Góry z psem: Bielovodska Dolina do Polany pod Wysoką

Jeśli jedziecie w okolice polskich Tatr, a nie jesteście specjalnymi wielbicielami wspinaczek wysokogórskich i wymagających tras, wydawać by się mogło, że źle wybraliście destynację. Tymczasem istnieje szlak tuż obok wejścia na popularną drogę na Morskie Oko, którym wybrać możecie się nie tylko z psem, ale i bez konieczności wspinania.

O wycieczce

W zasadzie w polskich Tatrach nie pójdziecie z psem nigdzie prócz Doliny Chochołowskiej – ale ile można chodzić tylko tam, zwłaszcza w tych tłumach, które zwykle tam zdążają? Po słowackiej stronie Tatr tras macie do wyboru, do koloru, bo od pewnego czasu można się tam poruszać z psem po całym Parku Narodowym – rzecz jasna jedynie z psem na uwięzi. Bielovodska Dolina będzie świetną alternatywą dla tych z Was, którzy chcą zabrać ze sobą czworonoga na porządny spacer bez tłumów, za to z pięknym krajobrazami.

Cała trasa nie jest krótka, bo w przedstawionej przez nas opcji liczy ok. 20 km od parkingu do Polany pod Wysoką i z powrotem. Nie ma tutaj żadnych schronisk, dlatego musicie zabrać ze sobą odpowiednią ilość prowiantu, ale również wodę – Bielovodska Dolina ma typowo alpejski charakter i przez przynajmniej 1/3 trasy będziecie iść w pełnym słońcu, a wówczas wody nigdy za mało. O ile pies może napić się z biegnącego czasem przez ścieżkę potoku Biała Woda, o tyle Wam tego nie polecę, a co więcej – nie będziecie mieli po drodze możliwości odnowienia zapasów. Przy ścieżce stoją wiaty, w których możecie zatrzymać się na posiłek czy schronić w czasie deszczu.

Jeśli zdecydujecie się dojść aż do Polany pod Wysoką, to polecam zabrać przede wszystkim wygodny strój, czapkę oraz buty przystosowane do nierównych powierzchni. Jeśli odpuścicie sobie ostatni kawałek drogi, wystarczą Wam nawet dobre buty sportowe, np. adidasy na nieco grubszej podeszwie (w innych butach kamyki mogą dawać się we znaki stopom). Psa możecie wziąć zarówno na normalnej smyczy, jak również i na pasie biodrowym – pamiętajcie jedynie, że jest to park narodowy, więc nie można puszczać go luzem.

W sumie trasa z Łysej Polany do Bielovodskiej Doliny liczy ok. 20 km w obie strony, z czego dużą część idziemy po płaskim. Zależnie od tego, ile czasu poświęcimy na odpoczynek i jak szybko będziemy iść, cały szlak przejdziemy w czasie minimum 6-7 godzin. Do pewnego momentu można poruszać się rowerem (o ile macie swój) – oceńcie jednak, czy pies umie biec obok niego na smyczy.

Start: Łysa Polana

Naszą wycieczkę zaczynamy od jednego z najbardziej znanych parkingów w Tatrach – Łysej Polany. Tutaj przebiega granica między Polską a Słowacją; z uwagi na fakt, że stąd również wiedzie m.in. szlak na Morskie Oko, jest to jeden z najbardziej obleganych parkingów.

Dobra rada: na wycieczkę radzimy wyruszyć dość wcześnie. Dlaczego? Powodów jest kilka – przede wszystkim trasa jest dość długa, a po drodze nie ma schroniska, więc w razie burzy pojawia się kłopot, zwłaszcza że częściowo idziemy lasem, częściowo odsłoniętymi łąkami, a pod koniec wchodzimy między granie. Im późniejsza godzina, tym ryzyko burzy i zmiany pogody większe (bo oczywistym jest, że – idąc w góry – śledzimy prognozy pogody i wychodzimy tylko przy takiej, która jest pewna). Drugim powodem jest to, że jeśli przyjedziecie za późno, to… nie będziecie mieli gdzie zaparkować. My wybraliśmy się, optymistycznie patrząc na nasze możliwości, dość późno jak na nas – dzień miał być spacerowym odpoczynkiem, a więc na parkingu stawiliśmy się po 8 rano. I serio – zajmowaliśmy jedne z ostatnich miejsc parkingowych. Istotne jest, abyście parkowali przed rondem, tzn. nie wjeżdżali w stronę samej Łysej Polany na parking przy Palenicy Białczańskiej, a wykorzystali parking, który będziecie mieli (jadąc od strony Polski) po lewej stronie, bo to tuż obok wejścia na trasę. Alternatywnie możecie przejechać na stronę słowacką (za rondem w lewo) i szukać parkingu „na dziko”.

Parking na Łysej Polanie jest płatny ok. 20 zł za cały dzień, licząc za jeden samochód. Dobrą wiadomością jest to, że nie ma nikogo, kto by pobierał opłaty za wejście do samej Bielovodskiej Doliny. Bo po polskiej stronie trzeba zapłacić za parking, a dodatkowo za wejście do TPN 😉

Z parkingu przed rondem na Łysej Polanie kierujemy się w stronę granicy ze Słowacją. Na prawo od ronda biegnie trasa na dalsze parkingi i polską stronę Tatr; na lewo, gdzie (jak na pewno zauważycie) prawie nikt się nie kieruje, znajduje się most ostro skręcający w lewo, już za końcem parkingu. My jednak przechodzimy na drugą stronę ulicy i wchodzimy na biegnący równolegle do rzeki szlak niebieski, oznaczony zresztą odpowiednio na drogowskazach. I tak oto jesteśmy na Słowacji 🙂

Bielovodska Dolina – wejście

Od tej pory praktycznie cały czas kierujemy się tym samym szlakiem, który właściwie nie posiada też specjalnie widocznych skrzyżowań. Bielovodska Dolina jest odgałęzieniem Doliny Białki, a jednocześnie jedyną doliną o charakterze alpejskim po słowackiej stronie Tatr. Co więcej, jest to największa dolina Tatr Słowackich.

Przez część drogi szlak wiedzie po lewej stronie Białej Wody – po drugiej stronie potoku gdzieniegdzie zobaczyć można w prześwitach obleganą trasę na Morskie Oko. Po około kilometrze dochodzimy do miejsca, gdzie po lewej stronie opada Czerwona Skałka – miejsce to bywa zwane Czerwoną Polaną. Za nim rozciąga się boczna Czerwona Dolina, do której nie ma jednak dojścia. Miejsce to jest zwłaszcza piękne zimą, gdy tworzą się tutaj widowiskowe lodospady.

Polana Bielovodska

Następnie, kierując się głównie zalesionym szlakiem, przez długi czas wyasfaltowanym, dochodzimy do Polany Bielovodskiej. Polana ta jest najrozleglejsza i leży ok. 3 km od Łysej Polany. Ma typowo alpejski charakter – jest szeroka, pokryta trawą. Nie radzę jednak wchodzić w tę trawę – obecne są tutaj liczne ostrzeżenia o żmijach zygzakowatych. Przy polanie warto zatrzymać się na dłuższą chwilę. Jeśli jedziemy rowerami, to tutaj musimy je zostawić – dalej znaki zabraniają jazdy jednośladem.

Po lewej stronie stoi odnowiony budynek niegdysiejszej, zabytkowej leśniczówki; wcześniej teren też służył wypasowi owiec i stała tutaj jedynie bacówka. Odpocząć można pod wiatą oraz na licznych ławeczkach. Z tej polany rozciąga się również piękny widok na szczyty leżące dalej, w stronę naszej wędrówki; co więcej, znajduje się tutaj też tablica informacyjna, a więc możemy stwierdzić, na co właściwie patrzymy 🙂

Przez kolejne polany

Ruszamy z postoju i kierujemy się dalej szlakiem prowadzącym nas bez żadnych skrzyżowań. Na wysokości ok. 1120 metrów po prawej stronie bieg rzeki zasila Żabi Potok; tutaj znajduje się również Polana pod Żabiem. Teraz jest ona zarośnięta, niegdyś jednak nie była zakryta lasem, a wychodził z niej szlak prowadzący na Morskie Oko. W tym miejscu do Bielovodskiej Doliny uchodzi Dolina Żabiego Potoku, w której znajdują się dwa piękne stawy; wejście tam jednak jest niedozwolone z uwagi na objęcie tego terenu całkowitą ochroną rezerwatową.

Od tego momentu ścieżka biegnie głównie w lesie, lekko pod górę. W ten sposób docieramy do zalesionej Polany pod Upłazki (jak również, mylnie, nazywana jest niejednokrotnie Bielovodska Dolina), a także leżącej niedaleko Polanki pod Aniołami z ustawioną tutaj wiatą. Wiele osób zastanawia się, skąd nazwa tej ostatniej polany. Chodzi prawdopodobnie o turniczki Anioły oddzielane od siebie Anielskimi Przełęczkami, położone na grani Skoruśniaka (końcowy fragment widocznej grani Młynarza).

Polana pod Wysoką

W zasadzie tutaj możemy się wrócić albo pójść jeszcze kawałek, jeśli nie chcemy wychodzić na bardziej odsłonięty i wymagający krótkiej wspinaczki teren. Dalej bowiem będziemy mieli okazję podążać jeszcze jakiś czas szlakiem z mostkami ustawionymi nad przecinającym drogę potokiem, a następnie wyjdziemy na dość złowieszczo prezentujący się teren. Las jest tutaj przerzedzony, drzewa w dużej mierze połamane, a wokół z trzech stron rozciągają się nagie szczyty, m.in. Młynarza.

Czeka nas stąd kilkanaście minut lekkiej wspinaczki i ostrzejszych zejść kamienistą drogą wiodącą częściowo przez otwarty teren, a częściowo przez las. Po tych dość mrocznych widokach dochodzimy do całkiem przyjemnej Polany pod Wysoką, która jest naszym celem wędrówki. Polana leży na wysokości 1310 m. n. p. m. i ma charakter niewielkiej łączki otoczonej lasem. Jest wyjątkowa z kilku powodów. Przede wszystkim stąd wychodzą dalsze szlaki, które nas w tej chwili nie interesują, a o których za chwilę. Po drugie, stworzone są tutaj obozowiska taternickie, warte uwagi choćby dlatego, że są jedynym tego rodzaju miejscem w całych Tatrach Słowackich. Wchodząc głębiej znajdziemy tu zadaszone miejsca do odpoczynku, liczne ławeczki oraz wspomniane specjalne, drewniane platformy, na których taternicy rozbijają namioty. Po odpoczynku wracamy stąd tą samą drogą, którą przyszliśmy.

Dalsza droga

Z Polany pod Wysoką możemy w zasadzie iść dalej, ale musimy liczyć się z kilkoma istotnymi kwestiami. Przede wszystkim, aby iść dalej i obrócić tego samego dnia, musimy wyjść na szlak skoro świt. Po drugie, może to być trasa ciężka do przejścia z psem (zarówno patrząc na nasze i psa bezpieczeństwo, jak i jego komfort) z uwagi na bardzo ostre podejście oraz miejsca wymagające specjalistycznego sprzętu.

Zobacz również inną, przyjemną, górską trasę dla siebie i psa w Tatrach Słowackich Więcej…

Z Polany pod Wysoką, posiadając specjalistyczne przygotowanie i sprzęt wspinaczkowy, część osób kieruje się przez przełęcz Waga wzdłuż Zmarzłego Stawu do Doliny Ciężkiej – nie prowadzi tutaj żaden szlak, którym można udać się bez przewodnika. Zwykle trasę tę wybierają taternicy z uwagi na Galerię Gankową, 300-metrową ścianę z licznymi, zróżnicowanymi względem trudności szlakami wspinaczkowymi.

Kolejną opcją jest podróż do Doliny Kaczej, dwupiętrowej, niewielkiej doliny. Na wysokości 1576 m. n. p. m. mamy tutaj Zielony Kaczy Staw z tworzącą się Kaczą Siklawą. Wyżej, na wysokości 1590 m. n. p. m. mamy Mały Kaczy Staw. Można tu dojść niebieskim szlakiem, który jednak wiedzie skrajem tej doliny i kolejnej, Doliny Litworowej.

Dolina Litworowa jest dalszą opcją przejścia z Doliny Kaczej. Posiada ładny, Litworowy Staw na wysokości 1860 m. n. p. m. Stąd droga wiedzie dalej, do Kotła pod Polskim Grzebieniem oraz na Rohatkę, przełęcz między Małą Wysoką a Dziką Turnią. Rohatka leży już na wysokości 2288 m. n. p. m. Szlak ten posiada dodatkowe łańcuchy, jest skalisty i dość stromy – nie polecam go w przypadku wyjścia  z psem.

Jeśli planujemy jakiekolwiek podróże obejmujące obszar dalszy niż (na upartego) Kaczą Dolinę, polecam pozostawić psa w domu i podzielić podróż na dwie części, albo zaczynając o świcie i po Rohatce kierując się do Schroniska Zbójnickiego w Dolinie Staroleśnej, a stamtąd dalej (np. następnego dnia – droga zajmie od Łysej Polany ok. 6-7 godzin, zależnie od warunków), albo nocując w obozowisku taternickim i wybierając się dalej następnego dnia. Tę opcję często wybierają wędrowcy kierujący się z Bielovodskiej Doliny na Polski Grzebień i dalej. Wiemy to, bo kilku spotkaliśmy i mieliśmy okazję porozmawiać podczas postoju.

Ciekawostki

Na lodospadach tworzących się na zboczu Czerwonej Skałki zimą uprawiana jest wspinaczka lodowa.

Polana Bielovodska aż do początku XX wieku wykorzystywana była przede wszystkim do wypasu owiec. Potem przeszła w inne ręce i rozwinięto tutaj myślistwo; wtedy też postawiono pierwszą leśniczówkę, którą na początku XXI wieku przebudowano na nowo, a także ogrodzono ten teren. Bardzo długo na polanie pojawiał się również problem kłusownictwa. Co więcej, w XX wieku Polana Bielovodska była licznie odwiedzana przez polskich turystów – w swoich wspomnieniach pisze o niej m.in. Stanisław Witkiewicz.

W starych przekazach na temat historycznych szlaków w Tatrach istnieje informacja, według której Bielovodska Dolina, a konkretniej – Bielovodska Polana – była połączona przejściem z Doliną Roztoki i tamtejszym schroniskiem. Szlak ten znany jest z czasów, gdy polanę wykorzystywano przede wszystkim w celach myśliwskich. Aby go przebyć, trzeba było… przeskoczyć płot otaczający obszary łowieckie.

Popod Żabiem to nazwa starej, górskiej ścieżki, która od lat 20. XX wieku do czasów powojennych łączył Polanę pod Żabiem z Morskim Okiem. Początkowo szlak ten był używany głównie do pędzenia stad owiec; wraz z rozwojem turystyki stał się jednak najpopularniejszym szlakiem prowadzącym do Morskiego Oka. Zamknięto go na polecenie Wojsk Ochrony Pogranicza i nigdy nie otwarto na nowo.

Na Polanie pod Wysoką niegdyś stało schronisko, zwane Schroniskiem Salamona. Zostało wzniesione w latach 70. XIX wieku przez barona Aladara Salamona, ówczesnego właściciela tych ziem. 10 lat później obszar ten kupił Christian Hohenlohe (który, warto wiedzieć, prowadził również przegrany prawny spór o własność nad Morskim Okiem z Władysławem Zamoyskim), który schronisko zmienił w leśniczówkę i uczynił te tereny łowiskami. Budynek ten, zamknięty dla turystów, w 1923 roku spłonął. Kolejny ustawiono rok później przez Klub Czechosłowackich Turystów;i on został zniszczony w pożarze w 1926. Po tym wydarzeniu schroniska nie próbowano odbudowywać.

  • Literalnie w słowackich parkach narodowych nie ma obowiązku prowadzenia psa na smyczy — aż do III stopnia ochrony przyrody (włącznie). Na oko 1/4 powierzchni TANAP-u to właśnie III stopień.

    A parkowanie na dziko po słowackiej stronie granicy nie jest potrzebne — 200 m od granicy jest elegancki i niezastawiony parking (5 euro za dobę). I nawet nie trzeba jechać przez Łysą 🙂

    • Nie byłabym taka przekonana co do tego braku obowiązku. Wg informacji, które uzyskałam w sierpniu, poruszanie się po całym terenie TANAP-u jest możliwe z psem na smyczy oraz na 4 i 5 stopniu ochrony, jeśli posiada kaganiec. Zresztą od zawsze w regulaminie stało „Na území národného parku môžu návštevníci vodiť psy len s ochranným košom a vodiacim remeňom.” – zawsze też, gdy spotykaliśmy rangerów albo pytaliśmy w punktach, to wszyscy mówili o smyczy. Zresztą, jestem zdania, że człowiekowi ani psu korona z głowy nie spadnie, jak będzie na smyczy/pasie w lesie czy PN.

      O parkingu nie widziałam, cenna informacja 🙂

      • Zákon o ochrane prírody a krajiny (Zákon č. 543/2002): http://www.zakonypreludi.sk/zz/2002-543

        – IV stopień opisany jest w par. 15 pkt (1) lit. k
        – parki narodowe są opisane w par. 19 pkt (2)
        – dla porównania III stopień opisany jest w par. 14 — o psie nie ma tam słowa 🙂

        Na ludzkie przełożyłem to tutaj:
        http://czasopismo.legeartis.org/2016/10/tatry-slowackie-pies-przepisy.html

        PS nie chodzi o koronę, na Słowacji od paru lat nie ma koron 😉

        • Hm, ciekawe, dobrze wiedzieć. Swoją drogą widywałam psy luzem w TANAP-ie i nie wiem, jak nieschodzenie ze ścieżek miało się do ich zachowania – tzn. często buszowania w lesie 😉 Jeszcze z czasów sprzed Małego Białego moja mama prawie dostała zawału, jak się na nią napatoczył z krzaków owczarek niemiecki. Dobrze wiedzieć o przepisach, nadal jednak jestem zdania, że – o ile pies nie ma całkowicie wytłuczonego instynktu pogodni i potrzeby tropienia – lepiej, aby pozostał na smyczy/pasie. Choć z drugiej strony chodzenie z psem na większości szlaków bez pasa byłoby mordęgą, dlatego pas + sterowalność komendami to przez te lata była dla nas wielka ulga 😉 Zresztą, pas oglądało też paru spotkanych Polaków i Słowaków, widać nie wszyscy wiedzą, że coś takiego istnieje, a wielu zainteresowało 🙂

          • Akurat większość TANAP to równocześnie rezerwat, zatem smycz jest obowiązkowa — u nich o tyle łatwo sprawdzić, że pies może iść „luzem” tam, gdzie rowerzysta może na 2 kółkach wjechać.

            PS a wyżej też jest fajnie 🙂

            https://c1.staticflickr.com/9/8443/29190437736_c793329cc4_o.jpg

          • Wyżej też bywamy, nie każdą trasę opisujemy – choć np. w czasie wycieczki na Rysy akurat zostałam z Małym Białym na kwaterze i zrobiliśmy sobie lokalny wypad. Ale byliśmy nad Batyżowieckim Stawem (mam w zapasie notkę właśnie na ten temat do opublikowania) i było bardzo fajnie, choć właśnie wtedy mega przydał się pas biodrowy, bo tam dość stromo i kamieniście na ostatnim podejściu. I szliśmy kilka dni po sporej ulewie, więc potok płynął ścieżką – do tego mega ślisko 😉