Dobry dom tymczasowy, czyli jaki?

Dom tymczasowy to często dobre miejsce na wzięcie psa, jeśli nie chcemy psa z hodowli, a zależy nam jednak na tym, aby czworonóg miał jakieś określone cechy, które byłby dość przez nas pożądane (np. aby nie ciągnął na smyczy czy akceptował dzieci). Trzeba jednak uważać, bo im więcej jest domów tymczasowych, tym są one – moim zdaniem – gorsze jakościowo. Nie wszystkie rzecz jasna, ale pojawia się coraz więcej takich instytucji, które nie bardzo nadają się do wychowania psa, a tym bardziej do resocjalizacji, jakby nie było, psa po przejściach. Dlatego, bazując na znajomości „środowiska” oraz własnych obserwacjach, zdecydowałam się napisać parę słów o domach tymczasowych.

Przedtem jednak chciałam zwrócić uwagę, że DT to nie jest instytucja, która pracuje tak, bo musi. To jest miejsce, gdzie mieszka ktoś, kto chce w ten sposób pomóc zwierzętom, dlatego nikt nie robi łaski dlatego, że jest DT i nie należą mu się za to specjalne pokłony, zwłaszcza, gdy nie bardzo się na psach zna. Jednocześnie – dobry DT jest na wagę złota, dlatego wszystkie osoby, które mają coś do zarzucenia domom tymczasowym, a nie widzą żadnych problemów po swojej stronie, powinny się parę razy zastanowić nad tym, co mówią. Tak, jak nikt nie ma obowiązku być DT, tak i nikt nie ma obowiązku adoptować z danego DT psa. Ba! Nie ma obowiązku nawet mieć jakiegokolwiek psa. Szkoda, że czasami nie ma też zakazu na jego posiadanie 😉
Podstawową sprawą jest to, że dobry dom tymczasowy powinien postrzegać psy i ich wychowanie jako swoją pasję, a nie jako coś, co robi, żeby przysporzyć sobie wielbicieli i zwolenników. To tak, jak ze wszystkim – trzeba lubić to, co się robi. Jeżeli nie lubi się sprzątać siuśków, ćwiczyć z psem do upadłego jednej rzeczy, stać 15 minut w miejscu, zanim pies się uspokoi i przestanie wierzgać na smyczy – to lepiej nie zostawać DT, bo takie rzeczy mogą się zdarzyć. Co za tym idzie: dobry dom tymczasowy zna podstawy wychowania i behawioru psiego. Nie uważa, że jak pies ziewa, to chce mu się spać, a jak się oblizuje, to jest głodny. Znajomość podstaw psich zachowań to pierwszy krok do tego, aby psa wychować albo wzmocnić/wykluczyć pewne zachowania, dlatego jeśli się tych podstaw nie zna – to trzeba się najpierw douczyć, a potem dopiero zabierać za wychowanie czegokolwiek (polecam książkę Najpierw wytresuj kurczaka i wiele innych, o których dział tutaj powstanie niedługo). Jeśli więc spotykamy się z DT oraz psem i widzimy, że pies szarpie się z zębami na wierzchu do innego psa, a DT reaguje na zasadzie „ojej, no przestań!”, to zastanówmy się dwa razy.
Druga sprawa to dbanie o kondycję psa. Mam tutaj na myśli zarówno kondycję psychiczną, jak i fizyczną, co jest w pewnym stopniu ze sobą połączone. Oznacza to, że naprawdę jest niewiele psów, którym wystarczy wyjście na 5 minut trzy razy dziennie dookoła bloku, a poza tym leżenie i tyle. Oznacza to również, że dobry DT nie próbuje napchać psa żarciem, bo ten „tak się patrzy i tyle wycierpiał”. Nie daje mu też Pedigree tylko po to, aby zaoszczędzić i wpłacić na inne psy – a i takie praktyki widywałam. Zapewnia mu za to ruch, którego pies potrzebuje, bawi się z nim, otwierając na kontakt z człowiekiem, buduje pewność siebie, jeśli jest to potrzebne, oraz pewną dozę niezależności. Oraz to, że to człowiek w tej parze jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo. Z drugiej strony, dbanie o kondycję to również kontrola weterynaryjna  – jesli trzeba coś leczyć, to jest to leczone, wpisywane do książeczki i przekazywane nowym właścicielom, bo możliwe, że kiedyś będzie to istotne, jakie leki pies przyjmował czy na co ma alergie. Dotyczy to również oczywiście szczepień, odrobaczeń czy sterylizacji – wszystko w miarę możliwości.
Trzecia sprawa to nauka posłuszeństwa. Choć może się to wydać dziwne, to większość DT, które mam „przyjemność” znać, uważa, co następuje: kennelowanie to „jak w schronisku”; pies MUSI spać na łóżku, bo on tak chce; trzeba mu dawać jeść ciągle, bo on potrzebuje – gdyby nie potrzebował, to by nie patrzył; pies nie przychodzi na zawołanie, ale nie będę z nim pracować, bo jak mnie pokocha, to zacznie przychodzić (to nic, że wcześniej zniknie i trzeba będzie całe miasto stawiać na nogi); pies szczeka i to jest takie urocze, i „on tak ma”, a sąsiedzi to niewdzięczne świnie, którym przeszkadza ujadanie psa przez 8 godzin dziennie; itd., itp. Z tego powodu dobrze jest dopytać się, na ile pies jest uczony czegokolwiek. I tutaj zastrzeżenie, bo to zwykle zaskakuje osoby adoptujące psy: gdy pytacie, czy pies zostaje sam w domu, to dopytajcie, czy faktycznie zostaje sam całkowicie, czy może z innym psem do towarzystwa. Różnica jest ogromna, zwłaszcza gdy psy zostają w grupie, a Wy bierzecie psa jako jedynaka – może zupełnie nie zostawać w domu.
Czwarta sprawa – dobry DT zdaje sobie sprawę, że przygotowuje psa do adopcji do nowego domu. Powinien robić to tak, aby pies był przygotowany jak najlepiej; nie oznacz to wbrew pozorom, że ma być psem idealnym, bo takiego psa jeszcze nie spotkałam, zwłaszcza, że różni ludzie różne mają pojęcie „ideału”. Znaczy to jednak, że pies jest uczony ogólnych podstaw życia z człowiekiem w różnych miejscach i okolicznościach – i to jest uczony z założeniem, że pójdzie do nowego domu i musi jakoś z obcym człowiekiem żyć, a nie zostanie na zawsze w DT (wówczas lepiej od razu powiedzieć, że zostanie się DS). Dlaczego o tym mówię? Ano dlatego, że częstokroć trafiam na przypadki psów lękliwych, które są odcinane od jakichkolwiek bodźców, bo się boją – przez co nawet, gdy są bardzo urodziwe, to każdy potencjalny dom stały rezygnuje, gdy widzi zachowania takiego psa. I ja nie chciałabym mieć psa, który po kilku miesiącach w domu tymczasowym merda do swojego opiekuna i tak się boi obcych osób, nawet na swoim terenie, że sika pod siebie. Dlatego rozsądek, wyobraźnia i myślenie przede wszystkim. I nie porywanie się z motyką na słońce – jeśli dom tymczasowy sobie z danym psem nie radzi, to lepiej zrobi, gdy się po prostu przyzna, niż będzie udawał, że wszystko jest w porządku. Tutaj nie chodzi o niczyje poczucie godności i niczyj honor – tutaj chodzi o znalezienie psu domu stałego. 
I  z tym też wiąże się następny aspekt – dobry dom tymczasowy wciąż się uczy. Czyta odpowiednią literaturę, jest na bieżąco ze „światem” kynologicznym, czerpie z wiedzy innych, bardziej doświadczonych osób, szuka rozwiązań problemów, poszerza swoją wiedzę. Nie obraża się na każdą radę, bo wie lepiej – nikt nie jest wszechwiedzący i nieomylny. To, co działa u jednego psa, nie będzie działać u drugiego, każdy rozsądny człowiek i psiarz o tym powinien wiedzieć.
Ostatnia sprawa – dom tymczasowy wykonuje profilowanie. Co to jest? Nic innego, jak poznanie psa i określenie, do jakiego domu się nada. Ale nie określenie na zasadzie – kaukaz na kanapę, bo tyle się wycierpiał – tylko raczej dopasowanie do potrzeb i wymagań psa przyszłego domu. Nie odwrotnie: nie dopasowujemy do danego domu psa, na zasadzie „a może się sprawdzi”, bo z tego rzadko kiedy wynika coś dobrego. Takie profilowanie powinno zawierać w sobie kilkanaście elementów, jak choćby zachowanie psa względem innych psów, względem kotów, stosunek do dzieci, wymagania co do ruchu, podatność na szkolenie, „trudność” charakteru, dostosowanie do określonego miejsca zamieszkania – domu jednorodzinnego, podwórka przy domu czy mieszkania, i kilka innych.
Pewnie część osób może odnieść wrażenie, że moje oczekiwania są wygórowane i do tego nienawidzę osób, które prowadzą DT, bo nie mówię o nich zbyt dobrze. Tymczasem uważam, że to wszystko to są absolutne podstawy, patrząc na to, że taki DT jest odpowiedzialny nie tylko za danego psa, ale też za rodzinę, do której ten pies trafia – nieprawidłowo zsocjalizowany, lękliwy i wycofany pies, który trafi do domu z małym dzieckiem „bo na pewno je pokocha” może nawet ugryźć, gdy będzie do tego zmuszony, a więc ucierpi zarówno dziecko, jak i pies czy cały świat adopcji – bo ktoś, kto jest nieodpowiedzialny, wydał nieodpowiedniego psa do nieodpowiedniego domu. Znam może kilkanaście DT, które do sprawy wydawania psów do adopcji podchodzą z głową i rozsądkiem, i z których wzięłabym psa – w większości są to osoby młode, dla których pies to nie tylko zwierzę do trzymania w domu, ale też towarzysz, od którego się coś wymaga, coś otrzymuje w zamian oraz z którym coś można porobić.
I prywatnie, od siebie: bycie DT to cholernie ciężkie zadanie. Podobnie ciężkie jest wydawanie do nowego domu psa, z którym się związało, któremu poświęciło się swój czas – nawet, gdy ma się wrażenie, że dom jest idealny. Do tego trzeba mieć nie tylko dużo empatii, ale również cierpliwości, konsekwencji, ale i zdrowego rozsądku (bo nie zawsze da się pomóc i trzeba spojrzeć na to realnie) oraz twardego tyłka (tak to jest, jak się ma miękkie serce). Zachęcam do bycia DT, ale nie za wszelką cenę – zamiast być kiepskim DT, lepiej pomagać na inne sposoby.
  • Jedna z najtrudniejszych rzeczy związanych z psami: prowadzenie DT. Takiego, który jest czymś więcej niż JEDYNIE przechowalnią …

    Szczerze podziwiam osoby prowadzące i osobiście – nigdy bym się nie odważyła…. Nie dlatego, ze jestem wygodnicka czy nie mam potrzeby pomagania psom ale obawiam się, że nie potrafiłabym robić tego DOSTATECZNIE DOBRZE.
    Różne psy o rożnych charakterach i różnistych problemach (niekiedy silne „defekty” psychiczne) to nie jest to samo co stado WŁASNYCH psów …. Przekonałam się o tym prowadząc przez niedługi okres czasu domowy hotelik dla psów znajomych i znajomych znajomych.

    Chapeau bas przed wszystkimi, którzy prowadzą DT i robią to DOBRZE !

    Artykuł – jak zwykle :)- super celny !

    „… że jak pies ziewa, to chce mu się spać, a jak się oblizuje, to jest głodny” i do tego „…trzeba mu dawać jeść ciągle, bo on potrzebuje – gdyby nie potrzebował, to by nie patrzył” – to najczęstsze postrzeganie zachowań psa ! 🙂