Góry z psem: Ponice – Maciejowa – Stare Wierchy

Dziś przedstawimy Wam drugą trasę z tych, które pokonywaliśmy z psem – i jedną z ciekawszych jak dotąd, zwłaszcza, że prowadzących poza parkiem narodowym, a na terenie Polski. Trasa na Maciejową i Stare Wierchy to doskonałe miejsce na kilkugodzinną, ale niezbyt ciężką wędrówkę dla wszystkich, którzy chcieliby obejrzeć piękne widoki i przejść się szlakami niezbyt tłumnie uczęszczanymi. Zapraszamy do lektury!

O wycieczce

Przez całą wycieczkę poruszaliśmy się po Gorcach, nie wchodząc jednak na teren Gorczańskiego Parku Narodowego – dlatego swobodnie możecie iść tędy z psem, o ile jest on na smyczy/uprzęży. Trasa nie jest bardzo uczęszczana, ale i pogoda nie była najlepsza – było bardzo parno, lekko się chmurzyło, a przy zejściu złapała nas burza. Ogólnie jednak jest to trasa dość przyjemna, jeśli chodzi o liczbę osób – od Ponic do Maciejowej nie ma praktycznie nikogo, a większą wycieczkę spotkaliśmy dopiero na Starych Wierchach, gdzie znajduje się spore skrzyżowanie szlaków pieszych i rowerowych, prowadzące m.in. na Turbacz.

Sprawdź, jak dostać się z psem na Turbacz bez tłumów, poza GPN! Więcej…

Trasa nie jest najkrótsza, bo liczy ok. 14-15 km; zapisuję wartość przybliżoną, ponieważ każdemu Endomondo zliczyło inaczej (swoją drogą, kiepsko działa, wychodzą jakieś cuda w przelicznikach czasów), a inaczej pokazują dostępne mapy i drogowskazy na trasie. Warto zabrać ze sobą wodę, zwłaszcza w parny dzień; nie martwcie się jednak, bo po drodze będą aż dwa schroniska, w których będzie można kupić i jedzenie, i picie. Zalecam oczywiście porządne buty, coś od deszczu, no i miskę oraz butelkę z wodą dla psa, bo strumyków po drodze raczej nie zaznacie, chyba że będzie padać. Obowiązkowo należy zabrać ze sobą mapę czy GPS – ale obie te rzeczy na początkowym etapie podróży nam się nie sprawdziły, o czym za chwilę.

Stare Wierchy

Pies powinien mieć smycz i wygodne szelki; pamiętajcie, że chodzicie nadal w okolicach, w których dzika zwierzyna bytuje na co dzień. My spotkaliśmy akurat leśnika, który rozmawiał z mieszkańcem  okolicznych wsi o obserwowanej zwierzynie. Sami widzieliśmy trochę dzikiego ptactwa i uciekającego węża nieznanego gatunku, dlatego warto psa trzymać na ścieżce, z dala od spróchniałych pni i kamieni.

W naszym przypadku wycieczka zajęła prawie 7 godzin, jednak mieliśmy na etapie powrotnym dość szybkie tempo z uwagi na mruczącą za naszymi plecami burzę. Z tego samego powodu grubo ponad godzinę spędziliśmy w schronisku ma Maciejowej. W normalnych warunkach ta sama trasa zajęłaby nam pewnie nieco ponad 5 godzin. Trasą wędrujecie w tę i z powrotem, czyli dociera do tego samego punktu.

Start: Ponice

Ponice to niewielka miejscowość u podnóża zachodnich Gorców, w której zdecydowanie nie warto ufać temu, co mówi Wasz samochodowy GPS (i inny również). W samej miejscowości mieszka lekko ponad 1000 osób i raczej nie ma typowej infrastruktury typowej dla szlaków np. we wschodniej części Gorców. Co to oznacza? Przede wszystkim konieczność znalezienia miejsca na przechowanie auta. Do miejscowości generalnie jeżdżą autobusy – nie sprawdzałam z braku potrzeby jakie, ale podejrzewam, że dostaniecie się tutaj zarówno z Nowego Targu, jak i Rabki-Zdroju.

Stare Wierchy

Jeśli jedziecie autem, polecam spojrzeć na analogową mapę; nasz GPS chciał kierować nas przez las i potok. Przy wejściu na szlak znajduje się niewielki żwirowy plac, na którym teoretycznie można zaparkować, my jednak dzień wcześniej zapytaliśmy o możliwość zaparkowania w agroturystyce Szeliga (dziękujemy za możliwość zostawienia auta i serdecznie pozdrawiamy!). Stąd macie tylko kilka kroków do wejścia na szlak. Jeśli jedziecie od strony Nowego Targu polecam nie jechać przez Rdzawkę, tylko nieco dalej, przez Chabówkę – inaczej czeka Was bardzo nieprzyjemna i stroma droga.

Zmylona droga na Maciejową

W Ponicach, czyli na samym początku szlaku, czeka Was niewielka niespodzianka. Z uwagi na to, że szlaki w Gorcach generalnie nie są jakoś super oznaczone, od kilku lat korzystamy z aplikacji o nazwie KaMap. Jest ona bardzo przydatna i działa świetnie w miejscach, w których trudno się zorientować, gdzie iść – o ile rzecz jasna macie wykupioną odpowiednią mapę. Niestety, wychodzi na to, że w ostatnim czasie szlak był odnawiany i został poprowadzony inaczej niż na mapach… Skutkiem tego wszystkie dostępne źródła kartograficzne, jak również i sama aplikacja, poprowadziły nas starym szlakiem. Oczywiście, dotarliśmy na miejsce, ale było ciężej; dopiero przy zejściu weszliśmy na odpowiedni szlak, dobrze od tej strony oznaczony. I właśnie przy zejściu do Ponic zobaczyliśmy dopiero, że oznaczenie szlaku to mały znaczek narysowany na murze… Dlatego zwracajcie mocno uwagę na lewą stronę drogi. 

bj

Zamieszczam też mapkę, która idealnie pokazuje, jak na początkowym etapie drogi zbłądziliśmy – i jak potem weszliśmy na właściwy szlak (punkt 7 trasy pokazuje, gdzie wyłączył się GPS – powinna biec dokładnie tak samo jak punkt 13).

Stare Wierchy

W Ponicach na właściwy szlak wchodzicie niedaleko punktu OSP; my jednak poszliśmy dalej i między zabudowaniami dostaliśmy się na stary, dość mocno zarośnięty, ale niegdyś wyraźnie użytkowany szlak. Prócz wysokiej trawy i niskich gałęzi drzew nie było tutaj dodatkowych utrudnień. Na tym etapie musicie poruszać się szlakiem zielonym; jeśli jedziecie autobusem, to wysiądziecie prawie naprzeciwko wejścia na szlak. Droga wiedzie praktycznie cały czas pod górę, najpierw odsłoniętą polaną (polecam nakrycie głowy w słoneczny dzień), a potem dość bajkowym, chwilami wręcz upiornym lasem.

Bacówka PTTK na Maciejowej

Pierwszym punktem, do którego dotrzecie, będzie Bacówka PTTK na Maciejowej. Nie jest to jednak schronisko leżące bezpośrednio na szczycie Maciejowej; znajduje się ono na wysokości 852 m. n. p. m., a więc nieco wyżej niż sam szczyt. Spod bacówki rozpościera się piękny widok na Rabkę-Zdrój i okolice, a dalej na odległe pasma górskie; widok idealny do zrobienia nastrojowych zdjęć. Dotrzeć tutaj możecie również alternatywnym szlakiem z Rabki. Jeśli jednak idziecie od Ponic, musicie po dojściu do skrzyżowania szlaków zejść nieco z zaplanowanej trasy na Stare Wierchy i odbić w lewo, a potem skręcić wraz ze znakami w prawo, na bacówkę – dojście to dosłownie 2-3 minuty, a naprawdę warto.

Wokół schroniska znajdziecie ciekawie zagospodarowany, otoczony płotkiem teren z miejscami do siedzenia i odpoczynku; i dobrze, bo do schroniska z psem nie wejdziecie – zakazuje tego znak na drzwiach. Na szczęście w drodze powrotnej, podczas burzy, przycupnęłam z Małym Białym przy progu przedsionka, tyle tylko pod dachem, abyśmy nie musieli moknąć i marznąć na deszczu, i nikomu śpiący na ręczniku rozłożonym na moich kolanach Mały Biały nie przeszkadzał; mam wręcz wrażenie, że mało kto go zauważył.

Stare Wierchy

Schronisko jest bardzo sympatyczne i klimatyczne, a do tego ma przemiłą obsługę, która przy dużej ilości osób uwija się błyskawicznie ze wszystkimi zamówieniami. Pozdrawiamy ich serdecznie – szczególnie pana, z którym miałam okazję porozmawiać na temat jego dnia wolnego i wędrówki (przez burzę – nieudanej) przez Turbacz do Przełęczy Knurowskiej i na Lubań oraz o spotkaniach z niedźwiedziami i wilkami 🙂

Bacówka PTTK na Maciejowej powstała w latach 70. XX wieku i należy do „Klubu Bacówkarza”. Wnętrze jest utrzymane bez zmian w stosunku do tego, co było na początku; na ścianach można podziwiać rzeźby uczniów ze znanego zakopiańskiego plastyka. W Bacówce znajdziecie ciepłe miejsce do siedzenia, a z zewnętrznych ławek możecie podziwiać piękne widoki. Co więcej, w środku kupicie również Znaczek Turystyczny.

Schronisko PTTK Stare Wierchy

Z Bacówki PTTK na Maciejowej musicie wrócić się do skrzyżowania szlaków, z którego przedtem skręciliście. Teraz nasza droga będzie wiodła szlakiem czerwonym, czyli Głównym Szlakiem Beskidzkim, aż na Stare Wierchy. Czeka nas kilka kilometrów marszu, głównie pod górkę, ale już nie tak ostro jak dotychczas – można spokojnie iść spacerem. Droga wiedzie głównie lasem, dość szeroką ścieżką, choć na samym początku jest bardziej stroma, z ruchomymi kamieniami, a po deszczach – błotnista. Potem jednak idzie się kawałek płasko, aż dochodzi się do pięknej, rozłożystej polany z z ładnym widokiem. Następnie kierujemy się cały czas szlakiem, który wiedzie prosto bez większych skrzyżowań, aby dojść do nagłego skrętu w prawo z ostrym podejściem pod górę.

Po krótkim, stromym podejściu wychodzimy na Stare Wierchy tuż obok schroniska PTTK. My akurat trafiliśmy na zmianę kadry i generalne porządki; nowi opiekunowie schroniska byli niezwykle mili, więc porozmawialiśmy trochę o prowadzeniu schroniska, wędrówkach i tematach pokrewnych. I teraz będą dobre wiadomości: do schroniska wejdziecie bez problemu z psem. Co prawda nie na główną salę jadalną, ale na tę boczną już bez problemów. Co więcej, z psem można spać pod warunkiem wykupienia całego pokoju (co nie jest trudne, bo schronisko oferuje również dwójki – w sumie 28 miejsc noclegowych + tzw. gleba).

Stare Wierchy

W schronisku zjecie coś dobrego i napicie się czego tylko chcecie, a także kupicie ręcznie robione magnesy, odznaki, a docelowo również Znaczki Turystyczne. Wewnątrz znajdują się również toalety, zaś przy schronisku – rozległa polana z ładnym widokiem i miejscami do siedzenia. Same Stare Wierchy są wzniesieniem niewybitnym, dlatego nie ma tutaj charakterystycznego „szczytu”, choć jako taki na mapach oznaczana jest polana Stare Wierchy z kulminacją – stąd widok jest najciekawszy. Tutaj możecie też spotkać większą grupę turystów, bo jest to jeden z głównych węzłów komunikacyjnych w tej okolicy; krzyżują się tutaj szlaki piesze i rowerowe, w tym te wiodące na Turbacz. Zdecydowanie jest to jedno z najprzyjemniejszych schronisk, w których miałam okazję być, i mam nadzieję jeszcze je odwiedzić z Małym Białym w przyszłym roku.

Schronisko znajduje się na wysokości 968 m. m. p. m., a więc trzeba zrobić do niego ok. 100 metrów podejścia, jeśli chodzi o różnicę poziomów z bacówką na Maciejowej.  Pierwsze schronisko powstało tu w latach 30. XX wieku. Niegdyś Stare Wierchy i przyległe tereny wykorzystywane rolniczo należały do lokalnego możnowładcy, hrabiego Wodzickiego. W 1939 schronisko zostało zniszczone przez Niemców, a następnie cztery lata później odbudowane. W 1945 ostatecznie Niemcy puścili je z dymem, jako że było jednym z głównych punktów spotkań partyzantów i działaczy AK. Obecny budynek stworzono dopiero w latach 70. XX wieku – jest to jedno z większych schronisk z tak piękną (co jest moją opinią prywatną) zabudową.

Stare Wierchy

Burza w górach

Stare Wierchy opuszczacie tą samą drogą, którą przyszliście – z tego powodu, zamiast opisywać to znów, powiem parę słów o burzy w górach. Dokładny przewodnik dotyczący tego, co robić, a czego nie robić, znajdziecie na stronie Tatromaniaka. Dodam tylko na szybko, że zdecydowanie nie powinniście biec, zwłaszcza na otwartym terenie. Zazwyczaj w czasie burzy, zwłaszcza takiej, która już się rozkręciła, dobrze jest się zatrzymać w bezpiecznej pozycji i odpowiednim miejscu oraz przeczekać ten czas, wyłączając telefony i wszelkie inne urządzenia. My mieliśmy na tyle szczęścia, że silny deszcz i bliskie wyładowania złapały nas mniej niż kilometr od bacówki na Maciejowej, już w drodze powrotnej, dlatego zawinęliśmy tam, omijając jedynie płynące szlakiem potoczki, pojawiające się wskutek bardzo silnych opadów.

Na pewno sami wiecie, czy Wasze psy boją się burzy, czy też nie. Powiem Wam jednak jedno: burza w górach to zupełnie inna historia. Nasz Mały Biały generalnie burze ma zwykle w poważaniu, nawet podczas spacerów. Tutaj jednak, gdy zagrzmiało naprawdę donośnie (a pioruny i grzmoty przy zróżnicowanym, miejscami wyeksponowanym terenie górskim są naprawdę zwielokrotnione pod względem swojej potęgi), schował ogon pod siebie i szarpnął. Dlatego powtarzam – pies zawsze powinien być na takich szlakach na smyczy, ale w czasie burzy już koniecznie. Jeśli się boi, a jest niewielki, warto wziąć go na ręce, aby zyskać szybszy marsz, jeśli schronienie jest niedaleko. Na szczęście to jedno zdarzenie nie przeszkodziło mu potem spać w trakcie burzy na moich kolanach czy następnego dnia przesypiać grzmotów na balkonie, ale warto mieć na względzie, że zwierzęta zawsze mogą zareagować instynktownie.

Stare Wierchy

Co zrobić, aby omijać burze? Przede wszystkim wychodzić na szlak bardzo rano. I mówiąc rano nie mam na myśli 9, tylko np. 4-5 rano dla długich tras czy 7-8 dla tras krótszych. Już na dwa dni przed trasą dobrze jest śledzić komunikaty pogodowe i mapy frontów, aby ocenić, jakie są szanse deszczu czy burzy w naszym rejonie, do którego się wybieramy; my mamy kilkanaście różnych aplikacji. Dobrze jest mieć jedną również pod ręką w trakcie marszu; zdarzyć się może, że u Was jest jeszcze słonecznie, a dwa kilometry dalej za szczytem tworzy się ciemnogranatowa chmura burzowa. No i warto czasem zaufać swojemu instynktowi oraz zachowaniu psa; wiele czworonogów wyraźnie pokazuje, kiedy burza się zbliża, zwłaszcza jeśli się tej burzy boi.

Ciekawostki

Jakiś czas temu w tych okolicach odkryto miejsca bytowania węża Eskulapa, gatunku niezwykle rzadkiego i będącego pod ochroną. Jest tutaj również sporo innych węży, w tym jadowite żmije zygzakowate, dlatego warto uważać na to, po czym się chodzi, ubierać buty z wysoką cholewką, a psa mieć pod kontrolą i najlepiej nie jako pierwszego w szeregu podczas wędrówki. My swojego węża z czarnym grzbietem, zdecydowanie bez zygzaka, spotkaliśmy wchodząc już na Stare Wierchy, kilkaset metrów od schroniska – trudno nam jednak stwierdzić jego gatunek, bo zbyt szybko uciekł spod nóg.

Stare Wierchy

Stare Wierchy i polana odgrywały istotną rolę jeszcze w czasach, zanim powstało tutaj schronisko. Początkowo bowiem prowadziła tędy droga łącząca Kraków i Węgry, za przejazdy którą pobierano opłatę. Co więcej, przy szerokiej drodze znajdowała się również karczma, odwiedzana jednak głównie przez zbójników. Pierwsze wzmianki o tej drodze, zwanej również Drogą Królewską, pochodzą jeszcze z XIII wieku. A o zbójcach możecie poczytać na stronie ciekawego projektu Zbójnicki Szlak.

Jeśli wybieracie się w te strony zimą i jedziecie autem do Ponic, zdecydowanie wybierzcie trasę przez Chabówkę. Dlaczego? Droga przez Rdzawkę na długim odcinku została oznaczona jako odpowiednia do poruszania się jedynie z łańcuchami na kołach. O ile jeszcze jakoś może uda się Wam zjechać, czego absolutnie nie polecam, o tyle na pewno tamtędy nie wyjedziecie.

  • PSIOLUBNI

    Jejku, ale super wyprawa! Uwielbiam podróżować z moimi psami, to coś niezwykłego – wspomnienia, które zostają na lata.
    Zawsze moim marzeniem było pojechanie z psem w góry. Mam nadzieję, że kiedyś się ono spełni.

  • ja :)

    witam 🙂 wiem, że to nie ma nic wspólnego z ostatnim postem.. ale czy mogła by pani opisać jak prawidłowo używać dławika (tak jak z kantarem) szukam już jakiś czas i nic dokładnego nie mogę znaleźć..

    • Tyle że ja nie popieram stosowania kantara, dlatego trudno mi opisać, jak w praktyce stosować dławik – sama nie jestem do tego zmuszona, nawet w przypadku psów schroniskowych.

    • Faktycznie bardzo nie na temat. Niestety stosowania dławika nie opiszę – uważam, że jest narzędziem ostatecznym i na pewno nie do używania z marszu u niedoświadczonych osób, dlatego nie wezmę odpowiedzialności za ludzi, którzy opis przeczytają i się za niego wezmą. Jest narzędziem szkoleniowym opartym na awersji, a jako takie wymaga rozsądku i naprawdę spróbowania innych środków, tymczasem często służy do wyładowania frustracji i „pokazania kto rządzi”. W przypadku, gdy rozpatrywany jest dławik, polecam konsultację z praktykiem behawioralnym, niekoniecznie tym uznającym jedynie słuszne metody pozytywne, ale z posiadającym duże doświadczenie w prowadzeniu psów trudnych.

      • Kuba

        No nic dziękuję za odpowiedź i przepraszam za zamieszanie 🙂