Bieszczady z psem: Wetlina

Dziś parę słów o miejscowości, w której mieliśmy kwaterę i siłą rzeczy – przebywaliśmy najwięcej. Jednego dnia, w ramach odpoczynku od dłuższych tras, zrobiliśmy sobie wycieczkę po Wetlinie. Również po to, aby przybliżyć Wam to urokliwe miejsce 🙂

O historii

Najstarsze wzmianki o Wetlinie pochodzą z końcówki XVI wieku, kiedy wieś przebywała w rękach rodziny Kmitów. Pierwszą częścią Wetliny, która została zasiedlona, było Stare Sioło – osiedle, na którym mieliśmy okazję nocować. Z czasem zasiedlona została część zwana Zabrodziem, przy rzece Wetlince. Na samym końcu zasiedlono osiedle Osada, w którym po 1629 zamieszkały osoby z sąsiedniej miejscowości Moczarno – samo Moczarno zostało całkowicie opuszczone z powodu licznych ataków rozbójników oraz szalejącej tam zarazy.

Wetlina przechodziła z rąk do rąk, żeby w końcu pozostać własnością rodziny Konarskich aż do wybuchu I Wojny Światowej. W latach największego rozwoju mieszkało tutaj ponad 800 mieszkańców, choć warto zaznaczyć, że większość z nich była wyznania greckokatolickiego. Początkowo we wsi była szkoła parafialna, zaś w 1890 założono szkołę publiczną, składającą się z jednej klasy. Rozwijała się ona aż do 1944 roku, kiedy została doszczętnie spalona.

Dziś nie uświadczy się również widoku cerkwi pw. św. Wielkiego Męczennika Dymitra, która została wzniesiona w 1786, a rozebrana 1928, kiedy zbudowano tuż obok cerkiew pw. Chrystusa Króla. I ta cerkiew została zniszczona – wysadzono ją w powietrze w 1950 roku. Warto zaznaczyć, że była jedną z największych świątyń w okolicach.

W 1946 roku, na skutek działań Ludowego Wojska Polskiego oraz jego konfliktu z Ukraińską Armią Powstańczą, cała wieś została wysiedlona. Podupadała, materiały z domów i zabudowań – między innymi cerkwi, młynów, domów myśliwskich – wykorzystywano przy budowie strażnicy i innych budynków niezbędnych wojsku, a resztę spalono. Ponowne zasiedlanie wsi rozpoczęło się dopiero w latach 60. XX wieku, kiedy w okolicach Wetliny rozpoczął się wielki wyrąb lasów. Pierwszymi mieszkańcami wsi byli pracownicy fizyczni oraz oo. bernardyni, którzy otrzymali pod swoją opiekę erygowaną w 1980 roku, obecną parafię wetlińską. Wszystkie zabudowania w Wetlinie pochodzą z ostatnich lat, po ponownym zasiedleniu wsi.

DSCN6025-2

Wetlina dziś

Dziś Wetlina jest jedną z najbardziej znanych miejscowości wypoczynkowych oraz baz wypadowych na większość bieszczadzkich szlaków. Wynika to z faktu, że leży zarówno blisko Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego, jak również Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Cała miejscowość znajduje się u podnóża Połoniny Wetlińskiej.

W całkiem przypadkowej rozmowie z sołtysem wsi dowiedzieliśmy się, że większość mieszkańców utrzymuje się jedynie z sezonu wypoczynkowego. Faktycznie, jest tutaj bardzo dużo miejsc noclegowych, kilka restauracji i karczm oraz dwa sklepy. Nie ma poczty – jeśli więc chcemy wysłać do bliskich kartkę, pozostaje nam wybór jednej ze sklepu ABC, położonego w Starym Siole, dokupienie w tym samym miejscu znaczków oraz wrzucenie kartek do wybieranej raz w tygodniu skrzynki pocztowej niedaleko skrętu do Wodospadu Ostrowskich.

Dziś w miejscowości jest około 370 mieszkańców – ponad połowa mniej niż w latach największego rozwoju Wetliny.

Wetlina a Bieszczady z psem?

Mimo nieprzyjaznego podejścia Bieszczadzkiego Parku Narodowego do psiarzy i czworonogów, sama Wetlina jest bardzo przyjemnym miejscem do wypoczynku z psem. Sami natknęliśmy się na co najmniej kilka różnych ośrodków oferujących wynajem pokojów z czworonogami. Możliwe jest również wynajęcie domków. W najbliższych dniach postaram się opisać kilka fajnych opcji noclegowych – wiele z nich leży na nowym osiedlu, zwanym Manhattanem i leżącym na trasie na połoniny.

Z psem można wejść również do większości karczm i restauracji. Do części tylko na ogródek czy taras, do innych również do wnętrza. W samej wsi nie ma zbyt wielu czworonogów – w zasadzie byłam zdziwiona tym, jak mało psów nas obszczekuje i jak mało psów widujemy na podwórkach. Podczas pobytu w Wetlinie spotkaliśmy w sumie trzy psy, z czego jeden należał do właścicieli karczmy, a jeden – do turystów.

Nie rozczarują się również ci, którzy chcą potraktować Wetlinę jako bazę wypadową do dalszych wycieczek, gdzie na trasę trzeba dojechać busami. Busy przyjeżdżają do Wetliny regularnie – praktycznie od samego rana do godziny 18 można liczyć na szybki dojazd zarówno w stronę Ustrzyk Górnych, jak również Cisnej. Kierowców jest kilku, można wziąć od nich wizytówkę, dzięki czemu, gdy zejdziemy ze szlaku i nie będziemy chcieli iść kilku czy kilkunastu kilometrów asfaltem do najbliższego przystanku albo parkingu, można szybko ustalić transport. Cena zależy zazwyczaj od ilości osób, przy większej grupie jest mniejsza. Wszyscy kierowcy bezproblemowo zapatrywali się na zabranie psa do busa.

Z Wetliny rozpoczyna się również wejście na opisywany na blogu Jawornik, gdzie z psem możemy bez problemu wędrować.

Zapomniany wodospad Ostrowskich

Na koniec chciałam jeszcze przedstawić Wam zapomniane miejsce – wodospad Ostrowskich. Większość osób widzi go na pocztówkach, ale nie ma pojęcia, gdzie właściwie ten wodospad się znajduje. My również mieliśmy kłopot z jego zlokalizowaniem, pomógł nam przemiły pan w punkcie informacji turystycznej, znajdującym się w Starym Siole, przy sklepie. Okazało się po prostu, że wodospad jest oznaczony tuż w jego okolicy, a nie w całej Wetlinie, co sprawia, że wiele osób nawet nie jest w stanie go znaleźć. Tymczasem jednak wycieczka jest warta uwagi – do wodospadu schodzi się z drogi prowadzącej do Schroniska pod Wysoką Połoniną. Mały znaczek pokazuje strome zejście do samego koryta Wetlinki, leżącego po prawej stronie, a także wodospadu Ostrowskich, znajdującego się po stronie lewej.

Wodospad jest niewysoki – liczy około 5 metrów, ale ta nieduża wysokość wystarcza, aby był największym wodospadem jednolitym w całych Bieszczadach. Znajduje się na strumyku Słowiańskim, który można minąć, idąc drogą prowadzącą do Przełęczy Orłowicza, o której za chwilę. Położony jest w miejscu tak zacisznym, że łagodny szelest opadającej wody koi zmysły i pozwala naprawdę się zrelaksować. W okresach, kiedy opadów jest mniej, bez problemu można przysiąść na wysuszonych kamieniach koryta potoku i w posiedzieć w ciszy, wśród dzikiej przyrody – dosłownie kilkadziesiąt metrów od głównej drogi, której istnienia przy wodospadzie jesteśmy zupełnie nieświadomi.

Spacer na trasie do Przełęczy Orłowicza

Do samej Przełęczy Orłowicza niestety z psem nie dojdziemy, ponieważ leży na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby zrobić sobie miły spacer do granic parku, tym bardziej, że przejść można tam na dwa sposoby. My wybraliśmy najpierw szlak żółty, wychodzący od przystanku w Starym Siole. Idzie się tutaj kawałek asfaltem, aby za chwilę wejść na odsłonięty, polny szlak. Szlakiem praktycznie przez cały czas idziemy pod górę – płasko robi się dopiero w okolicach niewielkiego, o tej porze roku zamkniętego baru dla turystów. Tutaj jeszcze małe ostrzeżenie – w Wetlinie w tych właśnie okolicach zlokalizowano gawrę niedźwiedzi, od której zresztą nazwę wziął jeden z pensjonatów. Dlatego bardzo istotne jest, aby nie tylko nie schodzić z wyznaczonego szlaku, ale również nie puszczać luzem psa – może sprowokować atak albo sam zaatakować bądź pobiec za tropem.

Tym szlakiem dochodzimy do miejsca, w którym droga polna schodzi się z drogą asfaltową. Warto dodać, że idąc szlakiem, cały czas mamy przepiękny widok na pasmo Połoniny Wetlińskiej. Po dojściu do skrzyżowania można spokojnie napoić psa, nabrać sił, przysiadając na ławeczce pod barem, a następnie wrócić do Wetliny drogą asfaltową – rzadko używaną – po najnowszych osiedlu zwanym Manhattanem. Tutaj możemy zapoznać się również z ciekawymi miejscami noclegowymi, jeśli szukamy czegoś na kolejny rok.