Pies w Sylwestra

Zbliża się Sylwester, a wielu właścicieli psów już teraz zastanawia się, co zrobić, aby ich czworonogi przeżyły go bez zbyt wielkiego lęku. Wiele rzeczy jeszcze można zrobić, ale na kilka… jest już za późno. 

Sedalin

Teraz o tym, na co jest za późno. Chodzi mi przede wszystkim o wszelkie leki, po które tak chętnie sięgają właściciele psów bojących się wszelkich huków. Dla człowieka, który nie ma wiedzy weterynaryjnej, wszystko, co powie weterynarz – jest słowem świętym. A weterynarz w takich sytuacjach najczęściej mówi: Sedalin. Nie jest to jednak dobry pomysł. Skonsultowałam się w tej sprawie ze studentką weterynarii*, która studia już będzie kończyć, a pomagała również merytorycznie w kwestii notki odnośnie dbania o psie uzębienie. Sedalin jest lekiem, który przez swoją substancję czynną sprawia, że zwierzę może być apatyczne (co w mniemaniu człowieka świadczy o „uspokojeniu”) oraz ma problem z kontrolowaniem mięśni, ponieważ jest to lek działający na przewodzenie – osłabia motorykę. Z tego powodu używa się np. do łapania za pomocą strzałki z lekiem psów dzikich. Sedalin jednak nie wygasza świadomości – znaczy to, ze pies nadal wie, co się wokół niego dzieje. Jaki jest rezultat podania Sedalinu? Ano taki, ze mamy psa, który panicznie się boi, ale nie może uciec, ponieważ lek osłabił działanie jego mięśni. Przyjemnie i pożytecznie? Nie sądzę.

*Baaaaardzo dziękuję Izie (aktualnie już pani weterynarz) za profesjonalne konsultacje w tym temacie 🙂

Ziołowe preparaty

Istnieją rozmaite ziołowe preparaty, które można podawać swoim zwierzętom zwykle bez żadnych przeciwwskazań (pomijając alergię na ich składniki). Takie preparaty jak np. Stress Out trzeba jednak dawać psu wcześniej, najlepiej przez dwa tygodnie, aby działanie było skumulowane. Nieco droższe są również feromony – je jednak również trzeba stosować z wyprzedzeniem, a także odpowiednio obserwować zwierzaka, aby dostosować właściwą dawkę do potrzeb psa. Trzeba jednak pamiętać, że znów: w zależności od psiego organizmu, leki tego rodzaju mogą dawać dobry efekt, albo efekt bardzo słaby. Zwykle jednak jest on zauważalny, chyba że pies panicznie reaguje na wszelkie huki. Wtedy same leki, niezależnie jakie, nie wystarczą. Obecnie dodatkowo leki takie dostępne są zarówno w formie tabletek, jak również żelu czy płynu, który można dodać do jedzenia. Część preparatów posiada dawkowanie w sytuacji „nagłej”, tzn. wówczas, gdy chcemy, aby lek miał wzmocnione działanie, a zapomnieliśmy go podać wcześniej; warto jednak pamiętać, że z dawką nie można przesadzić, a i działanie leków jest bardzo indywidualne.

 

Odwrażliwianie na huk

Oczywiście, najlepiej jest, gdy psa odwrażliwiamy na głośne huki i dźwięki przez cały rok. Nie ma co się oszukiwać – zdarzają się one wszędzie i o każdej porze roku, czy będą to dźwięki generalnego remontu z kuciem ścian u sąsiadów, jeżdżących po niedalekiej drodze ciężarówek, karetek pogotowia/straży pożarnej – te też mogą być spotkane praktycznie wszędzie. Podobnie jest również z burzą, która w obecnym klimacie zdarza się o każdej porze roku i u wielu psów wywołuje podobny lęk jak fajerwerki, a nierzadko trwa o wiele dłużej. Odwrażliwianie należy dostosować do psa, zależnie od jego charakteru, a osoby niedoświadczone, które obawiają się, że nie poradzą sobie same – mogą poprosić o pomoc doświadczone osoby albo praktyków w szkoleniu.

Teraz jednak, parę dni przed Sylwestrem, jest już na to nieco za późno. Dla tych, którzy mają problem z lękliwym przy hukach psem, mogę polecić parę rozwiązań. Przede wszystkim – minimalizacja stresu w wykonaniu domowników. Jeśli na co dzień normalnie komunikujemy się z psem, a nagle jednego wieczoru zaczniemy nad nim ciumciać, przytulać go i się litować, to uzyskamy efekt dokładnie odwrotny do zamierzonego. Pies stwierdzi, że najwidoczniej coś się dzieje, i będzie podenerwowany. Taki sam będzie, gdy my będziemy się denerwować. Pamiętajmy! Psy doskonale wyczuwają nasz nastrój i czują, gdy coś jest nie tak.

Druga kwestia to miejsce przebywania psa. Po wielu rozmowach z doświadczonymi praktykami w szkoleniu, posiadaczami psów, wychodzi na to, że błędem jest nagłe zmienianie psu miejsca przebywania, np. zamykanie go w piwnicy, „bo tam ciszej”. Pies dla spokoju potrzebuje zachowania względnej rutyny – każde odstępstwo, dodatkowo wykonane z negatywnymi emocjami (strachem, niepokojem) właściciela nie nastraja psa pozytywnie i spokojnie. Ostrzegam również przed zamykaniem psa w łazience, zwłaszcza w bloku! To łazienki, ze względu na piony kanalizacyjne czy wentylacyjne, najbardziej kumulują huki. Niby przyjemna łazienka zwielokrotnia wówczas dźwięki z zewnątrz.

 

W dzień Sylwestra

Ostatni spacer proponuję wykonać jak najwcześniej, oczywiście, jeśli to możliwe – w otoczeniu, gdzie nikogo nie spotkamy, a pies się wyszaleje. Jeśli jednak pies obawia się huków i reaguje na nie panicznie – proponuję, aby spacer odbył się albo na smyczy, albo z użyciem linki. Spanikowany i przestraszony pies po prostu ucieknie w popłochu, niekoniecznie oglądając się na wołanie właściciela, nawet gdy dotychczas nigdy nie uciekał i zawsze wracał na wołanie. Szczególną uwagę należy zwrócić również na psy, które niedawno adoptowaliśmy czy po prostu takie, którymi się opiekujemy i nie są z nami specjalnie związane. Wówczas należy psa zabezpieczyć jak najlepiej się da: jeśli jest taka potrzeba, również wychodzić na podwójnej smyczy (przy obroży i szelkach). O obroży z adresówką chyba wspominać nie muszę.

Co jednak z samą chwilą, gdy wystrzały są najbardziej głośne? Przede wszystkim – proponuję psa rozproszyć. Zająć czymś, co zawsze go skupia i rozbawia. Czasem trzeba to zrobić godzinę przed „punktem zero”, czasami wystarczy parę minut. Zabawa z właścicielem czy w gronie znajomych ludzi, z użyciem ulubionej zabawki – może skutecznie zachęcić psa do tego, aby zachował dobry humor oraz po prostu nie zwrócił uwagi na wystrzały. Niektóre psy będą wolały spędzić ten czas w bezpiecznym miejscu – dobrze, gdy są przyzwyczajone do klatki kennelowej, wówczas wystarczy,że do niej wejdą,a my przykryjemy i psa, i klatkę. Wycisza to dźwięk, a pies w swoim azylu będzie czuł się bezpiecznie. Na czas największych huków warto włączyć głośno telewizor albo radio, to również pomaga nieco w odczuwaniu dźwięków z dworu.

Największą głupotą, którą można zrobić, jest zabranie psa na dwór, aby wspólnie z innymi ludźmi obchodzić nadejście Nowego Roku.  Niestety, kilka lat temu byłam świadkiem sytuacji, gdy rodzice z dwójką dzieci wyszli puszczać fajerwerki i zabrali ze sobą niedużego pieska. Pani jedną ręką ustawiała i odpalała sztuczne ognie, a drugą trzymała smycz, na której końcu miotał się biedny, przerażony czworonóg. Potem – o zgrozo! – pani puściła go luzem. Nasze komentarze zbyła w mało kulturalny sposób, a pies zaraz po puszczeniu pobiegał między ludźmi i uciekł. Z pewnością powiększył grono psów, które uciekły z powodu huków – a czy ktoś go wówczas szukał?

Podsumowując: pamiętajmy, że najlepiej psem w trakcie huków jest się po prostu zająć. Należy odpowiedzialnie zaplanować mu dzień oraz zadbać o jego bezpieczeństwo podczas spacerów. Podawanie leków – tak, ale co najmniej kilkanaście dni wcześniej i najlepiej naturalnych. Nie podawajmy polecanego m.in. przez część weterynarzy Sedalinu – pamiętajmy, że to nie nam ma być łatwiej spędzać Sylwestra, tylko naszemu psu. Przy podaniu takiego leku z pewnością nam będzie lżej, bo pies będzie leżał, nie będzie biegał, piszczał, skakał (chyba że dawka będzie źle dopasowana/lek nieprawidłowo zadziała/dojdzie do działań niepożądanych i konieczna będzie natychmiastowa pomoc weterynarza) – ale to, co będzie działo się w jego głowie, tylko pogłębi lęk.

Komentarz

Część osób wyklina pod niebiosa wszystkich, którzy puszczają fajerwerki i petardy. Nie widzę jednak celu takiego postępowania, zwłaszcza gdy mamy psa, który faktycznie huków się boi. Nasz nastrój przekłada się bowiem na nastrój psa. Inną sprawą jest to, że nie widzę powodu, dla którego miałabym zabraniać komukolwiek uczczenia Nowego Roku tak, a nie inaczej. Jest to kwestia ludzkich preferencji – to trochę tak, jakby ktoś miał zabronić mi zabawy z psem piszczącą piłką, bo komuś to przeszkadza. Przestrzeń publiczna taką pozostanie, a posiadanie psa nie jest obowiązkiem – obowiązkiem jest natomiast odpowiednie jego zabezpieczenie. Jednocześnie –  akceptuję puszczanie fajerwerków widowiskowych jedynie o północy z 31 grudnia na 1 stycznia, co trwa w naszych warunkach zwykle ok. 10 minut. Nie wcześniej, nie później, nie o 20 w Sylwestra czy tydzień wcześniej, żeby „wypróbować”; nie w parkach narodowych, nie w lasach, bo „tak ładnie widać”. Nie przez tłumy ludzi, którzy nakupią sztucznych ogni i puszczają sobie je przed domem – jedynie w zorganizowanych, zabezpieczonych miejscach, co zwykle oznacza w małym mieście jedną lokalizację. Nie akceptuję też głupich wynalazków typu petardy – nie widzę absolutnie żadnego ich zastosowania czy sensu ich używania; sztuczne ognie są choć estetyczne, petardy – po prostu strzelają i nie dają absolutnie żadnego efektu. Dawanie ich dzieciom uważam za brak odpowiedzialności, a używanie przez dorosłych – głupotę. Poza tym, jeśli strzelanie odbywało się jedynie o północy z 31 grudnia na 1 stycznia i trwało 10-15 minut – uważam to za dobry kompromis. To tak słowem prywaty 🙂 Osobiście Sylwestra spędzamy zwykle we własnym domu, a pies śpi z nami – wiele lat nie bał się wystrzałów, ale ostatnio jakiś człowiek z kupą zamiast rozumu rzucił za nim petardę. Lęk jest do opanowania, o ile pies jest z nami, dlatego stosujemy wszystkie podane tutaj rady prócz podawania leków. Jeśli nie ma nas w domu – jedziemy zwykle gdzieś, gdzie jesteśmy z dala od skupiska ludzkiego i nie mamy fajerwerków pod oknem.