Bezpłatny dom tymczasowy – rzeczy, o których się nie mówi

Dzisiaj słodzenia nie będzie, bo to, co coraz częściej zauważam w „psim” światku, nieco mnie załamuje. Jest coraz więcej osób, które głośno krzyczą o pomoc dla psów, chcą rozliczać i monitować, a nie robią ze swojej strony praktycznie nic. Ba! Potrafią ferować wyroki, mimo że nigdy nie były w takiej sytuacji. Przykład? Bezpłatne domy tymczasowe i „cioteczki”, które kochają pieski miłością oderwaną od rzeczywistości – nie mogą dać im DT, ale chętnie taki DT rozliczą, zwykle na minus, bo coś nie zgadza się z ich wyidealizowanym obrazem i teoretycznymi wyliczeniami. A następnie „cioteczki” płaczą, bo domów tymczasowych coraz mniej – czemu ja się osobiście wcale nie dziwię.

Może zabrzmi to egoistycznie i zarozumiale, ale uważam, że ktoś, kto nigdy nie miał problemowego psa na DT, nie jest w stanie nawet zgadnąć, ile to wymaga wysiłku i poświęcenia – zarówno poświęcenia opiekuna, jak i pieniędzy, przedmiotów. Każdy, kto uważa, że bycie DT to takie nic, powinien wziąć sobie albo psa z lękiem separacyjnym takim, że będzie wygryzał mu futryny i wył przez 8 godzin wniebogłosy, albo szczeniaka, który będzie parszywie zarobaczony i będzie tymi robakami robił w całym domu – również tam, gdzie nam się wydaje, że by nie wszedł. Może jeszcze wziąć dorosłego psa z agresją lękową, albo staruszka, który po prostu robi pod siebie i którego trzeba znosić na spacery. Oczywiście, to nie są przypadki, które stanowią nawet połowę wszystkich – ale i takie przypadki się zdarzają. I to właśnie dla nich zwłaszcza szuka się bezpłatnych domów tymczasowych, z tego prostego powodu, że koszty leczenia i żywienia będą już tak duże, że nie będzie się dało zapłacić jeszcze za hotel, a psu trzeba domowych warunków. 

I znów potwierdza się zasada, że co komu przyjdzie za darmo, tego nikt nie szanuje. Skoro ktoś wziął pod opiekę psa za darmo, skoro pies jest już potencjalnie bezpieczny – to rzucamy tę sprawę i biegniemy do innego, biednego pieska, którego uratujemy, bo jesteśmy bohaterami, ot co! A taki bezpłatny DT zostaje sobie sam na lodzie – sam z utrzymaniem psa, sam z szukaniem domu, sam z opłaceniem rachunków, bo przecież gdzieś zawsze jest bardziej potrzebujący funduszy i uwagi pies. I gdy taki DT w końcu podejmie jakąś decyzję, coś zrobi – odda psa do DS, zmieni karmę, zmieni weterynarza, cokolwiek – to sępy zlatują się znów, tym razem aby rozszarpać swoją ofiarę, bo jak ktoś mógł zrobić coś, z czym one się nie zgadzają! Na argument, że przecież ich nie było, odpowiadają, że one też mają własne życie, pracę, rodzinę, obowiązki. Zupełnie, jakby taki DT ich nie miał i ślubował po koniec świata zajmować się jednym psem, który zazwyczaj z opisu jest totalnie inny, niż okazuje się w rzeczywistości (i jest to odmiana in minus) i za którego ktoś zobowiązał się odpowiadać i „sobie zapomniał” albo „był zajęty”.
Załóżmy jednak, że udało nam się znaleźć ludzi uczciwych czy też fundację, która faktycznie płaci za żywienie psa czy choćby jego leczenie, jeśli nas stać na kupowanie karmy czy ta karma nie jest specjalistyczna. Na tym zwykle opiera się bezpłatny dom tymczasowy. Tylko, czy faktycznie jest bezpłatny? Mieliśmy okazję prowadzić takie DT, no i bezpłatne to one z pewnością nie są, a nam trafiały się jednak przypadki dość lekkie; w większości z nich też sami płaciliśmy za leczenie (czy zbieraliśmy na nie), podobnie za karmę (albo kupowali ją nasi Przyjaciele). Prócz jednak karmy i leczenia dochodzą też inne wydatki. W przypadku szczeniąt, które dodatkowo chorują i nie mogą wychodzić na dwór, dochodzą do tego maty higieniczne. Średnio 2-3 maty na dobę, w zależności od wielkości psa oraz tego, czy na tę matę w ogóle robi. Dodatkowo nieprzebrane ilości ręczników papierowych (bo zwykle szczyle na matę nie trafiają) – to tyczy się też dorosłych psów, które nie umieją załatwiać się na dworze i robią, gdzie popadnie. Z tym wszystkim wiąże się konieczność częstszego zmywania podłogi nie wodą, a płynami, które zmyją zapachy, bo nikt raczej w obszczanym domu mieszkać nie chce. Odświeżacze powietrza, neutralizatory zapachów dla miejsc, które są obsikiwane szczególnie uparcie. Oczywiście, dodatkowo pranie wszystkich zasikanych elementów – legowisk, kocyków, a czasami w przypadku dorosłych psów i ubrań, pościeli. Środki dezynfekujące, niezbędne zwłaszcza, gdy pies jest zarobaczony. Akcesoria dla psów: obroże, szelki, smycze, które przecież też się niszczą, które trzeba do psa dopasować. Wszelkie gryzaki i zabawki – te pierwsze trzeba kupować na bieżąco, te drugie po dobrym wyparzeniu czy wygotowaniu nadają się do zabawy dla kolejnych psów, o ile nie zostaną rozbrojone. Środki profilaktyczne: choćby krople na kleszcze, coś przeciw pchłom (a raz nam się zdarzyło, że i wszom). Jeżeli pies cierpi na lęk separacyjny, to dodatkowo kennel, który teoretycznie może służyć wielu psom, a w praktyce bywa rozwalony po jednym psie, który np. wyważa drzwiczki, wykrzywia pręty czy gryzie podstawę. Nie zliczę zniszczonych rzeczy, jeżeli pies zostaje luzem – a bywa, że są to np. zjedzone do połowy drzwi, dywany, odgryzione listy podłogowe, poprzegryzane rozmaite kable, zjedzone telefony komórkowe, buty, ubrania. Oczywiście, poświęcany jest też czas – choćby na spacery, socjalizację, bo mówimy o dobrym domu tymczasowym, a nie takim, który „kocha pieski” i na tym kończy się jego zaangażowanie. Czas pożerają też podróże do weterynarzy, czekanie w kolejkach. Często nie ma wyjść z przyjaciółmi, bo trzeba zostać z psem. Często trzeba wstawać w nocy, zwłaszcza do szczeniąt – miałam jednego, którego karmiłam również w nocy, trzykrotnie, aby odzyskał wagę i zaczął prawidłowo chodzić. Prócz tego, nierzadko psy generują konflikty – bo współmałżonek, partner czy współlokator ma dość ciągłego piszczenia, lania w domu, pretensji sąsiadów, że pies wyje całymi dniami, czy smrodu, gdy psa nie można wykąpać. W końcu każdy ma swoją cierpliwość i nikogo nie można za to winić.

Dlaczego o tym piszę? Właśnie dlatego, że o tym nie pisze się prawie wcale. Panuje powszechne przekonanie, że dom tymczasowy świetnie sobie radzi z psami i wcale nie poświęca na to większej ilości pieniędzy, niż te z faktur za żywienie czy od weterynarza; że wszyscy w jego domu są zakochani w chorym, lejącym wszędzie psie i nie mają tego dość, bo wyróżniają się anielską cierpliwością; że opieka nad psem jest zupełnie policzalna i na pewno nie schodzi na nią dłużej, niż np. godzina dziennie (jak gdzieś przeczytałam), bo tyle ktoś, kto ma własnego psa, poświęca mu czasu w domu, nie licząc spacerów. Tylko, że tymczas to nie jest własny pies – to jest pies, który wymaga od nas o wiele więcej uwagi, aby nadawał się do adopcji. Uważam, że bezpłatnych domów tymczasowych jest coraz mniej, bo zwyczajnie nie są one szanowane, za to żeruje się na ich dobrym sercu i upycha do nich coraz więcej zwierząt, potem się nimi nie przejmując – wszak są bezpieczne, no nie?

Żeby było jasne – nie chcę nikogo zniechęcić do zostania DT. A może jednak chcę? To, co opisuję, nie zdarza się przy każdym tymczasie, ale przy każdym MOŻE się zdarzyć. Trzeba być na to gotowym i sobie to uświadamiać, aby decyzję o pozostaniu DT podejmować na bazie przemyśleń, analizy i trzeźwego spojrzenia na sytuację, a nie jedynie w wyniku porywu empatii czy dobrego serca. Ani raz nie żałowałam, że byłam DT, choć zdarzały się chwile, kiedy miałam ochotę usiąść i płakać albo zwyczajnie to robiłam, z bezsilności, zmęczenia czy poczucia samotności w tym, co robię. Jeśli masz możliwość zostać bezpłatnym domem tymczasowym – zostań, bo to rzecz, która daje bardzo wiele satysfakcji i bardzo rozwija. Pamiętaj tylko, że jak się ma miękkie serce, to trzeba mieć twardą dupę.
  • Właśnie jestem taką frajerką i prowadzę BDT dla psiaków. Koszty, zniszczenia domu, zniszczenia rzeczy prywatnych oraz ilość pracy ogromna…..A, no i jeszcze muszę być zawsze miła i po 100 razy odpowiadać uprzejmie na te same pytania bo trudno przeczytać zamieszczone wcześniej informacje. Im więcej mam u siebie piesków, którym pomagam, tym mniej mam pomocy bo przecież jestem taka zaradna i samowystarczalna….

  • Sama prawda i tylko prawda. Sama jestem DT, a dodatkowo pracuję w schronisku. Niestety ludzie nie wiedzą zazwyczaj z czym się wiążę tymczas. Chcą nim być, ale jak mówię z czym to się wiąże to niestety rezygnują 🙁 Miałam u siebie i szczeniaki, które jadły co 3 godziny, i starszego niewidomego psa, wycieńczone psy, chore bardziej lub mniej, przewinęło się tego naprawdę sporo. Nie zawsze są to fiołki, ale mimo wszystko wiem że warto, zwłaszcza jak ratuje się psie życie i ogląda wspaniałe zdjęcia i czyta wieści z DS. Sama mam własnych psów 4 i dwójka z nich to tacy „pomocnicy”. Bardzo opanowane osobniki, które pomagają w resocjalizacji.

    Ale fakt jest faktem, że żeby zdecydować się na bycie DT trzeba dobrze przemyśleć swoją decyzję.

  • Magda

    Uważam, że osoby, które decydują się na założenie DT i prowadzą je, to ” Pomazańcy Boży” i trzeba koniecznie i nieustannie ich wspierać nie tylko finasowo ( bo rzeczywistość tego wymaga!), ale ciepłym słowem. Toż to „Istoty”, które są „Lepsze” od nas, zwykłych smiertelników. Tak, tak, nie przesadzam. I moim zdaniem to ” Inny Gatunek Ludzi” w najlepszym tego słowa znaczeniu, co pozwala jeszcze wierzyc w ” homo sapiens”. Badź

  • Meg

    Przykro mi, że Ty i inne DT mają takie doświadczenia. Ja współpracje z fundacją, która nie zostawia DT z niczym samego. Nie muszę prosić się o karmę, leczenie, leki, akcesoria, zabawki. Nikt nie opierdala mnie za wzięcia na fakturę takiego a nie innego leku. Do tego na drugim końcu telefonu wsparcie merytoryczne i pomoc w ogłoszeniach, szukaniu i weryfikacji DS.

    Oczywiście nie zawsze jest różowo. Trafiają się trudniejsze i łatwiejsze psy, a pranie i sprzątanie sików i gówien jest oczywiście na porządku dziennym 😀 To czasami naprawdę ciężka praca i nie zawsze jest lekko. Dlatego cieszę się, że ludzie z którymi współpracuję to doceniają.

    • Oczywiście, że i tak bywa, i dlatego fundacje, którym zależy na fajnych DT, bardzo o nie dbają. I to jest fajne. Nadal jest jednak wiele psów poza fundacjami, którym nie ma kto pomóc, albo w fundacjach, którym średnio zależy – i tutaj zaczynają się schody. A sprzątanie sików, gówien, socjalizacja, opanowanie dziwnych zachowań – to ryzyko wliczone w ten „fach”. Szkoda tylko, że wielu wydaje się, że wzięcie psa na DT to takie nic, bo naprawdę, nie jest prawdziwym stwierdzenie, że „jak masz juz jednego psa, to ten drugi na DT nie stanowi wielkiej różnicy” (co usłyszałam ostatnio). Stanowi ogromną różnice, i ktoś, kto tego nie rozumie, prawdopodobnie nigdy nie był DT – i może to dobrze 😉

  • Psiolubka

    Świetny wpis. Ja dawno temu byłam DT dla suni z trójką szczeniaków, tylko przez 2 tygodnie co prawda, i na szczęście pomoc finansową w tym miałam, ale zniszczeń sporo było, łącznie z kupą wżartą w parkiet (bo oczywiście na podkłady dzieciaki nie trafiały) i nadjedzoną ścianą, ale było warto, a mamusia u mnie została już na zawsze 🙂

    Jednak fakt, że nie zawsze jest pięknie, teraz jestem DT dla psiaka w wieku dojrzałym. Miały do nas przyjechać dwa małe, spokojne psiaki, przyjechał jeden średni i agresywny a drugi wielki i nadpobudliwy. Pierwszemu znaleźliśmy inny DT, który sobie z nim radzi, drugi został. Wsparcia nie mamy żadnego, mieliśmy dostawać karmę, miał być załatwiony wet, nie dostaliśmy ani grosza. W międzyczasie psiak dostał wylewu, wyszło zapalenie uszu, wszystkie koszty musieliśmy pokrywać z własnej kieszeni. Żeby w ogóle sobie jakoś poradzić, wysprzedaliśmy pół domu na bazarkach, a długi nadal spore. Naszym dwóm psiakom skończyły się szczepienia, tymczasowicz niekastrowany, od początku ma też guzka na boku, z którym też nic nie jest zrobione, bo nie ma na to wszystko pieniędzy. Byle czym przecież psów karmić nie mogę, szczególnie, że jeden z naszych psiaków jest już starszy i ma problemy z trawieniem, a tymczasowicz chudy jest jak patyk, do tego dochodzą leki i dla rezydenta, i witaminy dla tymczasowicza, tymczasowiczowi musieliśmy kupić szelki, żeby móc go podtrzymywać, bo mu po wylewie dupka leciała (na szczęście już jest ok), miskę spowalniającą jedzenie udało nam się wyżebrać (łyka wszystko jak leci w tempie straszliwym). Przeszliśmy w międzyczasie izolowanie od siebie suni z cieczką i niekastrowanego psa na terenie 30-to metrowej kawalerki, bo sterylkę z powodów finansowych też ciągle odwlekamy, skończyło się na szczęście tylko nadżartymi drzwiami od łazienki. O procesie wychowawczym tymczasowicza można by pisać całe epopeje, poczynając od srania po domu, przez jedzenie śmieci, ataki na inne psy, notoryczne kradzieże ze stołu, sikanie po meblach i roślinach doniczkowych i ciągnięcie na spacerze, a na kilkugodzinnej ucieczce (tak ciągnął, że urwał karabińczyk od smyczy i poleciał w pola) kończąc. O całodobowej opiece po wylewie wspominać chyba nie muszę. Psiaka wychować się w końcu udało, przynajmniej na tyle, że nadaje się do życia w domu. Teraz czeka nas odrobaczanie, bo od 9-ciu miesięcy nie przytył ani trochę, a wcześniej się nie dało, bo wylew. Co będzie dalej – nie wiem, pewnie drugą połowę domu trzeba będzie wysprzedać i jakoś zebrać kasę. Nie powiem, że żałuję, że się zgodziłam być DT, bo psiak jest naprawdę kochaną przylepą, problemowy, ale kochany, jednak więcej na bycie BDT się nie zgodzę. Udało nam się wynająć tanio domek i mamy zamiar od wiosny ruszyć z organizacją DT, ale tym razem już płatnego i przyjmować zwierzaki będziemy tylko od naprawdę zaufanych osób.

    • Dzięki 🙂 Generalnie z dawaniem DT to jest tak, że jak kogoś trzeba, to jest płacz i zgrzytanie zębów, ale jak już się znajdzie ten DT, to wszystko zamiera, a stado „cioteczek” biegnie do kolejnego potrzebującego zwierzaka, bo przecież tamten już zaopiekowany, no nie? Sama wiem, że na początkach bycia DT potrzeba wsparcia, i nawet jeśli nie finansowego, bo ktoś daje sobie radę, to wsparcia słowem, rozmową, odciążeniem człowieka na chwilę. Ostatnio, zupełnie świadomie, wzięliśmy do siebie małego Rambo, który był u nas lekko ponad tydzień. Ten tydzień odznaczył się na nas nieprzespanymi nocami, wydatkami na weterynarza, na maty, na wołowinę, którą trzeba było gotować, i wieloma innymi wyrzeczeniami. Oczywiście uważam, że było warto – i nie mówię tego, aby się poskarżyć. Są bowiem, jak może nie wiesz, ludzie, którzy uważają, że ten tekst nie powinien powstać, bo jest „skargą”, i skoro mi tak ciężko, to nie powinnam być BDT. A tymczasem nie o to chodzi – tylko o pragnienie, aby BDT były szanowane i wspierane. Bo jest ich naprawdę coraz mniej 😉 My wybieramy sobie psa na DT sami, i sami bierzemy za niego pełną odpowiedzialność. Ale gdybym miała brać psy od osób obcych, na pewno podpisywałabym z nimi umowę i oczekiwała przynajmniej, w optymalnych warunkach, zwrotu za karmę czy weterynarza – rzecz jasna na podstawie faktur. Serce sobie, a rzeczywistość sobie.

  • Guśka

    Brawo, cieszę się, że napisałaś o tym, co łukiem szerokim jest omijane. Kilka lat tamu napaliłam się, niczym szczerbaty na suchary, że stworzę BDT. Cioteczki wydarły „dla mnie” z mordowni 5 mies sunię, która zawitała do naszego domu. Chora, zarobaczona, zagłodzona…. Nie będę rozpisywała się, jak wyglądał nasz dzień powszedni jednakowoż, co było do przewidzenia, sunia została u nas na zawsze. Ale … no właśnie, był to początek mojej edukacji i po przemyśleniu, solidnym rozważeniu doszłam do wniosku, że nie podołam wyzwaniu, że, jak piszesz, sama miłość, oddanie to zdecydowanie za mało. Zdałam sobie sprawę z ogromu odpowiedzialności, a także (może przede wszystkim) z mojej niewiedzy – nie mogę brać odpowiedzialności za Istotę, której nie będę w stanie zapewnić socjalizacji, bo o stronie finansowej już wspominać nie będę. Uświadomiłam sobie wszystko to, o czym piszesz uznając, że znajdę miejsce dla siebie, z którego będę mogła pomóc w innej formie. I tak od kilku lat pomagam pomagającym poprzez bazarki łatając dziurawe skarpety DT jednocześnie spłacając dług wdzięczności za pomoc, której sama doświadczyłam walcząc o zdrowie naszej Suni. O przepychankach, nagonkach na forach nawet pisać mi się nie chce – ręce opadają i może się odechcieć wszystkiego. Pozdrawiam jeszcze raz dziękując za wpis 🙂

    • Tak, niestety, tak to bywa. Ja jestem zdania, że każdy rodzaj pomocy jest potrzebny, także choćby robienie ogłoszeń, które niestety często są mało efektywne przez swoją formę. Bazarkami w zamierzchłych czasach także się zajmowałam, ale teraz nie znajduję na to czasu. I bardzo fajnie, że znalazłaś swoją „niszę” na pomoc 🙂 Pozdrawiam!

  • Pingback: Dlaczego adopcje szczeniąt nie są łatwe? - Biały Jack()