnieje coś takiego 😀 ) Mam nadzieję, że i my za jakiś czas staniemy się szczęśliwymi posiadaczami jrt, a póki co pieniążki na niego i jego wyprawkę są odkładane do skarbonki 🙂