Niechciany pies? Do schroniska!

Ostatnimi czasy głośno było o sprawie maratończyka, który zostawił swoją starszą, szczenną sukę owczarka pod bramą schroniska, przywiązaną w pełnym słońcu. I pewnie spodziewalibyście się notki na ten właśnie temat, ale ja uważam, że sprawa jest tak czytelna i jasna, iż komentarzy w ogóle nie potrzebuje. Poruszony został natomiast na forach i portalach inny temat, który stanowczo budzi kontrowersje i spory nawet w samym środowisku psiarzy: co zrobić z niechcianym psem?

Niechciany, czyli jaki?

Trudno było mi stworzyć obraz tego, jaki pies jest niechciany. Rozumiem samą zasadę – w końcu niechcianego psa nikt nie chce, zgodnie z określeniem. Skąd jednak to się bierze? Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, prześledziłam kilkadziesiąt wpisów na różnych forach internetowych, gdzie pojawił się temat tego, co zrobić z niechcianym psem. Okazuje się, że zazwyczaj niechciany pies to po prostu zabawka. Pies, który jednak się znudził dziecku albo okazał się żywym organizmem, wymagającym odrobiny pieniędzy, zaangażowania czy czasu. I wiecie, co Wam powiem? Większość właścicieli takich niechcianych psów była wręcz oburzony tym, że państwo i społeczeństwo każe im się zajmować czworonogami, których oni przecież nie chcą!

Tymczasem, zastanówmy się przez chwilę – czy ktokolwiek w jakikolwiek sposób zmusza inną osobę do posiadania psa? Bo to, że dziecko chce psa i płacze nie jest żadnym argumentem co do tego, że psa trzeba posiadać. A jeśli nie będzie chciało nowonarodzonego braciszka czy siostrzyczki i będzie z tego powodu płakać, to rodzice usuną również tę przeszkodę do zadowolenia potomka? Poprzedzając głosy, które pojawią się (i zawsze się pojawiają) w przypadku porównywania dzieci i psów – owszem, roszczę sobie prawo do takiego porównania. Przede wszystkim dlatego, że zarówno posiadanie potomstwa, jak i psa wcale nie jest obowiązkowe. Co więcej – to, że ktoś nas do tego namawia nie znaczy, że nasza silna wola obraca się w pył i nie myśląc o konsekwencjach, decydujemy się na posiadanie jednego albo drugiego. Ani więc płaczące dziecko, ani narzekająca dziewczyna czy żona nie są powodem tego, aby brać psa wbrew chęci jego posiadania.

I tak, psy niechciane to takie, które były chciane przez dzieci, a potem dzieciom się odwidziało. To również takie, które nagle stają się przeszkodą do urlopu czy wyjazdu. Jak również te, które nagle zaczęły chorować – takie takie dziwne, że żywy organizm choruje, prawda? Zupełnie nie do przewidzenia.

A co w przypadku, gdy ktoś „obdaruje” nas niechcianym psem? Cóż, w końcu nie psa wina, że obdarowujący to idiota bez myślenia perspektywicznego. Pozostaje albo „prezentu” (nie znoszę tego określenia!) nie przyjmować, albo przyjąć i znaleźć mu odpowiedzialny, nowy dom. A z takim obdarowującym znacznie ochłodzić kontakty.

Schronisko – płatne czy bezpłatne?

O tym, czym jest schronisko, a czym zdecydowanie NIE jest, już pisałam w odpowiedniej notce.  I teraz przechodzimy do sedna problemu: wielu osobom wydaje się, że schronisko jest instytucją stworzoną po to, aby opiekować się pieseczkami porzuconymi (tak, porzuconymi, nie oddanymi) przez osoby prywatne. I że pieseczki leżą na podusiach, jedzą gotowane mięsko najwyższej jakości i radośnie wyprowadzane trzy razy dziennie na indywidualne spacery czekają sobie na nowe domki. Otóż – nie. Zaskoczeni? Wy pewnie nie, ale wiele osób zdecydowanie nie może wyjść z podziwu nad tym, że schronisko stworzone jest nie do zajmowania się psami, które mają właścicieli na tyle nieodpowiedzialnych, że wolących wywieźć je do schroniska, a tymi, które są od długiego czasu bezdomne. Przykład?

Jeśli komuś zgubi się pies, a schronisko go odłowi, to przez 14 dni właściciel ma czas, aby zgłosić się po swojego czworonoga. Te 14 dni to okres zwany kwarantanną, po którym pies staje się w pełni bezdomnymo ile nie udało się ustalić dotychczasowego właściciela. W przypadku, gdy właściciel jest do ustalenia – a są na to różne sposoby, od coraz powszechniejszych chipów, przez rejestry schroniska w przypadku psów stamtąd adoptowanych, znajomych weterynarzy, którzy psa leczyli i poznają, aż po kamery monitoringu czy świadków, którzy znają psa i właściciela – schronisko zgłasza się do niego z prośbą o zabranie psa i opłacenie jego pobytu w schronisku. No ale jak to, przecież schronisko ma służyć właśnie takim przypadkom?! Nie nie, takim przypadkom służy rakarz zwany również hyclem, czyli człowiek, który wyłapuje błąkające się bez opieki psy. Schronisko natomiast służy pomaganiu bezdomnym psom. A skoro właściciel jest do ustalenia i nie posiada żadnych dokumentów, według których psa się zrzekł (np. przez oddanie osobom trzecim), to pies nie jest bezdomny, prawda? A co, jeśli właściciel nie chce psa i nie chce płacić? Wówczas odpowiada za porzucenie zwierzęcia, za które są w polskim prawie coraz surowsze kary – o tym przeczytacie na samym dole.

Piszę o tym w związku z wielkim oburzeniem, z którym spotkałam się zarówno podczas sprawy pana K., jak również podczas mojego wolontariatu w schronisku. Ludzie chcący pozbyć się psów są zdrowo oburzeni, że muszą zapłacić za przyjęcie psa do schroniska – i to często zapłacić kwoty od kilkuset do kilku tysięcy złotych. W wielu schroniskach za psa przyjętego od osób prywatnych gmina czy miasto w ogóle nie płacą, bo i z jakiej okazji? W końcu pies nie został przyjęty jako bezdomny. I tu właśnie spożytkowane są często pieniądze – na psa, który potrzebuje jedzenia, opieki weterynaryjnej i wszystkich zabiegów dokładnie tak samo jak i inne psy. Ale nadal pojawiają się głosy, że chyba dobrze, że ktoś oddał psa do schroniska…

…zamiast przywiązać go w lesie!

No, doprawdy, czyn w istocie chwalebny – może w takim razie trzeba całować po rękach tego, kto przywiązał psa w lesie, zamiast po prostu go usunąć ze świata żywych? Rozstrzyganie „lepszości” jednej decyzji nad drugą w takim kontekście mija się jak dla mnie ze wszelkimi objawami humanitaryzmu w stosunku do zwierząt oraz z moralnością, z jaką kiedykolwiek chciałabym mieć do czynienia. Jedynym rozwiązaniem, które jestem w stanie zaakceptować – bo zdarzają się rzeczy różne i faktycznie nie zawsze właściciel może (nie mylić z „chce”) opiekować się psem – to znalezienie psu innego domu. Skoro dom znajdują psy w naprawdę kiepskim stanie, ze złym socjalem, bez regularnej profilaktyki i leczenia – to dlaczego pies, który miał dom, jest zadbany, mniej więcej wychowany i z książeczką zdrowia miałby tego domu nie znaleźć? Ano, bo znalezienie psu nowego opiekuna wymaga od tego dotychczasowego trochę wysiłku włożonego w zrobienie zdjęć, opisu oraz wrzucenie ogłoszeń. A po co to wszystko robić dla psa niechcianego?

Schronisko nie może być furtką i wybiegiem dla osób, które chcą zrzucić z siebie „problem” wzięty wcześniej z własnej odpowiedzialności. Jeśli taka furtka się pojawi, to niegodziwcy nie będą mieli żadnych obiekcji, aby psa do schroniska oddać – a potem wziąć następnego, może droższego, ładniejszego, młodszego, zdrowszego. Albo po prostu – po powrocie z wakacji, aż do następnych wakacji.

Jestem zdania, że dopóki nie wyrośnie kolejne pokolenie uwrażliwione na potrzeby zwierząt i fakt, że pies czy kot także może być członkiem rodziny, a przede wszystkim – jest istotą żywą, zdolną do odczuwania emocji – nie będzie lepiej. Niestety, nie mam w sobie również pewności  co do tego, czy takie pokolenie wyrośnie, patrząc na wszystkie mamusie, które szukają na szybko szczeniaków dla pociech, a potem muszą je równie szybko wyrzucić z domu, bo jednak piesek się nie sprawdził. I na tatusiów, którzy w imię wyższej idei ujętej w ramy religii (albo sławy – kto to wie) wolą przywiązać w upale ciężarną, starszą sukę, zamiast znaleźć jej zawczasu dobry dom. Wielu pewnie powie „To tylko pies” – ale ja wolę powiedzieć o człowieku, który porzuca swoje zwierzę, że „To tylko człowiek”. Nikt, kto porzuca istotę od siebie zależną, nie zasługuje na nic więcej – a określenie „człowiek” powoli staje się jedną z największych obelg moralności.

Porzucenie to przestępstwo

I na koniec coś dla tych, którzy mają takie „niechciane” psy, bo na pewno tacy się tutaj trafią, choćby po wynikach wyszukiwania. Porzucenie zwierzęcia jest formą znęcania się, co zostało ujęte w artykule 6, ustępie 2, punkcie 11 Ustawy o ochronie zwierzą – tutaj dokładniejszy link. Jako forma znęcenia się nad zwierzęciem jest również ścigane i sądzone. Można dostać za to sowitą grzywnę, karę ograniczenia bądź pozbawienia wolności do lat 2. W przypadku, gdy pies zostaje porzucony, a czyn ten nosi znamiona okrucieństwa, kara wzrasta do 3 lat. Ale to nie wszystko. Sąd w niektórych przypadkach orzeka dodatkowo również dziesięcioletni zakaz posiadania zwierząt oraz nawiązkę, która może sięgnąć nawet do 100 tysięcy złotych i przekazywana jest organizacjom pozarządowym działającym na rzecz bezdomnych zwierząt.

Zamiast porzucać swoje zwierzęta – weźcie w końcu odpowiedzialność za to, co oswoiliście!