Dzień w schronisku

Dziś Mały Biały zejdzie na nieco dalszy plan, jako że na pewno nadrobimy to w ciągu najbliższych dni – od jutra będziemy bowiem w górach. Tymczasem chciałabym przedstawić Wam nieco psów, które poznałam przez długi czas mojego wolontariatu w schronisku, a także właśnie dziś, gdy spędziłam w nim kilka ładnych godzin. Może kogoś to zachęci do adopcji…?

 

Wolontariat w schronisku nie jest rzeczą najłatwiejszą i najlżejszą – wiele osób nie wytrzymuje psychicznie ogromu nieszczęścia, które można tam zastać. Niektórzy uważają, że płacz przy kracie boksu najlepiej pokazuje ich empatię – tymczasem jednak ja wolę, aby takie osoby nie brały udziału w życiu schroniska jako wolontariusze. W przypadku wolontariatu – moim zdaniem – powinniśmy kierować się przede wszystkim rozsądkiem, a serce odkładać nieco dalej. Inaczej okaże się, że psu, który „wygląda na takiego biednego” dobierzemy dom totalnie mu współczujący, ale nie potrafiący go wychować – i zrobi się problem. Trzeba też pewnej dozy perspektywicznego myślenia, aby móc wybrać mniejsze zło, czyli pomóc dobrze kilku psom, zamiast byle jak kilkunastu.

 

Jak dobrze wiedzą psiarze angażujący się w bycie psiarzami – każdy pies ma inne wymagania i oczekiwania względem ludzi, domu, trybu życia. Biorąc szczeniaka, jesteśmy niejako na to przygotowani, bo zwykle jest to pies rasowy. W przypadku dorosłych psów ludzie obawiają się, że problemy ich psów po prostu ich przerosną. W rzeczywistości rzadko kiedy tak bywa – zazwyczaj ludzie ostatecznie dają radę wychować psa i wyprowadzić go z ewentualnych problemów. Nieprawidłowe dobranie domu może skończyć się dla psa najgorszym: kolejną tułaczką czy nawet powrotem do schroniska. Pies ze słabą psychiką załamie się wówczas już ostatecznie.

 

W ciągu ostatnich kilku dni poznałam kilka nowych psów, które są absolutnie rewelacyjne – otwarte do ludzi, przyjazne, ciekawskie, nieagresywne, niektóre nawet tolerują koty! Przywitałam też trochę takich, które są w schronisku od dłuższego czasu, co również mnie dziwi – bo są absolutnie godne polecenia przy adopcji. Oto one.

 

Ta wilczasta suńka w schronisku jest już co najmniej rok. Nie traci jednak rezonu – jest bardzo wesoła, na widok znajomych osób dosłownie odrywa się od ziemi i pięknie śpiewa, aby tylko zostać zauważoną i pogłaskaną. Smyczy się nie boi, jest średniej wielkości (ok. 20 kg), bardzo fajnie pracuje na smaki i zabawki, jest zaciekawiona wszystkim, co dzieje się wokół. Lubi sobie poszczekać, jak jest na co, ale nie jest typowym szczekaczem. Za to jest bardzo aktywna – i pewnie to w połączeniu z wadą oczka (nierozwijającą się i nie powodujących problemów z widzeniem) uniemożliwia jej znalezienie dobrego domu.

 

 

Ta suczynka skradła mi serce – jest przekochana i dziwię się, że ktoś takiego psa miał serce wyrzucić czy nawet zgubić. Suczka jest już starsza, ma około 7 lat, ale zachowała radość życia i jej wzrok jest bardzo bystry. Suczka zna komendę „siad”, ładnie chodzi na smyczy, zupełnie na niej nie ciągnąc. Przytula się nawet do obcych ludzi, bo bardzo lubi kontakt z człowiekiem. Inne psy czy koty są dla niej obojętne – po prostu nie zwraca na nie uwagi. Jest malutka, waży może z 5-6 kg.

 

 

A to koleżanka z boksu wcześniejszej suni. Jest bardzo sympatyczna, merda ogonkiem nawet wówczas, gdy widać po niej, że nieco się obawia nowych wyzwań czy nieznanych ludzi. Chodzi na smyczy bez większych problemów, łasi się do wszystkich. Za jedzenie zrobi wiele – merda nie tylko swoją piękną, gęstą kitą, ale aż całą sobą! Też ma ok. 7 lat, waży pewnie z 7 kg maksymalnie, czyli taka „pod pachę” akurat. Nic, tylko brać i kochać. Praktycznie nie szczeka! Ignoruje koty.

 


 

Te dwie sunie to siostry – wraz z matką zostały złapane jako bezdomne i przywiezione do schroniska. Obie mają około roku i bieluśkie zęby, w schronisku są od jakiegoś czasu, a więc trafiły tutaj jako szczeniaczki. Przypominają wariację na temat collie, zwłaszcza ich matka – ta jednak jest trochę dzika i nie ma co jej męczyć pozowaniem do zdjęć. Siostry natomiast są chętne do kontaktów z człowiekiem, dość „żarte”, więc zacieśnianie więzi z człowiekiem idzie im sprawnie i wesoło. Pierwsza jest bardziej aktywna i zwariowana, druga nieco lękliwa i spokojniejsza. Obie reagują na koty – próbują je gonić i dopaść, więc nie nadają się jako towarzystwo dla kociej duszy.

 

A ten biedak nie daje o sobie zapomnieć. Przywieziony jakiś czas temu, zabrany „właścicielowi”, który przywiązał go na… sznurku od snopowiązałki. Sznurek jest ostry i cienki, wbił się psu w szyję, powodując długą i bolesną, a dodatkowo głęboką ranę. Rana nieco się zrosła, jednak nadal jest otwarta. A pies? Pies jest super kontaktowy, otwarty, towarzyski, ma niespełna rok, kocha ludzi i ich zainteresowanie. Więcej można przeczytać o nim tutaj.

 

A to wszystko w Schronisku w Zamościu.