Problem przyklejony do buta

Albo do zabawki. Albo do linki. W zależności, gdzie się akurat trafi. Rzecz jasna, mowa o kupach psich (zazwyczaj, bo wątpię, aby psy używały papieru toaletowego, ale to inna sprawa). Jeśli kogoś temat obrzydza – to chyba musi poczytać inną notkę, bo ta nie będzie w sam raz do posiłku 😉

W zasadzie, jeśli kogoś temat kup obrzydza, to raczej nie powinien mieć ani dzieci, ani psów. Jestem w stanie zrozumieć, że może zgarnianie kupy z trawnika nie jest wymarzoną czynnością choćby na początek dnia, jednak trzeba się jakoś przemóc i pokazać, że posiada się podstawy kultury osobistej. Ale do rzeczy.
To oczywiste, że aby psiarz zbierał to, co jego pies zdoła z siebie wycisnąć, musi mieć ku temu odpowiednie okoliczności, to znaczy kosze. Mówiąc: kosze, mam na myśli JAKIEKOLWIEK kosze. W moim mieście rodzinnym dla przykładu był na osiedlu jeden kosz na kupy, ale został spalony w ramach rozrywki (i tak nikt z niego nie korzystał). Z tego powodu też, gdy tam przyjeżdżam, kupy zbieram nadal, ale woreczek zawiązuję i wrzucam do zwykłego kosza. Początkowo powodowało to, że gdy tylko wychodziłam z psem na spacer, w oknach pozostałych mieszkań pojawiało się kilku sąsiadów i z niedowierzaniem patrzyli, jak sprzątam. Pominę fakt, że połowa z nich posiada swoje własne psy. Mimo tego nie widać w tym moim rodzinnym mieście, na tym konkretnym osiedlu, wysokiego stanu „zagównienia” – może dlatego, że bardzo dużo jest tam terenów zielonych, gdzie można z psem wyjść.
Zupełnie inaczej jest we Wrocławiu. Mieszkamy w centrum, zieleni tutaj niewiele, całkiem niedaleko jest jedna większa łączka, gdzie wszyscy wychodzą z psami. Co najciekawsze – przy obu wejściach na tę łączkę stoją kosze na kupy. Sprzątają? No, może z połowa, może nieco mniej. W zasadzie trudno jest zauważyć jakieś konkretne zależności między wielkością psa a tym, czy właściciel sprząta. Co ciekawe natomiast, więcej sprząta osób starszych niż młodszych. Kiedyś mnie sprzątającą nawet pochwaliła pani z collie, że to fajnie, że nie tylko ona jedna biedna sprząta po tym psie. Nie zmienia to faktu, że łączka jak na ilość psów na nią przychodzących jest dość mała, stąd już kilkukrotnie wdeptywałam w to, co powinno być w koszu (choć tutaj mistrzem jest M., ale głównie dlatego, że on wychodzi z małym białym po ciemku). Z doświadczenia już nie chodzę tam w butach z mocno wyżłobioną podeszwą. Jeśli rzucam małemu białemu piłkę (nie zawsze mamy możliwość jechać gdzieś dalej), a on za nią biegnie, po czym do niej podchodzi, wącha i patrzy na mnie, to wiem, że wpadła właśnie w gówno, a panicz (całkiem zrozumiale zresztą) nie będzie się brudził.
Tak więc nie da się zaprzeczyć, że psiarze nie zawsze sprzątają. Najczęściej wygląda to tak: pies zgina się wpół, robiąc, co musi, a właściciel odwraca wzrok, a potem szybko dezerteruje, udając, że psiej czynności nie widział. A jakie niektórzy mają argumenty! Bo inni też śmiecą – no tak, równajmy do dołu, zaśmiećmy cały świat. Bo to ohydne – a nie jest ohydne, jak trzeba to zmyć z butów, i to jeszcze zazwyczaj obce gówno? (Tak, wiem, „obce gówno” brzmi śmiesznie, no ale kurczę, patrząc na większość tych urobków, w które staram się nie wdepnąć… Gdyby mój pies się tak załatwiał, to bym leciała do weta). Bo się rozłoży – najczęściej na czyjejś podeszwie. Tak więc, psiarze – bierzcie odpowiedzialność za to, że macie psa, i po prostu po nim posprzątajcie. A jeśli to dla Was taki problem, to darujcie sobie posiadanie psa. Korona Wam z głowy nie spadnie, a może w końcu wizerunek psiarzy będzie nieco lepszy? Mówimy rzecz jasna o sprzątaniu z chodników, deptaków, trawników, skwerków itd. Niekoniecznie z dzikiego pola, gdzie nie ma ścieżek (choć ze ścieżek już tak) czy krzaków, w które nasz pies wszedł w nieznany nam sposób 😉
A na koniec, żeby tym, co to na psiarzy i ich niesprzątanie narzekają nie było zbyt miło: czasami zdarza się, że w owym koszu na kupy nie jestem w stanie zmieścić woreczka z efektem wypróżnienia mojego psa. Dlaczego? Bo jakieś patałachy, którym ciężko dojść do kontenera na śmieci, wpychają na chama swoje worki z domowymi resztkami do tego własnie kosza. Albo pijane tabuny, przewalające się wieczorami, wpychają tam butelki po piwie. Także, zanim ktoś zacznie na psiarzy narzekać: wymagać trzeba najpierw od siebie, a potem od innych 😉