Nagradzanie jedzeniem

Jedzenie to jeden z towarów  przetargowych między nami a psem, jak już wspomniałam wcześniej. Jeśli nauczymy się nim odpowiednio dysponować, to możemy bardzo wiele zyskać. Istnieją psy, które nie motywują się dobrze na zabawki albo które potrzebują konkretnego „doszlifowania” pracy z zabawką, bo po prostu na jej widok głupieją.

Jedzenie jest dość bezpiecznym motywatorem dla kształtowania i wzmacniania konkretnych zachowań – wiadomo, że np. nie sprawdzi się przy frisbee, a przy agility będzie wymagało wprowadzania dodatkowych machinacji, ale dla osób, które ćwiczą zpsem „amatorsko”, może to być doskonały sposób na szkolenie. Zakładam, że każdy, kto tu przyszedł, ma elementarną wiedzę z zakresu nagradzania i wzmocnienia pozytywnego, ale o tym też napiszę, co by nie było – tylko w innej notce. Dziś poruszymy jedynie zakres nagradzania jedzeniem, przy jednoczesnym pamiętaniu, że czasem lepszym wyborem są zabawki czy nagrody socjalne 🙂
trening z psem, piramida wartości, biały jack russell terrier
Co do samego nagradzania jedzeniem: każdy pies lubi inne rzeczy. Ba! Rzeczy, które lubią psy jeść, bardzo często się zmieniają w trakcie ich życia. Dlatego raz na jakiś czas robimy psu „piramidę wartości”, czyli sprawdzamy, co konkretnie lubi w danej chwili. To, co wybierze najpierw, będzie dla niego najlepszym motywatorem. Opiszę to na przykładzie małego białego.
Mój mały, biały jack russell terrier jest stworzeniem bardzo łakomym, kochającym jeść; zjada zarówno to, co się nadaje do jedzenia, jak i to, co się niekoniecznie nadaje, o czym kiedyś pisałam. W związku z tym zadanie jest dość uproszczone, tzn. skoro je wszystko, to w zasadzie wszystko go motywuję. Dziś zrobiłam test tego, co go w obecnej chwili będzie motywowało najbardziej, wykorzystując to, co miałam akurat dostępne, czyli: suchą karmę, ser żółty, kawałek kiełbasy (czy parówki) oraz surową marchewkę. Do tego mogłabym dołożyć jeszcze np. banana, jabłko, surowe mięso – ale niestety, akurat nie gościły w naszym domu, tzn. mięso gościło, ale nierozmrożone 😉 Wszystko ułożyłam na talerzyku, stawiając przed psem, ale nie dając jeść, aby sobie zobaczył, co też dla niego mam. Potem rozłożyłam te rzeczy na cztery kupki, psu kazałam warować w odległości ok. pół metra, na samym środku, i zwolniłam go naszą komendą do jedzenia, czyli „weź”. Najpierw zjedzony został ser żółty, potem kiełbaska, następnie sucha karma i na końcu marchewka, choć robił do niej podchody wcześniej, ale trudno mu się ją jadło, więc gotowana byłaby lepsza. Obstawiam, że zarówno żółty ser, jak i parówka motywują go na równym poziomie; podobnie zachęcałoby go gotowane albo surowe mięso wołowe.
nagrody dla psa, nagradzanie jedzeniem
Co z tego wynika? Pies za dobry motywator w trakcie ćwiczeń uważa to, co łatwo mu się je, a więc motywator musi być dość miękki, aby pies nawet, gdy go połknie, po prostu się nie zadławił. Z tego powodu np. sucharki, które młody uwielbia, surowa marchewka albo jabłko nadają się raczej jako motywatory od czasu do czasu, pojedynczej czynności: np. siedzę przy biurko, przywołuje psa komendą i daje mu coś takiego, a on ma czas to spokojnie i bez nerwów pogryźć, nie czekając na kolejne komendy. W trakcie sesji szkoleniowej to raczej nie ma racji bytu.
Druga sprawa: dla nas „złotym”, czyli najbardziej pożądanym motywatorem na chwilę obecną, jest ser żółty oraz parówka. Oznacza to, że z tym motywatorem dobrze jest pracować w dużym rozproszeniu, gdy do psa dociera bardzo wiele różnych bodźców i musimy być dla niego super atrakcyjni. Dla nas nadaje się np. idealnie, gdy jedziemy do parku, gdzie jest dużo rozmaitych zapachów, małych, dzikich zwierząt i ptaków – wówczas taki motywator trzyma małe białe w bezpiecznej odległości od pokus 🙂 Używamy go również, na zmianę z zabawką i zabawą, do przywołania. „Srebrnym” motywatorem jest dla nas sucha karma – ją małe białe zjada głównie, gdy ćwiczymy coś, co on już umie. Karmy używamy również do ćwiczeń z klikerem, głównie dlatego, że dla małego białego wysoko motywujący jest sam kliker i dobre wykonanie ćwiczenia, tzn. cieszy go, gdy zrobi coś poprawnie – co oczywiście też odpowiednio warunkowaliśmy.
ser żółty jako nagroda dla psa
Teraz jedna uwaga: osoby, które dużo ćwiczą z psami, nagradzając jedzeniem, powinny pamiętać, że podstawą każdej pracy z psem jest jego bezpieczeństwo i zdrowie. Z tego powodu niektórych produktów nie należy podawać zbyt często, ponieważ mogą być szkodliwe: na przykład rozmaite rzeczy „ludzkie”, które są dodatkowo przetworzone oraz przyprawione i nie przeznaczone przy tym dla psów. Dobrze sprawdzają się wszelkie bardziej naturalne nagrody, na przykład surowe czy gotowane mięso. I dalej: jeśli nagradzamy psa dużo, pilnujmy, aby nie jadł zbyt wiele. To znaczy wszystkie smaki, które mu podajemy, powinny być w ramach rozsądku oraz indywidualnych potrzeb psa odliczone od porcji dziennej. Co za dużo – to niezdrowo. Co więcej jeszcze – podawanie zbyt wielu zróżnicowanych produktów może prowadzić np. do biegunek, dlatego na początek podawajmy psu produkty w małych ilościach, obserwując, jak na to reaguje jego organizm.
W sprzedaży są również rozmaite smaczki robione specjalnie do ćwiczeń z psami. Generalnie nie jestem ich zwolenniczką, głównie z racji na ich skład. Są rzecz jasna super-smaki, na przykład suszone rybki, których można używać, ale przy częstych treningach mało kogo będzie na nie stać 😉 Jeśli wybieram gotowe smaki, to są to głównie albo granulki innych karm pochodzące z próbek, albo kawałki pasków mięsnych, które można kupić na wagę w sklepach z gryzakami.
Jeśli przygotowujemy się na trening z psem, warto abyśmy pamiętali o kilku zasadach. Przygotowując smaki, trzeba zadbać o to, aby były odpowiedniej wielkości – wielkość ta dla każdego psa będzie inna. Smak powinien być tak duży, aby pies w ogóle poczuł, że coś dostał, ale jednocześnie tak mały, aby się tym nie najadł i do tego, aby smakołyk narobił mu właśnie „smaku” i dał się połknąć bez ryzyka zakrztuszenia. Przy przysmakach takich, jak ser żółty, parówki, trzeba pamiętać, aby dać psu dostęp do świeżej wody – mogą one wzmagać pragnienie, podobnie jak wszelkie sztuczne, gotowe smaki dla psów.
Istotne przy nagradzaniu smakami jest to, aby nic nie dawać za darmo – pies na każdą dobrą rzecz powinien sobie zapracować. My to wykorzystujemy u małego białego nawet w przypadku, gdy je swoje codzienne porcje – dając najpierw komendę powstrzymującą od jedzenia, a potem zwalniającą. Dobry motywator działa jedynie wówczas, gdy jest faktycznie motywatorem za każdym razem: jeśli będziemy karmić psa np. parówkami „bo się tak patrzy”, to nie dziwmy się potem, że pies nie chce z nami pracować na żarcie – skoro we, że może dostać je za darmo, a właściwie za żebranie. Przy psach pracujących na jedzenie trzeba pamiętać, że jest ono zawsze wzmocnieniem pozytywnym, a więc pokarm wydawany przez człowieka po wykonaniu danej czynności wzmacnia ową czynność. Z tego powodu smakołyk powinien być wydawany tuż po czynności, którą chcemy wzmocnić, aby nastąpiło u psach skojarzenie, a także powinien być wspierany nagrodą głosową.
sucha karma, marchewka, parówka, ser żółty dla psa
Oczywiście, nagradzanie powinno być również zmienne. Opiszę to na przykładzie: mały biały jack russell terrier uczył się najprostszej i najprzydatniejszej komendy: siad. Na początku za każde poprawne wykonanie dostawał „złotego” smaczka, który wzmacniał zachowanie. Gdy reagował już na komendę „siad”, czyli wiedział, o co mi chodzi, dostawał na zmianę smaczki „złote” oraz „srebrne”, nigdy jednak nie wiedząc, co konkretnie dostanie; jednocześnie bardzo entuzjastycznie był chwalony głosowo. Z czasem liczba „złotych” smaczków zmniejszyła się do zera i zostały jedynie smaczki „srebrne”, które również, gdy komenda była super opanowana, były różnicowane: raz pies był nagradzany smakiem i pochwałą, raz jedynie pochwałą. Istotne jest to, aby smaki były podawane w różny sposób, tzn. tak, aby pies nie wiedział, że co trzeci czy czwarty raz nic nie dostanie; psy doskonale kojarzą sobie liczbę zachowań i wiele razy widywałam takie potworki, które robiły zadanie dwa razy, a trzeci już nie, bo wiedziały,  że nie dostaną nagrody – oczywiście, jest to wina przewodnika. Obecnie małe białe jest nagradzane smakiem co jakiś czas, gdy zrobi „siad”, czasami w sekwencji z innymi komendami, albo gdy bodźce są szczególnie silne – na przykład przebiegający kot. Rzecz jasna każdy przewodnik zna swojego psa i będzie potrafił dostosować sposób nagradzania do jego potrzeb – istotne jest jednak to, aby nie zatrzymać się na etapie ciągłego wydawania smaków za komendę, bo wówczas po prostu będzie to dla psa nudne. Pamiętajmy jednak, że nawet wyuczone zachowanie, które nie jest nagradzane przez dłuższy czas, będzie miało tendencję do zanikania.
  • iga

    Musiałam aż skoczyć i poczytać jak to teriery jedzą wszystko:)Myślałam że tylko moja Zocha jest śmietnikiem.Ma 1,5 roku a Ja jeszcze jej tego nie oduczyłam:/
    Paróweczka,kabanosik i serek to super motywator:)

    • Małe białe też jest odkurzaczem, tzn. teraz jest nieźle, bo na komendę „nie żryj” przestaje albo po prostu odchodzi. Ale czasami, gdy ma gorszy dzień, to jest podstępną bestią i stara się coś tam upolować 🙂

      OdpowiedzUsuń

    • iga

      Muszę się zebrać i potrenować,komenda „nie żryj” bardzo mi się podoba:)))

    • Jeszcze bardziej Ci się spodoba, jak zobaczysz, jak reagują ludzie dookoła 😀

    • iga

      :)))o tym myślałam:))

  • Moje psy również wspaniale motywują się do pracy za mięsko czy serek.
    Jeśli chodzi o kupione smaczki szkoleniowe, to ja mogę polecić Let’s Bite z Brita. Są na prawdę świetne. W większości mają 100% mięsa. Są tylko trochę drogie (Op. 80g kosztuje ok. 10zł, ale ja znalazłam na borsi.pl za 8,50zł. Są jeszcze w większych opakowaniach, ale nie wszystkie rodzaje.), ale ja dzielę je na mniejsze części i używam ich tylko od czasu do czasu, jako super motywatory :).

  • Pingback: Sukcesy w treningu z psem - czy umiesz je świętować? - Biały Jack()