Jak pisać ogłoszenia adopcyjne dla psów?

Przez kilka lat, w których zajmowałam się adopcjami, często i gęsto pisałam również ogłoszenia adopcyjne dla psów pod opieką moją albo znajomych. Wiele się zmieniło od czasu moich początków, prócz w zasadzie jednej sprawy: ogłoszeń.

Dlaczego ogłoszenia są ważne?

Ogłoszenia to sposób na to, aby potencjalny przyszły dom zobaczył naszego podopiecznego i zechciał go adoptować. Oczywiście, od momentu zobaczenia ogłoszenia do momentu adopcji jest jeszcze dość długa dla wielu droga. Ogłoszenie jednak musi być tym „czymś”, co sprawi, że w człowieku w ogóle zakiełkuje myśl – chcę adoptować tego właśnie psa!

Co wynika z tej roli ogłoszenia adopcyjnego? Ano to, że człowiek, który zapozna się z nim, powinien mieć wgląd mniej więcej w historię i stan psa. Oczywiście, o historii wystarczy jedno zdanie, bo na dobrą sprawę dla człowieka, który psa adoptuje, ważniejszy jest jego stan w teraźniejszości: chodzi tutaj o zdrowie, nawyki, charakter itd. Niestety, w ogłoszeniach bardzo często brak jest tych informacji, albo ograniczają się one do minimum, zostawiając miejsce na wzruszającą historię, która ma pobudzić serce potencjalnego opiekuna. I choć wiele osób uważa, że to doskonała metoda znajdowania nowego domu, to ja uważam, że więcej z tego strat niż pożytku.

P8020158-2

Ludzie listy piszą…

…i dzwonią, i kontaktują się mailowo, i na FB – w sprawie różnych psów. Takich ludzi chętnych na adopcję podzieliłabym na trzy kategorie. Pierwsza, chyba najczęściej spotykana, która jednak w 95% przypadków okazuje się niewypałem i nie dostaje psów, to grupa ludzi, którzy dzwonią i… nie wiedzą często nawet, jak na imię ma dany pies. Co więcej, po rozmowie z nimi można by pomyśleć, że tekst ogłoszenia zawiera tylko numer telefonu, ew. łzawą historyjkę, bo ludzie ci zwykle nie mają bladego pojęcia, jaki jest pies, nawet jeśli zostało to napisane w ogłoszeniu. Na tych ludzi niestety nie ma lekarstwa.

Druga kategoria adoptujących nazywana jest przeze mnie „zmieniaczami rzeczywistości”. Ludzi ci czytają tekst ogłoszenia, i to zwykle dość dokładnie. Z tego powodu już z pierwszej chwili zauważają, że dany pies nie nada się dla nich z różnych względów, np. niepasującego charakteru czy nieodpowiednich warunków, choćby – co zdarza się chyba najczęściej – posiadania dzieci. Pomimo tego ludzi ci dzwonią do osoby odpowiedzialnej za psa, i upewniają się, czy na pewno ten pies taki jest, zupełnie jakby ogłoszenie było jednym wielkim upozorowanym kłamstwem (o tym później). Rozmowa z nimi kończy się na trzy sposoby: rzuceniem przez nich słuchawką, ponieważ są oburzeni, że upieramy się przy swoim; upartym zarzucaniem nam kłamstwa i groźbami, że i tak dowiedzą się, jaki pies jest „naprawdę”; zarzucaniem kłamstwa połączonym z płaczem, że oto chcemy ich pozbawić najlepszego przyjaciela w życiu, który najwyraźniej był im przeznaczony. Ten typ zdarza się najrzadziej, ale spotkanie z nim gwarantuje poczucie zaskoczenia i głęboką refleksję.

Ostatni typ, który bardzo lubię, i który zwykle w 90% finalizuje adopcję, odznacza się poszukiwaniem rzetelnych informacji. Zawsze wraz z moim gronem opiekunów wypytywałyśmy domy adopcyjne, dlaczego zdecydowali się właśnie na tego psa. Często słyszeliśmy odpowiedź, że podobał się im inny, jednak nie było w ogłoszeniu jasnych informacji o nim, albo że szukali właśnie takiego psa z charakteru, jakiego przedstawiliśmy. Uważam jednocześnie, ze wielu psom odbierana jest szybka szansa na dom właśnie przez brak dobrych ogłoszeń, co nieraz zdarzało mi się udowadniać. Jak? Po prostu – ktoś prosił mnie o ogłoszenie danego psa, który długo nie mógł znaleźć domu. Pies okazał się fajny, ładny, o konkretnym charakterze, ale tekst ogłoszenia miał po prostu tragiczny. Po zmianie tekstu wystarczyło kilka ogłoszeń, aby pies znalazł odpowiedni dla siebie dom. Magia? Nie, traktowanie przyszłego opiekuna adopcyjnego jak dorosłego, normalnego człowieka.

Oto kilka złotych zasad pisania ogłoszeń

Nie pisać wypracowania

W ogłoszeniu powinno być dokładnie tyle informacji, ile jest potrzebnych człowiekowi do stwierdzenia, czy ten pies jest dla niego odpowiednim wyborem pod względem charakteru i zachowania. Nie wymieniajmy komend, które pies robi – napiszmy, że zna podstawowe komendy. Nie opisujmy drogi, którą przeszedł, zanim trafił w nasze ręce – wystarczy krótka wzmianka, gdzie przebywał wcześniej, a resztę można powiedzieć podczas rozmowy z zainteresowanym. Nie opisujmy całej drogi, którą musi przejść ktoś zainteresowany adopcją – napiszmy, co na pewno musi zrobić, aby móc adoptować od nas psa, wszystkie inne informacje podamy, gdy po rozmowie stwierdzimy, że ten, kto dzwoni, może być dobrym domem. W końcu, zdecydujmy, co jest istotne i musi być zawarte w ogłoszeniu, np. wiek, wielkość, charakter, do jakiego domu absolutnie się nie nadaje, a co może zostać pominięte – jak to, że pies miał 3 miesiące temu usuwany kamień nazębny.

Konkretnie i na temat!

To będzie rozwinięcie powyższego akapitu – piszemy konkretnie i na temat. Zawieramy te informacje, które są niezbędne, ale które są również sprawdzone. Będą to na pewno: wiek, wielkość psa, stan zdrowia (tu również leczone/przewlekłe choroby), rodzaj sierści (pod względem tego, czy wymaga pielęgnacji), informacje o stosunku do: dorosłych, obcych osób, dzieci (możliwie z zaznaczeniem, w jakim wieku), psów, kotów, informacje o podstawowych, opanowanych umiejętnościach: chodzeniu na smyczy, zostawaniu w domu, utrzymaniu czystości, informacje o tym, jakiego domu szukamy: w bloku, na peryferiach czy w centrum, domu z ogrodem, domu bez dzieci, bez innych zwierząt, w końcu informacje o profilaktyce weterynaryjnej. To jest podstawa, a i tak w wielu przypadkach da nam sporo tekstu; będzie to jednak tekst konkretny i treściwy, w którym zainteresowany znajdzie wszystkie istotne informacje.

Nie brać na litość

To jest chyba najczęstszy motyw przewodni, który spotykam w ogłoszeniach adopcyjnych – piesek jest taki biedny, tyle przeszedł, więc będziesz dobrym człowiekiem, gdy go adoptujesz. Takie wartościowanie uważam za bezsensowne, bo z obserwacji moich i innych osób zajmujących się adopcjami wynika, że takie domy adopcyjne zwykle się nie sprawdzają. O ile oddziaływanie na emocje jest dobrym sposobem „sprzedaży” rozmaitych rzeczy, o tyle pies, który wróci z adopcji czy będzie kiepsko traktowany w nowym domu ucierpi o wiele bardziej, niż seria rzuconych na dno szuflady kartek świątecznych, z których dochód pójdzie np. na Caritas. Mamy do czynienia z istotą żywą, której winni jesteśmy poszanowanie, a adopcje biorące się tylko z emocji rzadko kiedy się udają. Bywają i inne sytuacje – ktoś się przejmie, przejdzie sito rozmów, a np. gdy pies będzie w drodze… nagle adoptującemu się „odwidzi” jego wzięcie, bo ktoś z rodziny przemówił do rozsądku. Niestety, są to przykłady z życia wzięte i wcale nie tak rzadkie, jakby się wydawało. Wszystkie psy nie mające domów tak samo ich potrzebują.

Nie kłamać

O, to jest najgorsze, co można zrobić – kłamać w ogłoszeniu adopcyjnym. Z czego to wynika? Np. ktoś, kto zajmuje się psem, nie wie, jak ten zareaguje na kota – bo tego nie sprawdzał. Ale jednocześnie zakłada, że skoro pies jest przyjazny i łagodny do innych psów, to pewnie zareaguje pozytywnie i z kotem się dogada. Albo ktoś uważa, że skoro pies dogaduje się z 10-letnim dzieckiem, które widuje raz na jakiś czas, to z pewnością może zamieszkać w domu z 2-latkiem. Do innej kategorii kłamstw należą te, w których w ogłoszeniu stoi jak byk, że np. pies umie zostawać sam w domu. I to jest największy ból – nastawianie adoptującego, że pies na pewno bez problemu zostanie sam w nowym domu. NIGDY nie można tego zagwarantować, nawet jeśli pies w DT bez problemu zostawał na parę godzin w samotności. Co więcej, nie należy uważać, że pies zostający sam, bo bez człowieka, ale za to w towarzystwie innych zwierząt, również bez problemu zostanie w domu, gdzie będzie jedynakiem. Lepiej przygotować ludzi na to, że choć pies zostaje sam, to może pojawić się lęk separacyjny. Inaczej takie kłamstwa mogą prowadzić w najlepszej sytuacji do konfliktu między DT a DS, a w najgorszym – do oddania psa czy tragedii, gdy pies pogryzie dziecko albo kota czy inne zwierzę.

Nie ukrywać faktów

Teoretycznie może to podchodzić pod kłamstwo, jednak wydaje mi się, że u wielu osób ukrywanie niektórych informacji bierze się z jakiegoś dziwnego poczucia działania „w dobrej woli”, czy po prostu zapominania o tym, co najistotniejsze. Robiąc wizyty przedadopcyjne, zawsze prosiłam o ogłoszenie danego psa oraz trochę informacji o nim, aby wiedzieć, jak odpowiadać na pytania potencjalnych adoptujących. Czasami musiałam ciągnąć za język opiekuna psa, ale nie zawsze wynikało to z niechęci do mówienia o problemach – raczej myśleniu w innych kategoriach tego, co jest istotne dla człowieka chcącego adoptować zwierzę. A naprawdę, o wiele mniej istotne jest to, czy pies przychodzi i przytula się do człowieka, niż to, że w obronie człowieka i zasobów robi się agresywny do innych psów. Wręcz przeraża mnie, ze DT pozwala na takie przytulanie, gdy pies wykazuje tego typu zachowania, ale to jest inna historia. Pamiętajmy – wszystko i tak wyjdzie na jaw, bo DS będzie żył z psem całą dobę, na okrągło. Szybko dowie się, że pies ma agresję smyczową, pilnuje terytorium czy wyje wniebogłosy, gdy usłyszy ludzi na klatce schodowej. Ukrywanie sprawi jedynie, że pies trafi do domu, do którego nie będzie pasował, a w końcu może i z niego wrócić.

Bez fantazjowania o rasie

Tak, tak, wiem, że psy w typie rasy szybciej znajdują domy. Jednak częściej również są na nich chętni, którzy nie powinni mieć psów. Nie każdy zna się na rasie i jest jej wielbicielem, niektórzy po prostu szukają psa w typie rasy (według ich mniemania: rasowego) za darmo.  Czasami faktycznie zdarzają się psy w typie rasy – często jednak są one bardzo zaniedbane, co jest zwykle powodem, dla którego są również bezdomne. Natomiast naciąganie rasy, „bo pies jest mały biały w łatki, to JRT” albo „wprawdzie waży 15 kg, ale zachowuje się jak JRT, wiec to JRT” może skończyć się dwojako. Z jednej strony, nie opędzimy się od wiadomości kierowanych przez ludzi, którzy naprawdę nie powinni mieć nawet chomika. Z drugiej strony – ktoś może poczuć się oszukany, jeśli faktycznie jest wielbicielem rasy, a przyjedzie 100 km do schroniska, gdzie zobaczy psa ledwo rasę przypominającego z wyglądu, a co dopiero mówić z charakteru. Pies naprawdę nie potrzebuje posiadać rasy, aby móc pójść do adopcji.

Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia!

Zdjęcie, na którym pies jest czarną plamą na tle mniej czarnej plamy nie jest dobrym zdjęciem. W sieci jest mnóstwo, na pęczki wręcz ogłoszeń o psach szukających domów. Aby dać psu szansę, trzeba zapewnić mu dobre zdjęcia, które w pierwszej kolejności przyciągną wzrok zainteresowanej osoby. Czasem naprawdę wystarczy dodać do ogłoszenia sensowne zdjęcia, a telefony zaczynają dzwonić! Jakie zdjęcia są jednak sensowne? Dobrze jest dodać około 4 zdjęć, tyle zwykle można wrzucić do większości portali ogłoszeniowych. Jedno zdjęcie powinno przedstawiać psa w pełnej krasie, np. z boku, drugie zaś być zdjęciem profilowym głowy. Warto pokazać również wielkość psa, ustawiając go do zdjęcia przy człowieku. Zdjęcia muszą być ostre.

Informacje o transporcie

To jest kolejny temat-rzeka w świecie psich adopcji. Nie rozumiem trendu wiezienia każdemu adoptującego psa pod same drzwi, za pieniądze własne czy organizacji. To w gestii nowego domu powinno być zadbanie o zorganizowanie transportu, albo chociaż zapłacenie za niego. Nie mieszkamy w Stanach czy Australii, gdzie potrzebna jest kilkugodzinna podróż samolotem, aby dotrzeć do innej części kraju. Większość psów da się spokojnie przewieźć pociągiem, i często jest to najłatwiejsza i najszybsza opcja transportowa. W ogłoszeniu powinniśmy zawrzeć, w jakim mieście jest pies, aby adoptujący mógł już na wstępie stwierdzić, czy jest w stanie tam dojechać. Informacje o transporcie możemy nawet pominąć; jeśli jednak nie chcemy  z różnych względów tego robić, możemy napisać, że pomagamy w organizacji transportu. Adoptujący naprawdę nie robi nikomu łaski, biorąc psa – a nam nie powinno zależeć na wypchnięciu go wszelkim kosztem, tylko na znalezieniu domu, dla którego pokrycie kosztu transportu nie będzie czymś oburzającym i niewykonalnym.

Kontakt

Kontakt do nas zamieszczamy  na samym końcu ogłoszenia. Doradzam w tym zakresie dwie praktyki. Pierwsza to przekazywanie więcej niż jednego kontaktu – niektórzy wolą i preferują na początku kontakt mailowy, a inni będą chcieli od razu dzwonić. Unikajmy sformułowań „zadzwoń teraz” – ostatnio do wolontariuszki w znajomej fundacji pani właśnie z okazji takiego zwrotu zadzwoniła o 1 w nocy. Druga praktyka to podawanie widełek czasowych, w których ludzie mogą do nas dzwonić. Zwykle wolontariusze również mają swoje życie zawodowe, chcą mieć trochę czasu dla rodziny. Dodatkowo, zapis „proszę o kontakt po 15” zadziwiająco dobrze pozwala na przefiltrowanie przyszłego adoptującego. Jeśli ktoś dzwoni cały dzień, a my odbieramy po 15, to zwykle osoba ta będzie oburzona. Może to wynikać z tego, że nie przeczytała do końca ogłoszenia, co daje jeszcze jako takie szanse na to, że dom się nada. Niestety, jeśli ktoś ma do nas pretensje o to, ze nie odbieraliśmy – zastanówmy się, czy chcemy oddawać psa awanturnikowi, który przy każdej okazji będzie prowokował konflikt, nawet jeśli wina leży po jego stronie, niezależnie, czy wzięła się z niedoczytania ogłoszenia, czy braku szacunku do drugiego człowieka.

Oczywiście, to są tylko podstawy. Umiejętność pisania ogłoszeń jest swojego rodzaju  sztuką, w której trzeba nabyć wiedzy i wprawić się, aby osiągać odpowiednie rezultaty. Nie jest to proste – ale na pewno warto 🙂

  • Mnie właśnie najbardziej denerwują te łzawe historie. Prawdziwe melodramaty, opowieści z ciekawymi zwrotami fabularnymi. Pies znalazł dom! Nagle go jednak stracił – wybuchy i strzelaniny w tle.
    Niestety nie tędy droga. Biorąc człowieka na litość często można przekazać psa w złe ręce. Wybór psiaka powinien być podyktowany kokretnymi pobudkami i odpowiedzialnym podejściem, a nie chwilowym skokiem emocjonalnym.
    Tekst bardzo ciekawy, ale wątpię, że coś się zmieni. Łzawe historie i mocna promocja to klucz do sukcesu teraz. Fanpage szaleją, pękają od like, share i tym podobnych. Szkoda, że najważniejszy element, czyli pomoc zwierzętom, często odchodzi na drugi plan.

    • BialyJack

      A jednak – ja, siedząc w adopcjach już od kilku lat, zmiany zauważam. Wydarzenia, które teraz są na FB, kiedyś były na forach, i cieszyły się jeszcze większą popularnością. Ale ja to widzę z perspektywy lat, a walka z bezdomnością nie jest rzeczą tu i teraz, tylko długofalową i wieloletnią.

      • A jakie zauważasz zmiany? Na lepsze czy gorsze?
        Ja jedynie przejście tematów z for na bardziej popularne teraz serwisy (facebook na przykład) + rozwój fundacji, które czasem też swoje za uszami mają.
        Generalnie w kwestii wzruszających historii się dużo nie zmieniło. Jak 5 lat temu czytałem, a teraz to bardzo podobne.
        ”Tęskni za domem”, ”wspaniały pies, któremu trzeba okazać dużo miłości”, ”skrzywdzony przez człowieka, czy ktoś pomoże mu znowu ufać?” i takie tam farmazony 😉
        Oczywiście mówimy o samych ogłoszeniach, prawda? Jeżeli chodzi o samą kwestię bezdomności to z perspektywy lat zrobiono wiele – w lepszym lub gorszym kierunku. Wprowadzenie legendarnej ustawy zakazującej hodowli, wzrost świadomości społecznej nt. sterylizacji/kastracji itd.

  • Karolina Ancerowicz

    Ostatnio ogłaszałam psa z DT u mnie i napisałam mu elaborat (w sumie o jego historii było tylko jedno zdanie a reszta to punkty dot. zachowania które wymieniłaś, ale dużo tego wyszło) z myślą: nie oddam dżordżusia nikomu kto nie umie czytać. myślę, że to moja podświadomość nie chce się z nim rozstać.

    • BialyJack

      Hahaha, a tak, ja też z surowością traktowałam potencjalnych chętnych, ale tych zdeterminowanych i sensownych to specjalnie nie zrażało 🙂 I widzisz – Tobie wyszedł długi tekst z samymi istotnymi informacjami. A większość tekstów wychodzi długich przez łzawą historię, a do tego informacje „piesek jest bardzo kocha człowieka i potrzebuje swojego domu”. Spróbuj dopytać o wielkość, sierść, wiek, jak to się zdarzało na znanym nam forum, gdzie szukano konkretnych psów do adopcji, a zostaniesz zjedzona żywcem 😉

      • Problem jest jeszcze taki. Zauważyłem, że nie jest mile widziane szukanie konkretnego psa na adopcji. Wiele osób uważa ”wybrzydzanie” za szukanie darmowego, rasowego psa.
        Jak ktoś nie chce psa, ponieważ ma widoczne rany to już jest okropnym bydlakiem bez serca.
        Zauważyłem też taktykę ”wypychania” najpierw najgorzej rokujących psów – te adoptować bardzo prosto. Gorzej jeżeli ktoś szuka konkretnego psa, ponieważ woli adoptować zamiast wspierać hodowle – wtedy już jest bezduszny bo woli psa w typie, a nie kundelka.

      • Karolina Ancerowicz

        To dopiero mój 5. podopieczny na DT i 6. pies w ogole, ale tymczasuje w fundacji która jest znana i nielubiana z wysokich wymagan stawianym adoptującym. więc korzystam z ich doświadczenia. Piszę długie i treściwe ogłoszenia, bo takich oczekiwałam kiedy ja rok temu szukałam psa. Jeszcze jest ta kwestia, że DT wie tylko tyle ile wie. Po mojej suce widzę, że dopiero po paru miesiącach wychodziło z niej bycie wrednym skurwysynem – pierwszy miesiąc po wyjściu z więzienia o zaostrzonym rygorze („schronisko”) i pierwsze 2 mies. u mnie była kochana dla wszystkich ludzi i psów a potem się dopiero okazało kto zacz 😛

        • BialyJack

          Dlatego ja zawsze mówiłam ludziom, którzy adoptowali moich podopiecznych, ze pies grzeczny u mnie nie musi być grzeczny u nich. Miałam przykład pudla, który u mnie próbował podskakiwać, dostał ostry rygor (nawet słyszałam narzekania wielbicieli pudli, że im trzeba pozwalać na wybryki, bo to pudle), i był bardzo grzeczny, a przy tym dobrze się bawiliśmy i miło spędzaliśmy czas. Poszedł potem do mojej przyjaciółki, a w trakcie przewoziła go osoba, która wzięła go do siebie na 2-3 dni. Przyjaciółka zadzwoniła do mnie z żądzą mordu,bo ja jej mówiłam, ze pies jest grzeczny, ładnie zostaje sam, nie szczeka, a do niej przyjechał pies, który szarpał meble, ubrania, chodził po szafkach, skakał na ludzi, dokuczał. Okazało się, że w ciągu tych 2 dni „wychował” sobie dziewczynę, która go przewoziła – jeździł z nią na kolanach do pracy, wymuszał różne rzeczy. I znów – u przyjaciółki 2 dni i był bardzo grzecznym pieskiem. Zresztą, widzę to po moim psie – jest ułożony i jedno moje słowo wystarczy, aby się ogarnął, ale moi rodzice mogą mówić, i mówić, i mówić…

          • Karolina Ancerowicz

            U mojej to było imho wychodzenie z traumy i stłamszenia w schronisku. Poczuła się bezpiecznie to zaczęła w stosunku do innych psów kozaczyć. Radzimy sobie z tym a to pochwałą (dobry piesek, kochana, nie pogryzłaś tego ON tylko przeszłaś obok brawo!), a to skupianiem na właścicielu. a to szarpnięciem i wydarciem ryja – i za to dostałam kiedyś publiczne zjeby od psiarzy, no cóż. Nigdy nie można być 100% pewnym tego co wyjdzie z aniołeczka z DT.

          • @ Karolina Ancerowicz
            mogę cię prosić o kontakt do mnie na maila? Dopiero planujemy przygodę z DT (czekamy na decyzję) i chętnie bym skorzystał z czyjegoś doświadczenia 😉
            patryk.slupikowski@gmail.com

          • Karolina Ancerowicz

            chętnie, ale mam za małe doświadczenie żeby innym pomagać 😉 sam się dopiero uczę

          • Tym bardziej proszę o kontakt (w wolnej chwili oczywiście, bez pośpiechu) ”Wyjadacze” są bardzo mało cierpliwi, a my jesteśmy na samym początku. Dopiero wysłaliśmy ankietę i czekamy na jakiś kontakt i w sumie nie wiemy czego się spodziewać 😉
            Sorka, @BialyJack:disqus za taką prywatę u Ciebie 😉

  • Joanna

    Ja bym zaapelowała przede wszystkim o dobre tytuły ogłoszeń. Bo jeśli tytuł by mnie zainteresował to jakoś przebrnę przez elaborat, gorzej że „biedny i skrzywdzony” nie daje żadnych wskazówek. Kiedy szukałam psa dla siebie miałam już dość kiedy przy kolejnym ogłoszeniu „cudownego Reksia” okazywało się, że jest o 50kg za duży, zbyt włochaty i mieszka za daleko. Drugi problem to właśnie rejon ogłaszania. Przeglądałam ogłoszenia w promieniu 150km i często okazywało się, że pies ogłaszany na Poznań(160km ode mnie) tak naprawdę jest w Warszawie(460km). Koniec końców wzięłam psa z najbliższego schroniska.

  • Nie zgodze się, że historia psa nie jest ważna. Ja adoptując Nejrę nie wiedziałam nic o jej przeszłości i myślę, że to jest błąd, że schroniska czy fundacje zatajają te informacje, czy nie podają ich w ogłoszeniach. To w jakich pies żył warunkach, kto był jego właścicielem, czy był z innymi psami itd, to są bardzo istotne rzeczy, które często skrywane w tajemnicy bardzo utrudniają zrozumienie takich a nie innych zachowań adoptowanych psów. Nam zajęło to ładnych pare miesięcy i ciągle to odkrywamy nowe rzeczy. A wystarczyło by chociaż odrobinę szczerości.
    Sama też swego czasu bardzo mocno wspierałam bezdomne psy, robiąc właśnie ogłoszenia i zawsze starałam się pisać maksymalnie o tym, co pies przeszedł wcześniej. Może na pierwszy rzut oka nie wydaje się to ważne, ale jeśli juz ktoś psa adoptuje i pojawią się z nim jakieś problemy behawioralne, to będzie przynajmniej podstawa aby przypuszczać, co jest przyczyną takiego a nie innego zachowania.

    • BialyJack

      Oczywiście, historia psa jest ważna – ale można przekazać ją chocby w rozmowie z przyszłym opiekunem. Zawieranie całej historii w ogłoszeniu zabiera mnóstwo miejsca, które można przeznaczyć na coś innego, ważniejszego w ogłoszeniu. Istnieją psy, które miały bardzo złych opiekunów i to na nie nie wpłynęło; istnieją i takie, gdzie właściciel po prostu sobie nie radził i np. zaniedbał socjal, a to bardzo mogło odbić się na psie. Jeśli faktycznie istnieje związek między historią a zachowaniem psa, można to łatwo ująć, np. „W związku z zaniedbaniem we wcześniejszym domu pies jest lękliwy”. To jest pewna informacja, którą można dalej rozwinąć w rozmowie. A jeśli ktoś jest opiekunem psa, szuka dla niego domu i zataja w ogóle takie informacje, to po prostu jest idiotą 😉

      • Wiadomo, ze nie pisze się całego opowiadania na temat skąd pies się wziął w schronisku czy w domu tymczasowym. Ale informacje typu „domowy piesek trafił do nas, ponieważ jego właściciel zmarł” lub „został zabrany z posesji, na której przebywał od szczeniaka na łańcuchu” już informuje potencjalne domki o tym, czego się można spodziewać po takim czworonogu. Wiadomo, że każda adopcja, nawet jeśli psiak był w najlepszym domu tymczasowym pod słońcem, może skończyć się katastrofą z różnych przyczyn. Dlatego też ogłoszenia powinny zawierać każdą informację (nawet negatywną) na temat psa – ale tutaj akurat się w pełni zgadzamy, więc na tym już zakończę 🙂

        • BialyJack

          Właśnie o takiej informacji mowa – czasami można historię pominąć, np. w przypadku szczeniąt. Czasami wystarczy jedno zdanie, np. „pies szuka nowego domu po śmierci opiekuna”. Ale niestety – w większości ogłoszenia nie zawierają informacji najistotniejszych, a niekiedy z jakiegoś powodu historia jest rozwleczona na mdły i tkliwy kawałek tekstu, z którego tak naprawdę niewiele wynika 😉 Pisania negatywnych informacji unika się zupełnie, czego nie rozumiem, bo przecież każdy pies ma wady – i ja wolałabym o nich wiedzieć jako adoptujący.

  • Pingback: Dlaczego adopcje szczeniąt nie są łatwe? - Biały Jack()