Piłka ChuckIt The Whistler – recenzja

Standardem w naszej zabawie są rozmaite piłki. Wszystkie, które dotychczas mieliśmy okazję testować, znalazły odbicie uwielbienia w oczach Małego Białego i zdecydowanie były jego ulubionymi zabawkami. Jak spisała się piłka ChuckIt The Whistler?

Piłka przyjechała do nas ze sklepu Psiabuda, gdzie dostaliśmy ją do testowania w ramach konkursu na FB 🙂

Seria ChuckIt

Zabawka wykonana jest w linii produktów ChuckIt, które większość z Was powinna kojarzyć. Są to zabawki wyprodukowane z bardzo trwałej na uszkodzenia, naturalnej gumy, co sprawia, że stanowią nie tylko fajną rzecz do zabawy, ale przede wszystkim są wytrzymałe. To dla odmiany dobrze wpływa na naszą zawartość portfela 😉 Zabawki same w sobie nie są tanie, jednak dzięki solidnemu wykonaniu warto zainwestować w nie trochę pieniędzy, bo dłużej wytrzymają psie harce niż standardowe piłki wykonane np. z pianki.

DSCN8799 - Kopia-2

Dlaczego The Whistler?

„The Whistler” teoretycznie oznacza, że piłka gwiżdże. Według producenta i widzianych przez nas filmików, wydaje z siebie ona taki przeciągły świst powiązany trochę z ćwierkaniem. Wydawanie dźwięków jest uwarunkowane dziurami, które piłka posiada w swojej powierzchni, i które pozwalają na szybki przepływ powietrza. Wszystko jednak zależy od tego, jak się ją rzuci – a to jest już osobna opowieść.

Czy piłka się sprawdziła?

W zasadzie – tak i nie. Już tłumaczę, dlaczego.

Aby piłka była u nas atrakcyjna, powinna mieć przynajmniej jedną z dwóch cech: łatwo dawać się podgryzać albo piszczeć. Jak robi to i to – Mały Biały jest w niebie. The Whistler jest piłką dość twardą, a dodatkowo posiada dziury, co z jednej strony sprawia, że psu łatwiej się ją nosi, a z drugiej strony – że nie da się jej wygodnie pociamkać podczas przynoszenia. Myślę, że to, plus brak wydawania dźwięków, było głównym powodem, dla którego piłka zatrzymywała uwagę Małego Białego tylko na kilka rzutów. Sprawdziłam jednocześnie, czy jest to ogólny „zły dzień”, czy faktycznie kwestia dotyczy tej jednej piłki – na inne młody reagował jak zwykle, więc widocznie zależy to od piłki.

Zdecydowanym plusem jest to, że piłka świetnie się odbija. Na twardszej powierzchni sprawiało to sporo frajdy i mi, i psu, kiedy podskakiwał sobie za nią i łapał w zęby. Dodatkowo, jej budowa, choć nie zawsze pozwala na gwizdanie (o czym za chwilę), to jednak daje szerokie możliwości… przerobienia piłki. Dzięki jej wytrzymałości jakiekolwiek przeciąganie się z psem nie jest trudne, a mamy pewność, że piłka nagle nie pęknie. Jeśli jakikolwiek pies nie zainteresowałby się więc po prostu zabawą w aportowanie, można przeciągnąć przez piłkę zwykły sznurek czy polarowy szarpak i zrobić z niej fajną zabawkę do przeciągania i aportowania.

Piłka jest bardzo łatwa w czyszczeniu. Choć do środka wpada sporo brudu, zwłaszcza jeśli rzucamy np. na piasku czy po rozkopanej ziemi, to jednocześnie brud ten szybko wypada. Na powierzchni piłki nie osadza się go zbyt dużo i kilkoma odbiciami można go łatwo usunąć. Dzięki chropowatej, nieregularnej powierzchni piłka jest łatwa do złapania dla psa i dla nas, bo nawet mokra (czy to od rosy, czy od szronu, czy… od śliny) nie wyślizguje nam się z dłoni, a psu z pyska.

Nie stwierdziłabym więc, że piłka sama w sobie jest zła – raczej jest niedopasowana do naszych przyzwyczajeń, a psi gust jest rzeczą trudną do zmiany 🙂 Niemniej, sama w sobie – jest to piłka bardzo fajna.

Kiedy piłka gwiżdże?

I dochodzimy do sedna sprawy. Bardzo trudno było nam nagrać materiał, na którym piłka gwizdała. Z jednej strony uwarunkowane to było tym, że w wiele dni nie było wiatru. W bezwietrzne dni piłka wydaje z siebie świst, ale nie tak wyraźny, aby wyłapał go nasz aparat z funkcją nagrywania. Gdy wieje wiatr, piłka gwiżdże o wiele wyraźniej, a co więcej, nawet przy silniejszych podmuchach nie zbacza bardzo z toru, co jest uwarunkowane również jej budową.

Co więcej, piłka gwiżdże głównie na dużych dystansach, i gdy jest rzucona mocno. Niestety, ja jestem najwidoczniej słabą kobietką, bo moje rzuty rzadko kiedy wydobywały z niej potężny świst, podczas gdy panu Małego Białego udawało się to o wiele częściej. Im dalej piłka leci, tym wyraźniejszy jest dźwięk. Myślę, że doskonale sprawdziłaby się z rączką do rzucania, aczkolwiek my, przy rozmiarach naszego psa, nigdy się w nią nie uzbroiliśmy.

Zaletą jest jednak, że gdy piłka już wydaje z siebie dźwięk, to zdecydowanie przyciąga on uwagę psa. Pies jest zainteresowany, zaintrygowany, odciąga się od innych czynności i biegnie w ślad za piłką.

Dla kogo piłka ChuckIt The Whistler?

Piłka występuje w kilku rozmiarach, nam akurat trafiła się M, i jest ona akurat dopasowana do psa wielkości Małego Białego. Zdecydowanie nada się ona dla osób, których psy uwielbiają wszelkie zabawki tudzież piłki bez względu na ich formę. Nie da się ukryć, że jest bardzo dobrą piłką do aportowania – wygodną, na tyle ciężką, aby nie zbaczać z lotu przy wietrze, przyjemną dla psiego pyska, łatwą w czyszczeniu. Poleciłabym ją natomiast dla osób, które albo potrafią mocno rzucić, albo mają do tego celu odpowiednią rączkę, która wydłuża lot piłki i nadaje jej prędkości.

Myślę, że jako zwykła piłka do aportowania ChuckIt The Whistler sprawdzi się na każdym terenie, jednak jeśli chcemy maksymalnie wydobyć jej zalety, dobrze byłoby zabierać ją na spacery, gdzie mamy bardzo dużo miejsca do rzucania. Najlepiej sprawdzi się świeżo skoszona łąka, boisko albo temu podobne miejsca, gdzie pies może się rozpędzić, a piłka polecieć na odpowiedni dystans, zachowując wszystkie swoje właściwości związane z wydobywaniem dźwięku.

tutaj możecie zobaczyć filmik, na którym piłka wydaje z siebie typowy dźwięk – właśnie rzucona z pomocą „rączki” oraz na długim dystansie.

 

Miałam duży problem ze zrecenzowaniem tego produktu, bo piłka sama w sobie jest bardzo fajna, natomiast na nasze warunki raczej się nie sprawdza. Myślę jednak, że wszyscy psi wielbiciele piłek do aportowania będą nią zachwyceni, natomiast ich właściciele ucieszą się, że w końcu znaleźli piłkę, której po kilku sesjach nie trzeba wyrzucać. Mam też nadzieję, że wkrótce uda nam się oderwać od pracy i wyjść o takiej porze, aby nagrać odpowiedni filmik 🙂

Piłkę w różnych rozmiarach możecie kupić tutaj.

  • My mamy takie piłki i sprawdzają się wyśmienicie, wszystkie psiaki na zajęciach nam je podkradają. Mogę powiedzieć jeszcze, że większe pieski bez problemu radzą sobie z jej memłaniem 🙂 Nie wiedziałam, że są też w jednopaku, bo my kupowaliśmy w zestawie po 2szt.

  • No to muszę stwierdzić, że to niestety nie jest piłka dla nas. Obecnie na spacerach używam zwykłej, tenisowej piłki, której nie potrafię rzucić daleko, a co dopiero z tą. Z jednej strony fajnie, że jest ciekawy bajer w postaci gwizdania, ale co z tego, jeśli trzeba rzucać mocno piłką. Plusem jest to, że nie wypada z ręki podczas rzucania i nie niszczy się szybko, no i tak, jak napisałaś, można ją wykorzystać do szarpania z psiakiem.

    Pozdrawiamy,
    Ola i Habs
    habsterski.blogspot.com

  • Ola D

    Zabierałam się do tej piłki, jednak przeczytałam sporo recenzji, w których pisali, że trzeba mocno piłką rzucić, żeby zagwizdała. Niestety nie należę do najsilniejszych 😛 Kusiła mnie też świecąca w ciemności ChuckIt! 🙂
    Pozdrawiamy, Ola i Piano

  • Nie lubię takich gadżetów i udziwnień. Kupiłem dwie tanie piłki gumowe – jedną z piszczałką, a drugą z wkładką z butelki PET (wydaje charakterystyczny dźwięk podczas zgniatania) i spisują się idealnie. Ok. 9 zł sztuka.

  • Natalia

    Dla nas Mki Chuckit są za duże, mamy S i Gi nie ma żadnego problemu ze zgniataniem ich, memłaniem itd. :D. A whistler to jedna z naszych najulubieńszych piłeczek.