Adresówka dla psa

Dziś będzie o czymś, co moim zdaniem powinien mieć „na sobie” każdy pies, który nie jest w zamkniętym pomieszczeniu. Także taki, który wyszedł „tylko na siku” albo biega sobie po swoim własnym podwórku. Dlaczego? Ano dlatego, że adresówka jest jednym z elementów, które sprzyjają szybszemu znalezieniu psa, jeżeli ten ucieknie z terenu posesji/zwieje na spacerze/zerwie się ze smyczy i takie tam. Wiem, wiem – teraz znajdzie się grono osób, które stwierdzi, że ich pies nigdy się nie zgubi, bo robią wszystko, a pies sam w sobie jest geniuszem i też będzie zapobiegał zagubieniu. Jednak sytuacje w życiu są różne, nawet najdziwniejsze, o czym należy zawsze pamiętać – dlatego adresówka to podstawa.

Istotne wydaje mi się też, co na tej adresówce jest napisane. Ja zwykle każę tam umieścić imię oraz numery kontaktowe do mnie i do M. Niektórzy umieszczają adres, ale uważam to za „stratę miejsca”, bo przecież jeżeli podróżujemy, to pies może się zagubić wszędzie, prawda? Spotkałam się z opinią, aby nie umieszczać imienia na adresówce, ponieważ może to sprawić, że ktoś (np. złodziej) zacznie wołać psa po imieniu, które dojrzy właśnie tam; w przypadku tak małego psa jak mały biały musiałby mieć chyba lunetę ;)
Na rynku jest ogromny wybór rozmaitych adresówek – ja zwykle kieruję się niekoniecznie tym, aby były to najbardziej wymyślne i najpiękniejsze identyfikatory, lecz tym, aby były trwałe i dobrze wypełniały swoje zadanie. Z tego też powodu pierwsze adresówki, jakie nabyliśmy dla małego białego, były stalowe. Wytrzymałość miały (i mają nadal) bardzo wysoką, nic im się nie stało poza tym, że… zaczęło ścierać się grawerowanie. W ostatnim tygodniu zamówiłam się adresówki z grubej pleksy i zobaczymy, jak one będą się spełniać w tej roli.
Znam grono osób, które korzystają z adresówek wypisywanych, gdzie skrawek papieru z numerem kontaktowym można „zakręcić” w maleńkiej tubce – w 8/10 przypadkach jednak dolna część owej tubki odpada w psich szaleństwach i adresówka jest bezużyteczna. Dość ostrożnie podchodziłam swego czasu do adresówek, w których wyjmuje się plastikową, przezroczystą część z przodu i zapisuje numer, po czym znów się zakłada plastik – obawiałam się, że taka karteczka szybko zamoknie. Miało takie adresówki jednak kilka znanych mi psów i u wszystkich się sprawdziły; co więcej, u jednego, który właśnie zerwał się ze smyczy, ta adresówka pomogła w odnalezieniu psa praktycznie 20 minut po zdarzeniu.
Wiele osób odradza adresówki z laminatu, jako że potrafią się on wyginać czy nawet łamać, jeśli pies o coś zahaczy. Niektóre z nich – akurat byłam tego świadkiem – łamią się tuż przy kółku, które służy do zapięcia całości do obroży, więc są potem totalnie bezużyteczne.
Niepraktyczne zdają mi się być adresówki z diamencikami i różnymi świecidełkami. Z jednej strony obawiałabym się, że efekt będzie straszny, kiedy któryś kamyczek wypadnie – a wypadnie z pewnością, sądząc po tym, jak zwykle są one zamontowane. Z drugiej strony, jeśli pies ma upodobanie do brudzenia się, to z pewnością musi ten brud wchodzić między te kamyczki, a doczyszczenie tego pewnie jest straszne.
Podobają mi się adresówki zrobione jak nieśmiertelniki wojskowe i pewnie bym małemu białemu takie kupiła, gdyby nie fakt, że… to mały biały. Jest to świetny rodzaj identyfikatora, ale raczej dla dużych psów – na małych (np. yorkach czy niewiele większych russellach) wygląda to dość topornie i komicznie, przynajmniej moim zdaniem.
Inną sprawą jest przyczepienie adresówki do obroży, zwłaszcza, gdy pies tych obroży trochę ma. Wydaje mi się, że dziś – grzebiąc i dłubiąc – znalazłam rozwiązanie idealne dla tych, którzy lubią, jak im się kolory komponują w całości ;) Choć nie jestem specjalną fanką kupowania psu akcesoriów na każde wyjście innych, to jednak kilka obroży mamy, a kiedy kolory totalnie się gryzą, to jest to denerwujące. Planowałam kupić specjalny holder do identyfikatora, ale odstraszył mnie fakt, że ma on tylko jeden kolor no i tylko jedną wielkość (tzn. jest na obrożę o jednej, określonej szerokości). W związku z tym sama postanowiłam stworzyć takie mocowanie – na razie tylko dla obroży rozpinanych, czyli na klamrę albo zatrzask. No i oto jest! Połączyłam pasję do tworzenia biżuterii z odrobiną wyobraźni i otrzymałam mocowanie regulowane, a więc takie, które uda się wsadzić na więcej, niż jedną obrożę. Szybko się zakłada, szybko się zdejmuje, no i jest w kolorze zbliżonym, a nie kontrastowym. A do tego jest trwałe, nie obciera sierści, bo jest zrobione z materiałów biżuteryjnych, i można je prać :) Jestem ciekawa, jak się sprawdzi – jeśli dobrze, to będę chciała zrobić parę takich przykładowych mocowań i podarować kilku osobom do testowania. Ktoś zainteresowany? :)







  • http://www.blogger.com/profile/00716974308926050335 Agata

    Super pomysł! Bardzo fajnie to wygląda. Ja mam bardzo dużo różnych obroży, drażni mnie wymienianie adresówek z metalowym kółkiem, źle się nakłada i paznokcie sobie łamię, hehe. Bez adresówki nie wyjdę z domu, to super sprawa, zawsze może się stać nieszczęście i piesek gdzieś się nam zawieruszy a za schroniska nie chciałabym moich histeryków odbierać :(.
    Jak coś to ja chcieć testować, pozdrawiamy :)

    • http://www.blogger.com/profile/02537298395388663249 Isztar

      Fajnie, że się podoba – ja też zawsze łamię paznokcie, albo przynajmniej rozdwajam, stąd pomysł :) Agata, jeśli jesteś zainteresowana, to daj mi na maila: bialyjackrussell@gmail.com szerokość obroży w taśmie oraz najszerszym miejscu, kolor oraz adres :)

    • http://www.blogger.com/profile/00716974308926050335 Agata

      Super!, śliczne dzięki :)

  • http://www.blogger.com/profile/03529567699325326855 Passion

    Identyfikator to bardzo ważna rzecz. Pierwsze adresówki jakie kupiłam moim psom były z laminatu. Niestety połamały się przy tej dziurce która służy na przyczepienie do niej kółeczka. Jeden pies zgubił adresówkę na spacerze, a drugi w domu. Teraz mają stalowe i na razie nam się grawer nie zdziera.
    Zapomniałaj wspomnieć jeszcze o takich podłużnych adresówkach, które przyczepia się nitami do obroży. Jednak jak ktoś często zmienia psu obroże to taki identyfikator nie jest funkcjonalny. Chyba że ma się tyle adresówek ile obroży.
    PS. Ja bym mogła się chętnie zgłosić do testowania twojego holdera :). Szkoda tylko, że jest on tylko do obroży rozpinanych, bo jednak w większości mamy półzaciski. Ale do tych naszych klamrowych i szprzączkowych mógłby się przydać.

    • http://www.blogger.com/profile/02537298395388663249 Isztar

      Passion, na razie takie, bo muszę wypróbować na moim małym jakieś dobre zapięcie do obroży zaciskowej i półzaciskowej. Jeśli jesteś zainteresowana testowaniem, to daj mi na maila: bialyjackrussell@gmail.com szerokość obroży w taśmie oraz najszerszym miejscu, kolor oraz adres :)

  • http://www.blogger.com/profile/09157746741039304710 hidden

    Ja ostatnio wynalazlem w formie gustownej metalowej kości długości ok. 2 cm z rewersem wykonanym z materiału podobnego do tego używanego do pola na podpis na kartach płatniczych. Wszelkie informacje umieszcza się na tym identyfikatorze mazakiem, który na pewno nie zniknie.
    Ciekawą cechą tego pola jest fluoroscencja.
    Niestety rąk jak wskazujesz: liche przypiecie do obroży.
    Z checia przetestuje Twój wynalazek na swojej pięknej.

Post Navigation

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Email
Print