Pies jako prezent dla dziecka

Przy okazji zbliżającego się okresu świątecznego, kiedy to zainteresowanie nabyciem psa rośnie i rośnie, postanowiłam wydać na świat taką oto przyjemną notkę. Jak wybrać psa dla dziecka, aby był to wybór odpowiedni? Czym się kierować? Jaka rasa będzie odpowiednia – a może lepiej wziąć kundelka?

Nie od dziś wiadomo, że Polacy uważają psa za doskonały prezent pod choinkę dla dziecka – zwłaszcza dziecka, które o tego psa prosi cały rok. Nie ma nic bardziej rozkosznego i obfitującego w magię świąt jak mały puszek-kłębuszek, który przewiązany czerwoną kokardką niezdarnie wybiega spod choinki, aby zimnym nosem i merdającym ogonem przywitać się ze swoim małym panem.

IMG_4330aa

Jaka rasa psa dla dziecka?

Rasa psa wydaje się być najważniejsza, gdy pies ma być podarowany dziecku na prezent. Czego wymaga się od psa dla dziecka? Przede wszystkim cierpliwości, delikatności, wyrozumiałości, wychowania, a także funkcji on/off. Gdy byłam mała, na bazarze niedaleko mojej babci sprzedawali takie pieski na baterie – polecam, świetnie spełniają wszystkie oczekiwania.

Jedną z najchętniej wybieranych dużych ras są labradory. Dlaczego? Podobno to świetne „psie niańki”, które praktycznie „same się wychowują” i zawsze „wiedzą, jak się zachować”. Muszę chyba zedrzeć okrutnie ten światopogląd, bowiem labradory to psy z natury myśliwskie, doskonale aportujące (i kochające zabawki, również czyjeś), a do tego psy mało świadome swojego dużego skądinąd ciała. Uderzenie psiego ogona może spokojnie zwalić małe dziecko z nóg. Drugim wyborem są yorki – dlaczego? Bo są małe, urocze, nie zrobią dziecku krzywdy i można się pochwalić znajomym, a poza tym nie wymagają zbyt wiele. Yorki jednak to teriery, z ogromną pasją do łapania wszystkiego, co małe, dość niecierpliwe, zwłaszcza do dzieci, i wcale niełatwe w ułożeniu. Dodatkowo – bardzo delikatne. O ile labradorowi przytulenie dziecka niewiele zrobi, prócz może poczynienia dyskomfortu, o tyle przytulenie yorka może po prostu go połamać, zwłaszcza jak dziecko swoim dziecięcym zwyczajem się na piesku położy.

Może więc kundelek? Tutaj spotkałam się z opinią, że dla dziecka lepiej adoptować kundelka, bo w sumie przed znajomymi się nie pochwalimy, ale mniej będzie „szkoda” go oddać. Pomijam, że z takim nastawieniem nie powinno się dostać nawet wszy łonowej. Niemniej, kundelki uważane są za „dzielne” (cokolwiek to znaczy), obdarzone nieziemskim wprost zdrowiem, mądre i wierne. Połowa to kłamstwa, a połowa dotyczy wszystkich psów. Dodatkowo, szczeniak kundelka może wyrosnąć na psa, który niekoniecznie odpowiada naszym oczekiwaniom.

Zazwyczaj na prezenty wybierane są szczeniaczki, bo przecież pies powinien wychowywać się z dzieckiem i razem z nim rosnąć. Zapomina się chyba tutaj o kilku kwestiach. Dziecko w wieku poniżej 2 lat z fascynacją przebywa głównie na podłodze, biorąc do buzi wszystko, co znajdzie. Może to być również psia kupa, albo choćby i dziecięca rączka, która podczas raczkowania wylądowała w kałuży sików. Dziecko do 4 roku życia niekoniecznie jest super wychowane, a już na pewno nie wie, jak obchodzić się z psem. Tutaj zaznaczyć należy, ze dorosły pies według ostatnich badań naukowców przypomina rozwojem właśnie 4-letnie dziecko. Oznacza to, że w domu są dwa maluchy, i oba mają czasami idiotyczne pomysły. Dziecka nie zostawi się z psem samego, nawet jeśli pod opieką dorosłych bawią się super i nigdy nie dochodziło do żadnych starć. Jest to po prostu zbyt ryzykowne dla obu stron.

Co z psem po świętach?

Wiedzą tajemną zdaje się być fakt, że puszek-kłębuszek rośnie. A zanim urośnie, to sika w domu, boleśnie szczypie dziecko ostrymi jak igiełki zębami, niszczy ukochane meble za kilka tysięcy, bezlitośnie wdeptuje kupę w piękny dywan z długim włosem i wymaga, aby wychodzić z nim co 2 godziny, nawet w nocy. I nadchodzi potem czas ferii zimowych, kiedy po raz pierwszy nie ma co zrobić z psem. Często jednak idzie sobie jakoś z tą niewiedzą poradzić – na szczęście szczeniak przestał już sikać ciągle (teraz sika prawie ciągle), a nadal wygląda uroczo. Wciśnie się go gdzieś do rodziny, która będzie zauroczona jego słodkimi oczkami, a potem szybko wyjdzie, zanim załatwi się po raz pierwszy.

Następnie przychodzi kolejny ciężki czas, czyli Wielkanoc. Tutaj jest już gorzej, bo pies ma około pół roku, może pokazywać rogi, jeśli zaczyna dorastać, a nadal trudno go opanować. Nie zostawimy go nikomu, więc robimy święta u siebie. Ciotka Zośka narzeka, że pies podarł jej rajstopy, kiedy entuzjastycznie na nią skakał, a wujek Kazio ciągle poucza nas, że pies to powinien być na dworze, bo kto to widział trzymać psa w domu?

A potem przychodzą wakacje… I tutaj kończy się większość psiego szczęścia. W wakacje schroniska zapełniają psie podrostki, które mają już prawie rok, a często nie znają za bardzo świata, nie są wychowane. A przecież niewychowanego psa nikt nie zabierze na wakacje, no nie? I jeszcze te ograniczenia – trzeba by się wysilić i szukać miejsca, gdzie z psem można, a potem jeszcze po nim sprzątać! Co gorsza, nagle okazuje się, że ukochany puszek wcale nie kocha dzieci, a przecież powinien, bo psu nie wolno na dziecko warknąć, dotknąć rzeczy dziecka, za to dziecku wolno wszystko – bo pies jest prezentem dla niego. Trudno, oddamy go do schroniska, przecież schronisko to hotel dla psów i ktoś na pewno takiego pieska weźmie. A my damy dziecku nowego, wszak święta już za pół roku!

Wychowanie i nauka odpowiedzialności

Mając dziecko, jesteśmy odpowiedzialni za drugą istotę – jej zdrowie,  wychowanie, wykarmienie, zapewnienie odpowiednich warunków bytowych. Nie inaczej jest z psem, niezależnie od tego, jak kogo boli porównanie dziecka i psa. Jeśli bierzemy psa, bo uważamy, że wychowanie dziecka z psem będzie korzystniejsze zwłaszcza dla dziecka, to zapewne mamy rację – do pewnego stopnia. Obecność psa faktycznie może nauczyć dziecko dzielenia się, tego, że nie zawsze wszystko można, że zwierzę to obowiązek, w imię którego czasem trzeba zrezygnować z przyjemności, czy to nabytych, czy to zaplanowanych. Sam pies jednak tego dziecka nie nauczy. Dlaczego? Dlatego, że za wychowanie zarówno dziecka, jak i psa odpowiedzialni są dorośli – w tym przypadku rodzice i jednocześnie właściciele. To oni muszą nauczyć dziecko prawidłowych relacji z psem i odwrotnie. To oni są odpowiedzialni za wychodzenie na spacery z psem, nauczenie go posłuszeństwa, podstawowych komend. Pies sam z siebie nie będzie wiedział, jak zachowywać się w stosunku do dziecka, co można mu zrobić, a czego nie można, dlaczego zabawki rozrzucone na podłodze nie mogą być zabawkami psimi, a jedzenie położone przez dziecko na dywanie – nie może być zjedzone przez psa. Dziecko też nie będzie wiedziało samo z siebie, że psu nie należy przerywać snu ani jedzenia, że nie można zabierać mu gwałtowanie zabawek, ciągnąć go za uszy, ogon, biec do niego z krzykiem i machaniem rąk. Żadne z tych dwóch uroczych stworzeń nie nauczy drugiego odpowiedniego zachowania, bo to stworzenia z dwóch różnych gatunków, które dodatkowo potrzebują opieki kogoś, kto zna normy i zasady obowiązujące w społeczeństwie czy domu, trzyma się ich i jest w stanie je wpoić drugiemu stworzeniu. Biorąc więc psa do dziecka w obojętnie jakim wieku, musimy być świadomi, że odtąd czeka nas podwójny wysiłek związany z wychowaniem, podwójna potrzeba poświęcania czasu i pieniędzy oraz dwa razy tyle trosk. I nawet pies kupiony dla dziecka może okazać się agresywny – a wówczas będzie to wyłącznie wina dorosłych.

Wiele osób decyduje się na psa dla dziecka, aby nauczyć swoją pociechę odpowiedzialności. Na czym ta odpowiedzialność miałaby polegać? Jestem w stanie zrozumieć uczenie odpowiedzialności nastolatka, który zawsze chciał mieć psa, ale jest również w stanie odłożyć ze swojego kieszonkowego na zakup zabawek czy będzie mógł – bez ryzyka, że coś się stanie – wyjść z psem na spacer. Natomiast 10-letnie czy młodsze dzieci wychodzące na spacer z psem to zazwyczaj, niestety, wielka pomyłka. Zupełnie nie uczy to odpowiedzialności – dziecko zmuszone do wyjścia z psem będzie to odbierać jako przykry obowiązek, podobnie jak chodzenie do szkoły. To, że dziecko chodzi do szkoły, nie znaczy, że jest odpowiedzialne – po prostu wie, że musi. O tym, dlaczego wypuszczanie dzieci na spacer z psem jest pomyłką, pisałam w poprzedniej notce.

Cała odpowiedzialność za psa, zarówno według zasad etyki, moralności, jak i prawa, spada na osobę dorosłą, czyli rodzica. Dziecko może uczyć się tej odpowiedzialności raczej na zasadzie obserwowania prawidłowego postępowania rodzica, rozmawiania z nim na ten temat czy współuczestnictwa w zajęciach przy psie. Zrzucanie tej odpowiedzialności na dziecko nie jest dobre, bo zazwyczaj nikt na tym nie korzysta – dziecko nie zna jeszcze metod wychowania, które są oczywiste dla dorosłego, pies niekoniecznie będzie dziecka słuchał, a rodzica to wszystko może frustrować. W żadnym wypadku pies nie nauczy dziecka odpowiedzialności.

Pies jako prezent

Czego natomiast dawanie psa jako prezentu nauczy dziecko? Na przykład tego, że jeśli będzie długo prosić, to w końcu wyprosi – i może mieć wszystko. Jak również, niestety, często tego, że pies to zabawka, przedmiot, który można znaleźć pod choinką, tuż obok kolejki czy lalki Barbie. Wielu rodzicom wydaje się, że to taki czarodziejski prezent, podarowany dziecku – żywe stworzenie, które będzie towarzyszyć pociesze przez jej życie. Nikt natomiast nie widzi obowiązków, które czają się za progiem.

Niebezpieczeństwo płynie również z innej strony. Najczęściej psa na prezent szuka się mniej więcej od początku grudnia. Jeśli ma to być pies rasowy, to jest ogromna wręcz szansa, ze rasowy nie będzie, choć zapłacimy za niego kilkaset złotych. Rodowód rodowodowi nierówny, a poszukiwania w pośpiechu to doskonała okazja dla tych, którzy chcą na psach zwyczajnie zarobić. Co więcej, w swojej rasie nie znam porządnego hodowcy, który sprzedałby psa „na prezent” osobie, która po prostu się zgłasza i mówi, że szuka słodkiej kulki dla dziecka. Co to oznacza? Że jest ogromna wręcz szansa, że szczeniak kupiony w niepewnym miejscu, po całym stresie związanym ze zmianą domu i kontakcie z wieloma nowymi osobami, w tym dziećmi, które przez psy postrzegane są nieco inaczej, po prostu się rozchoruje. I w Boże Narodzenie będziemy szukać weterynarza, który za kupę kasy będzie próbował postawić naszego szczeniaka na łapy i przywrócić mu zdrowie. I to może się niestety nie udać. Niech Was nie zmylą słodkie słówka i zapewnienia! Emocje i chęć podarowania „prezentu” dziecku są często tak silne, że niedoświadczony przyszły właściciel nie wie nawet, na co zwrócić uwagę przy kupnie szczeniaka.

Co więcej, okres zimy to chyba jeden z gorszych okresów do socjalizacji szczeniaka. Jest zimno, człowiekowi nie chce się na długo wychodzić, a w duże mrozy i pies marznie. Wolniej łapie naukę załatwiania się na dworze, ma mniej kontaktów z innymi psami. O ile osoba, która planowała wzięcie psa od długiego czasu, poradzi sobie z tymi problemami, bo będzie zdeterminowana, o tyle ludzie w domu, gdzie pies pojawił się jako prezent, nawet mogą nie mieć świadomości, jak jest to istotne.

666166_23849818

Co zamiast tego?

Zamiast ulegać modzie i emocjonalnym potrzebom dawania dziecku psa na prezent, podejdźmy do sprawy rozsądnie. Dziecko zapewne, w przypływie otrzymania wielu nowych rzeczy, nie będzie płakać, że po choinką nie ma psa. Co więcej, większość prezentów bożonarodzeniowych szybko trafi w kąt, i tak samo stałoby się zapewne z psem po pierwszym entuzjazmie, zwłaszcza gdy ten słodki szczeniaczek wysikałby się na dziecięce łóżko, pogryzł ulubioną lalkę albo użarł dziecko w stopę, chcąc się bawić. Zamiast tego warto pokazać dziecku, że posiadanie psa jest naprawdę poważną decyzją, do której trzeba się przygotować, i którą trzeba przemyśleć.

Wyjścia są w sumie dwa. Na początek, niezależnie od wybranej drogi, warto usiąść z dzieckiem i wytłumaczyć mu – stosownie do wieku – jak będziecie przygotowywać się do przybycia psa i co pies zmieni w Waszym życiu. A zmieni wiele – będzie trzeba wychodzić na spacery, nawet jak jest zimno, pada deszcz czy panuje choróbsko. Trzeba będzie jeździć do weterynarza na zastrzyki. Trzeba będzie nauczyć psa wielu rzeczy, a wcześniej może zdarzyć się, że będzie on niegrzeczny, na przykład zniszczy dziecku zabawki. Warto pokazać, że pies to wspólna decyzja, i każdy będzie miał jakieś zadania z nim związane, stosowne oczywiście do wieku – i że nie jest on człowiekiem, więc dziecko nie pobawi się z nim jak z kolegą z podwórka. Potem musimy się zastanowić, czy chcemy szczeniaka, czy psa dorosłego. To drugie rozwiązanie polecam szczególnie tym osobom, które psa nigdy nie miały – znalezienie dobrego domu tymczasowego, gdzie są dzieci, i psa, który będzie odpowiadał nam charakterem (spokojny, zrównoważony, lubiący dzieci i cierpliwy), wielkością oraz wyglądem, to najbezpieczniejsze rozwiązanie. Dorosły pies nie budzi takich szalonych emocji jak szczeniak, co może być przydatne zwłaszcza w przypadku mniejszych dzieci, które z większą rozwagą będą traktowały psa dorosłego. Co więcej, najlepiej znaleźć tego psa niedaleko swojego domu – i umówić się kilka razy na wizyty oraz spacery. Dziecko pozna psa powoli, wraz z innymi dziećmi, którym pies nie jest obcy. My poobserwujemy czworonoga i stwierdzimy, czy to faktycznie „ten”. W przypadku psów rasowych, szukajmy dobrej hodowli, w której dostaniemy wsparcie hodowcy, a także zobaczymy warunki – więcej o tym w notce o dobrych hodowlach. W ok. 40% znanych mi przypadków, które były tak prowadzone, okazywało się, że dziecko szybko traci zainteresowanie psem, i – co było oczywiste od początku – nie można wymagać, aby brało udział w jego wychowaniu. I znów wychodzi na to, co powtarza się niejednokrotnie – pies to decyzja i odpowiedzialność dorosłych.

Cały ten proces poznawania psa, wzięcia psa, którego charakter jest znany, i który nie wymaga od nas aż takiego zaangażowania w wychowanie od szczeniaka, a także potem kompletowanie wyprawki, decydowanie, gdzie pies ma spać – pokazuje dziecku wagę decyzji o posiadaniu czworonoga. Co więcej, uczy je też, że na wszystko trzeba zapracować, i nic nie ma od razu – wówczas uczymy cierpliwości, mamy czas, aby przekazać dziecku istotne informacje o tym, kim jest pies i dlaczego nowego członka rodziny należy traktować tak, a nie inaczej. Dzieci są bardzo chłonne na wiedzę, i z pewnością o wiele korzystniej zaowocuje taki długi proces oczekiwania na psa, połączony z zaangażowaniem dziecka, niż otrzymanie słodkiego szczeniaka na prezent.