Dlaczego nie każdy powinien mieć psa?

Teoretycznie wydaje się to oczywiste – nie każdy lubi psy, nie każdy chce je mieć, i jest to zupełnie w porządku. Natomiast coraz częściej zdarzają się sytuacje, w których psa mają ludzie zdecydowanie nie nadający się na właścicieli, z różnych powodów. Obserwacje mojego otoczenia, ale również ludzi w sieci przynoszą coraz bardziej zatrważające wnioski…

szczeniak, czy kazdy powinien mieć psa

„Ale ten szczeniak sika!”

Panuje powszechne przekonanie, że najlepiej jest wziąć szczeniaka, bo wtedy się go wychowa tak, jak się będzie chciało. Jest to oczywiście po części prawda – szczeniak, którego mamy od maleńkości, podlega głównie nauce, zaś w przypadku dorosłego psa, mimo wielu zalet tego rozwiązania, musimy mieć na uwadze również możliwą konieczność oduczania pewnych rzeczy. Ze swojego punktu widzenia uważam jednak, że – poza krytycznymi przypadkami psów dorosłych o bardzo problematycznych i trudnych do samodzielnego zwalczenia zachowaniach – wzięcie szczeniaka jest o wiele większym wyzwaniem dla człowieka. Nie każdy człowiek potrafi wychować i zsocjalizować szczeniaka. Tutaj odezwie się rząd głosów – ale jak to? Przecież miałem szczeniaka, i jakoś żyję, a on urósł i wszystko jest okej. To, czy wszystko jest okej, powinna ocenić osoba obiektywna – człowiek jest tak subiektywny w osądzaniu swojego zwierzaka, że nawet opis jego zachowania bywa czasami mało związany z rzeczywistością. Nie ma też żadnej zasługi człowieka w tym, że pies rośnie i staje się dorosły – ot, zwykła biologia. Ale wychowanie psa zdaje mi się być trudniejsze od wychowania np. dziecka, bo na nauczenie go wielu rzeczy mamy o wiele mniej czasu. No dobrze, to teraz przykłady.

Na forach internetowych rozmaitego rodzaju każdego miesiąca pojawia się po kilka wpisów, których głównym sensem są problemy ze szczeniakami. Ale jakie problemy! „Co robić, mój szczeniaczek ma 3 miesiące i jeszcze sika w domu!” – niesamowite, prawda? Zupełnie jakby wymagać od kilkumiesięcznego dziecka, aby robiło na sedes, samo się podtarło i jeszcze spuściło wodę. „A mój szczeniak to strasznie gryzie, a te jego zęby to jak igiełki, dlaczego on gryzie?!” – naprawdę kogokolwiek dziwi, że szczeniak gryzie? Szczeniak nie ma rączek, którymi może poznawać świat. Ma za to zęby, niepohamowaną, naturalną ciekawość świata, swędzące dziąsła oraz jest jak tabula rasa – nie wie, że gryźć człowieka nie powinien. A człowiek jednak powinien wiedzieć, że szczeniaka pewnych rzeczy trzeba oduczyć, a inne są dla niego naturalnymi zachowaniami, więc warto zapewnić mu coś do gryzienia, np. wytrzymałą zabawkę. A jeśli ktoś bierze szczeniaka, licząc, że będzie zachowywał się jak dorosły pies i z powagą siedział w jednym miejscu, nie psocąc, a do tego sam się wychowa – nie powinien mieć psa.

„On nic nie zrobi!”

Przywołanie na spacerach jest jedną z rzeczy, które polskim psom przychodzą z wielkim trudem. Najczęściej bezproblemowo odwołują się psy bezdomnych oraz psy osób, które robią z czworonogiem coś poza spacerem dookoła bloku. Czyli niewielki odsetek. Owszem, część psów, nawet jeśli podbiegnie, to nie zrobi drugiemu psu krzywdy. Nie jest to jednak żaden powód dla tego, aby pozwalać psu na podbieganie. O podbiegaczach szerzej już pisałam, dlatego teraz krótko. Pozwalanie psu na podbieganie do innego psa jest nie tylko chamstwem, ale również i narażaniem go na niebezpieczeństwo. Inny pies, nawet na smyczy, może chcieć przerobić naszego podbiegającego czworonoga na mielonkę, a niekoniecznie musi mieć właściciela, który nad nim da radę (czy też ma ochotę) zapanować. Podbiegacze często psują pracę z psem drugiej osoby – jeśli ktoś ma psa lękliwego/agresywnego i ćwiczy nad olewaniem innych czworonogów, to niekontrolowany w żaden sposób podbiegacz wcale mu w tej mozolnej pracy nie pomaga. Jeśli ktoś ma psa na smyczy, to zwykle ma ku temu konkretny powód: pies jest chory, nie może biegać (co niedawno przerabialiśmy), nie lubi innych psów, właściciel nie życzy sobie, aby miał kontakt z innymi psami i tak dalej. Zadaniem drugiego psiarza jest uszanowanie tego i odwołanie swojego psa. Jeśli drugi pies jest luzem, to też nie jest oznaka, że nasz może do niego podbiegać – może ten pies akurat bawi się ze swoim panem, a jest drażliwy na punkcie zabawek? Może właściciel ćwiczy z nim coś, a rozproszenie w postaci obcego, podbiegającego psa jest jeszcze zbyt duże na tym etapie pracy? Powodów jest wiele.

Dlaczego uważam, że człowiek mający podbiegacza nie powinien mieć psa? Przecież teoretycznie może go nauczyć przywołania. No tak, może nauczyć – ale jest to nikły procent przypadków. Każdy z nas zna podbiegacze. Czy widzieliście kiedykolwiek ich właścicieli, którzy by choć spróbowali zawołać psa? Albo którzy pracowaliby nad tym, aby pies nie podbiegał? Którzy nosiliby ze sobą zabawki, smaki? Albo mieli psa na lince, skoro nie ma przywołania? Albo po prostu nie puszczali go ze smyczy, wiedząc, że mogą spotkać innego psa? Ja takich ludzi nie znam. Jeśli ktoś ma podbiegacza, to zwykle ten pies pozostaje podbiegaczem do końca swoich dni. A puszczanie psa luzem bez przywołania jest niebezpieczne dla psa, dla otoczenia, zaburza równowagę korzystania z przestrzeni publicznej i jest nieodpowiedzialne. A nieodpowiedzialni ludzie nie powinni mieć psa.

czy każdy powinien mieć psa, zabawy psów

„Ale ja nie sprzątam po psie!”

O, to jest jeden z moich ulubionych tematów. Sprzątanie po psie. Jak wszystkim psiarzom wiadomo, sprzątanie po psie jest jednym z obowiązków ustawowych posiadacza psa. Pewnie niektórych zaskoczę, ale również regulamin lasów mówi o tym, że w terenach, gdzie pies wejść może, ale obowiązuje ochrona przyrody, kupa sprzątnięta być powinna. Większość moich znajomych psiarzy sprząta po psie, również za czasów, gdy mieszkaliśmy we Wrocławiu, większość osób po psie sprzątała. A ten, kto nie sprzątał, doświadczał swoistego ostracyzmu i niemiłych uwag ze strony sprzątających.

Oczywiście, mowa o sprzątaniu takim, jakie opisywałam. Na terenach, gdzie ktoś mieszka, na trawnikach pod blokami, przed czyimś domkiem jednorodzinnym, na chodnikach, w miejscach użyteczności publicznej. Gdy idziemy w pole albo na polanę, gdzie nikt się nie zapuszcza i nikt nie dba o teren – no cóż, nie sprzątamy.

Tutaj, gdzie mieszkamy teraz, jest inaczej. Tutaj nie sprząta praktycznie nikt. Przed Urzędem Miasta stoją dwa kosze na kupy, w reszcie miasta – nie widziałam ani jednego. Miasto nie ułatwia sprzątania (o tym będzie osobna notka, ale potrzebuję trochę czasu na research) – nawet zwykłe kosze ustawione są bardzo rzadko, więc kupy zwyczajnie nie ma gdzie wyrzucić. Powodowało to problemy z posprzątaniem na samym początku po przeprowadzce, obecnie – znalazłam kosze w okolicy i po prostu muszę do nich z psem chodzić. W końcu, jak mówiliśmy – sprzątanie to obowiązek właściciela psa. A właściciel psa powinien pamiętać, że ma nie tylko prawa, ale i obowiązki.

Wszelkie argumenty, będące odpowiedzią na moje „czemu pani nie sprząta?”, typu „to ohydne”, „nie dotknę kupy”, „to się przecież rozłoży”, „nikt nie sprząta”, „spier***** gówniaro” (tak tak, to też wg niektórych osób jest „argument”) mnie śmieszą. Polacy zawsze znajdą masę wymówek, aby tylko nie utrudniać sobie życia. A sprzątanie jest ważne jeszcze z jednego powodu – ostatnio ja zostałam, delikatnie mówiąc, opieprzona za to, że psiarze nie sprzątają po psach dokładnie w chwili, kiedy sprzątałam po swoim psie na oczach pani czepiającej się. Zdaję sobie sprawę, ze jedna mała kupa mojego psa niewiele zmieniła w zagównionym kawałku ziemi, ale ja miałam czyste sumienie. A pani najwyraźniej postanowiła wyżyć się na mnie, bo łatwiej na młodej kobiecie z małym psem, niż na starszym sąsiedzie zza ściany czy dresie z dużym psem. Dlatego – kto nie potrafi wypełniać swoich obowiązków związanych z posiadaniem psa, nie powinien mieć psa.

„On niszczy, a ja nie mam czasu na długi spacer!”

To zazwyczaj dotyczy młodych psów, które osiągają zenit frustracji i zaczynają niszczyć/załatwiać się w domu/wyć z nudów. Zawsze pierwsze pytanie dotyczy tego, ile dana osoba poświęca czasu swojemu psu. No, wychodzi, że tak to dwa krótkie spacery i jeden dłuższy, polegający na spuszczeniu psa ze smyczy i tyle. Jakaś praca nad psem, nauka czegokolwiek, wysiłek umysłowy kontrolowany przez właściciela? Ale po co, przecież to PIES. No ale pretensje są, że pies nie tak się zachowuje i coś powinien robić inaczej, a najlepiej to mieć włącznik on/off i po problemie.

Niestety, w takich sytuacjach jedna sprawa to poświęcenie psu czasu, a druga – zaplanowanie aktywności w odpowiedni do jego potrzeb sposób. Jeśli wychodzimy z psem na 10 minut rano, a ten podczas spaceru się nie załatwia, a po powrocie z niego ma full energii – to chyba nie musimy się zastanawiać zbyt długo, dlaczego załatwia się w domu i niszczy? Sama aktywność fizyczna też nie sprawi, że pies przestanie niszczyć. Tutaj potrzeba pracy, a na pracę  trzeba czasu i cierpliwości. Jeśli ktoś uważa, że rano ma dla psa tylko 20 minut, to świadczy jedynie o tym, że za późno wstaje. Wcale nie trzeba poświęcać psu od razu dwóch godzin, ale wystarczy dobrze zaplanowana godzina, zakończona wyciszeniem, z czasem na aktywność, ale również zmęczenie psychiczne oraz załatwienie potrzeb. Jeśli więc ktoś nie ma czasu dla psa, to cóż – nie powinien mieć psa.

czy każdy powinien mieć psa

Oczywiście, sytuacji takich jak opisane wyżej jest więcej, ja napisałam tylko o tych, z którymi spotykam się najczęściej. Warto pamiętać, że decyzja o posiadaniu psa nie powinna wynikać z nagłego przypływu emocji czy nieprzemyślanego pomysłu jednej osoby, nieskonsultowanego z innymi domownikami. Aby mieć psa, trzeba być człowiekiem rozsądnym, odpowiedzialnym, znającym swoje obowiązki i je wypełniającym, a także świadomym tego, że posiadanie psa to nie tylko przyjemności. A co najważniejsze, i co zawsze powtarzam – nie każdy musi mieć psa!