Piesków sto #6 | Rzeczy, które warto mieć

Wpisy wydawać się może bardzo ogólny, ale potrzebuję podsumowania do ostatnich naszych zakupów, prezentów, zaangażowania w rozmaite akcje i innych. Z tego powodu dziś będzie trochę po pieskiemu, a trochę nie. Zajrzyjcie, zobaczcie, co robimy w wolnym czasie, co ostatnio odkryliśmy oraz jakie fajne rzeczy zagościły w naszym domu.

Skrzat helpik w naszym domu

Zacznijmy od rzeczy, które lubię, czyli pomagania. Prócz tego, że lubię pomagać, jestem też zafascynowana polską kulturą ludową i mitologią. Gdy tylko zobaczyłam skrzata Helpika, to od razu wiedziałam, że KONIECZNIE musi się u nas znaleźć. Zwłaszcza, że łut nadprogramowego szczęścia zdecydowanie nam się przyda. A tak zupełnie serio – Helpiki to skrzaty szyte przez Seniorów zgromadzonych przy Stowarzyszeniu na Rzecz Wspierania Aktywności Seniorów „AS”. Idea powstała w grudniu minionego roku i została zaproponowana przez same Seniorki. Pozwala nie tylko na aktywizację starszych osób, często osamotnionych i pozostawionych bez dodatkowych zajęć czy kontaktu z rówieśnikami, ale i utrzymanie samego centrum dla Seniorów.

skrzat helpik

Skrzaty są szyte przez panów i panie – dziennie w szwalni jest ok. 25-30 osób, oddanych tej właśnie sprawie. To wspaniałe, że mogą spotkać się, zająć ręce, odciągnąć myśli od złych rzeczy – wiem, jak to często Seniorom jest potrzebne, wszak sama mam Dziadków. Dlatego zachęcam Was do zaproszenia Helpika do Waszego domu – na stronie znajdziecie różne skrzaty. Zaproście je do domu, wesprzyjcie naszych AS-ów i zróbcie coś dobrego!

skrzat helpik

Miły prezent dla każdej kobiety

Drogie panie – nie wiem, jak Wy, ale ja to mam trochę „szczęście” do dziwnych zdarzeń, gdy tylko wyjdę z domu. W gimnazjum, na widok chłopaka, który mi się podobał, zawsze wchodziła mi w oczy grzywka. W liceum założyłam aparat ortodontyczny i oczywiście zaczepiłam się w niego szalikiem, prawie powodując śmierć ze śmiechu u mojej przyjaciółki. Zawsze, gdy miało stać się coś ważnego, ja byłam pewna, że albo rozwieje mi się włos, albo rozmaże mi się tusz, albo stanie się jeszcze coś innego. Nawet na maturze burczało mi w brzuchu tak głośno, że wydawało mi się, że cała sala słyszy (efektem czego wyszłam z 40 minut przed czasem). Aby zapobiegać większości tego rodzaju wpadek nosiłam w torebce lusterko (i jabłko!).

lusterko

Problem jednak w tym, że zwykle, gdy go potrzebowałam, czarodziejsko z tej torebki znikało – i choć planowałam długo wymienić je na takie, którego nie wstyd wyjmować przy ludziach, to jakoś zawsze mi to umykało. W myślach czytała mi jednak ekipa PupiLu (wolę tę opcję od perspektywy, że jednak mnie szukająca tego lusterka gdzieś widzieli…), bo przyszedł do mnie prezencik w formie… pięknego lusterka. Małemu Białemu też się podoba! A ja zaczynam się zastanawiać, czy faktycznie potrzebuję kalendarza, który ma rozkład tygodnia na dwóch stronach – może wystarczy mi taki z JRT?

lusterko

Klub ambasadorów Tchibo

Nie wiem, czy wiecie, ale w Tchibo co jakiś czas w dobrych cenach są rozmaite gadżety i zabawki dla psów. A ponieważ ja osobiście kocham gadżety (tak, czas to przyznać!), a do tego uwielbiam kawę, to postanowiłam połączyć te dwie pasje. I podpowiedzieć Wam, że też możecie to zrobić! W programie ambasadorów TchiboCard za każde zakupy dostajecie punkty, które potem możecie wymienić na dowolne akcesoria i produkty ze strony klubowej.

tchibo

A potem przyjdzie Wam taaaaaaaka paka (serio, nasz kurier mocno się zdziwił, jak to możliwe, że przychodzi do nas aż tyle i to aż takich paczek ;)). W naszej akurat znalazły się rzeczy potrzebne do domu i na wyjazdy, m.in. tortownica z pokrywką (cud, normalnie cud – w końcu mogłam zanieść dziadkom ciasto czekoladowe przykryte w cywilizowany sposób, a nie owinięte w folię!) i ogromna mata nieprzemakalna, doskonała, jeśli wybieracie się na piknik. Rzecz jasna – z psami!

DZierganie, dzierganie

Nadal również dziergam. Obecnie głównie maskotki dla wcześniaków do akcji Ośmiorniczek dla wcześniaków,  bo tak się złożyło, że w swoim mieście jestem koordynatorem i  odpowiadam za ich dostarczanie na oddział neonatologiczny lokalnego szpitala. Ośmiorniczki to jednak rzecz jasna nie wszystko, bo można by oszaleć dziergając w kółko to samo. Dlatego też zaczęłam powolne przygotowania do świąt i szydełkuję, a potem usztywniam bombki, aniołki i wszelkie inne rzeczy. Mam też nadzieję na dniach skończyć łapacz snów – zamarzył mi się taki, a marzenia są po to, aby je spełniać 🙂

dywan na szydełku

A, no i nie mogę zapomnieć o moim największym projekcie, tym razem na zamówienie, czyli dywanie, których już na dniach (przygotowany, wykończony i pachnący) poleci do swojej nowej właścicielki. W tajemnicy Wam powiem, że ozdobi pokój dziecięcy i NA PEWNO będzie służył też do spania dla dwóch jack russelli 🙂 Dywan w podobnym wzorze i dowolnych kolorach możecie już teraz zamówić u mnie, podobnie jak i inne, drobne rzeczy. Jeśli czegoś nie ma, a chcielibyście to kupić – piszcie 🙂

A co ostatnio pojawiło się u Was, co warte byłoby wspomnienia?