Halter – pozytywny cud szkoleniowy?

Do tej notki szykowałam się od pewnego czasu, ze zdziwieniem zauważając coraz więcej osób zajmujących się tzw. „szkoleniem pozytywnym” (przeciwnym do „awersyjnego”), które polecają obrożę uzdową jako bezpieczne i zupełnie pozytywne dla psa remedium na ciągnięcie na smyczy. Jak jest faktycznie?

Cóż, nie byłabym sobą, gdybym nie wyraziła własnego zdania, zamiast podążać ślepo za uwielbieniem dla haltera, czy też halti, bo nazewnictwo bywa różne. Podobnie postąpiłam w temacie kolczatki, na którą obecnie wszyscy napadają i którą uważa się powszechnie za narzędzie samego szatana. Jak jest więc z obrożą uzdową?

Skąd tyle pozytywów?

Jednym z tropów, którymi mogę podążyć, szukając uzasadnienia dla pozytywnego, bezkrytycznego spojrzenia na kantar dla psa jest porównanie go z końskim kantarem. W szkoleniu koni i jeździectwie ogólnie kantar uważany jest za bardzo pozytywny – stanowi bowiem narzędzie pracy ze zwierzęciem, w którym nie używa się praktycznie negatywnych bodźców. Do kantara nie podczepia się wędzidła, czyli kiełzna, które wkłada się koniowi między zęby, aby łatwiej nim sterować. Większość naturalnych metod pracy z końmi bazuje właśnie na użyciu kantaru z podpiętym uwiązem, pozwalającym na prowadzenie konia.

Czy jednak to, że kantar jest narzędziem pozytywnym w pracy z koniem, oznacza również, że jest równie pozytywny w pracy z psem? Czy koniom zakłada się obroże albo szelki na codzienne „spacery”? Czy psu instaluje się między zębami wędzidło, aby łatwiej pokazywać zmiany tempa i kierunków? Wydaje mi się, że to trochę tak, jakby porównać użycie butów przez psa i człowieka. Człowiek, wychodząc na dwór, zakłada buty – już od maleńkości towarzyszą mu one w różnych formach; mają one ozdabiać i chronić stopy przed zimnem, wodą, uszkodzeniami mechanicznymi i otarciami. Buty są dla nas czymś zupełnie pozytywnym przy naszej budowie ciała. Jednak u psów buty stosuje się tylko w momencie, gdy pies zrani się w łapę – czyli but jest swojego rodzaju wspomaganiem leczenia. Dla praktycznie wszystkich znanych mi psów założenia buta będzie sygnałem negatywnym, i albo nie będą one chciały zrobić w nim kroku, albo będą chodzić z miną męczenników, albo przy najbliższej okazji będą gmerać przy bucie, aby go zdjąć. Dla nas but jest pozytywny, dla psów negatywny, choć nadal jest butem.

Czym jest narzędzie pozytywne?

Być może moje – choć nie tylko moje, bo wyrażane również przez wiele znanych mi i nieraz bardziej doświadczonych osób – zdanie wynika z postrzegania, czym jest narzędzie do pracy pozytywnej. Narzędzie do pracy pozytywnej to dla mnie narzędzie, podczas stosowania którego nie dochodzi do użycia środków przymusu na psie. Podobnie podchodzą do tego szkoły „pozytywne”, które w wielu przypadkach piszą na swoich stronach wyłącznie o pozytywnym wzmocnieniu zachowań oraz niestosowaniu środków przymusu podczas pracy z psem.

Takim pozytywnym narzędziem szkoleniowym jest na przykład dobrze użyty kliker, który pozwala psu uzyskać nagrodę za określone zachowanie. Karą zaś jest brak nagrody, a nie zmuszenie psa do poprawnego wykonania ćwiczenia. Nie ma tutaj przymusu – jeśli widzimy, że pies czegoś nie potrafi zrobić, to cofamy się o krok i ułatwiamy zadanie. Każde ćwiczenie z klikerem ma z założenia kończyć się pozytywnie, na otrzymaniu przez psa nagrody za wyznaczone mu zadanie.

Jak działa obroża uzdowa?

Obroża uzdowa na dobrą sprawę składa się z dwóch elementów: paska, który prowadzony jest na szyi psa, tuż pod jego szczęką, i który pod pyskiem łączy się z drugim paskiem, okalającym pysk u samej nasady. Generalnie rzecz biorąc, są to więc dwie pętle, które okalają pysk psa. Rzecz jasna jest to uproszczenie, bo różne firmy tworzą nowe wzory i modele halterów; wszystkie jednak bazują na tej samej metodzie działania. Halter ma za zadanie, jak mówi sama nazwa (któż nie zna z filmów z okupacji słowa „Halt!”, wykrzykiwanego przez Niemców?), zatrzymać psa.

Nie da się ukryć, że jest to jedna z podstawowych różnic w zastosowaniu haltera psiego i końskiego. Na końskim prowadzimy zwierzę w sposób delikatny, pozytywny dla niego. U psa obroża uzdowa ma zatrzymywać psa przed wykonywaniem działania niepożądanego, w tym przypadku – ciągnięcia na smyczy. Jest to więc używanie na psie przymusu – zamiast zachęcić go do wykonywania działania pozytywnego, uniemożliwiamy mu fizycznie wykonanie działania negatywnego.

Jak powinien być i jest używany halter?

Teoretycznie użycie haltera jest proste. Zakładamy psu narzędzie, wcześniej go do niego przyzwyczajając (co ma pewnie miejsce w nikłym procencie przypadków), podpinamy do kółka pod psim pyskiem lekką smycz, a główną smycz normalnie przypinamy do obroży. Sami nie powinniśmy sterować halterem – jego działanie bazuje na tym, że pies idzie koło naszej nogi, a gdy zaczyna ciągnąć, napina smycz podłączoną do haltera i to powoduje zaciskanie się obręczy wokół pyska i odwracanie głowy w naszą stronę. Docelowo zapobiega to wyprzedzaniu nas, hamuje psa, zmusza do zwolnienia.

Według wszelkich informacji polskich i zagranicznych, które znalazłam, halter ma działać sam, i wyłącznie na psa, który idzie przy nodze. Nie wolno stosować go na długiej smyczy ani jako jedynego narzędzia do sterowania psem, czyli bez przypięcia głównej smyczy do obroży. Nie należy też samemu manewrować halterem, bo ma on samodzielnie wprowadzać korektę, co wynika z jego budowy. Co za tym idzie, halter wydaje się być naturalnie narzędziem szkoleniowym, używanym przez określony czas aż do osiągnięcia efektu szkolenia. Ma również działać na psa w momencie przesłania impulsu o złym zachowaniu, a nie cały czas. Co więcej, przez te wszystkie instrukcje przebija jasna myśl: halter jest tylko dla psów dużych, ponieważ u psa małego, który ma głowę o wiele niżej, może spowodować wysyłanie mylnych sygnałów.* Teoretycznie.

W praktyce bywa różnie. Jeszcze mieszkając w Lublinie, widziałam panią z chartem afgańskim niesamowicie agresywnym do psów – pani na widok innego psa zaczynała szarpać za halter swojego psa, który prawie stawał dęba, tak negatywne dostawał sygnały od swojej pani i tak bardzo chciał zjeść drugiego pieseczka. Halter był jedynym miejscem podpięcia smyczy u większości psów, które na nim chodziły, również u moich znajomych, którzy publikują zdjęcia na FB. Często właściciele pozwalali wyprzedzić się psu, a potem ni stąd, ni zowąd nagle szarpali halterem, brutalnie odwracając psią głowę w swoją stronę. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że widziałam o wiele, wiele mniej przypadków prawidłowego użycia haltera (przypominam sobie 1, słownie: jeden), niż kolczatki.

Dlaczego halter nie jest pozytywny?

Wróćmy teraz do zaznaczenia gwiazdką, które zamieściłam kilka akapitów wyżej. * Czy cały ten akapit nie brzmi Wam dokładnie tak, jak instrukcja prawidłowego użycia kolczatki? Tam również kolczatka sama w sobie ma nie być przyczyną negatywnego bodźca, ma działać na zasadzie impulsów, nie powinna być jedną obrożą, ma działać na psa idącego przy nas oraz środkami przymusu prowadzić go do wygaszenia negatywnego zachowania. Zarówno w halterze, jak i w kolczatce nagrodą podstawową jest brak dyskomfortu spowodowanego działaniem narzędzia.

A teraz powiem coś, co wielu oburzy. Dla mnie halter jest o wiele gorszym narzędziem szkoleniowym niż kolczatka. I od razu spieszę z wyjaśnieniami.

Zastanówmy się: jakie psy najczęściej ciągną na smyczy? Głównie schroniskowe oraz te niewychowane. W ciągu tych lat, kiedy działam w schronisku, około 10% psów oceniałbym jako psy nielękliwe w ogóle. Większość psów była niepewna, wycofana, obawiała się ludzkiego dotyku. W takich warunkach najlepszym sposobem pracy nad chodzeniem przy nodze jest po prostu użycie metod pozytywnego wzmocnienia – pies, który dotychczas nie zaznał wiele dobrego od człowieka, będzie zainteresowany pracą na smaki, zabawki czy pochwały. Mimo to w szkołach „pozytywnych” zaleca się użycie haltera. Nie jestem w stanie zrozumieć, mimo usłyszenia wielu argumentów, dlaczego. Pysk to jeden z najbardziej delikatnych obszarów psiego ciała. Psy schroniskowe bardzo źle reagują na nacisk na pysk – nie chodzi mi tutaj o agresję i panikę. Chodzi raczej o wygaszenie psa, jego wycofanie, brak chęci współpracy – pies zamyka się na człowieka. Dodatkowo, halter poniekąd „steruje” psią głową, a to nie jest dobry pomysł – pies, który wysyła CS-y do innego psa, a jednocześnie nosi halter, może być tym narzędziem – zupełnie niechcący i przypadkiem – zniechęcany do prawidłowej komunikacji z drugim czworonogiem.

Na tej podstawie stwierdziłabym, że halter nadaje się jako narzędzie pracy dla dużego, spokojnego i zrównoważonego psa, który ma dobry kontakt z właścicielem i jest posłuszny. Tyle że… taki pies nie potrzebuje przecież haltera!

halti1

Co na to zoofizjoterapeuta?

Wiecie, że nie lubię mówić o czymś, na czym średnio się znam. Dlatego właśnie o zdanie zapytałam zoofizjoterapeutkę Ulę (przesyłamy serdeczne pozdrowienia dla niej oraz Izy, która jako weterynarz znów służyła nam pomocą!), która jeszcze lepiej niż zwykły weterynarz ma pojęcie o wpływie haltera na psi organizm. Wyjaśniła mi ona, że u młodych psów (czyli takich w okresie wzrostu) używanie haltera na większość spacerów może spowodować zaburzenia w rozwoju odcinka szyjnego kręgosłupa. Dodatkowo, stwierdziła, że używania obroży uzdowej nie powinno się próbować u psów starszych, które mają zwykle słabsze kości, stawy i zwyrodnienia w ich obrębie. Co więcej, nie zalecałaby również stosowania haltera u psów… ze schronisk! A to za sprawą tego, że psy te, na skutek złych warunków, w których przebywają – chorób, niedożywienia, zbyt niskich temperatur, małej ilości miejsca i ruchu, złego podłoża w kojcach – często mają zwyrodnienia w obrębie kręgosłupa, również szyjnego. Wówczas używanie obroży uzdowej jest po prostu niebezpieczne dla zdrowia i życia psa. Z tego samego powodu nie należy stosować haltera u psów o słabo rozwiniętych mięśniach, zwłaszcza grzbietowych.

Oczywiście, zapytałam również o doraźne skutki nieprawidłowego używania haltera. Przez nieprawidłowe używanie rozumiałam nie tylko ciągniecie i szarpanie psa na halterze. Obejmuje to również używanie obroży uzdowej u psa, który wyrywa się do innych psów, ciągnie bez patrzenia na to, co ma założone na pysku, ma wysoki próg bólu i nie reaguje na właściciela. Stosowanie haltera w takich warunkach i w taki sposób powodować może złamania, uszkodzenia mięśni, więzadeł i ścięgien.

Co ciekawe, i czego się nie spodziewałam, bardziej o efektów nieprawidłowego stosowania podkreślone mi zostały efekty stosowania haltera więcej niż tylko przez krótki okres na niektóre spacery. To oznacza, że problem jednak istnieje, i leży gdzie indziej, niż myślałam.

Małe podsumowanie

Podsumowanie to piszę raczej dla osób, które nie czytują bloga na co dzień – reszta zna mój pogląd na te sprawy. Absolutnie nie uważam, że halter jest urządzeniem, którego nikt nigdy nie może stosować. Nie chcę upodabniać się do ludzi, którzy mówią kolczatce „nie”, bo widzieli gdzieś kiedyś jakieś zdjęcie – ja nie mówię takiego „nie” halterowi. Jestem zdania, że jak każdego narzędzia, tak i jego trzeba umieć używać. Sprzeciwiam się jednak stanowczo fali pozytywnego, tęczowego zachwytu na widok haltera; zwłaszcza zachwytu wyrażanego przez ludzi, którzy uważają, że „szkolą pozytywnie”. A szczególnie szokuje mnie szkolenie na halterach psów do dogoterapii – i jest to jeden z powodów, dla których mój pies na takiego psa szkolony nie jest, mimo że, według wielu standardów, ma predyspozycje. Odrzuca mnie pogląd, jakoby halter był naturalnym urządzeniem, które nie na negatywnego wpływu na psią psychikę i fizjonomię. Zniesmacza mnie naginanie rzeczywistości do aktualnych potrzeb, i nie używanie przy tym własnego rozumu. Narzędzie szkoleniowe – a do takiego należy również halter – służy do pracy z psem nad konkretnym zachowaniem, i nad zmianą tego zachowania, a nie na nakładaniu mu pasków uciskowych na pysk, żeby zastąpiły kaganiec czy dały wrażenie, że ktoś nad psem panuje. Istnieją takie akcesoria i umiejętności, które są niezbędne – np. noszenie przez psa obroży, szelek, kagańca. Są i takie, które powinny być stosowane jedynie przez osoby myślące i chcące używać ich tymczasowo, do zmiany psiego zachowania – do nich zaliczam kolczatkę, halter, OE, szelki easy-walk (które nie są w Polsce popularne, mimo że bywają o wiele bardziej naturalne dla psa). Notka nie ma więc na celu wykluczenia przydatności haltera, a raczej wyrażenie poglądu, że zdecydowanie nie jest narzędziem pozytywnym dla psa.

  • Dziczek

    Gdzieś kiedyś dokopałam się do artykułu, który nie tylko wspominał ale i łądnie obrazował graficznie jak uszkodzić możemy psa halterem 🙂 I tak sobie o tym przypomniałam czytając Twoją notkę. 🙂

    • BialyJack

      Gdybyś na niego wpadła, to podrzuć link – ja sama niestety na nic takiego nie trafiłam podczas przygotowań do notki 🙂

  • pixie and dixie

    Nam halter bardzo ułatwia spacery!
    Zwłaszcza wtedy, gdy mój psiak chce zbierać kasztany i bawić się nimi.
    Po krakowskich Plantach absolutnie nie można spacerować z psem bez smyczy i bez kagańca czy haltera. (nawet jak pies jest bardzo bardzo bardzo grzeczny i absolutnie nigdy przenigdy agresywny).
    Na smyczy, to nie zabawa, a kaganiec ogranicza. Halter wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem. Jasne, trzeba go umieć używać. Ale te uwagi odnoszą się do każdej rzeczy. Dłuuuuugiej smyczy zakończonej czworonogiem zygzakującym po całej szerokości chodnika z jednej strony i o-jejku-jejku-właścicielem z drugiej strony, szelkami-tak-ciasnymi, że pies ledwo chodzi, czy do kagańca, którym pies szoruje po chodniku, bo taaaaki-ciężkiii.
    Gorsze chyba jest to, że ludzie nie słuchają i nie chcą pogadać. Przecież wiedzą najlepiej, a behawioryzm-zwierząt to sztucznie wyhodowana gałąź nauki wie-pani-dla-kasy.

    O.

    ps bardzo fajny blog, pozdrawiam

    • BialyJack

      Ja to widzę inaczej: kaganiec to coś, co pies musi umieć nosić. Jest taki ich wybór, że można wybrać wygodnego dla psa, pozwalającego też np. na karmienie w kagańcu przy pracy. Kagańce należą do akcesoriów, a halter jest narzędziem szkoleniowym – to jest dla mnie podstawowa różnica, i tego będę się trzymać 🙂

      PS. Dzięki 🙂 Pozdrawiam również!

      • pixie and dixie

        No tak, jasne, a jeszcze dochodzi charakter psa i to co robi podczas spacerów 🙂
        Moja koleżanka ma piękną śliwkę pod okiem, bo kaganiec założyła, ale nie zastopowała lecącego buziaka 😉
        Ale haltera używała na zasadzie szarpanej… Zabroniłam
        i podesłałam Wasz blog.
        Bezpiecznych spacerów życzę

  • Ola D

    Wszystko ładnie opisane. Niestety jednak większość ludzi nadal porównuje koński kantar z psim kantarkiem 🙁 Są zdania, że jeśli koński działa pozytywnie, to i psi będzie działał na podobnej podstawie.
    Pozdrawiamy, Ola i Piano

  • Przeczytałem w tytule „HITLER”. Chyba czas iść spać.

    • BialyJack

      😀

  • justme

    Jezu, czytam te wasze komentarze, posty, wszyscy tak kochacie swoje psy i czuję się sadystycznie, że ja nie potrafię się do tego zmusić. Jakieś porady ?

  • Halter to oczywiście metoda awersyjna. Nie mam pojęcia skąd się wzięło u ”pozytywniaków”, że kolczatka jest zła, a halti cudowny. Myślę, że taka ludzka natura i po prostu halti wygląda mniej drastycznie. Jednak zapewniam, że nieodpowiednio wykorzystany może przynieść równie złe skutki.

    Kolczatka ogranicza psa przy pomocy bólu bezpośredniego, który wywierają kolce na skórę. Halter ogranicza przy pomocy bólu pośredniego, który wywiera własna motoryka psa. Im pies szybciej idzie tym bardziej skręca kark, czyli boli i jest nieprzyjemnie. Jeżeli pies nagle się zerwie to halter może prowadzić do niebezpiecznych schorzeń szyi.

    Jednak czasami, ale powtarzam – czasami. Zastosowanie kolczatki lub haltera jest uzasadnione, szczególnie przy specyficznych psach z problemami behawioralnymi.

    Moim zdaniem, trener, którzy stosuje halter to zbyt wiele z metodami pozytywnymi nie ma. Po prostu te metody są aktualnie modne, więc wszyscy je propagują.
    Metody pozytywne bazują na bezgranicznym zaufaniu psa do przewodnika oraz naturalnej chęci do wykonywania zadań. Pies sam chce zrobić to, czego od niego wymagamy. Wprowadzenie jakiegokolwiek przymusu się z tym gryzie.

    Jeszcze jedno – nie mylimy pozytywnego z bezstresowym. Nie chodzi o to, aby psa prosić. Zasady są jasne, nagrody i kary również, jednak kary w tej metodzie nie bazują na przymusie, ale innych bodźcach.

  • magda

    a co sadzisz o szelkach easy walk? chodzi mi o model zapinany na klatce piersiowej

    • BialyJack

      Nie testowałam, nie miałam bliskiej styczności – ale wydaje mi się, że ze względu na formę zapięcia oraz miejsce nacisku będą lepszym rozwiązaniem, zwłaszcza dla dużego psa 🙂

  • Justyna

    A ja właśnie w halter się zaopatrzyłam. Pies owszem, schroniskowy, ale niespecjalnie lękliwy, za to raczej niekoniecznie odpowiednio zsocjalizowany w wieku szczenięcym. I chociaż psisko bardzo inteligentne i łase (za smaczki i piwo z lodówki potrafiłaby przynieść ;)), do nauki się pali – to ciągnie jak parowóz i nawet wspomniane smakołyki nie są w stanie tego zmienić. Kolczatkę odrzuciłam z góry, bo czasami jak się uweźmie to glucha na wszelkie komendy potrafi ciągnąć tak,że aż charczy, a wbijające się przy tym w jej szyje kolce nie działają pozytywnie na moją wyobraźnię, więc wybór padł na halter – ale oczywiście jako narzędzie szkoleniowe, a nie towarzysza codziennych spacerów. Moim zdaniem ile pomocy szkoleniowych tyle opinii i prawda jest taka, że trzeba psisko obserwować i zależnie od tego, co działa, dobierać odpowiednie metody, a niektórzy o tym zapominają i sądzą, że kolczatka/halter/szelki rozwiążą wszystkie problemy, co jak wiemy z reguły nie skutkuje niczym pozytywnym 🙁

    PS również pochwalę bloga bo zaczytuję się od dość dawna 🙂

    • BialyJack

      Wszystko zależy tak naprawdę od rozsądnego podejscia – wtedy każde narzędzie szkoleniowe w odpowiedzialnych rękach może przynieść pozytywne rezultaty. Niemniej, takich odpowiedzialnych rąk nie ma zbyt wiele 😉 A nazywanie haltera pozytywnym na pewno nie jest poprawne, i po prostu warto zdawać sobie z tego sprawę, tak samo jak w przypadku kolczatki. Ot co 🙂

  • Annie

    motlaWręcz muszę skomentować. Świetnie napisane. Zgadzam się w 100%! Ja sama praktykuję metody naturalne pracy z koniem, a tam halter ma działać ustawiając głowę konia za pomocą węzłów. Jest to zupełnie różne od psiego. Natomiast użycie h
    baltic u psa mogę porównać do ćwiczenia obe rein stop, tylko że ono jest używane w ostateczności, po uprzedzeniu i tylko jakiś czas, a nie jako towarzysz do treningów. Według mnie tak się powinno używać halti. Komenda, jak pies stanie – nagroda, jak nie – halti Pozdrawiam.

    • BialyJack

      Dzięki za objaśnienie tematu końskiego 🙂 Ja w ogóle uważam, że metodę trzeba umiejętnie dopasować do psa, a tego niestety na ulicach się nie widuje 😉

  • Stosowałam halter czasem u mojego starszego psa i sporadycznie u młodej suczki, ale bardzo go nie lubi i jest to bardzo niewygodne (2 smycze i buntujący się pies). Fakt, sama widzę w praktyce to, co opisałaś – nie jest to złota metoda, nienaturalne skręty szyi, ale jak wychodzę z Joy niewybieganą, to czasem jej zakładam, bo ciężko inaczej z nią spacerować.

  • A

    Wszyscy piszą, że halter powinien być jednocześnie przypięty do zwykłej obroży. Nikt jednak w żaden sposób tego nie uargumentuje.
    Czy ktoś mógłby mnie oświecić, dlaczego pies nie powinien być przypięty do samego haltera? Będę wdzięczna.

  • Kasia Kusim

    Ja mam dwa psy. Kupiłam im kantary i prowadzam je tylko na nich. Psy chodzą na luźnej smyczy przy nodze. Nie wyobrażam sobie prowadzania psa na obroży, o kolczatce nie wspomnę. Do kolczatki mam uraz po szkoleniu owczarka niemieckiego, którego Pan szkoleniowiec silnym szarpnięciem „nauczyl” zostawać na komendę… U mnie kantary sprawdziły się idealnie. Psy chodzą bardzo ładnie. Jeden nie garnie się do zapinania a drugi sam „wchodzi” jak tylko wezmę go do ręki. Nie łysieją im pyski, za to grzbiety od szelek owszem. Szczerze mówiąc co artykuł to opinia i ja powoli czytając to wszystko dochodzę do wniosku, że czego bym nie zrobiła to zawsze krzywdzę moje psy. Oszaleć można.