Idealny spacer

Spacer z psem kojarzy nam się bardzo różnie. Dla jednych jest to źródło nieustannych stresów, ponieważ ich pies jest niewychowany albo po prostu ma problemy z zachowaniem (np. nabyte u poprzednich właścicieli), z którymi sobie jeszcze nie poradzili. Dla innych jest to po prostu wyjście dookoła bloku albo przejście się przez 10 minut po okolicznych trawnikach. Dla jeszcze innych – jak np. moich sąsiadów – jest to wyjście na łączkę, przyniesienie sobie krzeseł (dodam, że mieszkam w centrum miasta), spuszczenie psów ze smyczy i… tyle.

A potem spotykam sąsiada, który mi mówi, że on to dziś był z psem przez 2 godziny na dworze – co z tego, jeżeli jego pies po prostu leżał sobie przez te bite dwie godziny na ziemi, pod drzewkiem? Czy to, że ten pies tak sobie leży oznacza, że jest to jego idealny, wymarzony spacer, czy po prostu wie, że nic więcej go nie czeka?

Ostatnimi czasy zauważyłam, że wiele osób stara się przeforsować swoje „idealne” wyobrażenie o spacerze, nie zauważając, że po prostu psy są różne. O ile jeden pies może chcieć biegać i węszyć, o tyle drugi w tym czasie będzie nastawiony na człowieka, a trzeci po prostu będzie się snuł po dworze za nogą właściciela bądź własnie sobie leżał. Oczywiście, nie zawsze to ostatnie jest złe – starsze psy czy psy cierpiące na rozmaite choroby układu ruchu na pewno wybiorą ten rodzaj aktywności, ale również wtedy powinniśmy odpowiednio się do takiego spaceru przygotować. Natomiast z pewnością to, co będzie dla jednego psa dobrą zabawą i idealną metodą spędzenia czasu, nie będzie zbieżne z tymi samymi kwestiami u innego psa.

Według wielu artykułów i mądrych książek, idealny spacer to taki, w którym pies ma chwilę na swobodne pochodzenie i załatwienie potrzeb, a także wywąchanie otoczenia, a potem na zmianę jest zajęty czymś z człowiekiem (zabawą, pracą) oraz ma okres swobodnego chodzenia. Takie swobodne bieganie, które zazwyczaj (bo też nie zawsze) wycisza, powinno odbywać się również pod koniec spaceru. Dlaczego? Jednym ze złotych środków ku temu, aby pies nie niszczył, jest jego „wybieganie”. Co to jednak oznacza? Wbrew pozorom nie jest to puszczenie psa luzem, żeby sobie latał i robił, co chciał. W niektórych przypadkach będzie to praca z psem, który owszem, biega w oddaleniu, ale jednocześnie jest nam posłuszny i jest w stanie zareagować na polecenie; taki typ biegania na pewno będą preferować psy, które potrzebują po prostu dużej aktywności fizycznej, bez zaprzątania sobie głowy czymś innym. Niektóre psy będą wolały spacer połączony z zabawą (np. aportowaniem), pracą (elementami posłuszeństwa) – ale często po takim spacerze będą mocno nakręcone. Dlatego zawsze, aby „wybieganie” psa było skuteczne, trzeba je zakończyć wyciszającą czynnością, dzięki której pies się uspokoi. Oczywiście, czasami może to nie być pomocne – jeżeli pies ma problem z lękiem separacyjnym. Ale nierzadko nie działa, bo po prostu człowiek nie robi tego tak, jak należy.

Wracając do spacerów: moim zdaniem – choć żadnym ekspertem nie jestem – idealny spacer to taki, na którym dany pies się spełnia, relaksuje, ale jednocześnie ma okazję podnieść sobie adrenalinę i być nastawionym na rozmaite bodźce, a także się skupić. Rzecz jasna nie zawsze da się to wszystko zmieścić w jednym spacerze, choć my często próbujemy 😉 Przykładowo: jedziemy na spacer komunikacją miejską, wiec pies musi się w niej odpowiednio zachowywać. Na miejscu początkowo idziemy sobie spokojnie, dajemy psu węszyć, załatwić swoje potrzeby. Następnie dochodzimy do punktu, w którym zaangażujemy psa we wspólną zabawę – jest puszczony luzem i zachęcany przez nas do szukania, biegania, aportowania.

Po takiej zabawie, przeplatanej posłuszeństwem (np. rzucenie piłki w zamian za poprawne wykonanie komendy), znów idziemy dalej w teren, aby pies nieco się wyciszył, powęszył. W tym czasie spotykamy rozmaite psy, różnych ludzi (ostatnio np. wędkarzy, co jest ogromnym plusem, bo mały biały ich dotąd z bliska nie widział i poznaje coś nowego), dzięki czemu pies wchodzi w interakcje. Potem nierzadko jeszcze kilkukrotnie przeplatamy okresy zabawy i swobodnego węszenia, dysponując zasobami. Wracamy znów komunikacją miejską, w której pies tym razem… przysypia. A następnie wysiadamy jeszcze nieco wcześniej, aby mógł się przejść miejscem, którym dawno nie chodził.

Nie zawsze jest czas, aby pójść na taki spacer. Wówczas wybieramy jedną z dwóch aktywności: albo jedziemy gdzieś dalej, na łono natury, albo wybieramy się na spacer po mieście. Obie te aktywności można ze sobą przeplatać i po obserwacji małego białego jestem w stanie zauważyć, że wszystkie te spacery sprawiają, iż po prostu idzie spać. Każdy spacer jest cenny na inny sposób: pozwala psu zmęczyć się fizycznie, psychicznie, poznawać nowe miejsca, stawać w nowych sytuacjach. Dla nas taki spacer, który stawia nam wyzwania i pozwala zmęczyć się fizycznie i psychicznie, jest idealny 🙂

 

  • Pingback: Pies w lesie - prawo i przepisy - Biały Jack()

  • Karolina Wojdecka

    Mam pytanie odnośnie długości spacerów z juniorem. Mamy suczkę, 4,5m. Jak na JRT jest bardzo spokojna, ma swoje szalone chwile ale nie jest to typ roznoszący mieszkanie. Póki co wychodzimy z nią co 3h z czego poranny i wieczorny spacer są dłuższe, z zabawą.
    – Pytanie jakie dystanse są zdrowe dla takiego psiaka. Czy 5km to nie zbyt wymagający dystans? Pies idzie na smyczy (dopiero uczymy się wracać na komendę i zaczynamy ćwiczenia z linką 20m)
    – I czy taka ilość spacerów w ciągu dnia jest ok? Jak powoli zmniejszać częstotliwość? Pies jest w domu z mężem (praca z domu) i średnio wytrzymuje nam ok 3h. Ma kennel ale jeśli ktoś jest w domu nie zamykamy jej tam.

    Pojawił nam się też problem lęku psa przed wieczornymi spacerami. Po zmroku, kiedy wychodzimy poza teren osiedla, suczka siada, nie chce iść. Spacer wygląda tak: 10m chodu, minuta siedzenia, 10m i siad. Zachęcamy ją, wołamy ale na razie bez poprawy. Jak ćwiczyć przy takim lęku? Niedługo będzie robiło się ciemno ok 16 i boję się, że mała nie będzie chciała iść na spacer.