Jak wkurzyć psiarza? „Ale on nic nie zrobi!”

14Na pewno znacie słowa „Ale on nic nie zrobi!”, wykrzykiwane przez kilka różnych typów psiarzy, najczęściej nie mających podstaw wiedzy o swoim psie. Zdarzyło Wam się tak powiedzieć? Jeśli tak – zapraszam do notki, w której zrozumiecie, dlaczego te słowa działają na drugą stronę jak płachta na byka.

Jest wiele powodów, dla których nie zawsze mamy ochotę na kontakt naszego psa z innym psem. Może to być choroba psa, jego gorsze samopoczucie spowodowane np. lękiem (co objawia się często u psów bojących się wystrzałów Sylwestrowych w okolicach końca roku), to, że się spieszymy, że znamy sąsiada i go nie lubimy, że znamy psa, który idzie z naprzeciwka, i wiemy, na co go stać. Nasz pies może obawiać się tego konkretnego typu psa, obawiać się kontaktu z psami mniejszymi czy większymi, albo z psami ogólnie. I zazwyczaj wtedy, widząc zdążającego w naszym kierunku psa (albo właściciela z psem), krzyczymy „Proszę zabrać psa!” (ew. „Proszę nie podchodzić!”). I co słyszymy w odpowiedzi?

on nic nie zrobi

„Ale on nic nie zrobi!”

Już sama forma tego stwierdzenia odpycha. Czy jeśli ktoś szedłby z dzieckiem, które wyjątkowo przypomina aniołka z blond włoskami, a my zachwycilibyśmy się taką sielanką, to czy możemy podejść do dziecka i rozpocząć z nim kontakt, mówiąc przy tym „ale ja nic nie zrobię”? Czy, jeśli nasze dziecko kocha psy, to możemy podchodzić do każdego psa ze słowami „ale ono nic nie zrobi”? Czy w końcu, gdy zobaczymy, że druga dziewczyna ma przepiękną sukienkę, albo zauważymy super zbudowanego chłopaka, to możemy podejść i zacząć miętolić materiał między palcami albo zmysłowo wodzić dłońmi po torsie obcego człowieka, oczywiście tłumacząc się „ale ja nic nie zrobię”? W większości przypadków uznano by nas za zboczeńców albo zwykłych egoistów. Czemu więc inaczej postrzegać ludzi, którzy – mimo stanowczego sprzeciwu drugiej osoby – pozwalają sobie ograniczać jej wolność i komfort poprzez podejście z obcym psem?

Model 1 – spacerowicz

Pierwszy model człowieka używającego tego stwierdzenia to w naszej klasyfikacji tak zwany „spacerowicz”. Pies zazwyczaj biegnie kilkanaście/kilkadziesiąt metrów przed panem. Pan, zazwyczaj z większym mięśniem piwnym, kroczy za psem powolnym krokiem, ze smyczą przewieszoną przez szyję – albo bez smyczy, bo po co. Tutaj nie mamy okazji w ogóle kontaktować się z panem, aby zabrał psa – zostaje nam nerwowe wymachiwanie odnóżami albo modlenie się, aby akurat oba psy miały dobry dzień. Gorzej, jeśli wiemy, że nasz pies zdecydowanie nie będzie miał dobrego dnia, a drugi pies z pewnością nie da sobie w kaszę dmuchać. Wtedy pozostaje nam opanować zdolność unoszenia się w powietrzu razem z psem. Pan ostatecznie podchodzi do nas, widzi nasze zabiegi, aby psy się nie zeżarły, i rzuca „Aleeee on nie nie zroooobi, paaaani się nie boooi”. Wówczas oficjalnie trafia nasz szlag i albo wybuchamy do pana potokiem cierpkich słów, które oczywiście według niego są rzucone zupełnie bez powodu, bo jego pies nic nie zrobi i ma prawo podejść do kogo chce, albo opanowujemy się resztkami sił, posyłamy spojrzenie pełne jadu i odwracamy się, próbując opanować psa. Jego pies natomiast albo ze słowami pana zaczyna warczeć na naszego psa, albo przyczepia się do nas i nie rozumie sygnałów naszego psa, który nie jest pozytywnie nastawiony do zawierania znajomości. I wówczas zyskujemy dodatkowego psa na spacerze, bo przecież spacerowicz nie weźmie swojego psa na smycz – to poniżej jego godności.

on nic nie zrobi

Model 2 – przyczepka

Przyczepka to zaprzeczenie spacerowicza. Przyczepka ma swojego psa na smyczy, jednak zwykle okazuje się szybko, że w tym tandemie zdecydowanie rządzi pies. Przyczepka jest przyczepiona do psa za pomocą smyczy, i idzie dokładnie tam, gdzie ciągnie są pies, niezależnie, czy to cane corso, owczarek niemiecki czy jamnik albo pinczer miniaturowy. Przyczepka wydaje się być zupełnie bezsilna, zwykle jest kobietą w różnym wieku, bezmyślnie patrzącą przed siebie, ale rzadko kiedy w oczy drugiej osoby. Na nasze stwierdzenie, że proszę nie podchodzić z psem, często połączone również z przejściem na drugą stronę chodnika/wejściem na trawnik, reaguje cichym „ale oni nic nie zrobi…”, wypowiedzianym takim tonem, że zaczynamy bać się o zdrowie całej naszej czwórki. Pies opracowuje tutaj kilka strategii. Pierwsza i najczęstsza to ciągnięcie do drugiego psa z jeżem na karku, a potem obwarczenie go i próby ugryzienia. Przyczepka zawsze jest wówczas zdziwiona, czasem jeszcze powie „ojej, nie wolno!”. Najgorsze jest to, że trudno przed nią uciec – wszak idzie tam, gdzie jej pies, a pies zwykle idzie w naszą stronę, próbując rozpętać bójkę.

Model 3 – pewniak

Model trzeci to pewniak. Jego reprezentację znajdziemy we właścicielach obu płci. Są to zwykle ludzie z psem puszczonym luzem, którzy idą pewnym siebie krokiem, a na nasze widoczne wahanie krzyczą „Proszę się nie bać, on nic nie zrobi!”. Zasadniczo zawsze, gdy słyszę „proszę się nie bać”, reagują podobnie jak na „zaufaj mi” od obcych osób, czyli włącza mi się lampka ostrzegawcza. Często zdarza się, że faktycznie taki pies nie chce zrobić naszemu nic strasznego, co zasadniczo jednak może być dla niego nieistotne, jeśli waży 5 kg i widzi rozpędzony pocisk trzy razy większy od niego, pędzący galopem w naszą stronę. Nadal jednak zapewnienie pewniaka jest chybione – w końcu nie wie, jak zachowają się dwa psy w stosunku do siebie. Pozostaje nam tylko nie zejść na zawał.

Czasem jest to uzasadnione

Jest tylko jedna sytuacja, w której słowa „On nic nie zrobi” zdają się być uzasadnione. Jeśli idziemy z psem, a z naprzeciwka widzimy kogoś, kto idzie ze swoim czworonogiem i wyraźnie chciałby podejść, ale się tego obawia – owszem, możemy powiedzieć, że nasz nic nie zrobi, jest łagodny, przyjazny czy jaki tam. Jest jeden warunek: musimy być tego absolutnie pewni. Jeśli nasz pies różnie reaguje na inne psy, to nie mówmy tego licząc, że może akurat trafimy na jego dobry dzień. Zwłaszcza, że zazwyczaj ludzie, którzy wypowiadają te słowa, nie mają pojęcia o tym, do czego ich pies ostatecznie jest zdolny.

on nic nie zrobi

Dlaczego to nie działa?

Zasadniczo słowa „Ale on nic nie zrobi” to jedno z najbardziej irytujących stwierdzeń psiarzy, tuż obok „Ale po co sprzątać po psie, przecież się rozłoży” oraz „Jemu wolno, przecież to pies!”. Irytujące, bo mówiący wychodzi z założenia, że nas w ogóle interesuje, czy jego pies coś zrobi, czy nie zrobi. Tymczasem mówiąc czy pokazując, że nie chcemy kontaktu z drugim psem, jasno się wyrażamy – prosimy, aby ktoś dał nam spokój i po prostu się z nami minął, bez konieczności zapoznawania. Nie wszystkie psy muszą się witać, nie zawsze mamy na to czas czy ochotę. Nie zawsze psy lubią inne czworonogi, czy konkretnie takie czworonogi. Gdy więc słyszymy odpowiedź „ale on nic nie zrobi”, wszystko nam się przewraca w głowie (i oby tylko tam, bo moja babcia wskazywała w takich sytuacjach na zupełnie inne miejsce…), bo już wiemy – ten człowiek nie rozumie, co mówimy, nie potrafi się komunikować, nie potrafi szanować wyborów drugiej strony. Od razu zakładamy również, że jeśli nie rozumie, co się do niego mówi – to najpewniej to, co mówi, również nie jest prawdą.

I często tak jest. Jest tak, że ludzie nie wiedzą, czy ich pies faktycznie coś zrobi, czy nie zrobi – a może by nawet nie zrobił, gdyby nie fakt, że sami wywołują konflikt, np. ściągając krótko smycz. Jednak nawet jeśli drugi pies faktycznie nic nie zrobi – to nie o to chodzi. To chodzi o to, że NASZ może coś zrobić. Albo że jest chory i nie może mieć kontaktu z psami, i tak dalej…

Parę słów wyjaśnień

Czemu właściwie powstała ta notka? Mały Biały do psów jest bardzo radosny, nigdy nie wywołuje konfliktu z psem napotkanym na spacerze, a gdy inny pies to robi – potrafi ustąpić. Jednak psy nie interesują go za bardzo na dłuższą metę – entuzjazm zwykle wygasa po pierwszych 5 minutach. Potem fajniejsza jest zabawa z nami, piłka – co oczywiście musimy chować, gdy inny pies podchodzi. Czasem jednak idziemy ulicą, spieszymy się – i niestety, ludziom nie wystarcza, że przeprowadzam psa do zewnętrznej nogi i skupiam go na sobie. Nadal podchodzą, nawet jeśli dla normalnego, zdrowego człowieka środek ulicy i przejścia dla pieszych nie jest dobrym miejscem na psie zapoznanie – a i tak się zdarzało. Czasem ćwiczymy, i o ile rozproszenie w formie psa, który gdzieś tam idzie, jest fajne, to rozproszenie w formie psa, który wbiega w Małego Białego i próbuje wyjąć mi żarcie z kieszeni, już fajne nie jest. Psy są najróżniejsze, często ja widzę, że pies może by się przywitał, ale właściciel ściąga smycz, gada do niego – i pies się spina. A potem rzuca hasło „ale on nic nie zrobi”. Na pewno.

Dlatego notka ta jest swego rodzaju przypomnieniem – szanujmy to, co mówią inni ludzie.
Powodów, dla których ktoś nie chce, aby do niego podchodzić z psem, jest wiele. Nie pozwalajmy na to, aby nasz pies był upierdliwym podbiegaczem. To właściciel najlepiej zna swojego psa i sytuację, w której się znalazł. Nie interesuje go, czy nasz pies coś zrobi, czy nie – wtedy zapytałby, czy można podejść, czy pies jest łagodny. A nie powiedział „Proszę nie podchodzić”. Szanujmy siebie nawzajem, bo inny pies nie musi zapoznawać się z naszym, nawet jeśli ten jest najbardziej łagodnym barankiem na ziemi.

  • Sabina Włocka-Burdzik

    Świetny artykuł wszyscy właściciele psów powinni się z nim zapoznać!!!

  • Przede wszystkim moja mama. Podeślę jej ten wpis, bo moje tłumaczenia na nic się zdają. A później dziwi się, że pies na spacerach ze mną zachowuje się zupełnie inaczej, niż z nią… Tylko że odkręcanie problemów jest na mojej głowie.

  • AlibiPl

    Otóż to! Nie raz i nie dwa miałam taką sytuację, że pies typu york podbiega i obskakuje nogi mojego podhalana. Owszem mój pies ignoruje takie małe, jednakże jego cierpliwość ma swoje granice. Ludzie nie zdają sobie nawet sprawy, że ich mały ujadacz wiszący przy ogonie Cesara, może marnie skończyć, gdyby ten chociaż go przydepnął.

  • :)

    ja mam bardziej ulubiony typ „on nic nie zrobi”,a mianowicie taki, kiedy ktoś oznajmia mi to, kiedy chcę zgarnąć swojego kundla, bo to ON jest prowodyrem i małym burakiem, a ja próbuję go ściągnąć do siebie, odwrócić uwagę od psa, cokolwiek.
    druga strona to interpretuje jako strach przed ich psem i słyszę sławetne „paaani, nic nie zrobi, a to suczka?” i zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, już muszę uspokajać swojego psa, bo się rozwścieczył na widok podchodzącego oponenta i tyle z treningu i nauki na ten dzień…

    • Kasia

      mam dokładnie to samo! Koszmar…

  • Bardzo prawda. To samo tyczy się nie-psiarzy, którzy za wszelką cenę chcą pogłaskać naszego psa i mają gdzieś, czy pies na drugim końcu tramwaju wyrywa nam ręce ze stawów, czy się spieszymy i czy pies w ogóle lubi głaskanie. Nawiasem, ostatnio moja irlandka została pogryziona po łapach przez „ale on nic nie zrobi yorka”.

  • Wienio

    Jeżeli nie można mówić prawdy to wygląda na to że lepiej nic nie mówić. Bo chyba korona z głowy psu nie spadnie jak się go powącha

  • Natalia

    Oh jak ja to znam.. Ile razy słyszałam ten tekst, a mój maluch naprawdę różnie wpływa na psy. Psiaki, które „nic nie zrobią” pokazują zęby i nie tylko … Może czują kota, albo odczytują mowę ciała mojego, który zwyczajnie nie lubi się bliskich kontaktów. Teraz już mi się nawet nie chcę ostrzegać..

  • Kasia

    Jestem przyczepką!
    Przyczepką jamnika… jedyna różnica z tą opisaną na górze to taka, że mam tego świadomość. Pracujemy nad chodzeniem na luźnej smyczy… ale to długa droga.
    Do tego jamnik cierpi na agresję lękową. Nie znosi psów… Z suczkami jest lepiej. Jak słyszę „ale on nic nie zrobi” to mnie trafia piorun. Świetnie, że on nic nie zrobi… jak ma zrobić jak wcześniej zostanie pożarty przez jamnika… Spacery to dla mnie najmniejsza przyjemność z posiadania psa. W domu jamnik aniołek. Na spacerach diabeł wcielony. Jak mu pomóc?

  • Dagmara Gorczyńska

    To jest koszmar, bo panuje moda na małe agresywne psy, z którymi albo ktoś podchodzi, albo je wręcz puszcza bez smyczy. 🙁 I wszyscy, ale to wszyscy TOTALNIE ignorują żółtą wstążkę. :/

    • Olga Kowalska

      Żółtej wstążeczki nikt nie rozumie, łączę się w koszmarze. 🙁 Moja piesia nie lubi innych psów. Po śmierci swojego jamniczego przyjaciela (którego kochała ponad wszystko) – nic się nie zmieniło. Innych psów nie lubi, nie podchodzi sama, trzyma się blisko, a bez smyczy na hasło powraca odwołana. Ale ile razy musiałam uciekać, kryć ją i siebie, bo gwiazdy nie potrafią zrozumieć. Nie wspominając o tym, że psy większości gwiazd (spacerowicze i pewniaki) nie reagują na żadne nawoływania właścicieli, ze swoim imieniem włącznie.

  • Katarzyna

    Stary post, ale skomentuje. Zdarza mi się używać słów „on nic nie zrobi”, kiedy jakiś york czy coś innego równie małego ucieknie swojej pańci (bo najczęściej to jest jakaś kobiecina z takim małym pieskiem) i podbiega do mojego psa, chcąć się przywitać lub bawić. Jako że mój pies jest średniej wielkości, często wtedy taka kobiecina przerażona woła swojego psa, biegnie i panikuje, że mój zje jej małego yorczka. Śmieszne, że najpierw puszczają takie pieska, a potem panikują gdy ucieknie i podbiegnie do większego psa.
    Nie mam nic przeciwko luzem biegających psach, o ile właścieciele potrafią je odwołać w każdym wypadku. Mam psa, który uwielbia towarzystwo psów i z każdym by się przywitał…prawie. Duże cielaki biegające luzem, nawet jeśli nie są agresywne, jeśli są energiczne, zwyczajnie mogą zrobić mojemu psu krzywdę przez samą swoją masę. I wtedy jak słyszę „on nic nie zrobi, tylko się bawi” szlak mnie trafia. Kiedyś taki piesek wbiegł w mojego psa, skończyło się tym, że mój pies kulał parę dni. Młody labardor praktycznie wpadł na pełnym biegu w mojego psa, przewrócił go i po nim przebiegł…Właścieciel nic, przecież piesek tylko się bawił…od tego czasu mój pies jak tylko widzi duże, energiczne psisko, zwyczajnie nie chce mieć nic z nim wspólnego. I słusznie. Ale nie wszyscy to rozumieją, myślą, że jak duży, ale szczeniak albo łagodny, to może sobie biegać…co tam że może połamać coś mojemu psu.
    A agresywne psy…pół biedy jeśli pies jest mały albo średni. Ale duży? Tacy ludzie nie powinni mieć psów. Nie cierpię brać psa na ręce jak widzę że inny do niego biegnie, ale parę razy byłam do tego zmuszona. Raz pies skakał i kłapał szczęką próbując ugryźć mojego psa, mimo, że miałam go na rękach. JAkbym go nie zabrała, zostałby pogryziony. Z takimi właściecialami zazwyczaj nie ma o czym rozmawiać. To imbecyle, którzy nie powiini mieć rybek, a co dopiero psa.
    Inny przykład…idą dwie babki z dużym psem bez smyczy, ja z moim na smyczy. Widzę, że pies się jeży i wpatruje w mojego, ale słyszę, że on nic nie zrobi…chwilę potem pies atakuje, ale na szczęście jestem na to przygotowana, bo nie słucham właścicieli, tylko patrzę na psa. Zdarzyło mi się to parę razy, zaraz po tym, jak ktoś powiedział, że pies nic nie zrobi, on ruszył na mojego z zębami…a potem słyszę, że on nigdy tak nie robił, to pierwszy raz….raz nawet uslyszałam, że to wina mojego psa, bo pewnie chciał zaatakować…powiem tyle, mój pies byłby pogryziony lub nawet zagryziony kilka razy, jeśli słuchałabym takich idiotów. Zawsze albo zabieram swojego psa na ręce, albo łapię agresora za kark lub obrożę i oddaję właścielowii, uzywając paru niecenzaralnych słów…
    Mam bardzo łagodnego psa, puszczam go luzem prawie wszędzie, tyle, że on jest zawsze odwoływalny. Jest nauczony, że może iść do psa, jeśli mu powiem „idź”, bo na przykład widzę z daleka, że to znajomy pies, albo widzę, że właściciel też ma ochotę, żeby psy się spotkały. Jeśli powiem „nie” albo „stój” pies nie pójdzie do innego psa. Proste…tylko trzeba było włożyć trochę czasu w naukę posłuszeństwa. Pies może chodzić luzem praktycznie wszędzie (nie puszczam go przy ulicy albo gdzie jest taki zakaz) i umie też chodzić przy nodze bez smyczy. Szkoda, że nie wszyscy tak myślą, odpowiedzialnym właścicielom psów i ich czworonogom żyłoby się lepiej.

  • Pufa Pufa

    w punkt! mamy teraz nowego wroga nr 1 na osiedlu- spasiona bambaryła, która chyba jest biszkoptowym labem ale nie mam pewności, oscyluje przy tuczniku 😛

    Sucz. łazi bez smyczy bo Pan ma jeszcze dziecko a przecież labradory są z genetyki przyjazne. a ten nie jest. Rzuca się na moje małe sucze. Prośby nie działają.

    Mój nowy sposób: drę się na całe gardło, a głos mam donośny „Ratunkuuuu!! agresywny pies mnie atakujeeeee!!” itd. Nie jest to kłamstwem, wszystkie babcie na osiedlu w oknach – pan z bambaryłą ucieka. gorąco polecam 😛 skoro prośby nie działały na niego to tego nooo 😉

    A co do „nic nie zrobi” Zawsze jeśli nie znam psa albo Bu ma średni dzień ląduje na smyczy. Puf niekoniecznie, ale to jeden z niewielu psów który genialnie czyta psy, nie podchodzi do nadpobudliwych, lękliwych, agresywnych.. czekajcie.. do mało którego podchodzi i ma jeszcze taką energię że najbardziej podekscytowane psy luzują 😉 więc tak- jej pozwalam dreptać samopas po wałach ale zawsze w gotowości do odwołania pycha smaczkiem 😉

  • Agata

    Rozpisałabym się, ale po półtora roku przygód z moim psem nie mam już nawet siły. Słodkość mojego morelowego pudla przyciąga ludzi z kilometra i z reguły na moje prośby o niegłaskanie kończy się wykładami na temat tego że psu szkodzę albo obrażoną miną. To samo z podchodzeniem innych dużych psów przy których mój pies jakby mógł to by tak się spłaszczyła, że wtopiłaby się w ziemie. I jak tu starać się psa przyzwyczajać do wszystkiego jego tempem jak tyle ludzi po drodze przeszkadza i całą naszą pracę cofa o pare kroków w tył 🙁

  • Ale mój nic nie zrobi 😀 A serio – mądry wpis. Ja mam raczej kłopot w drugą stronę, bo duży biały zniechęca do kontaktu wyglądem. Jest też tego kontaktu niesamowicie spragniony, więc dość często widząc wahanie drugiej strony zachęcam do podejścia. Ostrzegam jednak lojalnie, że choć o gryzieniu mowy nie ma, to Haker jest z tych ekscytujacych i skaczących. Choć widzę, że się ogarnął i zauważył, że łatwiej o zabawę, jak nie skacze na dzień dobry. A o żółtej wstążce to chyba by się przydała jakaś kampania bilbordy i TV, bo znana jest tylko wśród ogarniętych psiarzy, którzy generalnie są już wyedukowani i po prostu nie zachowują się nachalnie

  • Oj tak, na samo hasło „mój pies nic nie zrobi” podnosi mi się ciśnienie. Zwykle nikt nie bierze pod uwagę, że to mój może być agresorem, bo jest mały i nawet jeżeli rzeczywiście mógłby zaatakować, to nie uszkodzi większego psa. Co z tego, że takie sytuacje odbijają się na całej naszej dotychczasowej pracy. W dodatku reakcja mojego psa będącego na smyczy często jest zupełnie źle interpretowana i to ja wychodzę na nienormalną pańcię, bo piesek tak się cieszy, chciałby się pobawić, a ja nie pozwalam…
    Jak widzę, że przed nami idzie ktoś z psem spuszczonym ze smyczy to po prostu wołam do tej osoby z prośbą o zapięcie, jeżeli nic to nie daje to straszę użyciem gazu pieprzowego. Wolę wyjść na buraka, niż stawiać swojego psa w niekomfortowej sytuacji.

  • Ja bym jeszcze połączyła „ale on nic nie zrobi” z moim ulubionym „one [psy] to sobie same załatwią” i mamy komplet. Muszę uderzyć się w pierś i przyznać, że swoją przygodę z socjalizacją zaczęłam trochę jako połączenie modelu 1 i 3, ale odkąd zmądrzałam, tym bardziej rozumiem, jakie to irytujące i na dłuższą metę niedobre dla psa. Walczymy więc, choć notorycznie zdarzają się ludzie, którzy podchodzą z psami, mimo że ja ze swoim odchodzę na bok i za wszelką cenę staram się skupić go na sobie. Nie zrozumiem tego. 🙂