Lęk separacyjny cz. 3 – odwrażliwianie

Kolejny tekst z cyklu o lęku separacyjnym, na który wiem, że czeka wielu z Was – czyli odwrażliwianie. Na czym polega, jak należy je przeprowadzać oraz co konkretnie odwrażliwiać?

Każdy pies jest inny, i każdy będzie przeżywał lęk separacyjny w inny sposób. Nawet to, że właściciele nie chcą przyjąć do wiadomości, iż ich pies cierpi na to schorzenie – nie sprawi, że on nagle zacznie zachowywać się inaczej. Piszę o tym, ponieważ od jakiegoś czasu mam wrażenie, że właściciele nie chcą przyznawać się do tego, że ich pies cierpi z powodu rozłąki, jakby miało powodować to ujmę na honorze. Tymczasem lęk separacyjny bierze się z zupełnie innych względów niż problemy wychowawcze. Często, aby mu zapobiegać i z nim skutecznie walczyć, wystarczy zastosować się do kilku reguł. Jedną z czynności, które zdecydowanie warto przeprowadzać, jest odwrażliwianie psa. Trzeba jednak wiedzieć, jak się za nie zabrać.

P3160054

Na co wrażliwy jest pies z lękiem?

Każdy pies, który cierpi na lęk separacyjny, ma jakiś moment przełomowy – coś, co sprawia, że pies zaczyna objawiać zachowania typowe dla lęku separacyjnego w jego wydaniu. Kluczem do walki z lękiem na tym etapie jest rozpoznanie, co jest bodźcem stymulującym do lęku. W przypadku każdego psa może to być coś innego, z czego w zasadzie nie zdajemy sobie nieraz sprawy. Aby to odkryć, musimy obserwować psa i jego reakcję na nasze zachowania. Zazwyczaj każdy z nas ma jakiś rytuał, który odprawia – bardziej i mniej świadomie – przed wyjściem w domu. Wyłączamy telewizor, dzwonimy kluczami, w pośpiechu biegamy, żeby znaleźć jakieś dokumenty do pracy. Potem ubieramy się, bierzemy swoje rzeczy – a każdy rytuał wychodzenia różni się zależnie od tego, czy wychodzimy na krótko, czy na długo. Oczywiście, w pierwszej chwili nigdy byśmy nie potwierdzili, że taka różnica jest – ale po zastanowieniu ją widzimy. Czasami zbieramy się przed dużym wyjściem (zwłaszcza my, kobitki) przez godzinę czy dwie, i wówczas odczuwamy podenerwowanie czy niepokój związany z wyjściem, nawet jeśli o tym specjalnie nie myślimy.

Pies natomiast o tym wszystkim myśli, obserwuje nas, i w jego głowie budzą się różne dziwne spostrzeżenia. Każdy nasz ruch zapowiadający wyjście sprawia, że pies zaczyna myśleć o tym, iż niebawem zostanie sam. Dla psa, który odczuwa komfort psychiczny i czuje się pewnie takie myśli nie spowodują żadnego negatywnego zachowania. Pies, który jest nauczony radzenia sobie z takimi emocjami, po prostu to zrobi – na przykład pójdzie do klatki i tam się położy, bo tam czuje się najbezpieczniej. Pies, który cierpi z powodu lęku separacyjnego zacznie się natomiast niepokoić, i jak tylko zamkniemy drzwi, to prędzej czy później rozpocznie swoje własne rytuały, które pomagają mu radzić sobie z lękiem. Będzie to wycie, niszczenie, szczekanie, zjadanie różnych przedmiotów, bieganie po domu w panice czy załatwianie się, również na rzeczy właścicieli.

Czy to oznacza, że musimy zmienić swoje przyzwyczajenia? Niekoniecznie.

Odwrażliwianie, czyli co?

Zmiana naszych przyzwyczajeń w pewnym stopniu może być pomocna, jeśli robimy coś, co szczególnie psa nakręca. Z drugiej strony musimy mieć świadomość, że pies wkrótce zacznie odczytywać nasze nowe nawyki i to na nie będzie się uwrażliwiał. Zmiana nawyków nie jest więc rozwiązaniem długofalowym, aczkolwiek może wpłynąć pozytywnie i pomóc chwilowo, jeśli pies wykazuje bardzo silne objawy lęku, a my wychodzimy nieregularnie. Wiele psów wykazuje – według moich obserwacji – o wiele mniejsze objawy lęku separacyjnego, jeśli jest zostawiana „z zaskoczenia”.

Niemniej, docelowo chcemy odwrażliwić psa na to, co go nakręca. Najpierw musimy określić, co to jest. Czasem jesteśmy w stanie sami to zaobserwować, a czasem lepiej jest poprosić o pomoc drugą osobę, do towarzystwa której pies przywykł – aby obserwowała psa, podczas gdy my będziemy zachowywać się „jak zwykle”. To drugie rozwiązanie przydaje się zwłaszcza wówczas, gdy my sami jesteśmy zbyt zaangażowani i najpewniej zmienimy swoje zachowanie względem psa, gdy będziemy wiedzieć, że tym razem mamy go obserwować.

Gdy już wiemy, gdzie jest punkt zapalny, musimy nad nim pracować. Powiedzmy, że jest to moment, gdy nakładamy buty. Scenariusze w zasadzie są dwa i warto dostosować je do swojego psa. Czasami lepiej sprawdzi się sytuacja, gdy damy psu ustalony sygnał, że ma zachować spokój. Może to być choćby komenda, którą pies zna i która dobrze mu się kojarzy i zachęca go do uspokojenia. U innych psów lepsze będzie ignorowanie czworonoga niż mówienie do niego, zwłaszcza jeśli jest to pies, który aktywnością ze strony właściciela się nakręca. Jak przeprowadzić samo odwrażliwianie? Po prostu: nakładamy buty, ignorujemy psa/dajemy mu komendę spokoju, po czym zdejmujemy buty. I powtarzamy to do momentu, gdy nie musimy już dawać komendy albo widzimy, że pies wyraźnie się uspokaja. Wtedy przechodzimy krok dalej – nakładamy buty i nie zdejmujemy ich, tylko np. wracamy do naszych zajęć w butach. Za chwilę je zdejmujemy i obserwujemy, czy to miało jakiś wpływ na psa. Potem ubieramy buty, kierujemy się do drzwi i je otwieramy, po czym zamykamy bez wychodzenia, zdejmujemy buty i wracamy do swoich zajęć. Następnie już wyjdziemy z domu, i wrócimy szybko. I tak aż do momentu, gdy pies w ogóle ignoruje sygnał, na który był wrażliwy – bo wie, że zazwyczaj nic on nie znaczy.

Mniej i bardziej intensywnie

Trzeba pamiętać, że każdą metodę trzeba dostosować do psa. Są sytuacje, kiedy samo odwrażliwianie trwa dzień czy dwa, bo pies szybko, również dzięki innym metodom, opanowuje lęk. Są i takie przypadki, kiedy mamy kilka sygnałów, na które musimy odwrażliwić psa. Bywa również, że naszym pierwszym krokiem nie będzie nałożenie butów, a w ogóle podejście do nich. Wszystko uzależnione jest od tego, jak zachowuje się nasz pies oraz jak pracujemy z nim w ramach innych metod oraz pozostałych płaszczyzn.

Na tej samej zasadzie, na jakiej ćwiczymy odwrażliwianie, możemy przećwiczyć z psem również zostawianie. My wychodzimy na krócej albo dłużej, a pies musi sobie w końcu uświadomić, że nasza nieobecność może mieć różny czas trwania. Niestety, jest to bardzo utrudnione w przypadku regularnych wyjść do pracy – dlatego warto wprowadzać również inne metody i sposoby radzenia sobie ze stresem u psa.

DSCN8893 - Kopia

Co zrobić, gdy…

…odwrażliwianie nie działa?

Jeśli pies na nasze próby odwrażliwiania reaguje jeszcze większą paniką, to znaczy, że wymagamy od niego zbyt wiele. Czasami bywa tak, że źle rozpoznamy moment, w którym budzi się lęk – może prócz tego konkretnego jest jeszcze jeden, wcześniejszy? Może za szybko przechodzimy do kolejnego kroku? Może za mało pracujemy na innych płaszczyznach, aby pomóc psu w radzeniu sobie z lękiem? Jeśli pies obawia się bardzo, to musimy mu najpierw pokazać, jak radzić sobie z lękiem, aby znalazł on bezpieczne i spokojne ujście.

…momentem budzącym lęk jest wejście do klatki?

Oznacza to po prostu, że źle wprowadziliśmy klatkę. Pies kojarzy ją wyłącznie z naszym wyjściem, które budzi w nim lęk – nie czuje się w niej bezpiecznie. W takim przypadku musimy postarać się bardziej – ćwiczyć z psem opanowanie emocji, dawać więcej pozytywnych bodźców związanych z kennelem, nie zamykać psa na siłę! O crate gamesklatkowaniu przeczytacie w innych moich notkach. Może zdarzyć się tak – aczkolwiek ja się osobiście z tym nie zetknęłam – że klatka nie będzie dobrym rozwiązaniem dla danego psa, głównie z powodu naszej niecierpliwości. Wówczas mamy problem 😉

…mimo odwrażliwiania lęk nie przeszedł całkowicie?

Odwrażliwianie nie jest jedynym sposobem walki z lękiem. Może sprawić, że pies przestanie się nakręcać w danym momencie, ale nie zlikwiduje lęku jako takiego. Do skutecznej walki z lękiem separacyjnym trzeba wielu różnych działań na wielu powierzchniach życia z psem.

Czy odwrażliwianie musi trwać długo?

Większość niechęci związanej z odwrażliwianiem wynika z faktu, że wydaje się ono zajęciem żmudnym, wymagającym precyzji oraz cierpliwości. Rzeczywiście, czasami potrzebujemy zegarmistrzowskiej wręcz precyzji w działaniu, jeśli chodzi o odwrażliwienie psa, i to zwykle drażni ludzi – że potrzeba na to czasu, którego oni nie mają; że przecież muszą chodzić do pracy. Wszystko to jest prawdą. Prawdą jest również, że w zasadzie posiadanie psa nie jest obowiązkowe, i jeśli nie mamy ochoty sprawić, aby żył on komfortowo, to możemy poszukać mu nowego domu. I prawdą jest też, że im dłużej lęk separacyjny w pełnej postaci trwa, tym trudniej go zwalczyć; im dłużej go ignorujemy, tym bardziej przybiera na sile. Nie da się go wyleczyć całkowicie, ale da się go zaleczyć tak, aby przy odrobinie wysiłku już w ogóle się nie pojawiał. Dla psa jest on bardzo niekomfortowy i powodować może zarówno zafiksowanie psychiczne, jak i problemy fizyczne i behawioralne. Warto więc poświęcić nawet kilka tygodni intensywnej pracy nad problemem, aby potem mieć spokój i cieszyć się z psiego towarzystwa.

 

Ciąg dalszy cyklu nastąpi. Poniżej linki do wcześniejszych artykułów.

Pierwsza część cyklu o lęku separacyjnym – korzenie, objawy i powitania

Druga część cyklu o lęku separacyjnym – o czym warto pamiętać?

  • Niechęć niechęcią, lecz za problem zabrać się trzeba – chyba że do końca życia chcemy mieć utarczki z sąsiadami za wycie lub po wejściu do domu zastawać armagedon. Tak naprawdę każdy element, którego uczymy psa wymaga czasu. Najpierw – by pokazać mu, co ma robić, później – by wykonywał polecenie nie tylko np. w domu.

    Co do witania, poruszonego we wcześniejszej części – są ludzie, którzy witającego się psa ignorują. Takie rady padają też wtedy, gdy pies z radości skacze. Viki też do skoczków należy, ale „nie” ją powstrzymuje – wtedy są i głaski i „cześć” 🙂

    • BialyJack

      Dla mnie to dwie osobne rzeczy. Nadal uważam, że przywitanie z psem jest istotnym aspektem. Z tego powodu ignorowanie psa nic nie da – wystarczy po prostu przywitać sie spokojnie, gdy opadnie pierwszy entuzjazm, żeby psa nie nakręcać. A to ze skakaniem – bardziej chyba powinno być połączone np. z odwróceniem się od psa, który wtedy odpuszcza 🙂

      • A czy czekanie aż opadnie pierwszy entuzjazm, żeby się przywitać, nie jest swego rodzaju ignorowaniem? 😉

        • BialyJack

          Według mnie – nie całkiem, przynajmniej nie w takiej sytuacji, jaką ja widzę. Przecież nie robimy z psem czegoś zawsze, gdy on tego chce, wiec pies jest nauczony, że na pewne rzeczy musi czekać. Poza tym, ja mówię o przeczekaniu szaleństwa i jednak powitaniu – na naszych zasadach, a nie o całkowitym ignorowaniu psa. I w tych kategoriach to widzę: przywitanie, gdy pies nieco się ogarnie, zamiast przywitanie od razu czy brak przywitania w ogóle.

  • Pingback: Codzienność z Małym Białym - Biały Jack()